• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Wyjątkowe względy polityków totalnej opozycji

Wtorek, 13 kwietnia 2021 (20:10)

Z dr. hab. Mieczysławem Rybą, prof. KUL, historykiem, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sławomir Nowak, na którym ciążą liczne zarzuty korupcyjne, wychodzi z aresztu. Jak rozumieć decyzję sądu o nieprzedłużeniu aresztu podejrzanemu mimo toczącego się śledztwa?

– Trudno nam wyrokować, skoro nie znamy akt sprawy, które są objęte tajemnicą postępowania, nie znamy też motywów, jakimi kierował się Sąd Okręgowy w Warszawie, podejmując decyzję o nieprzedłużeniu Sławomirowi Nowakowi aresztu. Oczywiście, są pewne podejrzenia związane z tym, że kilka dni wcześniej – 9 kwietnia – na antenie jednej ze stacji komercyjnych Donald Tusk wypowiada się o Sławomirze Nowaku, broniąc go i mówiąc, że jest prześladowany. Co więcej, nazywa swojego byłego współpracownika więźniem politycznym, a po kilku dniach, dokładnie 12 kwietnia, ni stąd, ni zowąd warszawski sąd nie przedłuża aresztu dla podejrzanego.

Jak to zinterpretować?

– Interpretacje pojawiają się dwie. Jedna mówi, że Donald Tusk swoją wypowiedzią wpłynął na sąd, a druga – moim zdaniem bardziej prawdopodobna – wskazuje, że Tusk był wcześniej poinformowany o takiej, a nie innej decyzji sądu. Tak czy inaczej jeśli jedna bądź druga wersja okazałaby się prawdą, to oznaczałoby, że nie mamy do czynienia z normalną sytuacją w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Swoją drogą ta sama sędzia kilka dni wcześniej wypuściła na wolność byłego doradcę premier Ewy Kopacz, Łukasza Z., także zamieszanego w tę samą aferę korupcyjną…   

– Z pewnością nie wygląda to dobrze, tym bardziej że o sędzi Agnieszce Domańskiej, która wydała postanowienie w sprawie zwolnienia Sławomira Nowaka z aresztu tymczasowego, mówi się, że jest aktywnym działaczem Iustitii, co też może zastanawiać, czy wręcz niepokoić. Jest bowiem pytanie, które samo się narzuca. Mianowicie, czy Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia to wciąż stowarzyszenie zawodowe sędziów, czy może już pewna struktura parapolityczna…? Cóż, tak to wygląda, tak jawi się dzisiaj polski wymiar sprawiedliwości. W tej sytuacji nie dziwmy się też, że zaufanie Polaków do wymiaru sprawiedliwości jest bardzo niskie.

Jest pytanie o etykę sędziowską. Czy sędziowie nie powinni orzekać na podstawie prawa, a nie w oparciu o polityczne wskazania. Czy sąd w ogóle może kierować się względami politycznymi?

– Przede wszystkim nikt z nas nie ma możliwości merytorycznej analizy akt sprawy Sławomira Nowaka. Natomiast to, co wiemy, oczywiście stawia w bardzo trudnej sytuacji byłego prominentnego polityka Platformy. Jednak ostatecznie to sąd będzie oceniał zgromadzony materiał dowodowy i na tej podstawie wyda wyrok. Pomijając ten przypadek nieprzedłużenia aresztu tymczasowego dla Sławomira Nowaka, dobrze wiemy, że w Polsce od jakiegoś czasu zdarzają się kuriozalne, szokujące wyroki – widać, że powodowane bardziej ideologią niż sprawiedliwością. Mamy bowiem wyroki uniewinniające tych, którzy atakują religię, miejsca kultu czy osoby konsekrowane, a z drugiej strony znamy wyroki obciążające tych, którzy krytykują lgbt. Jeśli to wszystko zebrać w całość, to jawi się to bardzo źle, a na pewno nie pokazuje wymiaru sprawiedliwości w dobrym świetle.

Obserwując kuriozalne wyroki, postawy sędziów, czy w Polsce nie mamy czegoś w rodzaju wojny między częścią środowiska sędziowskiego, która oponuje przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości i utożsamiana jest z opozycją, a prokuraturą, która kojarzona jest z władzą?

– Rzeczywiście, można odnieść takie wrażenie, zwłaszcza w procesach dotykających czołowych działaczy państwowych, partyjnych. Wtedy momentalnie pojawia się „doktryna Neumanna” ujawniona na słynnych już taśmach z Tczewa, gdzie nieistotny jest ciężar zarzutów i zgromadzony przez śledczych materiał dowodowy, tylko obrona za wszelką cenę swoich i przekonywanie o ich niewinności. W ten schemat wpisują się politycy Platformy, w tym również Donald Tusk, którzy od początku bronią swojego partyjnego kolegę Sławomira Nowaka niczym „niepodległości”.

Sam Nowak też porównuje swoją sytuację do prześladowanych opozycjonistów z czasów PRL-u…

– To skandaliczne porównanie. Jednak z drugiej strony jest to stara jak świat metoda, która polega na tym, żeby ze sprawy karnej uczynić sprawę polityczną. Tylko że w przypadku Sławomira Nowaka nijak nie przystaje to do zarzutów prokuratorskich i działań, w których polityk Platformy uczestniczył podczas swojej pracy na Ukrainie. Widać jednak, że taką przyjął linię obrony – on sam, ale także jego partyjni koledzy.

Swoją drogą ciekawe, jak Nowak znalazł się na Ukrainie i kto mu w tym pomógł?

– Zapewne nie objął stanowiska szefa Państwowej Agencji Drogowej Ukrainy dlatego, że był jakimś wybitnym znawcą spraw transportu czy specjalistą od budowy dróg, tylko dzięki pewnym układom. Być może sądzono też, że skoro był członkiem ekipy premiera Donalda Tuska, to będzie gwarantem dla Unii Europejskiej, z którą Ukraińcy wchodzili we współpracę. Pewnie widziano w nim także element europejskiego wizerunku w lewicowo-liberalnym znaczeniu. Natomiast jakie były efekty jego działań na Ukrainie, to po części już wiemy, a szczegóły zapewne znają śledczy, którzy badali jego poczynania z czasu pracy na rzecz Państwowej Agencji Drogowej Ukrainy. Sławomir Nowak jest przecież obecnie podejrzewany o popełnienie kilkunastu czynów korupcyjnych, w tym przyjmowanie łapówek za przyznawanie kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. To bardzo poważne zarzuty.

Ciekawe, czy nie będziemy musieli jeszcze przepraszać Ukraińców za tego „specjalistę”?

– Wydaje się, że Ukraińcy, czy pewne kręgi władzy, nie zatrudniły Sławomira Nowaka jako przykład cnót i uczciwości. Wiemy przecież, co nie jest zresztą żadną tajemnicą, że na Ukrainie – w wielu obszarach – od lat panuje patologia zarówno w życiu społecznym, jak i na styku polityki i biznesu. Można nawet mówić o wielkiej skali różnych patologii. Wygląda na to, że Sławomir Nowak nie potrafił się znaleźć w tych trybach i wysunięto wobec niego, jak się okazuje, liczne oskarżenia. Ponadto nie jest tak, że na Ukrainie Nowak działał w pojedynkę, ale zapewne był w jakichś relacjach z ukraińskim układem.

Wypuszczając Nowaka na wolność, stosując wolnościowe środki zabezpieczające, sąd nie odebrał mu ukraińskiego paszportu. Skoro podnosi, że czuje się w Polsce prześladowany, to może uda się na Ukrainę po sprawiedliwość?

– Podejrzewam, że tam będzie też ścigany. Przecież to całe wielowątkowe śledztwo rozpoczęło się w 2019 roku z inicjatywy strony ukraińskiej. Więc z punktu widzenia samego zainteresowanego nie jest to chyba dobry kierunek.

Jakie wnioski nasuwają się, jeśli rozpatrujemy sprawę Sławomira Nowaka?

– Tak czy inaczej – podsumowując ten przypadek – widać, że od jakiegoś czasu sędziowie w sposób wyjątkowy traktują grupę polityków związaną z poprzednią władzą koalicji PO – PSL. Jednak ten proceder nie dotyczy tylko ludzi władzy, ale też wielu celebrytów. Pamiętamy, jak jeden z nich, bez prawa jazdy i badań technicznych pojazdu, przejechał starszą – niemal osiemdziesięcioletnią kobietę z ograniczoną ruchomością na pasach i został uniewinniony, bo zgodnie z argumentacją przyjętą przez sąd staruszka wtargnęła na pasy, a obrona zastanawiała się, z jaką prędkością. Co już samo przez się jest oburzające i kompromitujące dla wszystkich stron tego postępowania. Widzimy zatem, że przekraczane są kolejne granice i sprawa Sławomira Nowaka mieści się w tej palecie. To tylko potwierdza, że zmiany w polskim wymiarze sprawiedliwości są potrzebne, a wręcz konieczne.

         Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki