Dziś w „Naszym Dzienniku”
Nagonka na lekarza
Piątek, 30 kwietnia 2021 (00:01)Lekarz od początku trwania epidemii leczy swoich pacjentów amantadyną. To wywołuje wściekłość m.in. niektórych członków Rady Medycznej przy premierze. Niejednokrotnie krytykowali oni pulmonologa z Przemyśla za stosowne przez niego metody terapeutyczne.
Do chóru przeciwników lekarza dołączyli ostatnio dziennikarze związani z wydawnictwem Agora. W swoich lewicowych mediach zamieścili artykuł, który szkaluje dobre imię dr. Włodzimierza Bodnara.
Uderzyć i ośmieszyć
Lekarzowi z Przemyśla zarzuca się m.in., że nieprecyzyjnie określa liczbę pacjentów, którym pomógł wyjść z choroby wywołanej wirusem SARS-CoV-2, że wielu leczonym przez niego osobom nie zlecił wykonania testu PCR na obecność wirusa lub że oprócz praktyki lekarskiej jest także przedsiębiorcą. Zapytaliśmy pulmonologa, co sądzi o tego typu atakach, których stał się obiektem, zwłaszcza w ostatnim czasie. – Ewidentnie nie chodziło o to, aby dociec prawdy na temat problemu leczenia ludzi w czasie epidemii, ale o to, aby we mnie uderzyć i aby ośmieszyć ludzi, którzy – tak jak ja – są przekonani, że amantadyna pomaga w leczeniu COVID-19 – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Włodzimierz Bodnar.
Złe intencje autora tekstu, zdaniem lekarza, są widoczne na każdym etapie lektury. – Wielokrotnie wyjaśniałem, że recepty wystawiałem często na dwa opakowania leku, po to, aby mogły z niego skorzystać dwie osoby. To jednak pominął autor paszkwilu. Jego cel był przecież jasny: wykazać rozbieżności między liczbą pacjentów, którym pomogłem, a rzeczywistą liczbą recept. A wiemy doskonale, że jeśli w domu zachoruje jedna osoba, to od niej zarazi się domownik, np. współmałżonek, rodzic. Z przepisanego opakowania może z powodzeniem skorzystać co najmniej dwa razy tyle pacjentów – wyjaśnia.
Kolejny zarzut wobec lekarza dotyczy przepisywania przez niego leku, który – rzekomo – doprowadził do śmierci jego pacjentów. – Tok rozumowania jest z gruntu fałszywy. Wiemy, że amantadyna jest lekiem dobrze tolerowanym i bezpiecznym. Ona pomaga, ale jeśli stan chorego jest bardzo zły, czasami nic mu już nie pomoże. Z tym się zgodzę. Ale jednocześnie z tego faktu nie można wyciągać wniosków, że to przez amantadynę nastąpił zgon. Po pierwsze, jest to nieprawda, po drugie, taki sposób rozumowania ośmiesza wyłącznie autora – odpiera zarzuty nasz rozmówca.
Diagnoza bez testu
Argumentów przedstawianych w krytycznym wobec dr. Bodnara tekście nie rozumie również dr Paweł Basiukiewicz, kardiolog, kierujący oddziałem obserwacyjno-zakaźnym w Szpitalu Zachodnim w Grodzisku Mazowieckim.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym