• Poniedziałek, 8 marca 2021

    imieniny: Jana, Beaty, Wincentego

Dziś w „Naszym Dzienniku”

KRUS do poprawki

Wtorek, 23 lutego 2021 (02:01)

ROZMOWA / z Janem Krzysztofem Ardanowskim, przewodniczącym prezydenckiej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich

 

Jak ocenia Pan pomysł, by rolnicy, którzy prowadzą dodatkową działalność gospodarczą, płacili ZUS?

– Od wielu lat funkcjonowała zasada, według której rolnicy mają swój własny, specyficzny system ubezpieczenia. I to nie jest wyjątek w skali świata. A teraz dochodzą do nas głosy, że ktoś próbuje tę zasadę obejść. Co jest istotą obecnego problemu? Rolnicy podejmują często dodatkowe, nisko płatne zajęcia. Do tego zachęcało ich państwo. Chcieliśmy – co zostało uwzględnione w wielu dedykowanych rolnikom programach – aby brali sobie dorywcze prace poza rolnictwem. To jest szczególnie ważne dla osób z małych gospodarstw. I tak wielu rolników zatrudniło się dodatkowo, np. w transporcie. Inni, którzy mają lepsze traktory, dokupili do nich pługi i odśnieżają miasteczka i wsie. Teraz, gdy śniegu solidnie napadało, to można zobaczyć ich na terenie wielu polskich gmin.

Nie chciałbym, aby zmiany w prawie doprowadziły do tego, że rolnicy będą rezygnować z dodatkowych zajęć. A tak się stanie, gdy będą musieli płacić wysoką składkę na ZUS. Jeżeli ktoś chce doprowadzić do zmian, to nie powinno odbywać się to w drodze dyktatu.

Czy jednak rolnicy są w stanie płacić wyższe składki?

– Jest grupa, która tego chce. Wielokrotnie słyszałem od rolników, że są zainteresowani płaceniem wyższych składek, ale w sytuacji, w której będą mieć gwarancję, że świadczenia emerytalne będą większe. Chcą mieć też gwarancję, że te świadczenia będą wypłacane. W ostatnich latach wokół systemu emerytalnego działo się wiele i nie dziwię się, że część rolników traci zaufanie do państwa. Obecna sytuacja z objęciem rolników ZUS jest bardzo dziwna. Media informują, że Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej pracuje nad rozwiązaniami, które mają włączyć dużą część rolników do ZUS. Resort rolnictwa wydaje oświadczenie, w którym twierdzi, że nad takimi zmianami nie pracuje. Także rząd – według ministra rolnictwa – odcina się od tego typu propozycji. A jednocześnie płyną sygnały z ZUS, że są prowadzone analizy w tym zakresie. Rada ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich będzie chciała ustalić prawdę.

Przy tej okazji trzeba też zwrócić uwagę na problem tzw. fikcyjnych rolników.

– Oczywiście, jest grupa osób, tzw. rolników z Marszałkowskiej, ludzi wolnych zawodów: prawników czy lekarzy, którzy z faktu posiadania ziemi są ubezpieczeni w KRUS. Tymczasem osiągają oni bardzo wysokie zarobki. Szacuje się, że takich osób jest minimum 60 tys. Uważam, że nie powinny mieć one prawa do korzystania z przywileju, jakim jest ubezpieczenie w KRUS. Sam fakt posiadania ziemi rolnej czy gospodarstwa nie czyni z nikogo rolnika. Ale też musimy zwrócić uwagę, że branie dodatkowych zajęć poza rolnictwem to nie jest to samo co wykorzystywanie luk systemu i sztuczne robienie z siebie rolnika na potrzeby ubezpieczeń społecznych.

To jak sprawić, by znaleźli się poza systemem? Czy nie warto byłoby wprowadzić granicy dochodów, powyżej której trafialiby z KRUS do ZUS?

– To jest możliwe do zrobienia. Wszyscy, którzy pracują legalnie, muszą rozliczać się z urzędem skarbowym. Na podstawie oświadczeń majątkowych można określić, jakie są ich główne źródła dochodów, a także jakie są proporcje między zarobkami pochodzącymi z pracy na gospodarstwie a tymi z działalności pozarolniczej. Ten problem jest znany od lat, ale nikt nie dał sobie z nim rady, bo tzw. rolnicy z Marszałkowskiej to często osoby bardzo wpływowe, powiązane z różnymi grupami operującymi na styku polityki i biznesu. Ich lobbing sięga bardzo wysoko. Przez lata nikt nie chciał ich dotknąć lub, mówiąc wprost: wyrzucić z ubezpieczenia społecznego przysługującego rolnikom.

Dzisiaj rolnictwo się zmienia. Wielu rolników powiększyło swoje gospodarstwa. Płacą oni teraz wyższe składki, ale nie dostają wyższych świadczeń. Inni szukają pracy dorywczej, sezonowej, poza rolnictwem. I nad tym systemem trzeba pracować. Obecna sytuacja insynuacji i niedomówień tylko psuje atmosferę. To sprawia, że rolnicy stają się nieufni. Takich zmian nie można przeprowadzać w tajemnicy. Instytucje państwowe nie mogą też wysyłać sprzecznych informacji.

Rolnicy postulują, aby skończyć z obowiązkiem przekazywania gospodarstw w sytuacji, gdy chcą uzyskać prawo do świadczenia emerytalnego. Prezydent wyjdzie z taką inicjatywą?

Prezydent obiecał to podczas kampanii prezydenckiej w 2020 r., a więc do tych zmian musi dojść. Tym zajmie się Rada ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich. Obecny system jest mało logiczny. Rolnik, który osiąga wiek emerytalny, który przez lata odkładał składki na swoją emeryturę i który dopełnił tego obowiązku, musi pozbyć się swojego gospodarstwa, żeby otrzymać świadczenie. Przecież to jest jego narzędzie pracy. Kiedyś praca na roli była niszcząca dla organizmu. Dzisiaj wiele da się wykonać za pomocą maszyn. Rozwinęła się też służba zdrowia, żyjemy dłużej i jesteśmy w lepszej kondycji. Jest wielu rolników, którzy osiągnęli wiek emerytalny i nie chcą rezygnować z pracy. Teraz musimy się zastanowić, jak tę kwestię rozwiązać.

Co w tej sytuacji z zastępowalnością pokoleń?

– To jest sedno sprawy. Gdy dojdzie do zmian, to starsi rolnicy będą wniebowzięci, bo już będą mogli pobierać świadczenia i przy tym zachować gospodarstwa. Ale co w tej sytuacji mają zrobić młodzi? Wielu z nich się ożeniło lub chce założyć rodziny. I co oni mają robić? Mieszkać kątem u rodziców? Czekać kolejne lata, aż rodzice zechcą oddać im gospodarstwo? Prezydentowi bardzo zależy na młodych rolnikach, aby wymiana pokoleniowa przebiegała bardzo płynnie. To młodzi są przyszłością Narodu, i powinniśmy im stworzyć takie warunki, żeby chcieli zostać na wsi. Jeśli nie będzie młodych ludzi, nie będzie rolnictwa.

Jak można rozwiązać ten problem?

– Myślę o zróżnicowaniu świadczeń. Oczywiście, prawo nabycia świadczenia wynika z opłacanych składek i osiągnięcia wieku emerytalnego. Rolnik, który rozpocząłby pobieranie emerytury, ale bez przekazania gospodarstwa, pobierałby świadczenie podstawowe. Z kolei rolnicy, którzy przekazaliby gospodarstwa, mogliby liczyć na zwiększenie świadczenia. To rozwiązanie może być skuteczne. Ale zanim ono zamieni się na oficjalną propozycję prezydenta, musimy dokonać gruntownych analiz i wyliczeń. Liczę w tym zakresie na pomoc ministerstwa rolnictwa.

Zachętę powinni otrzymywać też młodzi ludzie. Dlaczego nie wprowadzić szeregu ulg i rozwiązań, które zachęciłyby młodych rolników do dogadania się z rodzicami i przejęcia gospodarstwa? Myślę szczególnie o funduszach unijnych. Taki rolnik mógłby mieć uprzywilejowaną pozycję w ubieganiu się o wsparcie z pewnych programów.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

RS