• Poniedziałek, 8 marca 2021

    imieniny: Jana, Beaty, Wincentego

Wizja współpracy z USA

Niedziela, 17 stycznia 2021 (13:11)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zwolennicy Donalda Trumpa masowo opuszczają serwisy społecznościowe Twitter czy Facebook, które zbanowały urzędującego prezydenta. Czy fakt, że dajmy na to Twitter, blokując konto Trumpa, stracił miliardy dolarów – jako odpowiedź na cenzurę, może ostudzić zapędy wielkich korporacji?

– Z pewnością utrata dużych jakby nie było pieniędzy, ale też utrata użytkowników – jako reakcja na działania wielkich korporacji może nieco ostudzić te ideologiczne zapędy. Ta reakcja zdrowej części społeczeństwa, której nie podobają się tego typu działania ograniczające swobody będzie – już jest dostrzegana i odczuwalna przez wielkie portale społecznościowe. I ta postawa społeczna jest, jak widać, skuteczną bronią ekonomiczną, która chyba najbardziej przemawia do wyobraźni i realnie wpływa na kondycję finansową i tak bogatych korporacji oraz tych, którzy zawiadują takimi portalami, jak Facebook, Twitter czy Instagram.

Ale ta metoda bojkotu jest, czy może być skuteczna także w innych obszarach jako przeciwstawienie się różnym ideologicznym projektom. Oczywiście jest pytanie, co dalej, bo ludzie, którzy opuszczają wspomniane portale, chcą się ze sobą komunikować i wiemy, że są różne póki co mniejsze komunikatory – w mniejszym zakresie pozbawione cenzury przekazu w internecie. Pozostaje jednak jeszcze inna kwestia, mianowicie że internet, który w założeniu miał być i do niedawna był elementem przekazu bez cenzury, dla środowisk konserwatywnych, prawicowych – nie tylko w Stanach Zjednoczonych – został jednak zmonopolizowany przez instytucje czy portale, jak Facebook i inne, i dzisiaj nie jest już wolny od cenzury.

Środowiska związane z kręgami lewicowo-liberalnymi w Stanach Zjednoczonych doskonale zdają sobie sprawę, że Donald Trump cztery lata temu wygrał – w dużym stopniu właśnie dzięki aktywności w internecie, dzięki prowadzonej bardzo dobrze kampanii wyborczej, z wykorzystaniem Twittera. Zresztą jako prezydent też posługuje się, czy raczej posługiwał się tym narzędziem, komunikując się w ten sposób ze społeczeństwem.

Oczywiście pomijając już fakt, że przekazy te bardzo często były niepoprawne politycznie… 

– Owszem, ale z całą pewnością służyły dobrej komunikacji prezydenta z ludźmi, stanowiły przekaz dotyczący zarówno polityki wewnętrznej Stanów Zjednoczonych, jak i polityki międzynarodowej. I opozycja, wiedząc o tym, starała się tę komunikację zaburzyć, stąd mogło to mieć również wpływ na cenzurowanie Donalda Trumpa i – jak pan redaktor zauważył – zbanowanie jego kont.

Kadencja Donalda Trumpa w roli prezydenta Stanów Zjednoczonych powoli dobiega końca. Co z tej prezydentury powinniśmy zapamiętać?

– Jest kilka obszarów. Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to istotnym elementem było działanie Donalda Trumpa na rzecz stabilizacji sytuacji międzynarodowej. Mam tu na myśli porozumienie z Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną – mimo krytyki, która spadała za to na Trumpa głównie ze strony kręgów lewicowych, liberalnych. Warto też podkreślić zaangażowanie Trumpa na rzecz ukazania działań ideologicznych różnych instytucji, przede wszystkim Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), także związki tej organizacji z Chinami, co w kwestii pandemii COVID-19 nie jest bez znaczenia. Również przeciwstawienie się ideologicznym zakusom i polityce takich organizacji, jak np. ONZ, nie tylko w kwestii działań związanych z tzw. Pakietem klimatycznym w ujęciu lewicowym, to plus dla prezydenta Trumpa.

A jeśli chodzi o współpracę z Polską?    

– Niezwykle ważne było działanie Donalda Trumpa związane ze wsparciem dla projektu Trójmorza i uniezależnienie się państw Europy Środkowej od dostaw gazu z Rosji. Wydaje się również, że za prezydentury Trumpa mieliśmy próbę wypracowania jakichś relacji między Stanami Zjednoczonymi i Rosją, co należałoby widzieć oczywiście w kontekście polityki amerykańskiej wobec Chin. A zatem mieliśmy próbę ułożenia relacji z Moskwą, co poniekąd, w pewnej perspektywie – gdyby ta polityka była kontynuowana – byłoby korzystne również dla Polski. Chodzi o to, że z polskiego punktu widzenia była to też jakaś alternatywa dla zbliżenia niemiecko-rosyjskiego, podobnie jak działania Stanów Zjednoczonych związane z próbą zablokowania projektu Nord Stream 2.

Niestety, wydaje się, że próba ta została podjęta zbyt późno, co spowodowało, że rozpoczęte działania nie są na tyle skuteczne, aby ten szkodliwy projekt zatrzymać.

Ważnym elementem polityki Trumpa była też – w ramach polityki wewnętrznej Stanów Zjednoczonych – próba odbudowy pozycji tego państwa jako hegemona w świecie, czy udana?

– Rzeczywiście takie próby zostały podjęte, podobnie jak próba przywrócenia pewnej dumy Amerykanów ze swego kraju i pozycji mocarstwowej w świecie oraz troska o wzrost gospodarczy. Trump również zabiegał o odtworzenie wartości konserwatywnych, tradycyjnych, republikańskich wśród Amerykanów. Jego deklaracje w zakresie ochrony życia ludzkiego były istotne, czego wyrazem było uczestniczenie w Marszu dla Życia w Waszyngtonie i wygłoszone tam przemówienie. Zatem to był prezydent Stanów Zjednoczonych, który chyba w sposób najbardziej zdecydowany, nie tylko w sferze deklaracji, tę kwestię podnosił. Również nominacje prezydenta, jeśli chodzi o sędziów Sądu Najwyższego, były trafione, bo były to osoby o poglądach konserwatywnych, republikańskich, jeśli chodzi o ochronę życia ludzkiego.

Z prezydentury Trumpa zapamiętamy też jego nonkonformistyczny sposób bycia, postawę, wypowiedzi czy nawet sposób sprawowania prezydentury. Ponadto jego niekonwencjonalne zachowania, które w dyplomacji mogą być różnie oceniane – często obserwowaliśmy z pewną sympatią. Wszyscy pamiętamy też spotkania z kanclerz Angelą Merkel, gdzie bodajże po raz pierwszy pani kanclerz była zakłopotana, nie była stroną dominującą, co nie było bynajmniej lekceważeniem jej osoby, ale pokazaniem, że Stany Zjednoczone chcą ugruntować swoją pozycję mocarstwową w świecie i niekoniecznie będą się godzić na dominację niemiecko-francuską w Unii Europejskiej.

Można zatem powiedzieć, że Donald Trump był zwolennikiem aktywnej polityki w Europie, co jest też korzystne dla Polski?   

– Za Trumpa izolacjonizm znany niegdyś ze strony Stanów Zjednoczonych, niejako odszedł na bok. Donald Trump był bowiem zwolennikiem aktywnych relacji w Europie i budowy czy też wzmacniania kierunku euroatlantyckiego, co jest też jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej.

Unia Europejska nie przepadała za Trumpem w odróżnieniu od Polski…

– Widać, jaka była reakcja polityków europejskich, szefów rządów po zwycięstwie Joe Bidena. Natomiast Polska była – rzec można – konsekwentnym rzecznikiem współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i myślę, że ten aspekt dobrych relacji polsko-amerykańskich miał wpływ na niechętny stosunek Unii Europejskiej do Polski. Polska polityka ze Stanami Zjednoczonymi, to polityka zachowywania własnej suwerenności, również pewnej odrębności od polityki niemieckiej, która – co trzeba podkreślić – nie przestrzegała solidarności europejskiej chociażby w kwestii Nord Stream 2. Warto dodać, że współpraca Polski ze Stanami Zjednoczonymi nie godziła w jedność czy zasady solidarności europejskiej, przeciwnie – można powiedzieć, że było to dobre dopełnienie tej właśnie polityki unijnej. Niestety, inaczej postrzegały to Niemcy czy Francja.

Czy konsekwencje naszego poparcia dla prezydenta Trumpa i całe odium, jakie za to na nas spadło ze strony Brukseli, będzie teraz rzutowało na nasze relacje z Unią Europejską, czy może ta polityka wobec Polski ulegnie poprawie?

– Nie sądzę, żeby polityka unijna wobec Polski się zmieniła. Myślę, że ideologiczne naciski ze strony Unii Europejskiej mogą się nawet wzmóc. Niewykluczone też, że zostaną wsparte różnymi ideologicznymi działaniami ze strony nowej administracji amerykańskiej i że możemy mieć pewną symbiozę tych działań. Również dopóki władzę będzie sprawowała Zjednoczona Prawica, to myślę, że te naciski ideologiczne na Polskę będą trwały. Unia Europejska niewątpliwie ingeruje w wewnętrzne sprawy Polski i nie zrezygnuje z dążeń do zmiany ekipy rządzącej w naszym kraju. Do wyborów parlamentarnych w Polsce mamy trzy lata i Unia Europejska z pewnością będzie chciała ten czas wykorzystać i wspierać takie ugrupowania jak Platforma. Zatem presja na Polskę – w moim przekonaniu – niestety będzie cały czas trwała.

Jak zatem powinniśmy się ustawić do tych relacji – w dalszym ciągu trudnych – z jednej strony z Unią Europejską i nowych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, z administracją Joe Bidena?

– Jeśli chodzi o Unię Europejską, to mimo wszystko trzeba próbować i na forum unijnym, a także w relacjach międzyrządowych z poszczególnymi krajami, szukać jednak zrozumienia dla naszego stanowiska – nie tyle związanego z polskim interesem państwowym, z polską racją stanu, co z określoną wizją rozwoju Wspólnoty. Chodzi zatem o to, w jakim kierunku Unia Europejska ma, czy powinna zmierzać. Teoretycznie wydaje się, że wsparcie dla polskiego punktu widzenia – żeby zasada suwerenności, kompetencji państw członkowskich Unii, zgodnie z zapisami traktatowymi została zachowana – powinna znaleźć zrozumienie w kręgach rządowych innych państw członkowskich.

Natomiast mamy do czynienia,niestety, z sytuacją, kiedy w wielu państwach unijnych, szczególnie z Europy Zachodniej, władzę sprawują ugrupowania, które z zasadą prawicową, z ideą prawicy, czy w ogóle szeroko rozumianą ideą konserwatywną nie mają nic wspólnego. I stąd też trudno będzie pozyskać sojuszników dla realizacji tego programu. Trzeba próbować odbudowywać, bo tak chyba należy to określić – mam na myśli relacje w ramach Grupy Wyszehradzkiej. W ostatnim okresie nastąpiło pewne rozluźnienie w relacjach między poszczególnymi państwami. Chodzi o to, że nie zawsze cztery państwa tworzące Grupę V-4 mówiły jednym głosem.

A jeśli chodzi o Stany Zjednoczone?       

– No cóż, możemy oczywiście ubolewać, że prezydentem od 20 stycznia nie będzie już Donald Trump. Z punktu widzenia ideowego Stany Zjednoczone – jako mocarstwo są elementem przekazu kulturowego w świecie i ten może umiarkowany, ale jednak konserwatywny przekaz zostanie teraz najpewniej zastąpiony ideologicznym przekazem w duchu lewicowym, nawet skrajnie lewicowym. I to oczywiście nie jest dobre, ale kwestie relacji polsko-amerykańskich nie mogą zależeć tylko od kwestii personalnych, dlatego nie sądzę, żeby nastąpiły jakieś radykalne, niekorzystne dla Polski zmiany. Chociażby w tak ważnych obszarach jak projekt Trójmorza, czy w ogóle w dziedzinie współpracy polsko-amerykańskiej, czy dajmy na to w dziedzinie wojskowej – współpraca będzie kontynuowana.

Natomiast bardzo możliwe, że mogą nastąpić niekorzystne oddziaływania poprzez ambasadę amerykańską w Warszawie. Póki co nie wiemy, jakie będą nominacje prezydenta Joe Bidena w tym obszarze, ale różne spekulacje, jakie się pojawiają, mogą wywoływać pewien niepokój. W czasie prezydentury Donalda Trumpa ambasador Georgette Mosbacher bardzo często wyrażała różne opinie także krytyczne, które nie zawsze były zgodne z polityką administracji amerykańskiej, choć z drugiej strony były przez tę administrację, przez najwyższe kręgi rządowe w Waszyngtonie tolerowane. Teraz za prezydentury Joe Bidena może nastąpić próba zwiększonej presji ideologicznej – w duchu chociażby lgbt i tego bym się obawiał.

         Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki