• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Sojusz Berlina z Moskwą trwa w najlepsze

Sobota, 13 lutego 2021 (17:00)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, wiceministrem edukacji i nauki, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czemu miała służyć wypowiedź prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera, który w wywiadzie dla „Rheinische Post” stwierdził, że Niemcy mają dług wobec Rosji za II wojnę światową? To lapsus, czy zamierzone działanie…

– Z pewnością ta wypowiedź i te słowa nie są przypadkowe. Natomiast jest to element tłumaczenia światowej opinii publicznej, a zwłaszcza stronie amerykańskiej – administracji prezydenta Joe Bidena – kwestii budowy i dokończenia gazociągu Nord Stream 2. Jest to próba wytłumaczenia, dlaczego Niemcy mają współpracować z Rosjanami w tym zakresie, że jest to – jak słyszymy – właśnie w celu zrekompensowania ich strat wojennych.

Z dokumentów, do których dotarła niemiecka organizacja ekologiczna Deutsche Umwelthilfe wynika, że Niemcy proponowali Amerykanom układ – mniej więcej miliard euro za import amerykańskiego gazu LNG w zamian za wycofanie sankcji wobec Nord Stream 2.

– To najlepiej pokazuje, że mamy próbę ochrony tego przedsięwzięcia. Dzieje się tak, ponieważ strona niemiecka widzi, że nowa administracja amerykańska nie jest zainteresowana tym, aby zmieniać kurs, który został przyjęty wcześniej przez administrację prezydenta Donalda Trumpa, czyli nakładania sankcji na budowę Nord Stream 2, bo jest on de facto sprzeczny z amerykańskimi interesami narodowymi – po części ekonomicznymi, po części militarnymi oraz kwestiami bezpieczeństwa światowego. To stanowisko wyartykułował zresztą w sposób bardzo bezpośredni prezydent Donald Trump, mówiąc, że sprzedajemy gaz, którego wy (Niemcy) nie kupujecie – kupujecie go za to od Rosjan, którzy za zarobione w ten sposób pieniądze się zbroją, żeby nas zaatakować. Zatem Amerykanie wydają gigantyczne pieniądze na zbrojenia, aby chronić siebie i Europę, natomiast Niemcy kupują od potencjalnego agresora, jakim jest Federacja Rosyjska gaz, a tym samym wzbogacają kapitał finansowy Moskwy przeznaczany na modernizację i rozwój rosyjskich sił zbrojnych.

Wracając do słów prezydenta Steinmeiera, Nord Stream ma być niemiecką rekompensatą wobec Rosji?

– Zdaje się, że taki był cel tego tłumaczenia prezydenta Niemiec. Tym bardziej że Niemcy raczej nie słyną z dobroczynności i rozdawnictwa swoich pieniędzy dla innych, chyba że mają w tym jakiś doraźny interes polityczny. Przypomnę tylko, że takim doraźnym interesem było – w okresie zimnej wojny – wspieranie zbrojeniowo i finansowo państwa Izrael, żeby tym samym – po części – zmienić wizerunek Niemiec po zbrodniach, jakich się dopuścili kilka dekad wcześniej wobec narodu żydowskiego. Co ciekawe, Niemcy nie są zainteresowane na przykład tym, żeby swoje pieniądze zainwestować w zwrot i poprawienie relacji z Polską, bo uważają, że nie jest to dla nich opłacalne. Mówienie o tym, że należy zrekompensować krzywdy wyrządzone Rosjanom i narodom byłego Związku Sowieckiego, pokrzywdzonym w czasie działań wojennych przez stronę niemiecką, to jest tylko próba przykrycia i usprawiedliwienia całej sytuacji związanej z budową gazociągu Nord Stream 2.

Przed dwoma laty prezydent Steinmeier, w rocznicę wybuchu II wojny światowej, w Warszawie w swoim przemówieniu mówił z pokorą, że staje „boso przed polskim narodem”, ale teraz w obliczu Rosji to chyba padł na twarz.

– Myślę, że nie jest do końca tak, jak to przedstawia pan redaktor. Niemcy bardzo pragmatycznie patrzą na rzeczywistość i te słowa, jakimi posługuje się prezydent Frank-Walter Steinmeier. Mają one przede wszystkim na celu zbudowanie narracji: realizujemy budowę gazociągu, ponieważ – tym samym – chcemy spłacić nasze zobowiązania za straty wojenne wobec dzisiejszego spadkobiercy ZSRS, czyli Federacji Rosyjskiej. Jest to zatem element pewnej narracji, natomiast nie doszukiwałbym się w tym żadnej logiki. To, co przedstawiłem, to jest bardzo prosta kalkulacja Berlina. Niemcy nie kwestionują zbrodni wojennych, natomiast usilnie szukają współsprawców – osób, z którymi chcą się podzielić odpowiedzialnością za Holokaust, czy w ogóle za wywołanie II wojny światowej. W przypadku tego serwilizmu wobec Federacji Rosyjskiej widzę tylko i wyłącznie element gry ekonomicznej.

Co z solidarnością unijną, przecież Niemcy kolejny raz działają poza plecami Unii Europejskiej?

– Przecież to nikt inny jak Niemcy decydują, jakie znaczenie nadać tej solidarności. Zatem solidarność europejska jest wtedy, kiedy Niemcy tak zaordynują. Natomiast jeśli Berlin zadecyduje, że nie ma żadnej solidarności w kwestiach gazowych czy imigrantów, to nie ma, a jak zdecyduje, że w jakiejś kwestii ma być, to wszyscy mają stać na baczność i przytakiwać. Niemcy wykorzystują bardzo sprawnie instrumenty solidarności europejskiej dla celów swojej polityki wewnętrznej i polityki zagranicznej.  

Czy Frank-Walter Steinmeier, mówiąc o spłacie długu wobec Rosji za II wojnę światową, w sposób zamierzony czy niezamierzony nie zachęca do egzekwowania roszczeń wobec Niemiec? Mam na myśli reparacje wojenne.

– Sprawa cały czas jest przedmiotem pewnego sporu i jest elementem niezrealizowania przez Niemcy zobowiązań wobec Polski. Mam nadzieję, że kwestia ta cały czas jest ważna, że jest na agendzie państwa polskiego, aby wyegzekwować te zobowiązania, których Niemcy po II wojnie światowej wciąż nie uregulowały. One cały czas istnieją – można powiedzieć, że są to wieczyste zobowiązania Republiki Federalnej Niemiec wobec Polski.

Zauważył Pan minister, że Niemcy cały czas kalkulują, że nie robią niczego bez przyczyny, jaka zatem jest ta niemiecka perspektywa, jeśli chodzi o uregulowanie zobowiązań wobec Polski?  

– Nie oszukujmy się, jeżeli Niemcy nie zostaną zmuszone przez światową opinię publiczną do tego, żeby uregulować zobowiązania wobec Polski, to to się nie stanie. Oczywiście wszystko zależy też od nastawienia Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii do tej kwestii. Zatem sprawa jest – moim zdaniem – cały czas otwarta, ale przyznam, że nie jestem tutaj zbytnim optymistą. Uważam, że sprawa reparacji wojennych – kwestia niewątpliwie konfrontacyjna z Niemcami – nie będzie, niestety, na agendzie obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena. Jest zatem pytanie, jak polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych z nową administracją na czele będzie wyglądała, czy będzie to odprężenie w relacjach europejskich, czy może będzie to kontynuacja wcześniej obranego kursu. Póki co nie widać odprężenia, co pokazuje chociażby kwestia szczepień.

Do końca budowy Nord Stream 2 zostało ok. 150 kilometrów, a więc niewiele, i jak tak dalej pójdzie, to po kawałku w cieniu protestów projekt ten zostanie dokończony. Co wówczas?

– Niestety, wydaje się bardzo prawdopodobne, że tak się stanie. Natomiast jest pytanie, jakie będą dalsze konsekwencje dla podmiotów, które korzystają z gazu transportowanego po dnie Bałtyku i co z firmami, które uczestniczyły w budowie Nord Stream i będą uczestniczyć w dystrybucji rosyjskiego gazu. Chodzi o to, czy sankcje będą zawężone, czy może zostaną rozszerzone na inne podmioty. Przypomnę tylko, że pojawia się nowa grupa podmiotów, które też mogą zostać objęte tymi sankcjami.

Jak skomentuje Pan działania Rosji, mam na myśli piątkowy wywiad szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który podnosząc temat sankcji, bardzo konfrontacyjnie wypowiadał się wobec Unii Europejskiej, grożąc nawet zerwaniem relacji. Można powiedzieć, że nawet za czasów zimnej wojny Rosjanie nie używali tak ostrej retoryki?

– To prawda, że taka retoryka już dawno nie była stosowana przez stronę rosyjską, a słowa Siergieja Ławrowa: „Nie chcemy się izolować od życia międzynarodowego, ale trzeba być na to gotowym. Chcesz pokoju – szykuj się do wojny” brzmią rzeczywiście ostro. Myślę, że to pokazuje nerwowość w obozie władzy na Kremlu z racji masowych demonstracji i jednogłośnych reakcji ze strony świata Zachodu na aresztowanie i skazanie na karę pobytu w łagrze szefa lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. Wszyscy wiemy, w jaki sposób został on potraktowany przez władze i po wyroku sądu pierwszej instancji skierowany do kolonii karnej. Wydaje się, że protesty, jakie mają miejsce w Rosji oraz jasny sygnał dezaprobaty ze strony opinii międzynarodowej, wywołują frustrację włodarzy Kremla, którym sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli. Demonstracje na Białorusi nagle przelewają się też na teren Federacji Rosyjskiej.

Unia Europejska nie potrafi być stanowcza wobec Kremla. Wystarczy tylko przypomnieć niedawną wizytę szefa unijnej dyplomacji w Moskwie, który został wręcz poniżony przez Ławrowa.

– Taka jest mentalność włodarzy Kremla. Tam się tak naprawdę nic nie zmieniło od czasów Związku Sowieckiego, czy sięgając jeszcze bardziej wstecz – do czasów carskich. Faktem jest, że Rosja wyłącznie szanuje tych, którzy są potężni, tych, którzy nie zawahają się użyć bardzo mocnych argumentów łącznie z argumentem siły. Natomiast, jeśli ktoś próbuje z nimi łagodnie paktować, to jest nieszanowany i traktowany tak jak szef unijnej dyplomacji Josep Barrell. Po prostu taka jest mentalność Azjatów.

              Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki