• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Konflikt z Chinami w interesie Waszyngtonu

Poniedziałek, 22 marca 2021 (17:11)

Z dr. hab. Mieczysławem Rybą, prof. KUL, historykiem, wykładowcą na KUL i z WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki komunikat wysyła Joe Biden, który w jednym z wywiadów nazywa Putina „zabójcą”?

– Trzeba się zastanowić, czy i do jakiego stopnia nowy prezydent Stanów Zjednoczonych panuje nad językiem. Zakładając, że Joe Biden, odpowiadając dziennikarzowi ABC News na pytanie, czy uważa Putina za zabójcę, Biden mówi, że tak, wypowiedział te słowa w sposób świadomy, przemyślany, a nie tylko przypadkowy, to z pewnością należy się spodziewać reakcji Moskwy. Moskwa od wieków wyznaje jedną zasadę, mianowicie – twardo, w sposób zdecydowany dba o wizerunek i prestiż własnego państwa, swoich instytucji państwowych, a więc kiedyś cara, a dzisiaj prezydenta. W związku z tym to stwierdzenie Joe Bidena w jakiś sposób na pewno będzie zaogniać relacje na linii Moskwa – Waszyngton. Zobaczymy jednak, do jakiego stopnia. Pojawia się też pytanie, czy i co w ślad za tą wypowiedzią Bidena może pójść – czy jakieś realne działania, jak chociażby nowe sankcje, czy może głębsze wejście w obszar Europy Środkowej, żeby wzmocnić wschodnią flankę. Chodzi o to, że samo stwierdzenie prezydenta Bidena niczego nowego właściwie nie wnosi, oprócz tego, że są to bądź co bądź ostre, ale tylko słowa.

Możemy się spodziewać, że nie będzie ocieplenia na linii Biały Dom – Kreml, a tym samym, że polityka Waszyngtonu będzie bardziej stanowcza? Mówi się nawet, że relacje Waszyngtonu z Moskwą wchodzą w nowy etap zimnej wojny?

– Nie przypuszczam, żeby było aż tak źle. Tak naprawdę nic się takiego jeszcze nie wydarzyło, żeby w tak kategoryczny sposób traktować tę sprawę. Trzeba też spojrzeć na kontekst wypowiedzi prezydenta Joe Bidena, że słowa te padły w odniesieniu do postawy Moskwy wobec Borysa Niemcowa, Anny Politkowskiej czy chociażby ostatnio świeżej sprawy – skazania na karę więzienia opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Tak czy inaczej nie oznacza to jeszcze, że będziemy mieć do czynienia z nową zimną wojną. Czas pokaże, jak sytuacja się rozwinie, na pewno trzeba te słowa zobaczyć w realiach, w czynach. Na razie – po jednej wypowiedzi prezydenta Joe Bidena – jest to opieranie się wyłącznie na spekulacjach.

Jednak prezydent Biden zapowiedział też w tym wywiadzie, że Putin zapłaci za mieszanie się w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku.  

– Jest pytanie: jak zapłaci? To cały czas są tylko kolejne, ale wciąż słowa. Natomiast jakie konkretnie decyzje za tymi zapowiedziami pójdą i czy pójdą, tego nie wiemy. Mam na myśli decyzje, które będą ograniczać Rosję, czy też osłabiać władzę Władimira Putina. Spójrzmy realnie na sytuację, nigdy słowa – nawet najostrzejsze – nie osłabiały żadnej władzy w Rosji. Natomiast jeśli doszłoby do zaostrzenia sankcji, to proszę zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone mają wciąż możliwości i spore rezerwy w tym zakresie i nie chodzi tu tylko o projekt Nord Stream. Mam na myśli także kwestie pewnych rozliczeń finansowych. Amerykanie cały czas są na górze całego tego systemu, i jeśli za słowami Bidena poszłyby także pewne decyzje realnego upodmiotowienia i wzmacniania wschodniej flanki NATO, co więcej, jeśli zapadłaby decyzja Amerykanów dotycząca wsparcia Ukrainy i uniezależniania Kijowa od Moskwy, to byłyby to decyzje potwierdzające ostry kurs, jaki obiera nowy prezydent Stanów Zjednoczonych wobec Kremla. Na razie jednak mamy tylko serię ostrych słów wypowiedzianych w jednym wywiadzie. Z pewnością jest to fakt, który odnotowujemy, ale czas pokaże, czy i co za tym pójdzie. Ciągle stawiam znak zapytania, czy Joe Biden, który jest już w pewnym wieku, z pewnymi naturalnymi ograniczeniami, czy jest on w stanie panować nad językiem na tyle, że za słowami pójdą później jakieś realne działania. Jest to w moim odczuciu zasadne pytanie, bo wcześniejsze działania czy ruchy Joe Bidena – chociażby w sprawie projektu Nord Stream – wcale nie zapowiadały, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych będzie ostry w tym zakresie.

W tle światowej geopolityki ukazują się także coraz bardziej napięte relacje Stanów Zjednoczonych z Chinami. Jak ocenia Pan ostatnie spotkanie przedstawicieli obu państw na Alasce?

– Spotkanie szefów dyplomacji amerykańskiej – Antony'ego Blinkena i chińskiej Wanga Yi na Alasce opiewało rzeczywiście w ostre wymiany oświadczeń. Co ciekawe, wygłaszanych przed kamerami. To tylko pokazuje, że między tymi mocarstwami istnieje strategiczny konflikt i to bez względu na to, czy prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Joe Biden, czy Donald Trump, ten konflikt jest wciąż otwarty. Można się zatem spodziewać, że resetu w relacjach amerykańsko-chińskich nie będzie. 

Chiny wprost oskarżają Stany Zjednoczone, że wchodzą w ich wewnętrzne sprawy. Padły też ostre słowa, że Waszyngton nie ma prawa rozmawiać z Pekinem z pozycji siły. O czym może świadczyć ten ostry ton i czym może zakończyć się ta konfrontacyjna postawa ze strony przedstawicieli Chin?

– Na pewno mamy kontynuację konfliktu na linii Waszyngton – Pekin jeszcze z czasów prezydentury Donalda Trumpa. Przypomnijmy sobie, że to samo mówiło się, kiedy wybuchła wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. W tej chwili Chińczycy prawdopodobnie testują, czy za prezydentury Bidena będzie kontynuacja strategicznej polityki amerykańskiej w tym zakresie, czy może coś się zmieni. Zatem wojna nerwów cały czas trwa. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę strategiczny interes Ameryki, to należy się spodziewać, że ten konflikt z Chinami zostanie utrzymany. W tym względzie – właściwie nie ma innego wyjścia – jeśli Amerykanie chcą myśleć o utrzymaniu pozycji supermocarstwa światowego.

Czy już nie tracą tej pozycji, zwłaszcza jeśli słyszymy, że Rosja coraz bliżej współpracuje z Chinami, a Stany Zjednoczone nieco osamotnione są raczej z boku?

– Stany Zjednoczone nie są same – mają bowiem wielu partnerów gospodarczych i militarnych w świecie. Natomiast po drugiej stronie są tylko Rosja i Chiny. Swoją drogą dla Rosji będącej w takim, a nie innym położeniu – mającej nałożone sankcje zachodnie – strategiczne partnerstwo z Chinami jest niezwykle ważne. Gra zatem toczy się dalej i widać, że po odejściu Donalda Trumpa w tym zakresie nic się nie zmieniło.

Jutro w Pekinie gościć ma szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Czy Rosja będzie próbowała wykorzystać ten zaostrzający się konflikt Waszyngtonu z Pekinem?

– Zawsze tak jest, że Rosja w sytuacji dla siebie niekorzystnej usiłuje ugrać coś dla siebie, także na starciu Pekinu z Waszyngtonem. Moskwa to wytrawny gracz i doskonale zdaje sobie sprawę, że z Chinami też nie do końca jej po drodze, zwłaszcza że Pekin dysponuje odpowiednim potencjałem do zdominowania dalekowschodnich terenów rosyjskich. Dlatego w tej chwili Rosji jest bliżej do Chin, ale Moskwa musi też prowadzić grę i przynajmniej próbować wykorzystywać wszystkie konflikty, które osłabiają zarówno Chiny, jak i Stany Zjednoczone.    

Co zarysowujący się coraz bardziej konflikt Stanów Zjednoczonych z Chinami może oznaczać dla świata?

– Jest pytanie, kto wygra? Jeśli wygrają Stany Zjednoczone, to utrzymają swoją dominację morskiego mocarstwa. Natomiast jeśli wygrają Chiny, to zmienią się szlaki handlowe, wówczas większą rolę zacznie odgrywać tzw. Jedwabny szlak, a tym samym kontynentalna droga handlu chińskich towarów będzie szersza, natomiast Amerykanie będą wypychani z Eurazji. Co więcej, z czasem Stany Zjednoczone mogą stracić status supermocarstwa. Natomiast jeśli nie – jeśli Waszyngtonowi uda się powstrzymać Chiny w tej ekspansji, to będzie tak jak jest. Status quo zostanie utrzymane, a Stany Zjednoczone powrócą do dominującej pozycji na morzach, będą nadal zabezpieczać morskie szklaki handlowe i będą na tym korzystać.

Czy kontynuując konfrontacyjną politykę Donalda Trumpa wobec Pekinu, Joe Biden nie popełnia jednak błędu?

– Jeśli sprawy potoczą się normalnie, czyli jeśli Chiny i Stany Zjednoczone nie wejdą na ścieżkę konfrontacji, to biorąc pod uwagę siłę dynamiki i rozpędu gospodarczego, Chińczycy niechybnie zdominują rywalizacje z Amerykanami. Mają ku temu odpowiedni potencjał. Proszę zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone, które mają tylko chwilowe przewagi w świecie, czy to militarne, czy to w różnych sojuszach, nawet jeśli chodzi o kwestie finansowo-gospodarcze, mogą próbować zmienić logikę rozwoju sytuacji. Natomiast jeśli ten rozwój wydarzeń pozostawią bez kontroli, to może się to skończyć dla nich źle. Innymi słowy, Waszyngton nie ma wyjścia i musi kontynuować ostrą politykę wobec Pekinu. Nie jest zatem tak, że nagle Joe Biden ma jakiś szaleńczy pomysł, tylko kontynuuje – przynajmniej werbalnie, a zobaczymy czy też realnie – politykę Donalda Trumpa.

        Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki