• Poniedziałek, 8 marca 2021

    imieniny: Jana, Beaty, Wincentego

Mistrzostwa pod kontrolą?

Poniedziałek, 22 lutego 2021 (16:13)

Czy szokujące dyskwalifikacje liderów Pucharu Świata w skokach narciarskich były zapowiedzią podobnych działań na mistrzostwach świata w Oberstdorfie, czy miały tylko podziałać na wyobraźnię tych, którzy zamierzali naginać do nich przepisy, dowiemy się już lada chwila.

Ostatnie przed MŚ pucharowe konkursy w Rasnovie być może przeszłyby bez echa, gdyby nie wydarzenia, jakie stały się udziałem Halvora Egnera Graneruda oraz Markusa Eisenbichlera – lidera oraz wicelidera cyklu. Obaj zostali bowiem zdyskwalifikowani za nieregulaminowe kombinezony, a w przypadku Norwega było to o tyle bolesne, iż decyzja zapadła po kontroli, jaką przeszedł już po zawodach – wygranych przez siebie.

My doskonale pamiętamy, co kilka dni wcześniej spotkało Andrzeja Stękałę w ostatnim z tegorocznych konkursów zakopiańskich. Po pierwszym skoku Polak plasował się w czołówce, ale drugiego nie oddał, bo został wykluczony. Jego narty okazały się zbyt długie w stosunku do wagi ciała. Ten przepis bywa restrykcyjnie pilnowany przez kontrolerów, gdyż ma związek ze zdrowiem sportowców. Został wprowadzony, by powstrzymać ich szalone odchudzanie, które w pewnym momencie wyrwało się spod kontroli.

Stękała był wtedy wściekły. Z nikim nie chciał rozmawiać, widać było, jak całą tę historię przeżywał. Norwegowie i Niemcy dyskwalifikację Graneruda i Eisenbichlera przyjęli spokojniej. Niemal bez emocji. O tak, jak gdyby była wpisana w ryzyko. Czyli?

To truizm, fakt oczywisty doskonale znany każdemu, kto interesuje się skokami. Od lat w tej dyscyplinie sportu trwa wojna technologiczna. Praktycznie każdy centymetr stroju, nart czy butów służy temu, by zawodnik mógł myśleć o uzyskiwaniu większych odległości. Produkcja kombinezonów przypomina rozprawę naukową, w której liczy się nie tylko talent krawca, co materiał, a nawet jego kolor, też mający wpływ na przepuszczalność powietrza. Ta (zbyt mała) może prowadzić do przewagi aerodynamicznej, zatem została obramowana specjalnymi przepisami i regulacjami. Jakiś czas temu, w jednym z pucharowych konkursów, sędziowie zdyskwalifikowali kilku Norwegów za to, że tylny fragment ich nogawek przepuszczał zbyt mało powietrza. Drobiazg, czepianie się? Nie. Tu liczy się wszystko.

Bez obaw o większą pomyłkę można przypuszczać, że w Rasnovie niektórzy kombinowali, a może po prostu sprawdzali, na ile i na co mogą sobie pozwolić. Sepp Gratzer uderzył jednak pięścią w stół i wysłał czytelny sygnał, iż takie pomysły już nie przejdą? Ów pan, to Austriak, od kilkudziesięciu lat pełniący funkcję głównego kontrolera sprzętu. Bywało, że z jego „gabinetu”, jak niepyszni wychodzili wielcy skoków (m.in. Kamil Stoch, Piotr Żyła), ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by w jednym konkursie zdyskwalifikował lidera i wicelidera Pucharu Świata.

Wielu odebrało to może nie jako zapowiedź podobnych działań na mistrzostwach świata, ale mocne pogrożenie palcem. I to tym największym, tym, którzy w wyścigach zbrojeń przodują, którzy są znani z tego, że lubią naginać przepisy. Oczywiście, na ich granicy balansują wszyscy. Podczas każdego z konkursów skoczkowie przechodzą dwie kontrole, przed skokiem na górze obiektu, oraz później, na dole. Gratzer czasami sprawdza strój na „oko”, czasami za pomocą drogich i skomplikowanych przyrządów, badających m.in. grubość materiału oraz jego przepuszczalność. Prosi też zawodników na wagę, by przekonać się, czy stosują narty o odpowiedniej długości. To właśnie takiego sprawdzianu nie przeszedł w Zakopanem Stękała. Skoczek musi mieć BMI na poziomie co najmniej 21, by móc fruwać na nartach o maksymalnej długości 145 procenta swego wzrostu.

Oczywiście, zawodnicy wiedzą doskonale, w jaki sposób mogą próbować przechodzić kontrole sprzętu przygotowywanego „na granicy” limitów. Ich dziwne zachowania przed badaniem, wyćwiczone postawy, kroki, swoista gimnastyka nie są przypadkowe i świadomość tego posiadają wszyscy. Wydarzenia z Rasnovie może jednak oznaczały, że FIS nie ma zamiaru tym procederom przyglądać się w nieskończoność i ci, którzy kombinują najbardziej, w każdej chwili mogą zostać sprowadzeni na ziemię.

Mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Oberstdorfie rozpoczną się w środę.

Piotr Skrobisz