Modlitwy za tragicznie zmarłego misjonarza
Niedziela, 10 lutego 2013 (19:35)Jest przykładem tego, jak ofiarnie pracować na misjach. W czasie swej posługi w Boliwii bardzo zbliżył się do ludzi. Dotarł do wiosek, gdzie przez całe lata nie widziano kapłana. Jego misja będzie trwać - tak tragicznie zmarłego 36-letniego ks. Mariusza Graszkę wspomina ks. bp Krzysztof Białasik, ordynariusz diecezji Oruro, gdzie polski misjonarz pracował od półtora roku .
Ksiądz Mariusz Graszka zmarł 8 lutego w wyniku odniesionych obrażeń po tym, jak rozpędzony autobus najechał na stojący na poboczu samochód, który naprawiał. Wraz z nim zginęło pięć innych osób.
Ksiądz Mariusz Graszka pochodził ze Starych Juch koło Ełku. Jego brat bliźniak Jacek jest również kapłanem diecezji ełckiej i obecnie kończy studia biblijne w Rzymie. W 2003 r. obaj przyjęli święcenia kapłańskie. W latach 2010-2011 przygotowywał się do wyjazdu na misje w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. W październiku 2011 r. wyjechał do Boliwii i posługiwał w diecezji Oruro, w parafii Challapata. Duszpasterzował wśród górali andyjskich, którzy zwykle uchodzą za ludzi twardych, nieufnych i zamkniętych. Jednak ks. Mariusz w swojej relacji z początków pobytu na kontynencie południowoamerykańskim stwierdził, że ze strony miejscowej ludności doświadczył zupełnie czegoś przeciwnego: ciepła i serdeczności.
Jak infomuje Radio Watykańskie, uroczystości żałobne rozpoczęła Msza św. w kaplicy Bożego Miłosierdzia w Oruro, podczas której misjonarze dziękowali Bogu za życie ks. Graszka. Następnie trumna z jego ciałem została przewieziona do parafii Challapata, w której pracował. – Tam kilka tysięcy ludzi modliło się przez całą noc – mówi ks. bp Krzysztof Białasik SVD.
– Po Mszy świętej ciało ks. Mariusza zostało zabrane do jego dawnej parafii – relacjonuje polski werbista. – Tam przez całą noc tysiące ludzi towarzyszyło ciału ks. Mariusza. Nie pozwolono go wwieźć do wioski, jeszcze przed wioską stało ponad tysiąc ludzi. Na własnych ramionach ponieśli trumnę z ciałem do kościoła, żeby móc mu towarzyszyć. To był piękny przykład pracy misjonarza, który w ciągu półtora roku mógł uczynić tak wiele i tak mocno zbliżyć się do ludzi – dodaje ksiądz biskup.
– To, co uczynił, było wielkim dziełem – twierdzi ks. bp Białasik. – W ciągu półtora roku udało mu się odwiedzić wioski, które nie były odwiedzane przez kilkadziesiąt lat. Chodził po górach do ludzi, którzy wcześniej nie spotkali kapłana. Służył wiernym w miejscach najbardziej oddalonych. Panu Bogu dzięki za jego życie – zaznacza ksiądz biskup.