• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Ideowy koniec Platformy

Piątek, 19 lutego 2021 (21:20)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Patrząc na decyzje Platformy, wygląda na to, że gdyby ta formacja doszła do władzy, aborcja na życzenie mogłaby stać się faktem?

– Najpierw trzeba zdobyć władzę…

Co z „Deklaracją krakowską” i zobowiązaniem do ochrony życia poczętego? Czy Platformie zamiast ostrego skrętu w lewo lepiej nie zrobiłby powrót do korzeni?

– To, co wczoraj ogłosiła Platforma, pokazuje, że wszelkie ideowe deklaracje – w tym słynną „Deklarację krakowską”, a więc odwołanie się do Dekalogu, do wartości – to wszystko można dziś przesłać do archiwum. Można to oddać magistrantom piszącym prace na temat 20 lat historii Platformy, aby pokazać, że kiedyś formacja ta też miała jakieś konserwatywne wartości. Po prostu taka Platforma, gdzie liczyły się idee, przywiązanie do zasad czy wartości konserwatywnych, przestała istnieć. Natomiast wygląda na to, że w tej formacji wygrała frakcja lewicowa czy wręcz lewacka. Zastanawiające jest, jak w tej sytuacji zachowają się członkowie Platformy, którzy mają bardziej centrowe, konserwatywne poglądy. Na ile będą w stanie ten skręt na lewo zaakceptować i przejść nad tym do rzeczy czy podjąć inną decyzję.

Marek Dyduch, dawny członek PZPR, dziś poseł Lewicy, mówi wprost, że Platforma przyłączyła się do lewicowych postulatów.

– Nie wiem, czy ktoś to przewidział, czy dobrze to wszystko wykalkulował – mianowicie, że jesteśmy dzisiaj świadkami wojny, jaka rozpoczęła się po lewej stronie polskiej sceny politycznej między Platformą a Lewicą, wojny o ten sam elektorat. Co więcej, ten elektorat się nie rozmnoży, dlatego zyska ten, kto da, zaoferuje więcej. Taka walka na skrajności.

Nie jest tak, że formacją na krzywej wznoszącej jest dzisiaj Lewica, a Platforma zaczyna zjeżdżać po równi pochyłej?

– Swojego czasu powiedziałem, że 20 procent w sondażach jest dla Platformy barierą i jeśli formacja ta spadnie poniżej tego pułapu, to będzie z nią źle. I właśnie ta magiczna bariera zaczyna pękać, a to znaczy, że zaklęcia Platformy przestają działać. I jeśli Platforma notuje spadek do około 19 procent, a Szymon Hołownia ma poparcie w granicach 15 procent, to znaczy, że wszystkie diagnozy i działania podjęte przez kierownictwo Platformy są chybione.

Czy ten wyraźny skręt w lewo Platformy może w jakikolwiek sposób zmienić sytuację na polskiej scenie politycznej?

– Owszem, według mnie wszystko jest dzisiaj możliwe. Nie wiem też, czy sytuacja, jakiej jesteśmy świadkami, nie jest kołem ratunkowym dla Jarosława Gowina – zważając na sytuację w Porozumieniu i w ogóle w koalicji Zjednoczonej Prawicy. I w tym momencie może się okazać, że środowisko rozczarowanych, zawiedzionych członków Platformy, którzy mówią wprost o swoich poglądach konserwatywnych, centroprawicowych, będzie szukać jakiegoś wyjścia. Zastanawiające, czy i na ile będą w stanie pogodzić się z pomysłami firmowanymi przez Małgorzatę Kidawę-Błońską, która kierowała specjalnym zespołem przygotowującym oficjalne stanowisko Platformy w sprawie aborcji, a na ile będą konsekwentni i zaczną szukać alternatywy, na przykład u Jarosława Gowina?

Do Prawa i Sprawiedliwości na pewno nie pójdą…

– Nie ma takiej opcji. Pozostaje zatem Jarosław Gowin bądź Szymon Hołownia i budowa skrzydła konserwatywno-prawicowego.

Czy kierownictwo Platformy nie przelicytowało, biorąc na pokład polityków lewicy, wprowadzając konia trojańskiego w swoje szeregi?

– Dokonali wyboru, podjęli taką, a nie inną decyzję. Za swoje decyzje trzeba ponosić konsekwencje – także w polityce. Nie można też wykluczyć, że podjęli decyzję zgodnie z prawdziwą linią, jaką od dawna ma ta formacja, tylko przez ostatnie lata nikt nie chciał o tym głośno mówić, żeby nie zniechęcać wyborców.

Borys Budka stwierdził, że takiego jasnego stanowiska oczekiwali od Platformy wyborcy. Czy rzeczywiście?

– Nie wiem, czy wyborcy Platformy – zwłaszcza tej z początków istnienia – oczekiwali tego zwrotu w lewo. Mam wątpliwości. Natomiast Borys Budka prawdopodobnie kalkuluje, że opowiedzenie się za aborcją na życzenie będzie uderzeniem w Lewicę i próbą przejęcia młodszego elektoratu. Proszę zwrócić uwagę, że środowiska akademickie, młodzież, studenci, to dzisiaj w dużej mierze zwolennicy Lewicy. Zatem – w jego mniemaniu – taki ruch może być perspektywiczny. Prawdopodobnie ktoś wytłumaczył Borysowi Budce, że tradycyjny elektorat Platformy już dzisiaj przestaje istnieć, w związku z tym trzeba – w przyszłości – szukać nowych źródeł poparcia, a tym źródłem ma być młodzież. Rozpoczął się zatem bój o najmłodszych wyborców.

I radykalizacja poglądów ma być tym, co przyciągnie młodzież?    

– Widzę to raczej jako cyniczną próbę wykorzystania ludzi młodych. Ludzie mają różne poglądy, one się zmieniają, a tu walka toczyć się będzie o to, żeby zdobyć elektorat, który ma być lokomotywą Platformy w kolejnych wyborach.

Stanowisko w sprawie liberalizacji prawa aborcyjnego już podzieliło Platformę, tylko czy skrzydło konserwatywne będzie konsekwentne?

– Sytuacja na polskiej scenie politycznej jest bardzo dynamiczna. Trudno dzisiaj dać odpowiedź, jak ta sytuacja może się rozwinąć. Sądzę, że trzeba poczekać, a czas pokaże, kto postawił słuszną diagnozę. Myślę, że ważniejsze od tego, jak zachowają się konserwatywni politycy Platformy, jest to, jak zachowa się młodzież – zwłaszcza w dużych i średnich miastach. W niektórych środowiskach młodzieżowych trendy jest być tęczowym i dla tych ludzi wszyscy, którzy mają inne poglądy, to obciach.

To nie najlepiej świadczy o tej części młodzieży.      

– Oczywiście można to oceniać, wartościować, ale każda młodzież przeżywa w swoim dorastaniu różne okresy, fazy, także buntu. W latach 80. ubiegłego wieku młodzież jako wroga miała komunę, młodzież przełomu lat 90. i upadku komunizmu za przeciwnika miała Balcerowicza i jego reformę, także cały układ postkomunistyczny, który – rzec można – suchą nogą wszedł w nową epokę, a przynajmniej jego część. Zatem młodzież w każdym pokoleniu musi mieć wyzwanie, z którym się mierzy idee, które ją pociągają, i te, z którymi gotowa jest walczyć. Oczywiście – jak pokazują obecne czasy – nie zawsze te wybory młodych są słuszne, ale to już inna kwestia.

Ważne – dla nas dorosłych, bardziej dojrzałych i doświadczonych – jest właściwe odczytanie, w jakim kierunku chce iść, podążać młodzież, co ją będzie napędzać, i odpowiednia reakcja. Dzisiaj kwestie ekologizmu, a jednocześnie lekkie podejście do spraw etyczno-moralnych jest widoczne wśród wielu młodych. Młodzież musi mieć przeciwnika – jeśli nie środowisko, szkoła, to są nim politycy czy ideologia, taka czy inna.  

Wiele się mówiło w szeregach PiS o zagospodarowaniu młodych, ale chyba niewiele zrobiono.

– Dlatego jest pytanie do środowiska PiS, czy ma świadomość tego, że elektorat, który popiera tę formację, jest coraz starszy i czy nie należy zwrócić się także, przedstawić jakąś mądrą alternatywę dla ludzi młodych, żeby ich do siebie przyciągnąć w większym niż dotychczas zakresie. Mówimy tu o osobach pełnoletnich, także o studentach, którzy podejmują decyzje wyborcze. Same hasła: patriotyzm, naród, choć wzniosłe i ważne, mogą się dzisiaj okazać niewystarczające. Trzeba też myśleć perspektywicznie o przyszłych pokoleniach. Mam na myśli kwestie wychowania i formacji ludzi młodych, którzy nie będą tak łatwo ulegać wpływom ideologii – takiej czy innej.

Skoro Marta L. jest w stanie swoją wulgarnością przyciągnąć na protesty ludzi młodych, to chyba z młodzieżą – przynajmniej z jej częścią – jest coś nie tak?

– Dlatego PiS – jako formacja rządząca, prawicowa – powinno w swoim programie, w szerszy niż do tej pory sposób, uwzględnić młodzież. Tu potrzebny jest wyraźny przekaz do młodych, trzeba zacząć mówić językiem ludzi młodych z jednoczesnym pokazaniem, że jesteśmy, możemy być lepszą alternatywą dla tego, co reprezentuje Marta L., jej środowiska i popierające ją formacje polityczne.

              Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki