Wizja zwijania państwa polskiego
Niedziela, 7 lutego 2021 (19:21)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, wiceministrem edukacji i nauki, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Za nami występ liderów Platformy. I cóż powiedzieć – socjotechnika, tempo, przygotowanie aktorskie – zwłaszcza Rafała Trzaskowskiego na pewnym poziomie, ale czy w tym wszystkim poza gestami był jakiś konkret?
– Spodobał mi się jeden z komentarzy w internecie, który mówił, że niektórzy ludzie w oczekiwaniu na to „wielkie” wydarzenie, jakim miała być sobotnia konwencja Platformy, nie mogli spać w nocy. W napięciu trzymało ich, co tam się pojawi. Moim zdaniem po tym, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy, można było przespać noc spokojnie, bo na tej prezentacji nic interesującego się nie wydarzyło. Panowie podzielili się rolami, i tak Borys Budka zaprezentował pomysł recydywy III RP, czyli powrotu do wszelkich patologii funkcjonujących w państwie, począwszy od podporządkowywania Trybunału Konstytucyjnego doraźnej woli politycznej, do kompletnego imposybilizmu działań prokuratury, a w końcu do pozostawienia bez jakiejkolwiek kontroli polskiego sądownictwa w postaci Krajowej Rady Sądownictwa.
Zatem był to program recydywy przy jednoczesnym puszczeniu – kilka razy – oka do skrajnej lewicy poprzez postulaty związane z likwidacją Funduszu Kościelnego i dyskusją na temat opodatkowania Kościoła rzymskokatolickiego.
Oświata, ochrona zdrowia, środowisko to priorytety wyznaczone przez Trzaskowskiego. Jak koresponduje to z awarią „Czajki” i szambem wlewającym się do Wisły?
– Można powiedzieć, że Rafał Trzaskowski przyjął rolę demonstratora wszystkich patologii, w których uczestniczyła Platforma. Bardzo zabawnie wyglądało, kiedy na tym pięknym ekranie wyświetlono słowo środowisko i prezydent Warszawy z takim przejęciem mówił o efekcie klimatycznym, o wzroście temperatury, o ociepleniu klimatu, o czystości powietrza w polskich miastach, które – jego zdaniem – są jednymi z najbardziej zanieczyszczonych na świecie.
Podkreślał też konieczność walki z wysypiskami śmieci czy z różnej maści odpadami i ściekami. Zapomniał dodać, iż włodarzami największych polskich miast są albo politycy Platformy, albo ludzie blisko z nimi związani, którzy nie podejmują działań, aby walczyć ze smogiem, nie podejmują konkretnych działań mających na celu właściwą politykę związaną z segregacją i utylizacją odpadów.
Sam Rafał Trzaskowski nieudolnie zarządza miastem...
– Dokładnie. Wystarczy wymienić awarie linii ciepłowniczych tej zimy, gdzie ustawicznie kolejne dzielnice Warszawy były, czy są w okresie grzewczym pozbawiane dostaw ciepłej wody. Ponadto serial, który trwał cały ubiegły rok, związany z katastrofami natury środowiskowej, dotyczący oczyszczalni ścieków „Czajka” czy skrajna nieudolność Rafała Trzaskowskiego, jeśli chodzi o walkę ze skutkami tych katastrof, i podjęcie działań w kierunku uniknięcia tego w przyszłości. Do tego dochodzi też kwestia śmieci.
Rzeczywiście faktem jest, że Polska przyjmuje bardzo duże ilości odpadów z zagranicy, ale co warto podkreślić – przyjmuje, bo za czasów rządów koalicji Platformy w sejmikach, a to trwało do 2018 roku – na 16 województw Platforma samodzielnie bądź współrządziła w 15 sejmikach. I to marszałkowie tych województw zarządzanych przez Platformę wydawali decyzje o lokowaniu wysypisk śmieci, sortowni odpadów – różnej maści miejsc, które przyjmują te odpady z zagranicy. Przyznam, że liczyłem, iż będzie jakaś refleksja ze strony Rafała Trzaskowskiego, że złe decyzje, które podjęli, rządząc w polskim samorządzie, będą chcieli cofnąć, ale takiej refleksji, niestety, nie usłyszałem, za to była ucieczka do przodu.
Miała być nowa Platforma, przygotowania trwały podobno długo, a co jest, jakieś konkrety?
– Żadnych konkretów nie było. Oprócz malkontenctwa, ataków na polską oświatę, ataków na media publiczne nie przedstawiono żadnych realnych propozycji. Nawet przy wydawałoby się dosyć konkretnym stwierdzeniu, że będą większe pieniądze przekazane na samorząd, nie wskazano, w jakiej wysokości i skąd te pieniądze miałyby pochodzić. Bardzo groźnym, w mojej ocenie, slajdem pokazanym na tej konwencji, był slajd przedtsawiający w złym świetle, że Polska wydaje za dużo na obronność. To znaczy po całkowitym rozbrojeniu i naszej słabości militarnej za rządów koalicji PO – PSL, kiedy próbujemy nadrobić straty i wydajemy znaczne sumy, czyli ponad 2 proc. PKB, na zbrojenia tak, aby żołnierz polski dysponował nowoczesnym sprzętem, aby był w stanie bronić polskich granic, polskiego społeczeństwa przed potencjalnym agresorem. Tymczasem Platforma w sposób celowy pokazuje, że wydajemy za dużo na zbrojenia. Można się tylko obawiać, że kiedy dojdzie do władzy, to nastąpi kolejne osłabienie naszej państwowości.
Idąc tokiem rozumowania Platformy, skoro Niemcy nie wydają 2 proc. PKB na obronność, to dlaczego my mamy to robić?
– Rafał Trzaskowski powiedział, że nie ma potrzeby, aby istniał kanał informacyjny TVP INFO. Słuchając tych słów, miałem przed oczyma konferencję Rafała Trzaskowskiego odnośnie do Centralnego Portu Komunikacyjnego i słowa, że po co w Polsce takie lotnisko, skoro jest w Berlinie. I to jest cała polityka Platformy, oczywiście w innym odcieniu, dotykająca innego segmentu funkcjonowania państwa – każdego państwa, bo nawet najbiedniejsze państwa Europy mają swoje media publiczne – rozgłośnie radiowe, telewizje, publikatory prasowe.
Tym bardziej zamożne państwa mają swoje media, marki, takie jak brytyjskie BBC, niemiecki ZDF – to są media publiczne tych państw. Polityka Platformy polega na tym, że po co nam cokolwiek, skoro jest w Niemczech, w Rosji, w Czechach czy chociażby we Francji, bądź w Stanach Zjednoczonych. Idąc tokiem tego myślenia, to samo narzuca się – po co nam w ogóle państwo, skoro mamy tylu sąsiadów i zawsze może ktoś tym wszystkim zarządzać. Po co nam zatem rząd, parlament, po co sądy, przecież to wszystko jest w Niemczech, w Rosji też są sądy. I tak wygląda polityka Platformy, polityka totalnego zwijania państwa polskiego, polityka powrotu do przeszłości, polityka nawiązująca do epoki saskiej. Zatem po co nam wojsko, armia, przecież to tylko może sprowokować naszych wrogów do agresji – jeśli się rozbroimy, to wówczas nikt nas nie zaatakuje. To jest polityka wycofywania się z jakiejkolwiek aktywności państwowej, polityka słabego, byle jakiego czy wręcz nieistniejącego państwa. Tych przykładów możemy podawać wiele.
Z konferencji wynika, że jedynym elementem istnienia „państwa” w sektorze publicznym mają być samorządy.
– Owszem, co więcej, mają one dysponować olbrzymimi pieniędzmi. Samorządy mają wpływać na lokalną rzeczywistość, mają określać podatki, jakie mają płacić mieszkańcy za śmieci, za nieczystości, za parkingi, za korzystanie z powietrza, za nieruchomości. I to ma być jedyna sfera funkcjonowania państwa, natomiast na szczeblu centralnym – państwa ma w ogóle nie być.
Do kogo adresowany był ten przekaz?
– Przede wszystkim był to sygnał do innych ugrupowań opozycyjnych, które zostały bardzo zgrabnie wrzucone w ten projekt zatytułowany „Koalicja 276”, ale chyba nikt z Platformy wcześniej nie informował o tym ani Włodzimierza Czarzastego, ani Władysława Kosiniaka-Kamysza, ani Szymona Hołowni. Bowiem, jak słyszymy, Szymon Hołownia dowiedział się, że proponowane mu jest małżeństwo, tymczasem o wybrance nic nie wie.
Aby partia mogła funkcjonować, musi mieć poparcie, zwolenników. Czy zatem nie był to sygnał do sympatyków Platformy, aby nie uciekali z tonącego okrętu?
– Platforma kolejny raz pokazała, że jeszcze żyje, że istnieje – powiedziałbym nawet, że zrobiła progres. Otóż poprzednia konwencja programowa ograniczała się do dwóch postulatów: likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej i likwidacji CBA. Tymczasem tutaj postulatów było więcej, co trzeba odnotować. Zatem panowie z Platformy wykonali jakąś pracę, ale nie na tyle, żeby powiedzieć, iż mamy coś nowego. To, co padło podczas konwencji, te postulaty z ust polityków Platformy słyszymy od lat. Negują oni wszystkie działania obozu Zjednoczonej Prawicy i coraz częściej idą w konkury z politykami ekstremistycznej lewicy, którzy rywalizują na ulicach polskich miast o to, kto będzie bardziej wulgarny, bardziej obsceniczny i bardziej agresywny.
Czy pod tymi szyldami, hasłami da się zjednoczyć opozycję w walce o władzę z PiS-em?
– Nie wydaje mi się, tym bardziej że poszczególne ugrupowania opozycyjne mają różne pomysły na siebie. Inny pomysł na siebie ma PSL, które w tej chwili stara się być rzecznikiem polskich przedsiębiorców, a w kwestiach światopoglądowych nie jest tak lewicowe jak SLD czy szerzej lewica. Z kolei Lewica, która odeszła od postulatów socjalnych i skupia się wyłącznie na walce ideologicznej, całymi garściami czerpie z dorobku Trockiego i próbuje zafundować nam rewolucję obyczajową, bo uważa, że niczego tak bardzo Polacy nie oczekują, jak aborcji na życzenie, subwencjonowania środków antykoncepcyjnych i feminatywów przy nazwach zawodów, profesji, którymi się Polacy trudnią.
Natomiast jest jeszcze Szymon Hołownia, który do końca nie został jeszcze przeze mnie rozgryziony. Bardzo mnie frapuje, jak on postrzega trybunał boski złożony z karpi i śledzi, które mamy spożyć w Wigilię, które będą nas sądzić za to, co zrobiliśmy dobrego i złego. Trochę się temu dziwię, bo wcześniej Hołownia – przynajmniej deklarował się jako człowiek wierzący. Trudno zatem odgadnąć, co wymyślą stojący za Szymonem Hołownią, który – nie oszukujmy się nie jest żadnym liderem, ale wynajętym showmanem, spikerem, moderatorem, który ma przyciągnąć do tej inicjatywy politycznej jakąś grupę wyborców rozczarowanych innymi formacjami politycznymi. Za wszystkim stoją politycy związani z Donaldem Tuskiem, np. Jacek Cichocki.
Wracając jeszcze do konwencji Platformy, podczas której Rafał Trzaskowski stwierdził, że „stoimy przed prostym wyborem między prawdą a kłamstwem. My oczywiście wybieramy prawdę”. Jak brzmią te słowa?
– Brzmią tak samo wiarygodnie jak wszystko, co mówi Rafał Trzaskowski. Nie jest to żadne zaskoczenie, bo tak dzieje się od wiek wieków. Na przykład w ZSRS, który nie słynął z prawdomówności, szczerości w stosunku do drugiego człowieka, głównym organem prasowym był dziennik o nazwie „Prawda”, w którym trudno było uświadczyć prawdy, rzetelności czy uczciwości. Tak to już bywa w tym świecie, że ci, którzy mówią, iż chcą wolności, tak naprawdę domagają się czegoś zupełnie odwrotnego. Jaką bowiem wolnością dla dziecka nienarodzonego jest rozerwanie go na strzępy w łonie matki? To jest przeciwieństwo wolności, to jest śmierć, to jest zagłada, bo żadnej wolności tu nie ma. Tymczasem ci państwo domagają się zabijania dzieci nienarodzonych w imię wolności.
Abstrahując od sceny politycznej, wygląda na to, że wszyscy się pogubiliśmy. Jeśli chodzi o świat pojęć – to, co w danym pojęciu oznacza konkretne zagadnienie, dzisiaj może znaczyć zupełnie co innego. Zobaczmy, jaką walkę toczymy o instytucję małżeństwa, rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny. Dzisiaj słyszymy o małżeństwach homoseksualnych, politycy odmieniają przez wszystkie przypadki słowo wolność, podczas gdy w ich rozumieniu ta wolność tak naprawdę zakłada zagładę, niewolę, pogwałcenie wolności osoby ludzkiej. Dziś w niektórych państwach walczymy o pojęcie człowieka, od kiedy jest człowiek, i w Polsce też o to walczymy. Część osób uważa, że dziecko przed narodzinami nie jest człowiekiem, ale w chwili narodzin już jest człowiekiem.
Dziś kwestionuje się prawą ochronę życia, mówiąc o tym, że dzieci chore należy nawet po narodzinach uśmiercać – i są politycy, którzy tak twierdzą. Mamy dziś kompletny chaos, jeśli chodzi o semantykę, o siatkę pojęć, o pewne rzeczy, i to jest działanie skrajnej, rewolucyjnej lewicy, która walczy z pojęciami, walczy, aby ten świat był światem zanarchizowanego chaosu, gdzie kobieta już nie jest kobietą, a mężczyzna nie jest mężczyzną, dzieci nie są dziećmi, gdzie na rodziców nie można mówić tato, mamo tylko opiekun 1, opiekun 2, gdzie w imię binarności płciowej można być przez pięć minut kobietą, a potem być mężczyzną, a za chwilę znów kobietą. To jest świat kompletnego chaosu, gdzie nic nie jest stałe i dlatego w tych czasach potrzebujemy Piotrów – skał, potrzebujemy kapłanów i oparcia w Kościele, we wspólnocie, aby się w tym chaosie nie pogubić. Ten chaos zaczyna się od języka.