Jesteśmy – to jeszcze nie stypa
Poniedziałek, 8 lutego 2021 (16:35)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan słowa Rafała Trzaskowskiego, który podczas konwencji Platformy mówił, że jego formacja dzisiaj nie przedstawia programu, tylko recepty, że elementy programu będą przedstawiane w kolejnych tygodniach, ale jednocześnie, że Platforma jest gotowa do wyborów?
– To bardzo sprytny ruch, ucieczka do przodu. Kiedy obserwowałem spotkanie liderów Platformy, to doszedłem do wniosku, że dzisiaj problemem Platformy nie jest Zjednoczona Prawica, tylko aspirujący do miana polityka Szymon Hołownia. Ostatnie sondaże, które stały się już powtarzalną tendencją, wyraźnie pokazują, że wyniki Polski 2050 to już nie jest jednorazowy wybryk socjologiczny, że przejścia do Szymona Hołowni parlamentarzystów Platformy to nie był przypadek, że takich ruchów może być więcej.
Dlatego to, co zaprezentowali Rafał Trzaskowski i Borys Budka, było sygnałem wysłanym przede wszystkim do kolegów z Platformy: wciąż jesteśmy – to jeszcze nie stypa. Wprawdzie słynna komenda: sztandar wyprowadzić, nie padła, ale padły bardzo ważne słowa skierowane do Szymona Hołowni, że tylko razem możemy wygrać ze Zjednoczoną Prawicą. Samodzielnie żadne z ugrupowań opozycyjnych tego nie zrobi. Zatem cała ta impreza, gdzie podkreślono, że nie mamy programu, że są tylko recepty, była skierowana do swoich i do pozostałych ugrupowań, głównie do Polski 2050, dla których wspólnym mianownikiem jest chęć pokonania PiS-u.
Rywalizacja Platformy z Polską 2050 o prymat na opozycji jest wyczuwalna, ale jak Budka z Trzaskowskim chcą wygrać z Hołownią, używając tych samych haseł?
– Przekaz z tej konferencji był niezmienny od lat – krytyka, krytyka, krytyka PiS-u. Słyszeliśmy tylko, że Polska ma najgorsze wyniki ekonomiczne, gospodarcze w Europie, że największa umieralność w Europie jest w Polsce itd. Wypowiedzi Borysa Budki brzmiały tak, jakby COVID-19 i cały kryzys gospodarczy wywołany pandemią był tylko i wyłącznie w Polsce, co więcej, że jest to wina PiS-u i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Idąc tą drogą, można było jeszcze dodać, że to, iż mamy w Polsce mrozy i opady śniegu, to też jest wina rządu.
I jeżeli ktoś rozpoczyna „wielką” konwencję, która miała być nowym otwarciem, prezentacją nowego oblicza Platformy na 20-lecie istnienia od retoryki, że wszędzie jest dobrze, a tylko w Polsce dzieje się źle, to jest to złe otwarcie. Osobiście, gdybym był na miejscu liderów Platformy, to słowem nie wspomniałbym o obecnie rządzących i o tym jak jest, bo jak jest, wszyscy wiedzą. Natomiast starałbym się przedstawić plan, jak zamrożoną gospodarkę stopniowo odmrozić, rozbujać, rozwinąć i iść do przodu.
Marzeniem Szymona Hołowni są przyspieszone wybory parlamentarne, czy Platformie też powinno na tym zależeć?
– Nie wiem, mam wątpliwości. Żeby iść do wyborów trzeba mieć przede wszystkim uporządkowaną sytuację w partii, przedstawić program, a Platforma tego nie ma. Usłyszeliśmy także hasło „276”, ale czy Platforma tak różna światopoglądowo jest w stanie – wzorem Hołowni podbierać posłów PiS-owi – w to nie wierzę. Trudno zatem będzie o przejścia na tej linii, chętnych nie widać.
Jest jeszcze Porozumienie Jarosława Gowina.
– Jarosław Gowin ma dużo wewnętrznych problemów i jest to siła, która na obecnym etapie jest istotna dla PiS-u jako koalicjant, ale jest też ważna dla środowiska Platformy. Chodzi o to, żeby tę koalicję rozbić. Jest jednak pytanie, czy intencje obu stron, co do partii Jarosława Gowina przy najbliższych wyborach są ciągle takie same. Tutaj mam wątpliwości. To jest polityka, mówimy o interesach, a interesem Zjednoczonej Prawicy jest utrzymanie koalicji niezależnie od pojawiających się problemów w środowisku Jarosława Gowina, natomiast Platforma chciałaby rozbicia koalicji, nowego rozdania i przyspieszonych wyborów.
A jak jest z wiarą w trzecią, kolejną wygraną PiS-u?
– Wydaje się, że wiara, iż uda się kolejny, trzeci raz z rzędu wygrać wybory parlamentarne w szeregach PiS-u jest nikła. To może być też błąd mentalny. Wydaje się, że politycy PiS-u wewnętrznie pogodzili się z tym, że to może być ich ostatnia kadencja przy władzy, że trzeba zrobić pauzę.
Pauzę, bo nie mają pomysłu na kontynuację rządów, czy pauzę w sensie odpoczynku?
– Jesteśmy świadkami pewnej prawidłowości na polskiej scenie politycznej, że można wygrać raz i rządzić, jak ma się dużo szczęścia, to trwa to całą kadencję, cztery lata. Jeśli sprawy układają się po myśli, to rządy są przedłużone na drugą kadencję i to przerabiała Platforma z PSL-em, a w tej chwili przerabia PiS. I teraz jest ważne pytanie mianowicie, czy jest możliwe trzykrotne z rzędu zwycięstwo w wyborach do parlamentu? Moim zdaniem jest to możliwe, tylko od początku do końca wszyscy muszą się zabrać do pracy, „wszystkie ręce na pokład”. I jeżeli w Zjednoczonej Prawicy będzie ta determinacja, będzie wola walki, będzie współdziałanie, to sądzę, że trzykrotne z rzędu zwycięstwo będzie możliwe. Natomiast na pewno nie będzie to możliwe, jeśli już teraz wszyscy uznają, że się nie da, poddadzą się i wywieszą białą flagę, oddając stery Platformie.
Czy Platforma jest gotowa przejąć rządy w Polsce?
– To jest jedna kwestia, a druga, to fakt, że Platforma sama większości nie zdobędzie, dlatego jedyną szansą jest zbudowanie koalicji dużej szerokiej – nazwijmy ją roboczo koalicją obywatelską. Mielibyśmy powtórkę z wyborów do Parlamentu Europejskiego, które Koalicja Europejska przegrała.
O budowaniu takiej szerokiej koalicji była mowa podczas konwencji Platformy, tylko czy jest jakiś wspólny mianownik coś, co mogłoby połączyć ugrupowania opozycyjne poza niechęcią do PiS-u?
– Warto się zastanowić też nad tym, czy w takim bloku znajdzie się lider. Dzisiaj trwa poszukiwanie samca alfa, którego póki co nie ma. Kandydatów jest owszem wielu, ale jak widać, panowie czy to Trzaskowski, czy Budka nie mają pomysłu. Dlatego prościej jest im narzekać na rządzących, niż zbudować coś samodzielnie. Gdyby na spotkaniu obok Budki i Trzaskowskiego na scenie pojawił się Hołownia i panowie powiedzieli – idziemy razem, to w tym momencie można by uznać, że ta grupa ma jakieś rozwiązanie, jest nowa jakość, że mogłaby to być realna alternatywa dla Zjednoczonej Prawicy. Tyle że czegoś takiego nie było widać. Nie ma zatem nic nowego, i nic zatem dziwnego, że wyborcy, sympatycy opozycji totalnej, mogą się czuć rozczarowani.
Borys Budka przekonywał, że opozycja jest w stanie wygrać wybory ze Zjednoczoną Prawicą, ale jak tego nie powiedział?
– Jeden ze scenariuszy mówi, że można wygrać wybory i nie rządzić. Istotą jest zatem nie tylko wygranie wyborów, ale też zbudowanie koalicji, co więcej, zbudowanie koalicji wokół konkretnego programu i lidera. Przypomnę, że w wielu sejmikach wojewódzkich koalicja rządząca Polską przegrała, ale jednak rządzi. Zatem można przegrać, ale przez umiejętne budowanie koalicji rządzić i odwrotnie – można wygrać wybory i być w opozycji. Warto o tym pamiętać, bo arytmetyka jest bezwzględna i w Sejmie czasem decyduje jeden głos o większości, co pokazuje, że każdy głos poselski jest ważny.
Czy liderzy poszczególnych formacji są w stanie się dogadać i zbudować skuteczny front przeciw PiS-owi?
– Za dużo jest pretendentów, z których każdy chce być wodzem, tylko że nie każdy ma do tego predyspozycje. To, co zaprezentowali liderzy Platformy podczas sobotniej konwencji – to był kolejny falstart opozycji. Zamiast loga partii opozycyjnych powinni się tam pojawić liderzy tych ugrupowań. Gdyby na scenie pojawili się Szymon Hołownia, Włodzimierz Czarzasty z Robertem Biedroniem i powiedzieli – budujemy koalicję, jednoczymy siły, działamy w parlamencie razem jako grupa i przygotowujemy się do wyborów, mimo że zgodnie z planem odbędą się one za ponad dwa lata; mówimy, że będzie koalicja czterech ugrupowań, i w ten sposób wspólnie będziemy chcieli przejąć stery rządów w Polsce – to w tym momencie Zjednoczona Prawica miałaby problem. Jeśli tego nie ma, to pojawiają się podziały, kłótnie, pretensje, że Platforma bez wiedzy i porozumienia z poszczególnymi partiami użyła ich nazw. I wszyscy ciągle powtarzają diagnozę, że muszą się zjednoczyć, być razem, żeby pokonać PiS, ale to są tylko słowa.
Takie są fakty, a zatem sobotnia konwencja to był falstart?
– Dokładnie. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby to przemilczeć, chyba że ten falstart – w jakiejś części był po to, żeby wyprzedzić ogłoszenie projektu „Nowy polski ład”, programu walki z kryzysem związanym z pandemią koronawirusa, który ma być wkrótce ogłoszony przez rząd. Wystawianiem recept bez zdiagnozowania nie uleczy się pacjenta. To że dzisiaj, jak usłyszeliśmy od Rafała Trzaskowskiego, Platforma ma receptę, jak uzdrowić państwo, to za mało. Pacjent musi uwierzyć, że został dobrze zdiagnozowany, że lek, który otrzymał, pomoże mu. Tak samo wyborcy muszą uwierzyć, ale dzisiaj wyborcy nie wierzą Platformie, a jej sondaże ciągle spadają poniżej progu 27 proc., który bardzo długo był poziomem przyzwoitości, ale dzisiaj nawet tego nie ma. Są też sondaże, w których Platforma jest na poziomie 20 proc., a to jest już bardzo zły sygnał, bo pokazuje, że środowisko sympatyków topnieje. Przy wszystkich sondażach są także osoby niezdecydowane od 10 do 14 proc. Ta grupa rośnie i jest pytanie, na kogo w wyborach oddadzą oni głos.
Niedawno odbyło się wirtualne spotkanie Donalda Tuska i Adama Michnika, którzy stawiali diagnozy i oceniali sytuację na polskiej scenie politycznej. Czy Tusk jeszcze liczy na Platformę, bo z tego co mówi, nic na to nie wskazuje?
– Michnik i Tusk to stare wygi, szczwane polityczne lisy i wiedzą doskonale, że sytuacja na scenie politycznej może się zmienić i można tego dokonać poprzez naciski medialne, międzynarodowe, a jak trzeba może to zrobić także ulica. Obaj mają tego świadomość, ale jednocześnie żaden z nich nie chce brać odpowiedzialności. To, z czym mamy do czynienia – cała ta telekonferencja Tuska i Michnika, to jest polityczne gawędziarstwo. Gdyby Tusk, widząc brak lidera na opozycji, rzeczywiście zechciał wziąć sprawy w swoje ręce, przyjechać do Polski i stanąć na czele, to zrobiłby to, startując w wyborach prezydenckich, ale tego nie zrobił. Nie widać też, żeby chciał na siebie przejąć zjednoczenie opozycji.
Dlaczego?
– Za duże ryzyko. Donald Tusk się wypalił, Tusk jest na politycznej emeryturze w Brukseli i tam pozostanie – chyba że dojdzie do jakiegoś wielkiego, dzisiaj trudnego do przewidzenia przełomu. W polityce jest często tak, że górę biorą scenariusze, których nikt nie bierze pod uwagę. Póki co Donald Tusk nie chce popełnić błędu Lecha Wałęsy, który wielokrotnie groził, że idzie z milionem na Warszawę, żeby mu tylko dać poparcie, a on poprowadzi. Nic z tej słownej wyliczanki nie wyszło, dlatego dzisiaj już nikt poważnie nie traktuje słów Wałęsy.
Podobnie jest z Tuskiem, gdzie mamy do czynienia z gawędziarstwem, zwykłym asekuranctwem. Nie przejmowałbym się specjalnie Tuskiem. Jednak niektóre siły będą próbowały kontynuować tzw. spacery uliczne, z tym trzeba się liczyć. Próby wprowadzenia inicjatywy aborcji na życzenie widziałem już jako poseł VIII kadencji Sejmu i głosy rozłożyły się w ten sposób, że politycy Nowoczesnej przyłożyli się do tego, że ta inicjatywa nie znalazła poparcia. Warto o tym przypomnieć. Zresztą w samym środowisku Platformy nie ma jednoznacznego stanowiska w sprawie aborcji na żądanie. To oznacza, że na tym projekcie, na skręcie w lewo może się wywrócić dużo sił politycznych, także po stronie opozycji.