• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Gdzie tu afera?

Czwartek, 25 marca 2021 (17:22)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Fala hejtu bez przerwy wylewa się na prezesa PKN Orlen Daniela Obajtka. Czemu ma to służyć?

– Hejt, z jakim zetknął się prezes Daniel Obajtek, jest bez precedensu. Muszę powiedzieć, że pierwszy raz zetknąłem się z tym, żeby ktoś transparentnie pokazał publicznie swój majątek i rozliczenie swoich dochodów inwestycji za okres 22 lat. Takiego przypadku w historii Polski po 1989 roku nie było, a przynajmniej ja sobie nie przypominam. Politycy czy w ogóle osoby publiczne z reguły przedstawiają swoje rozliczenia za rok, dwa, natomiast prezes Obajtek złamał te reguły, co więcej, dał przykład otwartości i odwagi cywilnej, pokazując rozliczenia dochodów, zakupów, inwestycji za poszczególne lata. Myślę, że ten odważny ruch zaskoczył chyba wszystkich, a jednocześnie wybił argumenty stronie atakującej. Podkreślam – atakującej, bo mamy do czynienia już nie z krytyką, ale z atakami.

Zwrócił Pan uwagę na istotny fakt, bo dotychczas mieliśmy słowo przeciwko słowu. Tymczasem prezes Obajtek wyłożył karty na stół.

– Trudno się bronić, jeśli ma się naprzeciw siebie tak frontalny atak. Oświadczenia, zaprzeczenia wobec takiej fali nie wystarczają. Natomiast, kiedy prezes Obajtek przedstawia dokumenty, ujawnia dane, m.in. akty notarialne, cały harmonogram: co, skąd i dlaczego, to w tym momencie ci, którzy tak bezpardonowo atakowali jego osobę, mają poważny problem. Jeśli ktoś kogoś nazywa łapówkarzem, złodziejem, krętaczem, bo jak wiemy, padały różne inwektywy pod adresem Daniela Obajtka, to w tym momencie musi to udowodnić. Tego ze strony atakujących nie było. Tymczasem w materiałach przedstawionych przez Daniela Obajtka nie ma już tylko słowa przeciwko słowu, tylko są twarde fakty. Z faktami, z dokumentami, takimi jak chociażby akty notarialne, oświadczenia majątkowe trudno jest dyskutować. Tym bardziej że Daniel Obajtek przeszedł już wcześniej kontrole, które nie wykazały uchybień. Było to w czasie rządów koalicji PO – PSL, a więc formacji, które wysuwają zastrzeżenia, oskarżenia pod adresem prezesa Orlenu. To wszystko powoduje, że dzisiaj możliwości ruchów po stronie nie krytykujących, ale – jak wspomniałem – atakujących, są mocno zawężone. Dlatego opozycja ma dzisiaj poważny orzech do zgryzienia.

Czy fakt pokazania majątku, jego źródeł, co uczynił prezes Obajtek, powinien stać się dobrą praktyką i czy nie obliguje to oskarżycieli, aby sami stanęli w prawdzie i ujawnili swoje majątki oraz ich źródła?

– Prezes Daniel Obajtek zapoczątkował nową tradycję, nową niepisaną praktykę. Przypomnę, że prezesi spółek Skarbu Państwa nie mają obowiązku ujawniać danych o swoich majątkach, a tu mamy coś nowego, pewien – rzec trzeba – fenomen. Dlatego warto, żeby atakujący i krytykujący prezesa Obajtka także transparentnie pokazali swoje majątki. Niestety, zerkając w oświadczenia majątkowe np. posłów, można zobaczyć, iż z danych, które przedstawiają, wartość metra kwadratowego mieszkania to dwa tysiące złotych, co ma się nijak do cen rynkowych.

Ma Pan na myśli casus posła Platformy Marka Sowy, który „tropi” majątek prezesa Obajtka, a jak ujawnili dziennikarze, z jego oświadczenia majątkowego wynika, że wartość metra domu nie przekracza jednego tysiąca złotych?

– Sądzę, że takich przypadków w polskim parlamencie czy w ogóle wśród polityków można by znaleźć więcej. Chcę powiedzieć, że oświadczenia majątkowe polityków, posłów są formułowane w sposób – nazwijmy to – deklaratywny. Przedstawiają wartość majątku bardziej na zasadzie pewnego wyczucia, nie jest to później weryfikowane. Jest to coś, do czego – moim zdaniem – należy podejść w sposób bardziej realistyczny, bo wielokrotnie było już wyłapywane, że posłowie swoje majątki wartościowo zaniżali. Nagle okazywało się, iż ktoś ma mieszkanie w Warszawie, którego cena wynikająca z deklaracji była śmieszna. Nic zatem dziwnego, że pojawiały się ogłoszenia w rodzaju – odkupię od posła mieszkanie po cenie deklarowanej w oświadczeniu majątkowym. Ciekawe, czy w sytuacji gdyby takie oferty się pojawiały znowu, politycy – autorzy takich oświadczeń, nie musieliby tych danych weryfikować, i wtedy okazałoby się, jaka jest faktyczna wartość ich mieszkań, domów, majątków.  

Czy politycy opozycji, atakując prezesa Obajtka, de facto nie strzelają sobie w kolano?

– Przede wszystkim uważam, że tym zdecydowanym ruchem prezes Obajtek spowoduje, że temat, który był tak mocno podgrzewany, nagle umrze śmiercią naturalną, bo w świetle faktów przestaje być medialny. Medialny był do czasu, kiedy były oświadczenia ze strony Daniela Obajtka zaprzeczające tezom stawianym przez część mediów i polityków. Kiedy prezes Orlenu pokazuje dokumenty, nie ma tematu, temat się kończy. W tym momencie każdy, kto czytał publikacje „Wyborczej”, zauważa, że w przeciwieństwie do formułowanych tam zarzutów i podejrzeń, wszystko jest przejrzyste i transparentne, a zatem gdzie tu afera? Takiej samoistnej lustracji majątkowej, ponad dwudziestoletniej, jeszcze nie widziałem, obserwując polską scenę publiczną, nie tylko polityczną.

Z czego ten atak wynika, czemu mają służyć tworzenie wrażenia łamania prawa i podważanie uczciwości prezesa Obajtka?

– Proszę zwrócić uwagę, kiedy zaczęła się ta cała awantura, te wszystkie ataki na prezesa Daniela Obajtka. Stało się to wówczas, kiedy PKN Orlen wykupił od niemieckiego właściciela Verlagsgruppe Passau Capital Group spółkę wydawniczą Polska Press, a więc media lokalne. Chciałbym przy tym podkreślić, że mamy tu kupno, a nie przejęcie. Wcześniejszy właściciel wystawił na sprzedaż wydawnictwo Polska Press i każdy miał prawo skorzystać z tej oferty. Polski gigant paliwowy dokonuje zakupu i od tego momentu zaczyna się wojna, która z czasem przybrała karykaturalne oblicze, zwłaszcza kiedy porównano działania Orlenu do rosyjskiego Gazpromu. Tyle że ktoś zapomniał, że owszem Gazprom ma telewizję, ma media, a w przypadku rosyjskim mieliśmy przejęcia, wymuszoną sprzedaż i podporządkowanie mediów prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi.

Kolejną sprawą, którą warto sobie przy okazji uświadomić, jest to, że PKN Orlen jest spółką giełdową, w której Skarb Państwa ma mniejszościowy udział. To oznacza, że decyzje podejmują właściciele – wszyscy udziałowcy, a nie – jak się często sugeruje – partia rządząca. Tymczasem próbuje się stworzyć wrażenie, że Orlen to zaplecze Prawa i Sprawiedliwości – swoisty folwark jednej partii. Tyle że tak nie jest. Skarb Państwa ma łącznie 32,4 proc. udziałów w Orlenie, pozostali to są udziałowcy prywatni, różne podmioty, fundusze emerytalne itd. To powoduje, że także mniejszościowi udziałowcy mogą mieć wpływ. Opozycja totalna traktuje Orlen jak przysłowiowego złotego cielca, w którym rządzi prezes partii, tymczasem nic z tych rzeczy. I warto te manipulacje prostować, pokazując, jakie są fakty.

Jednak mało się o tym mówi…    

– Fakty, a nie mity, pokazują, że w Orlenie prymat biznesu, a nie polityki, wygrywa. Biznes, udziałowcy, akcjonariusze po to inwestują pieniądze, żeby zarabiać i budować nowoczesną firmę, która sprosta wyzwaniom na rynku europejskim. Polski nie stać na rozdrobnienie, jeśli chodzi o rynek paliwowy, aby mieć dwa podmioty zajmujące się jednym ważnym obszarem paliwowym. Polska musi mieć jeden wielki podmiot z większościowym udziałem państwa, w którym państwo ma znaczący udział; podmiot, który będzie poważnym graczem na rynku europejskim, jak nie światowym.

Opozycji to jednak przeszkadza?  

– PKN Orlen cały czas dokonuje inwestycji i to nie tylko za granicą – mam na myśli zakup rafinerii Możejki na Litwie, czy chociażby rozwijanie sieci dystrybucyjnej paliw na przykład w Niemczech. Budowana jest wielka grupa – fuzja Orlenu z Lotosem, ponadto cały czas Orlen zwiększa swoje aktywa – mam na myśli spółkę Energa. Jeśli do tego dodamy zakup wydawnictwa Polska Press, to widzimy, że są to ważne, wielkie działania, poważne wydarzenia biznesowe. Orlen nie przejada zysków, które są większe niż kiedykolwiek wcześniej, ale inwestuje. Są to inwestycje biznesowe, za które Zarząd PKN Orlen odpowiada przede wszystkim przed udziałowcami, którzy są zainteresowani, żeby Grupa Orlen przynosiła zyski i żeby była silnym, liczącym się podmiotem. Inwestycje czynione przez Orlen i prezesa Daniela Obajtka powodują, że jest to silny podmiot działający w obszarze newralgicznym dla każdego państwa, jakim jest ropa, gaz i energia. Jednocześnie w działalności pozapaliwowej Orlen inwestuje w segment detaliczny i usługi kurierskie, tworząc nową markę „Orlen w ruchu” na bazie obecnych punktów Ruchu. Widać, że jest to szerokie podejście, mądra strategia, co biznesowo należy ocenić bardzo pozytywnie.

Orlen jest firmą, która promuje Polskę.

– Jest to firma zaliczana – jak się to pięknie określa – do sreber rodowych, która działa przede wszystkim w interesie Polski i Polaków.

Komuś to jednak wyraźnie jest nie w smak?

– PKN Orlen inwestuje, Orlen rośnie, staje się poważnym graczem, poważną konkurencją dla wielu podmiotów – przynajmniej na terenie Unii Europejskiej. Prawidłowo każdy, kto myśli w interesie państwa polskiego, powinien być z tego zadowolony, że jako Polska mamy podmiot poważny, stabilny, który zachowuje standardy i najwyższy poziom, że mamy firmę, która promuje nasz kraj. Przy okazji jest promowana polska produkcja, polscy producenci. Proszę zwrócić uwagę, że wśród zarzutów pod adresem prezesa Daniela Obajtka, a więc także Orlenu, w tzw. aferze parówkowej były tezy, że firma promuje polskie produkty, polskich producentów. Ktoś, kto wysuwa takie zarzuty, nie bierze pod uwagę, że na tym właśnie polega idea Orlenu, iż to jest wielka firma, wielki koncern, z wielką siecią dystrybucyjną, która wspiera biznesowo także inne polskie podmioty, z innych branż, co jest przejawem patriotyzmu gospodarczego. Jak widać, przeszkadza to politykom opozycji oraz wspierającym ich mediom. Słynne parówki pokazują, że oczywiście można kupić wyroby tego rodzaju od firm zagranicznych, ale jeżeli ktoś myśli po polsku, w interesie Polski, i wybiera polskie produkty, to ja to biorę za dobrą monetę i traktuję jako promocję polskich przedsiębiorców, firm, producentów lokalnych wyrobów. Na stacjach Orlenu już od dawna są półki z wyrobami właśnie lokalnych producentów, z danego regionu. To jest bardzo mądre i ważne. Przykro, że takie propolskie działania są krytykowane przez polityków, którzy powinni działać w interesie państwa polskiego. Kto wie, może widzą w tym działaniu kolizję i zagrożenie interesów, być może także swoich?

          Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki