Wszyscy jesteśmy zmęczeni
Wtorek, 16 marca 2021 (20:05)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy rząd premiera Mateusza Morawieckiego ma pomysł, jak mądrze poprowadzić Polskę przy wychodzeniu z pandemii koronawirusa?
– Tego dowiemy się w szczegółach już 20 marca. Wówczas zostanie ogłoszony program Nowy Polski Ład, którego główne hasła czy założenia poznaliśmy w ubiegłą sobotę. I tam wszystkie kwestie – zarówno gospodarcze, jak i związane z ochroną zdrowia, wszystkie strategiczne sprawy – będą omówione. Będzie też pokazane, w jakim kierunku Polska będzie zmierzała, jakie impulsy prorozwojowe będą w tym programie zawarte. Zatem myślę, że powinniśmy się uzbroić w cierpliwość i zaczekać jeszcze tych kilka dni. Natomiast jak do tej pory działania polskiego rządu nakierowane na ochronę miejsc pracy, na wsparcie dla przedsiębiorców zarówno małych, średnich, jak i dużych, także wszystkie wskaźniki makroekonomiczne pokazują, że obrany kierunek był jak najbardziej słuszny. Polska na tle innych państw europejskich z kryzysem pandemicznym radzi sobie najlepiej. Stąd na pewno niezbędna będzie kontynuacja dobrych praktyk stosowanych do tej pory, natomiast z pewnością pojawią się także nowe pomysły, ale to już zaprezentują czy przedstawią premier Mateusz Morawiecki i prezes Jarosław Kaczyński w najbliższą sobotę.
Jednak nie wszyscy przedsiębiorcy są zadowoleni z tarcz antykryzysowych. Tymczasem sytuacja pandemiczna się zaostrza, możliwe są kolejne obostrzenia, co budzi sprzeciw, żeby nie powiedzieć – bunt przedsiębiorców.
– Rząd pomaga, przygotowując kolejne tarcze antykryzysowe, prowadzi też dialog z przedsiębiorcami, ale nigdy nie jest tak, że wszyscy będą zadowoleni. Część społeczeństwa również domaga się całkowitego zniesienia obostrzeń, a przynajmniej ich poluzowania, ale jak dotąd nikt w Europie czy na świecie nie wymyślił lepszych sposobów radzenia sobie z kryzysem i walki z koronawirusem jak właśnie mniej lub bardziej głęboki lockdown. Trzeba więc stosować te metody, które są sprawdzone i które są generalnie stosowane wszędzie w świecie. Należy też podkreślić, że takiej pomocy w tej chwili, na poziomie już blisko dwustu miliardów złotych – można zaryzykować twierdzenie – nie uruchomił wobec przedsiębiorców żaden z krajów Unii Europejskiej. Polska jest tutaj liderem, ale należy też mieć świadomość, że ta pomoc jest zawsze tylko częściowym wsparciem rekompensującym jedynie część strat, które firmy ponoszą w związku z pandemią. Jednocześnie chcę podkreślić, że nie wszystkie firmy ponoszą straty, bo część sektorów gospodarki radzi sobie w tym kryzysie bardzo dobrze i pandemia nie spowodowała u nich jakichś większych problemów czy przestojów. Są też firmy, które radzą sobie nawet lepiej niż przed pandemią, co pokazuje poziom PKB czy też najniższa w Europie stopa bezrobocia notowana w Polsce.
Nie dotyczy to jednak gastronomii czy hotelarstwa.
– Jest oczywiste, że te działy gospodarki, które są związane z gastronomią, hotelarstwem, świadczeniem usług w szeroko rozumianej kulturze, będą siłą rzeczy niezadowolone, bo pandemia i konieczność zachowania dystansu powoduje w tych obszarach daleko idące ograniczenia. Jednak tak jak wspomniałem wcześniej, w Nowym Polskim Ładzie zostaną pokazane pewne kierunki wsparcia. Dlatego jest też tak istotne przyjęcie Krajowego Planu Odbudowy, który jest warunkiem uzyskania wsparcia w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy. To niebagatelna kwota w wysokości 250 mld zł w postaci zarówno bezzwrotnych dotacji, jak i pożyczek. To są pieniądze, które z jednej strony będą właśnie nakierowane na wsparcie gospodarki, a z drugiej – zostaną przeznaczone na ochronę zdrowia. Tym bardziej dziwi postawa części opozycji, ale też naszego koalicjanta – Solidarnej Polski, którzy ten Krajowy Plan Odbudowy kontestują.
Nadchodzące Święta Wielkanocne mogą być z jeszcze większymi obostrzeniami. Twardy lockdown to realny scenariusz?
– Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ale musimy jeszcze trochę poczekać. Jeśli bowiem liczba zachorowań – także ciężkich przypadków powodujących wypełnienie szpitali – będzie rosła, to zapewne można się spodziewać kolejnych obostrzeń. Jednak nie uprzedzając faktów, do świąt mamy jeszcze ponad dwa tygodnie, więc rząd, który na bieżąco monitoruje sytuację i analizuje wydarzenia, podejmie określone kroki. Tymczasem nikt nie jest w stanie do końca przewidzieć, czy za tydzień, czy dwa tygodnie sytuacja pandemiczna będzie dla nas lepsza, czy też trzecia fala zakażeń, z którą mamy do czynienia, będzie narastała. Jeżeli spełniłby się ten czarny scenariusz, to myślę, że należy się spodziewać kolejnych obostrzeń, podobnych jak rok temu.
Rodziców i uczniów interesuje, co dalej z nauką. Czy w tym roku szkolnym dzieci i młodzież wrócą do szkół, czy zdalna edukacja stanie się już pewną normą?
– Wszyscy chcieliby, żeby młodzież, dzieci mogły się uczyć w szkołach, bo nauka zdalna jest dla wszystkich – rodziców, dzieci czy nauczycieli – bardzo uciążliwa. Jeżeli Narodowy Program Szczepień przyniesie skutki, jeżeli rzeczywiście znaczna część populacji do września tego roku zostanie wyszczepiona, to jest nadzieja, że wówczas ten powrót do tradycyjnej formy nauki w szkole będzie możliwy. Dzisiaj w obliczu trzeciej fali i olbrzymiej liczby zachorowań wiadomo, że bezpieczniejsza jest nauka zdalna – jako pewna konieczność. Może się jednak zdarzyć tak, że po świętach Wielkiejnocy – w okolicach przełomu kwietnia i maja – być może pandemia nam się cofnie i jeszcze przed końcem tego roku szkolnego będzie możliwość powrotu do nauki stacjonarnej. Tego jednak dzisiaj nie wiemy.
Dziś miał zostać zaszczepiony trzymilionowy pacjent, jednak do zaszczepienia takiej ilości ludzi, żeby uzyskać odporność populacyjną, wciąż nam daleko. Tymczasem kontrowersje budzą problemy z rejestracją czy chociażby kolejnością szczepień. Nie zawsze jest też tak kolorowo, jak słyszymy w telewizji.
– Zawsze – w każdym obszarze – jest czynnik ludzki, który jest zawodny. Trzeba uczciwie powiedzieć, że czasami rzeczywiście zdarzają się problemy, ale przy tej skali przedsięwzięcia trudno oczekiwać, żeby wszystko szło gładko, idealnie. Jak wiemy, problemem są przede wszystkim dostawy szczepionek, co znacząco odbiega od wcześniejszych deklaracji producentów. Zdarzają się też patologiczne sytuacje, jak przy szczepieniu celebrytów poza kolejnością, ale generalnie sam program szczepień się sprawdza. Tutaj nie ma bałaganu, jak chociażby w Niemczech czy w innych państwach europejskich, gdzie rządy nie przewidziały tego rodzaju zaplanowanego systemu szczepienia obywateli. My mamy Narodowy Program Szczepień i to z pewnością należy zapisać na plus rządu premiera Mateusza Morawieckiego oraz ministra Michała Dworczyka – pełnomocnika rządu do spraw szczepień.
Szczepionek nie ma na tyle, żeby każdy mógł szybko się zaszczepić, ale też mało mówi się o tym, że prawdopodobnie będziemy musieli się szczepić tak jak przy zwykłej grypie, być może sezonowo. Zważając na braki szczepionek, przyszłość może się rysować niekoniecznie w różowych barwach?
– Liczymy, że producenci szczepionek, którzy zapowiadają zwiększenie mocy produkcyjnych i nadrobienie zaległości w dostawach szczepionek, wywiążą się ze swoich obietnic. Ponadto mówi się też, że w Polsce również będziemy produkowali szczepionki i ich ilość wzrośnie na tyle, że przy ewentualnej konieczności sezonowych szczepień nie zabraknie tych preparatów. Tak czy inaczej – na to też musimy być przygotowani, bo jak medycy uprzedzali, prawdopodobnie szczepienia na COVID-19 trzeba będzie powtarzać.
Pojawiły się też wątpliwości wokół szczepionki AstraZeneki. Poszczególne kraje, m.in. Francja, Włochy, Niemcy, Holandia, Dania, ale też Norwegia czy Tajlandia, po doniesieniach o skutkach ubocznych (zakrzepicy) zawieszają szczepienie tym preparatem. Polska jednak kontynuuje szczepienia. Czy słusznie?
– O tym decydują już specjaliści, fachowcy i myślę, że trzeba im ufać. Polscy lekarze uznają jednak, że stopień ryzyka wystąpienia jakichś powikłań przy szczepieniu preparatem AstraZeneki oraz skuteczność tej szczepionki mieści się w normach. W tej sytuacji szczepienia są kontynuowane. Trzeba też pamiętać, że jednak spora część grupy zawodowej, jaką są nauczyciele, właśnie została tym preparatem wyszczepiona i tutaj jakichś wielkich powikłań nie było. Stąd myślę, że należy zaufać decyzjom tych, którzy w tej dziedzinie są specjalistami. Tym bardziej że również Europejska Agencja Leków – jak słyszymy – uznała, że korzyści wynikające ze szczepień w zapobieganiu COVID-19 przewyższają ewentualne ryzyka.
Czy Pan zaszczepiłby siebie i swoich bliskich szczepionką AstraZeneki?
– Osobiście zaszczepiłbym się taką szczepionką, jaka byłaby mi zaaplikowana. Nie jestem ekspertem w dziedzinie medycyny, tym bardziej nie jestem wirusologiem, więc w tej materii ufam lekarzom.