Głębokie podziały wśród Amerykanów
Piątek, 8 stycznia 2021 (11:24)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Świat komentuje wydarzenia ze Stanów Zjednoczonych. Jak odebrał Pan zamieszki, jakie miały miejsce ostatnio w amerykańskim Kongresie. Są zabici, ranni…
– Nie dysponujemy w tej chwili wystarczającą wiedzą, aby ocenić, czy była to spontaniczna akcja Amerykanów przekonanych o wystąpieniu licznych nieprawidłowości, wręcz zafałszowaniu wyników wyborów prezydenckich na korzyść kandydata Demokratów; czy była to akcja podjęta przez różne antysystemowe, radykalne ugrupowania, czy wreszcie – jak niektórzy formułują – była to prowokacja mająca na celu zdyskredytowanie prezydenta Donalda Trumpa na finiszu kadencji. Fakt wdarcia się uczestników demonstracji na Kapitol – miejsce, które powinno być chronione w sposób absolutnie szczególny, jest dla obserwatorów zupełnym zaskoczeniem. Przedostanie się protestujących do siedziby amerykańskiego Kongresu wydaje się czymś niewytłumaczalnym.
Jak diagnozuje Pan obecną sytuację w Stanach Zjednoczonych?
– To jest przejaw głębokiego kryzysu społecznego, który dotknął społeczeństwo amerykańskie i trwa w najlepsze. Nie ulega wątpliwości, że tak zwanym elitom i sprzyjającym im mediom zależy na skompromitowaniu Donalda Trumpa oraz prominentnych polityków republikańskich, którzy wspierają urzędującego prezydenta. Tu nie chodzi nawet o doraźne przedstawienie ich w złym świetle, ale o wykreowanie obrazu konserwatywnego skrzydła Republikanów jako ekstremistów i ludzi godzących w amerykańskie zasady demokracji. Taka stygmatyzacja mogłaby mieć na celu odebranie im możliwości odegrania w przyszłości znaczącej roli politycznej.
O co tak naprawdę toczy się gra?
– Od lat 80. XX wieku przez Stany Zjednoczone przechodzi – w sposób ewolucyjny – rewolucja neomarksistowska. Lewica opanowała uniwersytety amerykańskie i w dużym stopniu media – przede wszystkim stacje telewizyjne. Kolejnym etapem ofensywy neomarksistów jest opanowanie Partii Demokratycznej. Walka polityczna toczy się o tożsamość Stanów Zjednoczonych – pierwszego mocarstwa światowego. Rezultat tej konfrontacji będzie miał również wpływ na sytuację w Europie i na świecie. Zwycięstwo Demokratów oznaczać będzie „eksport” demokracji liberalnej z reinterpretacją praw człowieka godzących w zasady cywilizacji chrześcijańskiej.
20 stycznia rządy obejmie Joe Biden, Demokraci przejmą również amerykański Senat. Czy to będzie oznaczało koniec konfliktów, czy może wprost przeciwnie –zaostrzy sytuację?
– Podział wśród obywateli amerykańskich nie zostanie przezwyciężony, ale będzie się pogłębiał podczas kadencji prezydenta Joe Bidena. W tej chwili występuje równowaga w postawach konserwatywnych i liberalno-lewicowych. Nie można jednak wykluczyć, że ofensywa ideologiczna Demokratów i wspierających ich ośrodków finansowo-medialnych będzie kontynuowana i może doprowadzić w perspektywie dwóch kadencji do spacyfikowania postaw konserwatywnych. Wówczas wierne tradycji amerykańskiej pozostaną jedynie nieliczne enklawy, np. mieszkańcy Teksasu.
Wygląda na to, że zmiany na szczeblach władzy na Kapitolu, także zmiana gospodarza Białego Domu, nie są dobre dla Stanów Zjednoczonych?
– Stany Zjednoczone zostały ukształtowane w wyniku koegzystencji różnych grup narodowościowych i etnicznych. Tożsamość amerykańska tworzyła się na fundamencie wartości chrześcijańskich. Odniesienie do Boga, Opatrzności, która ma błogosławić Ameryce, przejawy purytanizmu, to były fundamenty społeczeństwa amerykańskiego. Natomiast program głoszony przez Joe Bidena i kierownictwo Partii Demokratycznej oznacza przeciwieństwo tego obrazu.
Co zdecydowało o przegranej Donalda Trumpa, który miał przeciwko sobie nie tylko amerykańskie elity, ale także media?
– Rządy prezydenta Donalda Trumpa były w pewnym, ograniczonym zakresie próbą reakcji na kulturową rewolucję neomarksistowską, która od czterech dekad przeniknęła instytucje Stanów Zjednoczonych. W tym pochodzie rewolucji neomarksistowskiej Partia Republikańska również zagubiła swoje wyraziste oblicze neokonserwatywne. Można powiedzieć, że gdyby nie pandemia koronawirusa, prezydent Trump mógłby liczyć na wygraną i reelekcję. Natomiast o przegranej Donalda Trumpa zdecydował przekaz mediów oskarżający jego administrację o nieudolność w przeciwstawieniu się pandemii koronawirusa. Pracownie sondażowe podawały swoje, jak się okazało w wyniku wyborów, nieprawdziwe prognozy pomniejszające szanse Donalda Trumpa. Nie bez winy pozostaje oczywiście również styl prezydentury Trumpa i często jego niekonwencjonalne zachowania czy wypowiedzi.
Gdzie przebiega linia podziału w społeczeństwie amerykańskim?
– Podział w społeczeństwie amerykańskim ma nie tyle charakter partyjny, ale cywilizacyjny. Podziały, jakie się dokonują w Ameryce, mają podłoże kulturowe. Z jednej strony mamy przywiązanie do tradycyjnych wartości amerykańskich, do wartości rodziny, do zasad konserwatywnych, a z drugiej strony mamy do czynienia z opowiedzeniem się za kanonem współczesnych antywartości wyznawanych przez lewicę.
Jak skomentuje Pan zachowanie się europejskich przywódców wobec wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Ci sami unijni przywódcy, którzy mówią o potrzebie uszanowania wyboru Amerykanów, krytykują wybory Polaków.
– W zdecydowanej większości krajów Europy Zachodniej władzę sprawują politycy, których poglądy są tożsame z linią Partii Demokratycznej w Stanach Zjednoczonych. Nic zatem dziwnego, że przyjęli oni z głęboką ulgą zwycięstwo Joe Bidena. Ich reakcja na ostatnie wydarzenia w Stanach Zjednoczonych motywowana jest względami ideowymi.
Wybory pokazały liczne nieprawidłowości, które być może nie wpłynęły na wynik, ale niepokojące jest to, jak odbierano głos urzędującemu prezydentowi, przerywano jego wystąpienia, blokowano jego konta na Twitterze, Facebooku…
– Zapewne nie będzie możliwości ustalenia skali nieprawidłowości związanych z wyborami. Pewne jest natomiast to, że głosowanie korespondencyjne stworzyło okazję do nadużyć. Być może w przyszłości poznamy prawdę, jak to faktycznie wyglądało, ale to pieśń przyszłości. Promotorzy liberalnej demokracji, którzy nieustannie operują sloganami o tolerancji i wolności słowa, w trakcie kampanii potwierdzili, że ich praktyki są zgoła odmienne. Również odebranie głosu przez stację telewizyjną urzędującemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych to wydarzenie bez precedensu w historii tego kraju.
Może potrzebna jest debata, a nie cenzura?
– Cywilizacja łacińska (chrześcijańska) zawsze była oparta na dążeniu do Prawdy. Poszanowanie Prawdy to podstawa funkcjonowania pierwszych uniwersytetów w Europie. Tymczasem lewica zawsze na pierwszym miejscu stawiała propagandę i swój przekaz ideologiczny. Trudno jednak oczekiwać, aby dominujące media były zainteresowane rzeczywistym dialogiem, bo ich narracja w zderzeniu z racjonalnymi argumentami ległaby w gruzach.
Jak ocenia Pan szanse na kontynuację kariery politycznej Donalda Trumpa, a przynajmniej zapoczątkowanej przez niego myśli?
– Wypowiedzi Donalda Trumpa w czasie ostatnich zamieszek w Waszyngtonie pokazują, że zapewne będzie chciał on odegrać pewną rolę polityczną w Stanach Zjednoczonych. Nie wydaje się jednak możliwe, aby mógł uzyskać rekomendację Partii Republikańskiej na ewentualnego kandydata w następnych wyborach prezydenckich. Wydaje się zatem, że „trumpizm” może być co najwyżej jednym z odniesień wewnątrz Republikanów. Myślę, że biorąc to wszystko pod uwagę Donald Trump – także zważywszy na wiek – będzie raczej wywierał wpływ bardziej jako komentator wydarzeń niż jako polityk.