• Poniedziałek, 8 marca 2021

    imieniny: Jana, Beaty, Wincentego

Interes ponad unijną solidarnością

Wtorek, 23 lutego 2021 (10:11)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prezydent Andrzej Duda w swoim wczorajszym wystąpieniu na forum Rady Praw Człowieka ONZ, mówiąc o represjach politycznych, jakie Kreml stosuje wobec swojego społeczeństwa, przestrzegł przed naiwnością w relacjach z Rosją. Dlaczego świat milczy?

– Dzisiejszy świat ma w poważaniu zasady spisane czy stanowione prawo. Niestety, kieruje się coraz bardziej gospodarką, zyskami i doraźnymi interesami. Obok zmian wywołanych przez pandemię koronawirusa dochodzi zmiana mentalności większości narodów na świecie, gdzie coraz bardziej uaktywnia się lewactwo. Przykładów takich państw można wymieniać wiele. Nie tak dawno pokusiłem się o analizę dotyczącą stanu 87 gospodarek światowych, z której wynika, że wszystkie te gospodarki są zadłużone – niektóre potwornie. Rodzi się pytanie, u kogo i kto trzyma w rękach dostęp do pieniędzy i kto może sterować tymi gospodarkami, co w dobie pandemii jest szczególnym zagrożeniem.

Jakie wnioski wynikają z tej analizy?

– Przede wszystkim to, że praktycznie wszystkie gospodarki świata w ubiegłym czy w bieżącym roku dotykał, dotyka czy dotknie potężny kryzys. Również, a może szczególnie będzie to widoczne w przypadku gospodarki rosyjskiej. Tylko zważając na specyfikę tego kraju oraz brak demokracji, takie rzeczy nie będą wychodzić na zewnątrz. Sytuacja jest taka, że ci, którzy decydują o losach krajów czy wspólnot – mam na myśli Unię Europejską – nie wyciągają wniosków z historii – tragicznej historii, gdzie na skutek porozumienia ZSRS i Niemiec świat już raz stanął na skraju katastrofy. Tragizm obecnej sytuacji polega na tym, że nie myśli się o tym, co zrobić, żeby powtórnie do takiej sytuacji nie doszło. Tymczasem w grę wchodzą potężne pieniądze, potężne lobby – do końca nie wiadomo jakie i kto de facto decyduje, jakie są mechanizmy podejmowania złych decyzji. Jeśli chodzi o spółkę Nord Stream, mówi się o tym, że przewagę kapitałową ma tam rosyjski Gazprom, ale czy tak jest do końca, mam wątpliwości… Swoją drogą, jeśli chodzi o Gazprom, trzeba przypomnieć kto tam zarządza, a mianowicie rosyjscy oligarchowie, ale ważną rolę w tym interesie odgrywa także były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. To sprawia, że jest to bardzo groźne przedsięwzięcie.

Projekt Nord Stream 2 może zostać zatrzymany?

– Jestem przekonany, że nic już nie zatrzyma budowy gazociągu Nord Stream 2. Niemcy od dłuższego czasu – także wówczas, kiedy sprawowali prezydencję w Unii Europejskiej – próbowali tłumaczyć ustami kanclerz Angeli Merkel, że projekt ten absolutnie nie jest polityczny, ale jest to przedsięwzięcie gospodarcze, biznesowe, a rząd federalny nic do tego nie ma. Tymczasem tak nie jest. Niemcy – i nie tylko Niemcy, także udziałowcy tego projektu, bo trzeba nadmienić, że są tam również pieniądze holenderskie, belgijskie, a także środki innych podmiotów nie tylko z Europy – nadały temu przedsięwzięciu ogromne przyspieszenie. Ponadto sroga zima spowodowała, że jak dotąd nikt nie mówi o ekologicznych źródłach energii ze słońca czy wiatru, natomiast alternatywnym źródłem energii czy też uzupełnieniem w przypadku Niemiec będzie to wszystko, co popłynie z Rosji. Niestety, uzależnienie się Niemiec czy innych krajów zachodniej Europy od Moskwy wydaje się niezauważalne, bądź też odkłada się ewentualne przeciwdziałanie na później. To sprawia, że czas ucieka i ten projekt zostanie dokończony, co więcej, odbędzie czy odbywa się to kosztem państw członkowskich Unii Europejskiej – państw środkowowschodniej Europy.

Mimo sprzeciwu państw naszego regionu projekt jest realizowany…

– To przykład podziału Unii Europejskiej na Unię dwóch prędkości, czy też Unię A i B. Było to bardzo mocno artykułowane przez poprzedniego prezydenta Francji Francoisa Hollande′a, który dążył do utworzenia dwóch europejskich wspólnot. Dzisiaj ta idea wcale nie upadła, a kolejne kroki, jakie robią Paryż czy Berlin, zmierzają w tym kierunku.  

Projekt Nord Stream jest skrajnie antyeuropejski, o czym wszyscy wiedzą, a mimo to Niemcy nic sobie z tego nie robią. Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas lawiruje, mówiąc z jednej strony, że nowe sankcje są niewykluczone, a z drugiej podkreśla wagę dialogu z Moskwą. W jakim światle stawia to unijną solidarność?

– Unijna solidarność tak naprawdę nie istnieje. XX wiek pokazał nam, jak wyglądają efekty dążeń do porozumień ponad głowami Polaków, a historia dowiodła, w jak tragiczny sposób to się skończyło. W tej chwili również – na naszych oczach – trwa układanie się Berlina z Moskwą ponad głowami państw Europy Środkowej i Wschodniej. To bezczelność ze strony Niemiec, żeby w sytuacji, jaka ma obecnie miejsce w Rosji, kiedy trwa jawne rozprawianie się Putina z opozycją, prowadzić dialog z Kremlem, twierdzić – jak cytowany przez pana redaktora Heiko Maas – że sankcje są potrzebne, tylko że nie wiadomo jakie i kiedy.

Kompromitująca dla szefa unijnej dyplomacji była wizyta w Rosji.

– Słowo kompromitacja w odniesieniu do wyprawy Josepa Borrella do Moskwy to stanowczo za mało. Wszyscy widzieliśmy, jak Siergiej Ławrow potraktował tego wysokiego unijnego urzędnika. Stwierdził też, że Unia Europejska jest niewiarygodnym partnerem, co więcej – Rosja właściwie w tym samym momencie wydaliła dyplomatów z Polski, Niemiec i Szwecji. Jednak zatrważające jest to, że Borrell skompromitował nie tylko siebie, lecz przede wszystkim skompromitował Unię Europejską jako wspólnotę państw. Co ciekawe, podczas unijnego szczytu szefowie państw członkowskich nie podjęli na ten temat dyskusji, a przynajmniej żadnego jednoznacznego, wspólnego stanowiska potępiającego działania Josepa Borrella w tej sprawie nie było. Zresztą w tej kwestii stanowisko powinien też zabrać Parlament Europejski, który też dziwnie milczy.

Woli za to kolejny raz atakować Polskę czy Węgry…

– Dokładnie, swoją drogą bodajże jeszcze w ten czwartek na Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) ma się odbyć dyskusja czy debata na temat łamania praworządności przez Polskę. Podniesiona ma zostać m.in. kwestia rzekomo krzywdzonych kobiet, którym rząd zabrania aborcji. Z pewnością aktywni będą europarlamentarzyści Lewicy, a także Platformy, która to formacja ostatnio wydała stanowisko, opowiadając się za legalną aborcją do 12. tygodnia życia dziecka, czyli aborcją na życzenie. To nieprawdopodobne, że szukamy bakterii – śladów życia na Marsie, a nie potrafimy – mam na myśli zwolenników aborcji – usłyszeć bicia serca u matki noszącej pod sercem ludzkie życie. Zwolennicy takiego rozwiązania chcą traktować aborcję do 12. tygodnia życia jako de facto antykoncepcję. Tymczasem oznacza to zabicie człowieka. Całe szczęście, że nie rządzą i nie mogą realizować swoich nieludzkich projektów.

Dzisiaj ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich Unii Europejskiej, w związku z aresztowaniem opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, dali zielone światło dla kolejnych sankcji wobec Rosji. Tylko co z tego wynika, skoro kilometr po kilometrze Nord Stream 2 powoli zmierza do finału?

– Mamy do czynienia z biciem piany i de facto pozorowaniem działań, z których tak naprawdę nic nie wynika. Przypomnę tylko, że Parlament Europejski również wyraził sprzeciw w sprawie Nord Stream 2, natomiast absolutnie nikt na czele z kanclerz Angelą Merkel nic sobie z tego nie robi. Moim zdaniem sprawa dokończenia gazociągu Nord Stream 2 jest przesądzona. Będziemy mieli przewlekanie sprawy, będą sprzeciwy, groźby werbalne, a projekt kilometr po kilometrze będzie się posuwał do przodu. Niestety, pomija się tutaj szkodliwość gospodarczą tego przedsięwzięcia, także to, że potencjalne kraje tranzytowe przy eksporcie rosyjskiego gazu, czyli Ukraina, Polska, są omijane. Dlatego Polska bardzo dobrze postępuje, realizując przedsięwzięcia dotyczące dywersyfikacji dostaw gazu, korzystając z gazu LNG ze Stanów Zjednoczonych, czy chociażby realizując gazociąg Baltic Pipe, co umożliwi nam sprowadzanie błękitnego paliwa ze złóż norweskich.

Przez pięć lata – jako europoseł Prawa i Sprawiedliwości – miał Pan okazję z bliska obserwować działania polityków unijnych m.in. wobec Kremla. Z czego wynika ta niemoc, niechęć?

– Przede wszystkim Unia Europejska – mam na myśli środowiska brukselskie – nie ma dyplomacji z prawdziwego zdarzenia. Tymczasem rosyjska dyplomacja – Siergiej Ławrow, czy jego poprzednicy – była i jest skuteczna w działaniach i osiąga swoje cele. Zresztą ton w polityce zagranicznej Unii Europejskiej nadają Niemcy czy Francja, która właściwie zawsze jest życzliwa Putinowi. Przypomnę tylko całą epopeję z dwoma okrętami Mistral wyprodukowanymi przez Francję dla Rosji. Jednak w momencie, gdy oba okręty były już praktycznie gotowe do przekazania, Rosja zaatakowała Ukrainę, co doprowadziło do zerwania umowy na Mistrale. Była to konieczność, ale zakulisowo próbowano różnych sztuczek, żeby obejść solidarność z zaatakowaną Ukrainą i jednak przekazać Moskwie śmigłowcowce-doki typu Mistral. To tylko pokazuje, że solidarność solidarnością, a interesy interesami.

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki