• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Armia, która jest ciągle w drodze

Poniedziałek, 1 marca 2021 (20:38)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co dawało Żołnierzom Wyklętym, ludziom – często bardzo młodym – siłę, żeby nieść polskiego ducha, którego nie udało się zgasić komunistycznym i sowieckim oprawcom?

– Myślę, że jest to liberum conspiro – swoboda konspiracyjnej działalności, bez względu na konsekwencje. To było z Polakami właściwie już od końca XVIII wieku. To poczucie wolności i za wszelką cenę obrona tej wolności jako jednego z najważniejszych polskich imponderabiliów, a także poczucie obowiązku wobec sprawy – jak oni często sami mówili – obowiązku służby państwu. To wszystko było dla tych ludzi czymś naturalnym. Warto też pamiętać, że w okresie międzywojennym przywrócono wartość państwa, naród był wcześniej hołubiony, dlatego że miał przechowywać to wszystko, co jest potrzebne państwu. Z kolei państwo dawało narodowi poczucie wolności i dlatego Polacy o to państwo walczyli.

Ci ludzie – Niezłomni, którzy mieli być zapomniani, ocalili wielkość państwa polskiego…

– To jest przekaz, który powinniśmy tym naszym bohaterom odwzajemnić, że dzięki nim mamy dziś państwo polskie, a oni zachowali honor Wojska Polskiego. I jeżeli dzisiaj się na nich pluje – takie sytuacje też mają miejsce, to jest to nic innego jak świadectwo naszego skarlenia. I w niemałych niestety sferach, także przejaw zwyrodnienia narodowego.  

Podczas uroczystości na Łączce z ust prezesa Fundacji „Łączka” Tadeusza Płużańskiego padła propozycja, postulat, aby Powązki stały się nekropolią chwały polskich żołnierzy, a nie zbrodniarzy komunistycznych. Czy w tym względzie wolne po 1989 roku państwo polskie wywiązuje się ze swoich obowiązków?

– W pełni rozumiem ten apel i uważam, że oczywiście w tej sprawie można i należy apelować. Podzielę się pewną refleksją, mianowicie w 1990 roku, kiedy byłem sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, bardzo nad tą kwestią dywagowałem. Był to m.in. mój obowiązek, aby groby komunistycznych zbrodniarzy, takich jak Bolesław Bierut czy Julian Marchlewski, wyizolować z Alei Zasłużonych warszawskich Powązek. Były też pomysły, aby ich szczątki i mauzolea przenieść na cmentarz sowiecki. Tylko gdzie jest granica, kto był porządny, a kto nie, i co z tym począć… Dlatego ostatecznie stwierdziliśmy, że nie możemy być jak oni, że ruszanie grobów jest typowe dla kultury turańskiej, kultury sowieckiej – tej wschodniej. Natomiast tradycją polską od wiek wieków było to, że po śmierci człowiek jest w ręku Boga i tu, na ziemi, należy mu się grób, dlatego grobów się nie rusza. I to jest to, co nas, chrześcijan, odróżnienia od innych.

Ale to nie oznacza, że bohaterowie polskiej wolności, którym komuniści odmówili godnych pochówków, mają spoczywać często w towarzystwie swoich oprawców?

– Uważam, że wspaniałe były akcje, kiedy młodzież oznaczała groby zbrodniarzy komunistycznych, stalinowskich na warszawskich Powązkach. Trzeba powiedzieć, że było ich przerażająco dużo. Tak czy inaczej uważam, że raczej trzeba myśleć o pamięci i przypominać słowa Stefana Żeromskiego z opowiadania „Na probostwie w Wyszkowie”: „Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, stratował, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny”, a zatem można dodać, ten nie ma prawa do grobu. I to powinno wybrzmieć nad mogiłami zdrajców narodowych, często chowanych z honorami, takich jak Jaruzelski czy innych. To jest chyba jedyny sposób, aby słowa tego wielkiego, wrażliwego na etos narodowy, jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy, popłynęły także z Powązek i uderzały. Odwracając sytuację, warto pamiętać, że to komuniści przenieśli w kąt pomnik Orląt Polskich, nawiązujący do jej głównego epizodu Bitwy Warszawskiej – Cudu nad Wisłą. Pomnik, który był przy głównym wejściu na nekropolię. Ale to jest ich – komunistów – zwyczaj, ale nie zwyczaj polski.

Jak dzisiaj wśród ludzi młodych przebija się pamięć o Żołnierzach Niezłomnych? Czy Żołnierze Wyklęci mogą być przykładem dla współczesnej młodzieży w tym zlaicyzowanym, często wyzutym z zasad świecie?

– Z pewnością bohaterstwo i oddanie Ojczyźnie tych ludzi to jest dzisiaj wciąż żywa lekcja historii. Miałem satysfakcję, że kiedyś mogłem poręczyć 1 sierpnia za dwoje młodych ludzi, którzy pomazali sarkofag Bieruta i umieścili tam napisy, że to był kat, morderca, bandyta. Po paru dniach oboje zgłosili się do mnie i okazało się, że jedną z tych osób była redaktorka jednej ze stacji telewizyjnych, a drugi to był mój student. Młodzi ludzie – samodzielnie myślący – biorą wzór z tych, których kiedyś wyklinano, pozbawiano życia i próbując wymazać pamięć o nich, grzebano często w bezimiennych dołach śmierci, bez czci i szacunku. I ci młodzi ludzie tych bohaterów naszej polskiej wolności nazwali Żołnierzami Niezłomnymi. Dzięki młodym ta armia skryta pod ziemią, której doczesne szczątki poszczególnych żołnierzy powoli są odnajdywane, ekshumowane i godnie po chrześcijańsku grzebane, ta armia powróci. Ta armia jest przecież ciągle w drodze, ilu tych żołnierzy jeszcze nie doświadczyło godnego pochówku. Instytut Pamięci Narodowej i profesor Krzysztof Szwagrzyk realizują misję poszukiwania szczątków bohaterów i przywracania ich wdzięcznej pamięci. Ich trzeba odnaleźć i za Zbigniewem Herbertem możemy powiedzieć: musimy zatem wiedzieć, policzyć dokładnie, zawołać po imieniu, opatrzyć na drogę”. W innym wypadku historia będzie niepełna.

Na refleksję, sumienie tych, którzy grzebali Żołnierzy Niezłomnych, że wskażą miejsca pochówków na przykład rotmistrza Pileckiego, gen. Fieldorfa „Nila” czy Łukasza Cieplińskiego, raczej nie można liczyć? Jednak ktoś musi znać te miejsca…   

– Próbowano o tym rozmawiać z byłym komendantem więzienia przy Rakowieckiej, ale bezskutecznie. Oni „nie pamiętają”, a kazus Stefana Michnika odpowiedzialnego za zbrodnie komunistyczne, który wydawał wyroki śmierci na bohaterów polskiego podziemia, to są świadectwa odruchów sumienia? Tam wszystko jest zaparte i nie ma choćby cienia potrzeby rozliczenia z własną przeszłością. Ile zatem mamy czekać, aż ich sumienia skruszeją? Inna sprawa, że czas najwyższy uwolnić się z presją III Rzeczypospolitej związanej pępowiną z PRL-em. I to jest dzisiaj zadanie, którego trzeba się podjąć i je wreszcie zrealizować. Myślę, że również ludzie młodzi powinni się podjąć tego zadania, skoro starzy nie byli w stanie tego dokonać.

Jak dzisiaj możemy, jak powinniśmy spłacić dług wdzięczności wobec bohaterów podziemia niepodległościowego takich jak np. Łukasz Ciepliński?

– Nie ustawać w poszukiwaniu ich doczesnych szczątków, wydobywać je na powierzchnię, odprowadzać ich z honorami godnymi bohaterów, a przede wszystkim w sposób chrześcijański, na wieczny spoczynek. Powinniśmy stawiać im krzyże, pomniki, nazywać ich imieniem szkoły, ulice – w miejsce zbrodniarzy, których Polska powinna się wstydzić. Obok pamięci, której najlepszym dowodem jest obchodzony Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, mamy też masowe, zbiorowe, niestety, opluwanie tych, którzy oddawali życie za Polskę, za naszą niepodległość. Z tym zdziczeniem trzeba walczyć, temu się sprzeciwiać z całą stanowczością, edukować, pokazywać prawdę o tych ludziach, których odwaga i ofiarność przyniosła nam wolność i niepodległość. Ich walka i sprzeciw wobec PRL-u – mimo prześladowań, często działań w strukturach konspiracji – miała sens.

        Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki