Potrzebna mądra, suwerenna polityka zagraniczna
Niedziela, 14 lutego 2021 (13:33)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan wypowiedź prezydenta Niemiec, Franka-Waltera Steinmeiera, który w wywiadzie dla „Rheinische Post” broni projektu Nord Stream 2?
– Wypowiedź prezydenta Republiki Federalnej Niemiec potwierdza, jak istotny politycznie dla Berlina jest projekt Nord Stream 2. Frank-Walter Steinmeier właściwie wyraził stanowisko całej niemieckiej klasy politycznej, poza Zielonymi, którzy krytykują projekt Nord Stream 2 z powodów ideologicznych. Wskazał, że jego kraj będzie parł i doprowadzi do zakończenia tej inwestycji i żadne protesty, sankcje nie zmienią tego stanu rzeczy. Był to również przekaz skierowany do nowej administracji amerykańskiej i prezydenta Joe Bidena, że sprzeciw Stanów Zjednoczonych nie będzie miał żadnego znaczenia.
Jako argument w obronie projektu Steinmeier używa historii i odwołuje się do ataku Niemiec na ZSRS, co więcej, mówi, że Niemcy mają obowiązek zrekompensowania Rosji poniesionych strat…
– Wywiad Franka-Waltera Steinmeiera to nic innego jak ukłon w stronę rosyjskiej wrażliwości związanej z okolicznościami wybuchu II wojny światowej i roli, jaką Armia Czerwona odegrała w militarnym pokonaniu III Rzeszy. Mówienie o ewentualnym zrekompensowaniu Rosji strat poniesionych w wyniku wojny z Niemcami ma bardziej wymiar dyplomatyczny, którego celem jest podkreślenie znaczenia współpracy z Rosją.
Idąc tokiem rozumowania prezydenta Steinmeiera, zastanawiające jest, ile Niemcy musieliby zrekompensować Polsce za dokonane zbrodnie i poniesione straty, do czego się Berlin zresztą nie kwapi?
– Stanowisko niemieckiej klasy politycznej jest tutaj jednoznaczne – sprawa reparacji wobec Polski jest zamknięta. Według polityków niemieckich została uregulowana podczas konferencji w Poczdamie, kiedy to ZSRS zobowiązał się do spłacenia Polsce części roszczeń uzyskanych od Niemiec. Tymczasem wiemy, że praktycznie nigdy to nie nastąpiło. W tym kontekście zastanawiające jest stanowisko prezydenta Niemiec, który uznaje prawo Federacji Rosyjskiej w sytuacji, gdy rząd niemiecki uznaje żądania strony polskiej za bezpodstawne.
Swoją drogą od jakiegoś czasu słyszymy u nas o reparacjach wojennych, ale oficjalnego stanowiska Polski w tej sprawie wciąż nie ma…
– Kwestia reparacji podniesiona została przez rząd Zjednoczonej Prawicy w 2017 roku i jak pamiętamy podjęcie tej kwestii spotkało się z negatywnymi opiniami Platformy Obywatelskiej. Taka sytuacja, zwłaszcza gdy opozycja kontestuje działania fundamentalne dla Narodu i państwa polskiego, osłabia polskie stanowisko w zakresie odszkodowań. Z drugiej strony władze Rzeczypospolitej, które wielokrotnie popierały prawo do roszczeń reparacyjnych, nie podjęły realnych działań w tym zakresie.
Wszyscy pamiętamy Steinmeiera, który w Warszawie w rocznicę wybuchu II wojny światowej stawał, korzył się przed polskim Narodem, ale jak nazwać to, co teraz uczynił względem Rosji?
– 1 września 2019 roku niemiecki prezydent w wystąpieniu na placu Piłsudskiego w Warszawie rzeczywiście przyznał, że II wojna światowa była niemiecką zbrodnią, a polska kultura, miasta i ludność miały zostać zniszczone. Frank-Walter Steinmeier prosił o wybaczenie historycznej winy Niemiec. Rzeczywiście było to pełne ekspresji, dramatyczne wystąpienie, gdzie urzędujący prezydent Niemiec mówił z pokorą, że staje „boso przed polskim narodem”. Pozostaje jednak pytanie – czy nie były to jedynie dyplomatyczne słowa wytrawnego polityka? W przeszłości politycy niemieccy w relacjach z Polską często stosowali politykę gestów, za którymi jednak nie szły czyny. Przypomnę chociażby wizytę w Polsce kanclerza Helmuta Kohla w końcu 1989 roku i symboliczne pojednanie polsko-niemieckie wyrażone w geście uścisku pomiędzy kanclerzem Kohlem i premierem Tadeuszem Mazowieckim podczas Mszy Świętej w Krzyżowej. Podobno wówczas na twarzy kanclerza Niemiec pojawiły się łzy, ale na tym się skończyło. Niestety ze strony polityki niemieckiej mamy do czynienia z pustymi gestami.
Wracając do wywiadu prezydenta Steinmeiera, czy nie jesteśmy świadkami budowania mostu na linii Berlin – Moskwa, co historycznie zawsze kończyło się tragedią?
– Minione stulecia w relacjach Berlina i Moskwy przeplatane były okresami współpracy i konfrontacji militarnej. Po zjednoczeniu Niemiec polityka Berlina wobec Moskwy jest bardzo konsekwentna, skoncentrowana na zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego i współpracy gospodarczej. Tak zwane energetyczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie zapoczątkowane zostało już w latach 70. ubiegłego stulecia. Co by nie powiedzieć, Rosja jest ważnym dostawcą gazu, jednakże Niemcy dwie trzecie tego surowca uzyskują z innych źródeł. Natomiast Moskwie współpraca z Berlinem pozwala kreować wizerunek poważnego partnera na arenie międzynarodowej. Oczywiście w historii ta współpraca niemiecko-rosyjska kończyła się tragicznie dla Polski. W kontekście relacji rosyjsko-niemieckich pojawia się pytanie o kierunek i skuteczność polityki polskiej po 1991 roku.
Nie owijając w bawełnę – patrząc, jak rozwija się współpraca niemiecko-rosyjska, można powiedzieć, że projekt Nord Stream jest dla współczesnego świata tym, czym w 1939 roku był pakt Ribbentrop-Mołotow?
– Oczywiście pojawiają się takie mocne porównania. Uważam jednak, że bardziej zasadne jest odniesienie do układu w Rapallo zawartego w 1922 roku między Związkiem Sowieckim a Niemcami, który zachwiał europejskim układem sił i zapoczątkował współpracę polityczną, gospodarczą i militarną Moskwy i Berlina. To porozumienie Niemcom i Sowietom, które po 1918 roku znalazły się na marginesie europejskiej polityki, otwierało drogę do budowy militarnej potęgi, co miało ogromne konsekwencje nie tylko dla Polski, lecz także dla całej Europy i świata. Pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku był konsekwencją układu w Rapallo.
Czym ta bezrefleksyjna polityka, umożliwiająca Moskwie jeszcze bardziej agresywne zachowania, może się dzisiaj skończyć dla Europy?
– Eksperci zachodni przedstawiają różne scenariusze układów między Rosją a Unią Europejską. Od konfrontacyjnego – na krawędzi konfliktu zbrojnego – poprzez „zimne partnerstwo”, „pragmatyczne partnerstwo”, aż do współpracy. Pojawia się też scenariusz, który zakłada, że w wyniku protestów społecznych i miękkiego wsparcia Unii Europejskiej dla antyputinowskiej opozycji w 2024 roku w Rosji nastąpi objęcie władzy przez polityka z prozachodnimi przekonaniami. Dla Unii Europejskiej – wbrew całej tej retoryce o poszanowaniu praw obywatelskich i zapowiedzi zastosowania sankcji – Rosja jest ważnym partnerem geopolitycznym. Moskwa natomiast od wielu lat dba o swoje wpływy w Unii Europejskiej poprzez priorytetowe traktowanie dwustronnych stosunków z najważniejszymi państwami członkowskimi, takimi jak Niemcy, Francja i pozostająca do niedawna w strukturach unijnych Wielka Brytania.
Jest to polityka omijania brukselskich elit, gdyż dyplomacja rosyjska doskonale zdaje sobie sprawę ze wszystkich słabości Unii Europejskiej, czego wyrazem była chociażby niedawna wizyta w Moskwie szefa unijnej dyplomacji, który otrzymał lekcję od Siergieja Ławrowa. Padły tam także słowa, że Unia Europejska nie jest partnerem dla Moskwy. Swoją drogą pamiętajmy też, że historycznie dla Francji (fascynacja rosyjskością w tym kraju trwa co najmniej od klęski Napoleona pod Moskwą) to Rosja, a nie Polska czy Czechosłowacja była pierwszym wyborem sojuszniczym.
Dlaczego Unia Europejska milczy wobec faktów, co więcej, Komisja Europejska uważa Nord Stream za projekt biznesowy prywatnych firm?
– To tylko potwierdza wielki wpływ Niemiec na działania Unii Europejskiej, która jest zdominowana przez Berlin. Teraz przedstawiciele Komisji Europejskiej, mimo wcześniejszego krytycyzmu wobec projektu Nord Stream 2, w oficjalnym stanowisku uznają, że jest to projekt prywatnych firm, a Unia Europejska nie może uniemożliwiać tym firmom i rządowi niemieckiemu jego realizacji. W tej kwestii stanowisko Niemiec i Unii Europejskiej okazało się zbieżne.
Zważając na wypowiedź Steinmeiera i wspomnianą już niedawną wizytę w Moskwie Josefa Borrella oraz poniżenie unijnej dyplomacji, czy jest jeszcze coś, jeśli chodzi o budowę sojuszu niemiecko-rosyjskiego, co mogłoby bardziej potrząsnąć biurokratami brukselskimi, zanim sprawy zajdą za daleko?
– Nie ma się co dziwić, bo dyplomacja Unii Europejskiej to w zasadniczej mierze dyplomacja niemiecka. Trudno zatem oczekiwać, że dyplomacja unijna może być inaczej konstruowana i realizowana, niż kierunek polityki zagranicznej określany przez Berlin. Budowa gazociągu Nord Stream 2 jest tylko tego potwierdzeniem. Nie łudźmy się, że polityka Brukseli nagle się zmieni i będzie uwzględniała interesy oraz bezpieczeństwo, także energetyczne, krajów Europy Środkowej. Dlatego Polska powinna wyciągnąć z tego wnioski i poza wzmacnianiem własnego potencjału militarnego musi zacząć wreszcie realizować suwerenną politykę zagraniczną wynikającą z doświadczeń historycznych i geopolityki.