Unijna solidarność to fikcja
Poniedziałek, 18 stycznia 2021 (09:07)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Obserwujemy perturbacje związane ze zmianami harmonogramu dostaw szczepionek firm Pfizer/BioNTech. Co to oznacza?
– Nie znamy szczegółów umów, ustaleń na linii Komisja Europejska – producent szczepionek Pfizer/BioNTech. Faktem jest, że mówimy o pandemii o zasięgu światowym i cały świat stoi dzisiaj w kolejce zakupowej po szczepionki. Ci, którzy mają więcej pieniędzy, mają sytuację łatwiejszą, a uboższe państwa mają problem. Po drugiej stronie są producenci i – jak wiemy – do wyścigu, kto pierwszy wyprodukuje skuteczną szczepionkę przeciw COVID-19, stanęło bodajże ok. 200 firm. Od mniej więcej listopada 2020 roku zaczęły pojawiać się informacje o liderach tego wyścigu i realnym terminie dostarczenia szczepionki, a teraz dochodzimy do szczegółów i konkretów. Problemem jest, jak znaleźć sposób, aby technicznie, logistycznie wyprodukować w możliwie najkrótszym czasie lekarstwo – szczepionkę nie dla milionów, ale miliarda jak nie więcej ludzi. To rzecz niewyobrażalnie trudna, bo pierwszy raz w historii świata wszyscy czekają na szczepionkę od kilku producentów i wszyscy chcą jak najszybciej zrealizować program szczepień w swoim kraju.
Tempo szczepień też przebiega różnie, ale na czoło wysuwa się Izrael – państwo poza Unią Europejską, podobnie zresztą jak Wielka Brytania…
– Owszem, są państwa, które wcześniej rozpoczęły procedury poszukiwania szczepionek, czego przykładem jest chociażby Izrael. Tyle że Izrael – jak pan redaktor zauważył – nie jest członkiem Unii Europejskiej i jeszcze w okresie wakacji rozpoczął negocjacje z producentami. Oczywiście było to pewne ryzyko, bo Izrael – rzec można – kontraktował i de facto kupował coś, co jeszcze nie powstało, ale to pokazuje determinację tego państwa, aby możliwie najszybciej zaszczepić populację swojego kraju.
Nic zatem dziwnego, że dzisiaj Izrael jest pokazywany jako wzór. Natomiast na gruncie Unii Europejskiej mówimy o pewnej przyjętej przez wszystkie państwa członkowskie zasadzie, o zakupie centralnym, którego dokonuje Komisja Europejska, a wszystko jest obwarowane porozumieniami. I w tym momencie porównywanie się do Izraela czy Wielkiej Brytanii jest bezsensowne. Wielka Brytania, będąca już dziś poza Unią, nie musiała czekać na decyzję Komisji Europejskiej czy Europejskiej Agencji Leków, dopuszczającej do obrotu leki na obszarze Unii. Stąd droga szczepionki w przypadku Wielkiej Brytanii była krótsza i prostsza. Z naszego punktu widzenia zderzyliśmy się z nieuniknionym i nieprzypadkowo polskie władze – od samego początku, kiedy zaczęły do nas napływać pierwsze dawki szczepionki – podjęły decyzję o dzieleniu dostaw na dwie części, aby uniknąć sytuacji, że może zabraknąć drugiej dawki szczepionki dla zaszczepionych pierwszą. Okazuje się, że w sytuacji, kiedy słyszymy o zmianach harmonogramu dostaw, o wąskim gardle, kiedy dostawy szczepionek zaczynają się załamywać, była to bardzo mądra decyzja.
Pana zdaniem nie ma mowy o drugim dnie przerwy w dostawach szczepionek?
– Myślę, że nie możemy tu mówić o zmowie, ale raczej o niewydolności, o braku możliwości wyprodukowania tak dużej ilości szczepionek – zgodnie z oczekiwaniami odbiorców. Oczywiście pojawiają się także nowi producenci, są nowe oferty i jest kwestią czasu, kiedy ten stan się unormuje. Bez wątpienia jest tak, że ten, kto pierwszy wyprodukował szczepionkę, dyktuje warunki. Jest też pytanie, jak do tego podejdzie Komisja Europejska.
Może jednak warto było – wzorem Niemiec negocjować z producentem indywidualnie dostawy szczepionek?
– Gdyby polski rząd zrobił to samodzielnie, to dzisiaj słyszelibyśmy tyrady o łamaniu unijnej solidarności, o wychodzeniu przed szereg, o tym, że Polska w sposób niepoważny traktuje organy unijne itd. Mielibyśmy zatem cały moralizujący wykład. Proszę też zwrócić uwagę, że dzisiaj, kiedy ma być przerwa w dostawach szczepionek, to o dziwo ze strony europarlamentarzystów, a także opozycyjnych parlamentarzystów polskiego Sejmu, słychać głosy, że trzeba samodzielnie zamawiać szczepionki. Przyznam, że czegoś tu nie rozumiem, może się zatem zdecydują, czy Polska ma być w Unii Europejskiej, czy też sami robią dzisiaj cichy polexit? Swoją drogą cała ta sytuacja pokazała, że to rząd miał rację i że przyjęta strategia była słuszna, a nie monity Koalicji Obywatelskiej, która wręcz krzyczała, żeby nie robić żadnych zapasów, tylko od razu użyć wszystkie szczepionki. Ciekawe, co dzisiaj – w świetle zmian harmonogramu dostaw – powiedzą, póki co jest cisza.
Okazuje się jednak, że można być w strukturach Unii Europejskiej i można – na boku – układać się z producentem szczepionek samemu – przykładem Niemcy?
– Dotykamy tu bardzo istotnej kwestii solidarności europejskiej, ale szczepionki to nie jedyny przykład, bo jest też projekt Nord Stream 2. Tak czy inaczej, jeśli Niemcy się wyłamią – w sprawie szczepionek – tworząc niebezpieczny precedens, to tama może zostać przerwana, fala ruszy i nikt nie będzie się oglądał, a wszyscy ruszą na rynek po zakupy. Tak to się skończy. Nie oznacza to jednak, że polscy politycy opozycji nie obrócą kota ogonem – jak to mają w zwyczaju i za kilka tygodni będziemy mogli usłyszeć, że to polski rząd złamał zasadę solidarności europejskiej.
Ostatecznie po rozmowach z Komisją Europejską firma Pfizer/BioNTech poinformowała, że zmniejszone dostawy nastąpią prawdopodobnie tylko między 18 a 25 stycznia, a więc w krótszym dystansie niż planowano, ale i tak wywołało to sporo zamieszania…
– Z całą pewnością są umowy między Pfizerem a Komisją Europejską, i to wszystko jest obwarowane przepisami, terminami, harmonogramami dostaw. Dzisiaj widzimy, że to ulega zmianie, bo być może rzeczywistość potrzeb całego świata przekroczyła, przerosła możliwości producenta, który – chyba coraz bardziej dostrzega, jakiego wyzwania się podjął.
Trudno jednak, żeby nie pojawiały się głosy, że produkcja jest wstrzymywana – oficjalnie z powodu modernizacji linii – po to, żeby zrealizować zamówienie dla Niemiec?
– Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze i coś w tym powiedzeniu faktycznie jest. Ponadto prawa rynku są nieubłagane i mówią, że jeśli brakuje jakiegoś surowca, to jego ceny automatycznie wzrastają. I w tym momencie niewykluczone, że mamy sytuację – często spotykaną na rynku, kiedy opłaca się nawet zerwać kontrakt, po to żeby część produkcji sprzedać po wyższych cenach komuś innemu. Takiego wariantu też nie można wykluczać.
Swoją drogą ciekawe, czy kontrakt między Unią a Pfizerem zakładał kary umowne w przypadku niewywiązania się z terminowych dostaw, a jeśli tak, to czy zostanie to wyegzekwowane?
– Kary umowne to element każdej umowy biznesowej. Tak czy inaczej nie znamy kontraktu z Unią i nie możemy tego oceniać w świetle faktów, a raczej w sferze domysłów. Natomiast wiemy jedno – ten kontrakt zaczyna się rozchodzić i przesunięcie dostaw zaburza plan szczepień – jak bardzo, to się dopiero okaże. I tak naprawdę, jeśli ten scenariusz zwłoki z dostawami się sprawdzi, to w przypadku Polski – jeśli do wakacji uda się zaczepić grupę „0” oraz seniorów, to chyba będzie to szczyt możliwości.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że lepiej na tym wychodzą państwa będące poza Unią Europejską, czyli wspomniany już Izrael i Wielka Brytania?
– To tylko dowód, że system decyzyjny w Unii Europejskiej, system biurokratyczny jest niewydolny, że bardziej szkodzi, niż pomaga i że łatwiej jest Komisji Europejskiej strofować, czy pouczać dajmy na to Polskę czy Węgry, niż zarządzać w sytuacji kryzysowej. To są na dzisiaj bardzo ważne wnioski. Sytuacja może być trudna, bo lokomotywa szczepień przeciw covidowych ruszyła i obrazowo mówiąc, nie da się w biegu wyskoczyć z rozpędzonego pociągu. Na całe szczęście pojawiają się inni producenci jak chociażby Moderna. Oczywiście można dzisiaj gdybać, czy nie było błędem skupienie się na Pfizerze, ale w jakimś sensie była to szczepionkowa ruletka i chcąc zabezpieczyć szczepionki dla całej populacji, trzeba było podjąć ryzyko i obdarzyć zaufaniem producenta, który jako pierwszy deklarował wywiązanie się z zamówień.
Tak czy inaczej byliśmy – podobnie jak inne kraje członkowskie Unii zakładnikiem najpierw jednego dostawcy – Pfizer/BioNTech i dobry miesiąc czekaliśmy na drugiego – Modernę. Stanęliśmy przed poważnym dylematem, albo bierzemy to, co leży na stole, albo ryzykujemy i czekamy, ale póki co nie mamy czym szczepić. Wybór był zatem prosty. Tymczasem sytuacja jest coraz poważniejsza – spójrzmy na to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech, gdzie zakażeń przybywa i wszystko wskazuje, że przed nami trzecia część dogrywki pod nazwą COVID-19 w natarciu…
Covid dotyka też różne branże, które tracą. Niemcy czy Brytyjczycy zamykają wszystko jak leci, tymczasem przedsiębiorcy z Podhala zapowiadają, że w poniedziałek – wbrew obostrzeniom otworzą swoje lokale…
– Faktem jest, że po właściwie rocznym lockdownie wszyscy – także przedsiębiorcy różnych branż są bardzo zmęczeni psychicznie, ekonomicznie i oczywiście zdrowotnie. Wielu ludzi, którzy zainwestowali swoje majątki – często rodzinne w różne interesy, dzisiaj nie wiedzą, co dalej robić, stają przed dylematem, czy to, co budowali z mozołem, ma jeszcze sens, czy prościej będzie zwinąć interes, może sprzedać, zlikwidować. I to są poważne dylematy – sprawy, których nie da się lekką ręką ocenić. Ktoś, kto nie zainwestował swoich oszczędności, nie poświęcił życia na daną działalność, nie ma pojęcia, o czym dzisiaj mówi dany przedsiębiorca.
Pamiętajmy też, że ludzie mają rodziny na utrzymaniu, rachunki do zapłacenia, mają też kredyty do spłacenia, a dochodów brak. Jednocześnie zakładnikami całej tej sytuacji są politycy, którzy muszą ogłosić niepopularne decyzje o lockdownach itd. Jeśli ktoś mówi, że musimy się zamknąć, to nie robi tego na złość, nie działa z premedytacją, ale w trosce o coś, co jest najważniejsze – o nasze zdrowe i życie. Ci, którzy od strony władz ogłaszają takie niepopularne decyzje, są oczywiście najbardziej znienawidzeni, a sprawca tego całego światowego dramatu – Chiny póki co ma się dobrze biznesowo i gospodarczo kwitnie, podczas gdy inni się zamykają. Dzisiaj chyba zapomnieliśmy, gdzie jest źródło tego całego problemu, na którym poległ cały świat.
Uwagę na to zwracał prezydent Donald Trump, tyle że Trumpa za chwilę już nie będzie przy władzy?
– Dokładnie. Paradoks polega też na tym, że za chwilę może się okazać, że szczepionki przeciw COVID-19 będziemy ściągać z... Chin. Kupowaliśmy maseczki, kiedy ich brakowało, kupowaliśmy płyny odkażające. I paradoksem może być to, że z państwa, które stało się zarzewiem problemu pandemii koronawirusa, będą pochodziły szczepionki. Co ciekawe, jeśli wierzyć przekazom z Chin, które rządzą się, jak wiadomo, swoimi prawami, to więcej ludzi na covid umiera dajmy na to w Polsce niż w Chinach. Tak czy inaczej dzisiaj mamy zapowiedź wstrzymania procesu dostaw szczepionek, ale za miesiąc czy dwa możemy mieć wysyp szczepionek, bo konkurencja nie śpi i co ciekawe szczepionki np. Moderny są łatwiejsze w przechowaniu i transporcie, bo nie potrzebują aż tak głębokiego zamrożenia jak szczepionki Pfizera.
Zatem przed nami wciąż bardzo dużo niewiadomych, dlatego warto obserwować, co robią najwięksi gracze, aby ustrzec się przed wzrostem fali zakażeń, a najwięksi się zamykają i przedłużają swoje lockdowny. Sytuacja jest zatem poważna, dynamiczna, a informacje dotyczące pandemii, jakie napływają np. z Wielkiej Brytanii czy z Niemiec, są bardzo niepokojące.