• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Gra na destabilizację Ukrainy

Niedziela, 11 kwietnia 2021 (16:40)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, czy powinniśmy się czuć zaniepokojeni mobilizacją wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą i eskalacją napięcia?

– Konflikt rosyjsko-ukraiński oczywiście musi budzić zaniepokojenie, zwłaszcza Polski, państwa sąsiadującego zarówno z Ukrainą, jak i Federacją Rosyjską. Jednak zaniepokojenie to powinno wykraczać daleko dalej – poza obszar naszego kraju czy krajów bałtyckich. Działania Rosji podważają bowiem bezpieczeństwo euroatlantyckie. I szeroko rozumiany Zachód musi to widzieć i podjąć odpowiednie działania, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.

Na co liczy Putin, gromadząc przy granicy z Ukrainą od lat niespotykaną liczbę wojsk?

– Rzeczywiście, koncentracja wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą jest największa od 2015 roku. Rosja pręży muskuły, możliwe też, że Władimir Putin wybrał nieprzypadkowo ten czas na demonstrację siły, gdyż zbiega się to z początkami prezydentury Joe Bidena w Stanach Zjednoczonych. Zatem prawdopodobne jest, że testuje on reakcje nowej administracji amerykańskiej, na ile może sobie pozwolić.

Presja na Putina rośnie, ale wydaje się, że im jest ona większa, tym bardziej rosyjski przywódca nic sobie z tego nie robi.

– Nie przesadzałbym z tym wzrostem presji Zachodu na Rosję. W wymiarze międzynarodowym poza Stanami Zjednoczonymi i pewną retoryką ze strony Wielkiej Brytanii trudno dostrzec zdecydowane reakcje na politykę Moskwy. Krytyczne stanowisko wobec polityki rosyjskiej ze strony Polski, a tym bardziej Litwy, nie ma mocy w wymiarze globalnym.

Może zatem potrzebna jest większa presja?

– W pierwszej kolejności państwa zaangażowane w dyplomatyczne działania na rzecz stabilizacji w relacjach rosyjsko-ukraińskich powinny wyegzekwować ustalenia przeróżnych (co najmniej kilku) już chyba zapomnianych międzynarodowych umów, ustaleń, które miały zapewnić stabilizację na tym obszarze. Przykładowo w ramach Memorandum Budapesztańskiego Stany Zjednoczone, Chiny, Wielka Brytania, Francja i Rosja udzieliły Ukrainie zapewnień o bezpieczeństwie, poszanowaniu suwerenności i granic. Przykładów takich porozumień, które nie są realizowane i egzekwowane, można podać więcej.

Jak dzisiaj w obliczu tego zagrożenia należy patrzeć na Ukrainę, która mimo iż od lat jesteśmy jej rzecznikiem, zachowuje się wobec Polski butnie, niewdzięcznie?

– Żadne poważne państwo, szanujące swoją historię i powinności nie pozwoliłoby sobie na takie traktowanie, jakie Ukraina przejawia wobec Polski – bądź co bądź kraju, który jako pierwszy uznał niepodległość Ukrainy. Jesteśmy tzw. rzecznikiem Ukrainy i jej spraw na forum Unii Europejskiej oraz NATO – mówimy o tzw. strategicznym partnerstwie. Tymczasem to Ukraina zgodnie z Rosją była przeciwna udziałowi Polski w „formacie normandzkim”. Przypomnę, że jest to porozumienie Ukrainy, Francji, Niemiec i Rosji powołane w 2014 roku w celu rozstrzygnięcia wojny w Donbasie i kwestii przynależności państwowej Krymu. Tym samym Polska została pozbawiona jakiegokolwiek wpływu na politykę Francji, Niemiec i Rosji wobec Ukrainy.

Do tego dochodzi odradzający się nurt neobanderowski na Ukrainie…

– Gloryfikacja Ukraińskiej Powstańczej Armii i kolejnych jej dowódców odpowiedzialnych za niewyobrażalne zbrodnie na ludności polskiej trwa od lat. Co więcej, Ukraina odmawia Polakom prowadzenia ekshumacji ofiar ludobójstwa tej zbrodniczej organizacji. Warto przypomnieć, że tylko na Wołyniu ponad 90 procent Polaków zamordowanych przez OUN-UPA nadal leży bez należnego chrześcijańskiego pochówku w dołach śmierci. Chcemy przywrócić im pamięć i godnie pogrzebać, ale opór po stronie ukraińskiej, jak widać, jest wciąż silny.

Od lat – zwłaszcza kiedy Ukraina jest pod rosyjską presją – słychać głosy o włączeniu Kijowa do NATO. Czy Pana zdaniem to w ogóle realne?

– Ukraina od 2002 roku zabiega o członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim. Z drugiej strony oligarchiczne elity polityczne Ukrainy cały czas prowadzą gospodarcze interesy z Rosją. Dodatkowo korupcja na Ukrainie daje Rosji możliwości wpływu na to państwo. Bezwarunkowo popierają wejście Ukrainy do NATO Polska i Litwa. Znaczące państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego, takie jak Niemcy i Francja, widzą w Rosji ważnego partnera politycznego i gospodarczego. Co więcej, od lat NATO wierzy w partnerstwo z Rosją. Decydujące znaczenie w kwestii określenia warunków i strategii ewentualnego wejścia Ukrainy do NATO mają oczywiście Stany Zjednoczone. Waszyngton uzależnia jednak swoją zgodę od decyzji sojuszników w NATO. Oznacza to, że kwestia przynależności Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego będzie grą interesów polityki amerykańskiej skorelowanej z interesami państw zachodnich.

Pozostając w tym temacie, czy Zachód – oprócz słów poparcia, solidarności z Ukrainą – zechce pchać kij w mrowisko i ryzykować i otwarty konflikt z Moskwą?

– Oczywiście, że Zachód nie chce eskalacji konfliktu, dlatego będzie prowadził grę dyplomatyczną zgodnie z własnymi priorytetami. Szkoda, że kreatorzy polskiej polityki zagranicznej nie potrafią realizować tzw. polityki wschodniej, która służyłaby utrwalaniu pamięci historycznej, dziedzictwa historycznego Rzeczypospolitej i tym samym w perspektywie dobrych relacji polsko-ukraińskich.

Czy świat Zachodu nie lekceważy neoimperialnej polityki Moskwy, żeby nie powiedzieć, że pomaga – jak Niemcy poprzez projekt Nord Stream – realizować Putinowi swoje cele?

– Oś Berlin-Moskwa to strategiczny kierunek polityki niemieckiej od stuleci. Wyraźnie widać, że duch współpracy niemiecko-rosyjskiej w XX wieku wyrażony Układem z Rapallo z 1922 roku czy Paktem Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku jest obecny w polityce niemieckiej po zjednoczeniu tego państwa w 1990 roku. Warto też zwrócić uwagę, że dla drugiego, znaczącego unijnego kraju, jakim jest Francja, Rosja po klęsce Napoleona jest najważniejszym odniesieniem w polityce wschodniej. Upadek carskiej Rosji i zwycięstwo bolszewizmu zmieniło ten stan rzeczy. Jednak teraz polityka francuska powraca do zasad dobrych relacji z Rosją.

Pamiętamy, co się stało w 2008 roku w Gruzji czy w 2014 roku na wschodzie Ukrainy – aneksja Krymu. Dlaczego elity zachodnie nie wyciągnęły wniosków?

– Spojrzenie elit zachodnich na politykę rosyjską jest odmienne od naszych doświadczeń historycznych. Dla rządów zachodnich i wielkich korporacji międzynarodowych Rosja to bardzo ważny partner w zakresie współpracy gospodarczej. W pierwszej kolejności orędownikami takiej współpracy są Niemcy, które mają przemożny wpływ na postawę Zachodu wobec Moskwy.

Zapytam wprost: czy Ukrainę czeka wojna?

– Wojna nerwów – owszem, jak najbardziej. Natomiast wojna, to jest militarna agresja ze strony Rosji, jest bardzo mało prawdopodobna. Raczej Moskwa prowadzić będzie różnorakie działania na rzecz destabilizacji Ukrainy. Kontynuowana może być strategia, która doprowadziła do powstania „republik ludowych” w Doniecku i Ługańsku.

Jakie są dalekosiężne cele Rosji Putina?

– Od XVII wieku, a więc od czasów panowania cara Piotra I niezmienny pozostaje cel polityki rosyjskiej – panowanie nad Bałtykiem i Morzem Czarnym. Oznacza to podporządkowanie polityczne, gospodarcze i militarne Ukrainy, kontrolę nad Białorusią i państwami bałtyckimi. I to jest dzisiaj, jak się wydaje, cel Władimira Putina.

       Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki