• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Nastawieni na władzę, ukierunkowani na karierę

Wtorek, 16 lutego 2021 (20:24)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Platforma wewnętrznie pęka…? Widoczny jest brak jednoznacznego określenia się w sprawie aborcji. Część opowiada się za ostrą liberalizacją prawa i dopuszczeniem przerywania ciąży do 12. tygodnia, na co nie zgadza się skrzydło konserwatywne…

To jest jeden z problemów ideowych Platformy, która dzisiaj nie ma jednolitego stanowiska w wielu sprawach. Jeśli chodzi o problem aborcji, to do tej pory Platforma stała na gruncie tzw. kompromisu aborcyjnego, co wszyscy politycy tej formacji – zarówno o poglądach prawicowych, jak i lewicowych – jakoś akceptowali. Natomiast orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku w sprawie aborcji to radykalne odejście od tego stanowiska. Zresztą Platforma mocno skręciła na lewo po tym, jak na swoich listach umieściła lewicowych polityków, otwierając im drogę do Parlamentu RP, a także do Parlamentu Europejskiego. Poza tym zagranica, przez którą przetacza się ideologiczna, neomarksistowska rewolucja, też oczekuje od Polski rewolucji, dlatego część lewicowa na polskiej scenie politycznej, także wewnątrz Platformy, z tym postulatem się utożsamia i mocno z nim występuje. A to powoduje wewnętrzne podziały.    

Jaką formacją jest zatem dzisiaj Platforma, skupiająca w swoich szeregach paletę polityków począwszy od deklarujących prawicowość po skrajnie lewicowych, lewackich?

Platforma jest dzisiaj lewicowa, bo taka jest koniunktura, a niekoniecznie dlatego, że takie przekonania ma większość polityków tej formacji. Owszem, w wielu aspektach Platforma jest dzisiaj lewacka, co więcej, zarząd Platformy określany jest jako lewica światopoglądowa. Jednak to nie powinno dziwić, skoro w swoich szeregach formacja ta ma tak skrajnie uformowanych ludzi – jak np. Klaudia Jachira – którzy lewicowość mają w poglądach. Tak czy inaczej Platforma dzisiaj to zbieranina ludzi o różnych poglądach, nastawionych na władzę, ukierunkowanych na karierę. To wszystko sprawia, że wskazanie, jaką partią jest dzisiaj Platforma, jest bardzo ryzykowne. Owszem, można mówić, że poszczególni politycy mają takie czy inne poglądy, ale cała partia jako taka zawsze przybierała wizerunki kreowane w zależności od koniunktury.

Czy toczący się aktualnie spór, zważając na to, co się dzieje dookoła – mam na myśli działania Szymona Hołowni – może rozsadzić Platformę od wewnątrz?

Nie można wykluczyć takiego scenariusza. Jeśli Szymon Hołownia wciąż będzie miał duże poparcie w sondażach i ono będzie się utrzymywać, to jego atrakcyjność wśród polityków będzie rosła. W tym sensie transfery, jakie się dokonały, nie będą jedynymi. Borys Budka doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego wymyślił „Koalicję 276” – żeby pokazać, że Platforma na nowo się jednoczy, żeby zrobić wokół tego pomysłu szum medialny, skupić uwagę i zatrzymać Szymona Hołownię jako alternatywę dla Platformy.

Czy to misja realna, czy raczej z gatunku niemożliwych?

Platformie już raz udało się powstrzymać konkurencję – Nowoczesną, ale to raczej wynikało z poważnych błędów Ryszarda Petru. Na pewno czas działa na korzyść Platformy. Z kolei Hołownia podbiera posłów, bo zdaje sobie sprawę, że poza parlamentem trudno mu będzie przetrwać dwa lata z okładem do wyborów parlamentarnych. Ponadto wydaje mi się, że na przykład pozycja Jarosława Gowina w koalicji Zjednoczonej Prawicy nie jest taka mocna, i mówi się nawet, że może on przejść na stronę opozycji. Tylko kto dzisiaj chciałby przyspieszonych wyborów…? Gdyby przyspieszone wybory w Polsce odbyły się – dajmy na to – za kilka miesięcy, to Platforma poniosłaby niewyobrażalną klęskę. Owszem, może Prawo i Sprawiedliwość odnotowałoby pewną stratę, ale Platforma z całą pewnością znalazłaby się w obliczu katastrofy. Natomiast Szymon Hołownia zdobyłby zdecydowanie więcej głosów niż Platforma. Dlatego Platforma gra na czas, trwa gorączkowe szukanie pomysłów, jak „Nowa Solidarność”, ostatnio „Koalicja 276”, a wszystko po to, żeby opóźniać powyborczy rozpęd Szymona Hołowni. A wracając do pytania o to, czy Platforma może zatrzymać marsz Hołowni, a przynajmniej nie stracić zbyt wiele, to odpowiadam: owszem, jest to możliwe, bo piłka jest cały czas w grze.

Z drugiej strony, czy rzeczywiście Platformie nie zależy na przyspieszonych wyborach? Wkrótce do Polski trafią środki unijne w ramach nowej perspektywy 2021-2027, także środki z Funduszu Odbudowy, i jeśli do tego czasu Platformie nie uda się przejąć władzy, to pozycja PiS-u będzie tylko rosła…

Proszę pamiętać, że dla partii politycznych największym wrogiem nie jest przeciwnik po drugiej stronie sceny, ale sąsiad, który stoi obok. Sąsiadem, który dzisiaj stoi obok Platformy, nie jest Jarosław Kaczyński i Zjednoczona Prawica, tylko Szymon Hołownia i jego Ruch „Polska 2050”. To Hołownia w tej chwili podbiera posłów Platformie, podbiera także jej elektorat, a nie PiS. I tak jak Grzegorz Schetyna najpierw musiał pokonać Ryszarda Petru i Nowoczesną, a dopiero później mierzyć się z PiS-em, tak ten sam problem ma dzisiaj Borys Budka. Oczywiście, obaj, czyli Schetyna z Petru, przyjmowali retorykę anty-PiS, ścigali się, kto jest bardziej radykalny w tej kwestii. I dzisiaj jest podobnie, ale największym zagrożeniem dla Platformy jest Szymon Hołownia. I w tej sytuacji przyspieszone wybory dałyby osłabionej Platformie wynik oscylujący w granicach 10-12 procent, a Hołownia zgarnąłby ok. 20 procent poparcia. Liczby pokazują, która partia byłaby ważniejsza jako lider opozycji, a Borys Budka, przegrywając swoją grę, przestałby istnieć jako lider Platformy. Zatem problem odebrania władzy PiS-owi jest w tej chwili wtórny i nikt nie zaryzykuje obniżenia lotów swojej partii tylko po to, żeby szybciej odebrać PiS-owi władzę. To jest zatem drugi problem. Ludzie w polityce myślą krótkodystansowo, natomiast na tym krótkim dystansie Platformie chodzi o to, żeby pokonać Hołownię, a nie PiS.            

Co to za lider – mam na myśli Szymona Hołownię – który ma swoich na razie kilku żołnierzy na placu boju (w parlamencie), a sam ogląda bitwę przed telewizorem? Taka zdalna polityka?…

Skoro Wołodymyr Zełenski jako aktor został prezydentem Ukrainy, skoro Donald Trump był showmanem i został prezydentem Stanów Zjednoczonych, to co Hołownia – prezenter telewizyjny – nie może stworzyć partii i ubiegać się o władzę w Polsce…? Proszę zwrócić uwagę, że w polityce wchodzimy niejako w świat wirtualny, a nie realny. Wszystko więc jest tutaj możliwe.

Jaką formację buduje Hołownia, który de facto unika deklaracji tożsamościowych? Centroprawicową – jaką kiedyś była Unia Wolności i na początku Platforma, czy – patrząc, jakich posłów przygarnia i co głosi – raczej centrolewicową?

Szymon Hołownia buduje formację wirtualną. Proszę sobie przypomnieć Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech. Przecież to ludzie, którzy w świecie polityki nic nie znaczyli. Albo niewiele. A nagle wchodzą w ten świat i próbują wykorzystać fakt, że mamy do czynienia z rzeczywistością medialną, ze społeczeństwem medialnym, które jest zorientowane na świat wirtualny. I takie formacje wykorzystują nadarzającą się sytuację i przejmują władzę, a przynajmniej wchodzą do wielkiej polityki. Proszę sobie przypomnieć, kim był Ryszard Petru. Jeśli więc w ten sposób spojrzymy na tych nowych ludzi w polityce, to nie powinno to nikogo dziwić.

Czy Platforma przetrwa do wyborów, czy może – patrząc na cały rozgardiasz – szeregi tej formacji będą opuszczali kolejni parlamentarzyści, uznając, że Hołownia rokuje?

Platforma z całą pewnością przetrwa do następnych wyborów parlamentarnych, bo scalają ją pieniądze – subwencja dla partii politycznych. W związku z czym jej szeregi mogą zostać uszczuplone, ale nie na tyle, żeby padło hasło: „Sztandar wyprowadzić”. Jest też pytanie, w jakiej formie Platforma przetrwa i jaką siłą będzie dysponować w 2023 roku. Na razie Szymon Hołownia łowi sobie kolejnych polityków, ale jego popularność też nie będzie wieczna.

Kto może skorzystać na walce „Polski 2050” i Platformy? Słychać głosy, że umiarkowani konserwatyści, nie widząc swojego miejsca w skręcającej coraz bardziej na lewo Platformie, mogą przejść do Koalicji Polskiej…

Wszystko jest możliwe, także takie transfery do PSL-u. Na razie każdy wariant należy brać pod uwagę, bo do wyborów – w ustawowym terminie – pozostało jeszcze sporo czasu. Dzisiaj partie, mając tę świadomość, zajmują się same sobą, próbują rozwiązać wewnętrzne problemy. Jak wiemy, jest wewnętrzny konflikt w Porozumieniu, również Platforma ma konflikt wewnętrzny – ideowy, zresztą na dobrą sprawę to cała opozycja jest skonfliktowana. Ale tak to jest, więc nie powinien nikogo dziwić fakt ruchów, transferów, które są i z pewnością będą, z tym że bardziej będzie to interesowało dziennikarzy, media, komentatorów politycznych niż zwykłych ludzi. To, co się dzieje na scenie politycznej – mam na myśli te walki buldogów pod dywanami – to ludzi nie interesuje, bo nie ma to większego wpływu na ich życie. Ponadto widzieliśmy już różne dziwne transfery i jak na razie wszystkie opcje są na stole – również ta, o której pan redaktor mówi – dotycząca możliwości przejścia części umiarkowanych konserwatystów z Platformy do PSL-u.

Zatem szykują się ciekawe czasy w polskiej polityce… 

Ciekawe tylko dla wąskiej grupy obserwatorów. Ludzie bowiem żyją zupełnie czym innym. W czasie pandemii kogo dzisiaj obchodzi, że dokonuje się taki czy inny transfer polityczny – dajmy na to z Platformy do Hołowni? Krąg odbiorców jest tutaj bardzo zawężony i oscyluje może w granicach 10 procent. Plus, oczywiście, politycy. I to wszystko.

           Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki