• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Wielogłos i sprzeczne interesy

Poniedziałek, 25 stycznia 2021 (17:06)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Platforma świętuje 20. rocznicę powstania, ale bez fajerwerków. Co z tej formacji, która w założeniu miała łączyć neoliberalizm z chrześcijańskimi wartościami, zostało dzisiaj?

– Zostały pieniądze na działalność partyjną, i zasadniczo to jest główny czynnik spajający tę formację. Kilkanaście milionów złotych rocznie czy kilkadziesiąt w ciągu kadencji, to jak na polskie warunki są ogromne sumy, żeby przeprowadzać skuteczne kampanie promocyjne. Wydaje się, że wbrew temu, co niektórzy sądzą, to nie kto inny jak Donald Tusk stał się ogromnym problemem dla Platformy. Inni, jak Zyta Gilowska, jak Jan Maria Rokita czy Maciej Płażyński, czy nawet Andrzej Olechowski, to były postacie dające – mimo wszystko – szersze spektrum celów. Natomiast Donald Tusk – jak się wydaje – był pragmatykiem do szpiku kości, to znaczy jego chadeckość, tak mocno deklarowana w deklaracji wawelskiej, gdzie powoływano się na wszystkie narodowe świętości, przyrzekano stać wiernie na ich straży, to wszystko było tylko grą na emocjach ludzi i taktycznym manewrem. Skoro śmierć Ojca Świętego Jana Pawła II tak mocno wbiła się w serca i umysły Polaków, to trzeba było to jakoś politycznie skonsumować, trzeba było się do tego jakoś odnieść, i Platforma to robiła.

Czas pokazał, że Tusk miał jednak inne plany, niekoniecznie związane z Polską?

– To było marzenie Tuska i teraz to realizuje, czyli kariera europejska. Premierostwo było tylko etapem jego działania, ale cel był poza Polską. W tamtym czasie, wkładając maskę człowieka bliskiego Kościołowi, chciał się przypodobać polskiemu elektoratowi, ale różnie to wychodziło. Przypomnijmy jego ruchym takie jak  nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, gdzie zaczęto penalizować nawet „klapsa”, co aż pachniało ideologią rewolucji kulturowej nastawionej de facto na rozbijanie rodzin. Tusk cały czas starał się balansować, aż do momentu, kiedy w 2019 roku wystąpił z „wykładem” na Uniwersytecie Warszawskim, razem z redaktorem „Liberté!” Leszkiem Jażdżewskim, który wprost  zionął nienawiścią do Kościoła katolickiego i duchowieństwa, co tylko ilustrowało, jak bardzo były premier chce się przypodobać zagranicy. Przecież to też nie były zachowania, które służyły Platformie.

Podobnie jak dzisiaj przemówienie Tuska do uczestników zjazdu CDU…               

– To tylko kompromituje Platformę. To nie są zachowania, które służą Platformie – wprost przeciwne, stawiają w złym świetle to ugrupowanie. Ale to nie wszystko, proszę sobie przypomnieć, że kiedy Tusk odchodził do Brukseli i namaścił Ewę Kopacz na nową przewodniczącą Platformy, to przecież nie była to nominacja, która służyła partii – wprost przeciwnie, to była kompromitacja. I w tym sensie Tusk tak wszystko ustawiał, aby służyło jemu, co więcej, stał się w tym środowisku wzorcem kariery, co było wręcz marzeniem przeciętnego polityka Platformy. Stał się wzorcem, do którego chciano nawiązywać, tylko że to jest wzorzec, który może służyć jednostce czy jednostkom, ale nie całej zbiorowości. I co mądrzejsi wyborcy dostrzegli, że jest to karierowicz, że staje się wzorem dla innych, którzy podobnie jak on chcieli zadbać tylko o swoje interesy i nic dziwnego, że ludzie zaczęli się odsuwać od tej formacji. W ten sposób pogrążona w chaosie Platforma zaczęła tracić, stając się partią bezideową, i nic dziwnego, że jeden z „trzech tenorów” – założycieli tej formacji – Andrzej Olechowski mówi dzisiaj, że nie wie, jaki program ma Platforma. I jeśli na 20-lecie jej powstania odchodzą parlamentarzyści, tacy jak poseł Joanna Mucha czy senator Jacek Bury, który co by nie powiedzieć, jest ważny, bo jako senator stanowi o kruchej większości w Senacie, to na pewno nie jest to dobry sygnał dla formacji, która ma ambicje rządzić w Polsce. Tymczasem takie ruchy – mimo iż Zjednoczona Prawica rządzi w Polsce już ponad pięć lat, oddalają tę perspektywę.

Mimo to wciąż są tacy, którzy twierdzą, że ratunkiem dla Platformy mógłby być powrót Tuska do polskiej polityki, widząc w nim ideał…

– Donald Tusk jest dzisiaj chyba już tylko przedmiotem wewnętrznej gry w Platformie. To znaczy jeśli Grzegorz Schetyna chce osłabić jeszcze bardziej Borysa Budkę, to wypuszcza informację o powrocie Tuska, który wobec całego zła jest zdolny uratować Platformę. Z kolei Rafał Trzaskowski uważa, że to nie tak, i że należy się odwoływać nie do Tuska, ale do Budki, bo to on jest liderem. To pokazuje, że mamy typową wewnętrzną walkę i chaos. Twierdzenie, że Donald Tusk może być wybawieniem, już się zdewaluowało, owszem, może być jeszcze dla niektórych wzorcem robienia kariery. Jego kariera, kolejno zajmowane stanowiska pokazują, że w polityce można być po to, żeby służyć Niemcom, za co można dostać sowitą nagrodę. 

W jakim miejscu polskiej sceny politycznej można dzisiaj usytuować Platformę?

– Po każdej i po żadnej. Tak czy inaczej Platforma schodzi na lewo, o czym świadczy to, że przyciąga coraz więcej polityków lewicowych. Wystarczy tylko wspomnieć Włodzimierza Cimoszewicza, Leszka Millera czy Marka Belkę, którzy dostali się do Parlamentu Europejskiego z list Koalicji Europejskiej, czyli de facto z list Platformy. Platforma staje się tak mocno lewicująca, bo taka jest Unia Europejska, która jest dla tej formacji wzorcem, której Platforma chce się przypodobać bardziej niż wyborcom w Polsce. Żeby się przypodobać Polakom, to trzeba być centrowym, a nawet lekko centroprawicowym, natomiast żeby się przypodobać Brukseli i Unii, to trzeba być antykościelnym, lewicowym, i Platforma taka dzisiaj jest. To rozdarcie w Platformie jest widoczne. Tam nie ma pomysłu, co robić, bo jeśli chcą być dobrze przyjmowani, postrzegani na unijnych salonach, to najlepiej robić rewolucję i pokazywać się w towarzystwie Marty Lempart, ale jeśli chce się przypodobać polskim wyborcom, to lepiej się z szefową Strajku Kobiet nie pokazywać. To świadczy o rozdarciu, marazmie w Platformie, i wygląda to bardzo słabo.      

Joanna Mucha, która opuściła szeregi Platformy, mówi, że Polska 2050 Szymona Hołowni właściwie stoi po tej samej stronie co Platforma, i twierdzi, że cel jest dla obu formacji jeden – zdetronizować PiS. Po co zatem zmieniać barwy?

– To jest cel ważny tylko dla przeciwników PiS-u, natomiast jeśli mówimy o elektoracie centrowym, który oczekuje jakiegoś programu, jakiejś szerszej wizji, to wygrana z PiS-em dla samej wygranej to za mało. Trzeba wygrać, żeby móc realizować jakiś program, mieć jakąś wizję, a tej nie ma ani po stronie Platformy, ani po stronie Polski 2050. Proszę zwrócić uwagę, że Szymon Hołownia stał się takim zbieraczem wszystkich, którzy tylko wyrażą chęć przystąpić do jego ugrupowania – począwszy od skrajnej lewicy, jak Hanna Gill-Piątek, po umiarkowaną lewicę, jak Joanna Mucha, czy mało znanego do dzisiaj senatora Jacka Burego.

Czym zatem jest ten cały ruch społeczny, który pozyskuje wyraźnie sprofilowanych politycznie działaczy innych ugrupowań, którzy są nakierowani głównie na zrobienie kariery?

– Faktycznie nie ma żadnej różnicy między Platformą a Polską 2050, natomiast łączy te formacje jedno – nijakość w sensie programowym, ideowym. W tym wszystkim przebija się nurt unijny, a tym, co przyciąga do Hołowni, to większa z uwagi na małą konkurencję szansa na zrobienie kariery. Można na przykład wystartować do Sejmu czy Senatu i się dostać, można spróbować ubiegać się o mandat europarlamentarzysty, i sądzę, że takie właśnie wizje towarzyszą tym, którzy się przenoszą do ugrupowania Szymona Hołowni.

Czy Platforma, biorąc pod uwagę kryzys przywództwa, brak lidera, brak programu – w obecnej formie jest w stanie dotrwać do kolejnych wyborów parlamentarnych?

– O tym, że Platforma dotrwa do końca kadencji i do najbliższych wyborów parlamentarnych, stanowi ustawa i pieniądze, które są przy każdym grupowaniu w parlamencie, i to determinuje polityków tej formacji. Natomiast, czy inne byty nie powstaną obok „partii władzy”?  Już powstały i jest pytanie, czy się utrzymają… Wygląda na to, że tak, co więcej, jeśli marazm w Platformie będzie się utrzymywał dłużej, to na tej bazie nawet Hołownia, który nie ma jeszcze zbyt wielu atutów, bo jest poza parlamentem, będzie w stanie dotrwać do wyborów i wziąć jakieś głosy.

Można dzisiaj w sposób jednoznaczny wskazać lidera opozycji?

– Skoro trudno jest wskazać lidera Platformy, to cóż dopiero wskazać lidera opozycji. Nic się w tej materii nie zmieniło, jest wielogłos, są sprzeczne interesy. Jeśli chodzi o Platformę, to zmiana Schetyny na Budkę nic nie dała, może nawet pogorszyła sytuację, bo Budka, w przeciwieństwie do Schetyny, jest bardziej agresywny, jest człowiekiem, którego się ludzie boją. I to jest niedobra cecha, bo polityk nie powinien straszyć swoją osobą.

Czy w tej sytuacji widzi Pan szanse na powrót Schetyny na fotel lidera Platformy?  

– Nie sądzę, żeby ten manewr się powiódł. Wydaje się, że Schetyna chce wrócić, grając kimś, na przykład Tomaszem Siemoniakiem, a zatem chce powrócić do roli, jaką spełniał przy Donaldzie Tusku, czyli być na drugim planie, ale mieć kogoś, z kim współpracuje, i mieć wpływ na struktury partii. Schetyna jest obecnie – można powiedzieć – kartą zgraną.

Co dzisiaj rozbita wewnętrznie, niepoukładana Platforma może zaoferować swoim potencjalnym wyborcom?     

– Niewiele albo nic. Stać ją było jedynie na hasło, że będzie jednoczyć całą opozycję w sobie, czyli że będzie wciągać na swoje wyborcze listy polityków różnej proweniencji i de facto popełniać ten sam błąd, czyli wprowadzać do Sejmu takich ludzi, jak Klaudia Jachira, a do Parlamentu Europejskiego Włodzimierza Cimoszewicza czy Leszka Millera. To powoduje, że starzy działacze Platformy się irytują, wyborcy nie bardzo wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi, oprócz tego, że chodzi o władzę i o odsunięcie PiS od władzy. W tej sytuacji tylko jakaś katastrofalna polityka PiS-u, zapaść gospodarcza czy coś w tym rodzaju jest dla nich szansą, aby dojść do władzy, i tylko tego oczekują.

Wspomniał Pan Profesor Leszka Millera, który dzisiaj jest w europarlamencie dzięki Platformie, a w opozycji do którego rządów powstawała właśnie Platforma. Czy to nie paradoks?

– Dokładnie tak, ale jak wcześniej wspomniałem, z tamtych dawnych założeń nic już nie zostało. Taka była taktyka, którą Donald Tusk zmieniał w trakcie, a Grzegorz Schetyna jeszcze bardziej upodabniał się do tego, co robił Tusk, i tak to się kręci bez życia, bez świeżości, bez pozytywnego przekazu. W końcu dojdzie do tego, że z list Platformy wystartują wszyscy działacze słabszych partii lewicowych i dalej będziemy stać przed pytaniem: czym w istocie jest Platforma?

Brak poważnego konkurenta to dobrze dla PiS-u?

– Opozycja jest tak słaba, że PiS tylko swoimi rażącymi błędami może stracić władzę. Oczywiście tych błędów trochę było, ale Platforma nie jest w stanie tego wykorzystać.

                   Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki