Kompromis nie najważniejszy
Piątek, 8 lutego 2013 (20:50)Z dr. Marianem Szołuchą, ekonomistą, wykładowcą akademickim, rozmawia Izabela Kozłowska
Osiągnięto kompromis w sprawie unijnego budżetu na lata 2014-2020. Już ogłoszono jego wielki sukces…
– Przede wszystkim należy się cieszyć, że zostało osiągnięte porozumienie. Z drugiej strony dzisiejszy kompromis nie jest zaskoczeniem. Był on najbardziej prawdopodobnym scenariuszem i wszyscy spodziewaliśmy się, że właśnie na tym szczycie dojdzie do porozumienia. Jeśli chodzi o ogólną kwotę, to znaleźliśmy się w połowie drogi, czego także wcześniej oczekiwaliśmy. Wypracowany kompromis znalazł się pomiędzy oczekiwaniami tych krajów, które chciały jak największego budżetu, a krajów, które opowiadały się za maksymalnym ograniczeniem tej puli środków. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś o wiele istotniejszego niż wypracowane w kompromisie kwoty. Mam na myśli te różnice w propozycjach, o których politycy dyskutowali. One tak naprawdę mają drugorzędne znaczenie. Te kilkanaście miliardów mniej czy więcej jest sprawą ważną, ale nie najważniejszą. Najistotniejszą bowiem sprawą jest to, jak pozyskane unijne środki wykorzystamy.
Jak wygląda ta kwestia w Polsce?
– Od samego przystąpienia Polski do UE, a nawet w ramach funduszy akcesyjnych nie wykorzystywaliśmy ich najlepiej.
Jeśli będziemy w dalszym ciągu realizować przepłacone inwestycje w infrastrukturę; jeżeli dalej będziemy płacić olbrzymie pieniądze ze środków unijnych za w znacznej mierze bezsensowne różnego rodzaju szkolenia; jeśli pieniądze na innowacje będą wydawane w ten sposób, że polskie przedsiębiorstwa staną przed wyborem zakupu starszej bądź nowszej niemieckiej maszyny; jeśli dalej najpierw będziemy budować stadiony i inne obiekty, a dopiero później będziemy zastanawiać się, jak znaleźć środki na ich utrzymanie, to – podsumowując – po kilku latach takiej „radosnej twórczości” czekać nas będzie załamanie, co najmniej tak głębokie, jakim skończyła się epoka Gierka, którą – niestety – te pierwsze lata Polski w Unii Europejskiej w pewnych miejscach przypominają.
Szefowie kilku frakcji w Parlamencie Europejskim już zagrozili wetem unijnego budżetu… Jak realna jest ta groźba?
– W takiej sytuacji przewidziana jest konkretna procedura. Powoływany jest tzw. komitet pojednawczy, w skład którego wchodzi kilkanaście osób. Jest jeszcze kilka możliwych etapów. Nie przewidywałbym zawetowania budżetu przez Parlament Europejski, mimo iż jest jeszcze dość wcześnie, by to przesądzać. Jednak znając dotychczasowe podejście posłów do Parlamentu Europejskiego do tego rodzaju ustaleń, nie spodziewałbym się, żeby próbowaliby oni je obalać. Tym bardziej że w większości eurodeputowani reprezentują te partie, które rządzą w państwach członkowskich w Unii, których przedstawiciele brali udział w negocjacjach. Próba wniesienia istotnych zmian w przyjętym budżecie przez eurodeputowanych byłaby niemałym zaskoczeniem.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska