Putin wraca w koleiny sowieckiej propagandy
Sobota, 13 marca 2021 (19:37)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jako historyk jak odebrał Pan Profesor informację o przygotowywanej przez rosyjską Dumę ustawie o polityce historycznej, zgodnie z którą za publiczne porównywanie ZSRS do Trzeciej Rzeszy – w czasie II wojny światowej – mają grozić kary?
– Przecież Trzecia Rzesza i ZSRS to były dwa totalitaryzmy, co więcej, bliźniacze, bo lewackie. Jeden oparty na teorii rasowej, a drugi na teorii klasowej, ale są to systemy bardzo bliskie sobie, identyfikowalne. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ta niemalże identyfikacja jest – zwłaszcza dzisiaj – konieczna, żeby wskazać zbrodniczość niemieckiego narodowego socjalizmu i sowieckiego komunizmu.
Putin chce pisać historię na nowo?
– To kolejny przejaw polityki wybielania roli Związku Sowieckiego. Zresztą Rosja zawsze chciała pisać historię po swojemu, zakłamując fakty, a Putin wraca w koleiny propagandy sowieckiej. Tutaj wystarczy odwołać się do książki dotyczącej dziejów Rosji, autorstwa premiera z okresu Rady Regencyjnej, prof. Jana Kucharzewskiego, pt. „Od białego caratu do czerwonego”, przy czym ja dzisiaj do tego tytułu dodałbym jeszcze „i z powrotem”. Dlatego, że jest to właściwie pewien model tradycji rosyjskiej – obojętnie, białej czy czerwonej Rosji, czy też Rosji Putinowskiej – to cały czas jest to ten sam mechanizm, który chce oglądać świat, tylko po swojemu, postrzegać go tylko we własnych kategoriach. I takie podejście jest niejako wpisane w rosyjską mentalność polityczną, historyczną czy historiograficzną. Tak jak wcześniej Rosjanie fałszowali rzeczywistość, tak będą ją fałszować nadal. Tu się nic nie zmieni, dlatego nikt nie powinien mieć złudzeń, że będzie inaczej.
Czemu ma służyć to działanie i dlaczego Moskwa nie jest w stanie zmierzyć się z oczywistymi faktami?
– Dlatego, że imperialna siła Moskwy polega właśnie na tym, że to oni narzucają swoją interpretację historii. Natomiast nie podporządkowują się racjonalnej interpretacji – choćby nawet kontrowersyjnej, dyskusyjnej, ale jednak z różnych punktów widzenia. Uważają, że ich interpretacja jest jedynie słuszna, najważniejsza, w związku z czym wszyscy mają się temu podporządkować, ale nie oni. Ten imperializm dotyczy też sfery kultury, sfery intelektualnej, sfery myślenia i do tego się sprowadza. Nic zatem dziwnego, że znajdujemy te akcenty także w pracach o strukturze totalitarnej, gdzie kreuje się własną wizję, następnie narzuca się ją i wymusza od innych te właśnie formy myślenia. „Wielki brat” kontroluje wszystko, a przynajmniej chce kontrolować.
Tylko kto to kupi i do kogo adresowany jest ten przekaz – czy tylko do Rosjan, czy może też na zewnątrz?
– A niby dlaczego współczesny świat zwariował i myśli w sposób lewacki? Oczywiście ten przekaz jest adresowany przede wszystkim do Rosjan, żeby mieli poczucie silnej władzy, która może sterować światem. Podjęcie z nią – delikatnie rzecz ujmując – dyskusji czy polemiki, to zadanie wręcz niewykonalne. Jednocześnie jest to także atrakcyjna forma przekazu na zewnątrz. Celowo użyłem określenia „atrakcyjna”, bo fascynacja Rosją w świecie jest dzisiaj olbrzymia. To jest coś, co się nazywa tremendum albo syndromem sztokholmskim, czyli uwielbieniem ofiary dla kata.
Z jednej strony Niemcy przyjmują narrację, że II wojnę światową wywołali jacyś mityczni naziści, a teraz Moskwa, mówiąc kolokwialnie, wchodzi w te same buty…
– Z narracji, jaką Rosja próbuje narzucić światu, wynika, że Moskwa nigdy nie uczestniczyła w zmowie z Niemcami, nigdy nie spiskowała przeciwko Polsce, co więcej, nigdy na Polskę nie napadła, a tylko wyzwalała Białorusinów i Ukraińców. Tak wygląda kreacja polityki historycznej Kremla, kreacja tzw. prawdy historycznej, i my to mamy przyjmować. Przecież według tej narracji Katyń był jedynie odwetem za zamordowanych w 1920 roku żołnierzy sowieckich, którzy trafili do polskiej niewoli.
To jest narracja, która powstała w momencie, kiedy zmuszono Rosjan, żeby przyznali się do zbrodni katyńskiej, i wówczas znaleźli sobie oni ten zamiennik. To smutne, ale jest niestety tak, że każda interpretacja rosyjska jest właściwie akceptowana przez świat zachodni, który – co tu dużo mówić – fascynuje się Rosją. Rosja fascynuje swoim potencjałem, skalą swoich zasobów, a także oryginalną kulturą. Przypomnę, że na początku XXI wieku pojawiło się wiele raportów, które mówiły o tym, jak zaangażować i włączyć Rosję do systemu międzynarodowego bezpieczeństwa opartego na współpracy. Ten marsz Putina po europejskich salonach zweryfikowała dopiero aneksja Krymu. Można jednak powiedzieć, że wciąż trwa ta bezrefleksyjna polityka części przywódców świata zachodniego, ta – nazwijmy to – społeczno-polityczna fascynacja złem, przewrotnością, siłą, i pewnie też wielką przestrzenią, którą jest terytorium Rosji.
W jakim miejscu jest państwo rosyjskie, które nie chce zaakceptować zbrodni II wojny światowej, Katynia itd.?
– Jeżeli spojrzymy na ostatnie agresje państwa rosyjskiego wobec krajów południa, a wcześniej agresję wobec państw bałtyckich, a przynajmniej działania, które groziły niepodległości państw bałtyckich, jeśli spojrzymy na rosyjską agresję na Ukrainę, to właściwie można powiedzieć, że Rosja Putina wraca na tory polityki sowieckiej.
Rosja bolszewicka zawsze chciała panować nad światem…
– Rosja Putina także, tyle tylko, że Putin startował z pozycji państwa mocno osłabionego przez chociażby rządy Jelcyna, państwa w dużej mierze też zdemoralizowanego. Ale swoimi działaniami Putin bardzo szybko powrócił do polityki silnej ręki, rozgrywania i jednak pozyskiwania sobie Rosjan, którym już po dwóch latach swoich rządów zapewnił marną, bo marną, ale jednak stabilizację, o czym też należy pamiętać. Nic zatem dziwnego, że dzisiaj Putin ma spore poparcie, które, jak się okazuje, może być też osłabiane przez różne działania. Dzisiaj mamy sytuację, że sprzeciwy wobec władzy Putina są, co by nie powiedzieć, marginalne, ale jednak się pojawiają.
Pojawiają się głosy sumienia Rosji – mam na myśli Stowarzyszenie Memoriał, które jest określane przez prawo rosyjskie jako agentura, wcześniej była też grupa dysydentów, która opowiedziała się po stronie praw człowieka łamanych w Rosji. Niestety, są to tylko marginesy oporu wobec władzy Putina, które jednak warto dostrzec, bo one też coś nam mówią i coś nowego wnoszą w monotonną, czarno-białą rzeczywistość Rosji. Proszę zwrócić uwagę, że takich pozytywnych marginesów sprzeciwu nie było za czasów Stalina, który skrzętnie wyłapywał i likwidował wszelkie źródła ewentualnego nieposłuszeństwa, wskazując je jako źródła wrogie. Przypomnę, że rozprawiał się także z mitycznymi wrogami ze swojego najbliższego kręgu. Wystarczyło nawet niepotwierdzone zastrzeżenie, aby kogoś zlikwidować.
Czy i na ile te ambicje mocarstwowe Rosji Putina są groźne dla skłóconego i podzielonego świata Zachodu?
– Polityka mocarstw zachodnich wobec Moskwy była w minionych dziesięcioleciach bardzo różna, począwszy od ostrego sprzeciwu za czasów prezydentury Ronalda Reagana, po bardzo spolegliwą wobec Moskwy politykę Baracka Obamy, co Putin skrzętnie wykorzystywał dla swoich interesów. Natomiast z uwagi na to, że wpływ Rosji na Zachód – jak wcześniej powiedziałem – jest dzisiaj dosyć znaczący, to jest to zagrożenie bardzo realne. Zwłaszcza że były już dążenia ze strony Pekinu, aby wspólnie z Moskwą prowadzić politykę wobec świata, tylko że Stalin się wówczas przestraszył potęgi Chin. Dzisiaj Kreml ma też z Pekinem coś do wyjaśnienia, mianowicie, kto będzie dominował. Wydaje się, że Chińczycy jeszcze wyprzedzają Kreml, jednak współpraca obu państw jest ideologicznym, bardzo poważnym zagrożeniem dla świata, i to całego.
Jakie miejsce w tej rozgrywce Chin i Rosji zajmują Stany Zjednoczone?
– Stany Zjednoczone są właściwie jedynym państwem świata Zachodu, które może się przeciwstawić jawnej próbie zdominowania świata przez Rosję i Chiny, z tym, że niestety Waszyngton jest coraz słabszym elementem tej rozgrywki.
Czy i jak my powinniśmy się zachować wobec tych wszystkich prób fałszowania historii i narzucania narracji przez Rosję?
– Musimy tworzyć własną rację stanu, własną politykę historyczną – bardzo wyraźnie scentralizowaną, perspektywiczną, to znaczy pokoleniową, a nie tylko doraźną. Politykę, która będzie bardzo jasno stawiała polskie, narodowe priorytety – politykę, która będzie na nowo budowała wspólnotę, która oczywiście nie będzie jednolita, bo ludzie są różni. Ale ważne jest, żeby w sprawach ważnych, istotnych dla Polski, mówić jednym głosem, skupiać się na tym, co nas łączy, a nie dzieli. To bardzo ważne, zwłaszcza przy naszym rozbiciu wewnętrznym, przy jednoczesnej współpracy opozycji totalnej z siłami zewnętrznymi. Nie na darmo przecież się mówi, że mamy w Polsce opozycję zewnętrzną wobec polskich interesów, polskich spraw, opozycję wspierającą nie nasz narodowy interes, ale przeciwne nam państwa czy kręgi międzynarodowe wrogie Polsce.
I to nie jest dobra prognoza. Porównując – przez analogię – można powiedzieć, że w 1939 roku mieliśmy społeczeństwo zwarte, opowiadające się za własnym rządem, natomiast dzisiaj mamy społeczeństwo – przynajmniej jego część, która – proszę wybaczyć porównanie – chętnie udusiłaby rządzących. I to źle nam wróży, bo mamy niestety agenturę wewnętrzną w Polsce.