• Poniedziałek, 17 maja 2021

    imieniny: Brunona, Sławomira

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Przemilczana epidemia

Wtorek, 13 kwietnia 2021 (07:26)

Choć świat dziś boryka się z epidemią covidu, to ogromne spustoszenie sieje inna epidemia – alkoholizmu, nierzadko bardzo zawoalowana.

W Polsce w ostatnich latach znów rośnie spożycie alkoholu. Ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w 2019 roku statystyczny Polak wypił 9,78 litra czystego alkoholu.

Tymczasem, jak potwierdziły amerykańskie badania, żadna dawka alkoholu nie jest obojętna dla organizmu człowieka, szczególnie w okresie rozwoju prenatalnego. Naukowcy dowiedli, że ogromny wpływ na stan zdrowia dziecka ma także ilość spożytego alkoholu jeszcze przed jego poczęciem – zarówno przez matkę, jak i przez ojca.

Problem jednak w tym, że dorośli ciągle nie mają świadomości, że spożywając nawet czasem niewielkie ilości alkoholu, „fundują” swojemu potomstwu nieodwracalne uszkodzenia organizmu, począwszy od zmian w mózgu. Badania prowadzone przez prof. Tomasza Niemca i dr. Piotra Raczyńskiego w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie pokazały, że co trzecia kobieta piła alkohol w stanie błogosławionym.

Polacy, choć wiedzą, że alkohol w ciąży szkodzi, to jednocześnie są błędnie przekonani, że niewielkie jego dawki, np. czerwonego wina, mogą być korzystne dla dziecka i jego matki.

– Można by przypuszczać, że dobrze wykształcone kobiety, mieszkające w dużych miastach, są bardziej świadome teratogennych skutków alkoholu w okresie prenatalnym. Jednak to one częściej deklarują spożywanie alkoholu podczas ciąży. Innym problemem jest brak pomocy dla rodzin, w których urodziło się już dziecko z FAS. Przyjmowałam kiedyś matkę mającą pięcioro dzieci z FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorders – spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych); nikt nie rozmawiał z nią m.in. w szpitalach, gdzie rodziła, by przestała pić. Nikt jej nie uświadomił, jak toksyczny jest alkohol dla dzieci w okresie prenatalnym – zauważa dr Teresa Jadczak-Szumiło zajmująca się od lat pomocą dzieciom i rodzinom z FASD.

Alkoholizowane dzieci

Alkohol, oprócz powstania widocznych dysmorfii, czyli zmian w budowie twarzy dziecka, powoduje przede wszystkim uszkodzenia w mózgu. W ich następstwie dzieci mogą mieć kłopoty z pamięcią, koncentracją, myśleniem, przetwarzaniem bodźców czy zawężone pole widzenia. Czasami dochodzi do uszkodzeń organów wewnętrznych lub ich deformacji. Na przykład zmiany w budowie stawów, ograniczenie rotacji dłoni mogą utrudniać w przyszłości ruchy związane z pisaniem czy sprawnością rąk. Natomiast warto powiedzieć, że dzieci z grupy FASD mogą mieć przeciętny iloraz inteligencji – wbrew obiegowym opiniom, że zawsze są upośledzone umysłowo.

Z szacunków ekspertów wynika, że 2 proc. Polaków rodzi się i żyje z pełnym FAS (ang. Fetal Alcohol Syndrome – pełnoobjawowy alkoholowy zespół płodowy), dzieci nim dotknięte mają dużo większą niepełnosprawność niż dzieci z częściowymi uszkodzeniami z grupy FASD. Osoby z FAS są trwale niepełnosprawne, ale jeśli nie mają współistniejących deficytów, bardzo trudno im uzyskać orzeczenie o niepełnosprawności. Zespół FASD od FAS różni się tym, że dzieci z FASD wydają się zdrowe, ale borykają się z wieloma trudnościami – m.in. w nauce. To, że trudności są skutkiem destrukcji organizmu przez alkohol w okresie prenatalnego rozwoju dziecka, może zdiagnozować specjalista na podstawie badań.

Jak podkreśla dr Teresa Jadczak-Szumiło, brzemię alkoholizowania dzieci w łonach mam niesie cała Europa. Badacze uważają, że FASD na Starym Kontynencie jest najbardziej rozpowszechnionym, niegenetycznym schorzeniem neurorozwojowym i dotyka około 1 proc. wszystkich żywych urodzeń. W krajach, gdzie wino jest powszechnie spożywane przy posiłkach, obciążenie dzieci jest dużo wyższe. W Chorwacji dotyka nawet 7 proc. rodzących się dzieci, we Włoszech w zależności od regionu kraju od 0,4 do 4,6 proc. Bardzo źle pod tym względem wypada również Francja, gdzie aż 4,8 proc. rodzących się dzieci ponosi zdrowotne skutki picia swoich rodziców.

W Polsce próbę oszacowania występowania FASD u dzieci w wieku szkolnym podjęła Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Wyniki pozwalają stwierdzić, że FASD występuje częściej niż inne zaburzenie neurorozwojowe, jakim jest autyzm. Jednak dzieci z FASD nie mają tak dobrze zorganizowanego systemu diagnozy i wsparcia jak dzieci z autyzmem.

Specjaliści zwracają uwagę, że bardzo wiele dzieci trafiających do adopcji pochodzi z rodzin, w których rodzice spożywali alkohol. Niestety, dzieci w Polsce praktycznie w ogóle nie są pod tym kątem diagnozowane, a rodzice adopcyjni zostają pozostawieni sami z problemem. Tymczasem zdiagnozowanie FASD tłumaczy wiele, choć to dopiero początek walki o lepsze jutro dzieci i całych rodzin.

Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w wydaniu papierowym „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wydaniu elektronicznym dostępnym TUTAJ.

Karolina Goździewska