• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Autodestrukcja kulturowa na własne życzenie

Wtorek, 15 grudnia 2020 (21:12)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W ramach walki z religijnym radykalizmem władze Francji zmieniają prawo dotyczące m.in. edukacji. Jak Pan ocenia to działanie, czy nowe regulacje przeciw islamistom mogą okazać się skuteczne?

– Przede wszystkim Francja jest państwem ateistycznym i to nie od dzisiaj, więc ustawodawstwo jest tam radykalnie laickie, jeśli bierzemy pod uwagę stosunek do wiary, a zwłaszcza do Kościoła katolickiego, ale również do własności kościelnych. Warto też wiedzieć, że we Francji Kościół nie funkcjonuje jako czynnik mający wpływ na życie państwowe. Co więcej, państwo – według koncepcji liberalnej – ma być gwarantem wolności religijnej jednostki de facto w obronie przed wpływami Kościoła. W tle tego wszystkiego – wraz z napływem fali migracyjnej z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu – rozwijał się Islam, przeciw któremu nie występowano, a wręcz przeciwnie pozwolono mu się swobodnie rozwijać w tej radykalnej formie. W imię ideologii multi-kulti i walki z islamofobią, niestety, problem ten bagatelizowano. Czy teraz restrykcje wobec radykalizmu islamskiego przyniosą pozytywny skutek, takiego stwierdzenia nie zaryzykowałbym, bo może się stać wręcz odwrotnie.

Część nowych regulacji w projekcie ustawy zwanej potocznie „ustawą o walce z separatyzmem” dotyczy obrony wartości republikańskich w życiu społecznym. Brzmi to podobnie jak wartości europejskie, a więc bardzo szeroko i nieprecyzyjnie…

– Wartości republikańskie, bo chodzi tu o kontekst Rewolucji Francuskiej i wiadomym jest, że cała retoryka republikanizmu już wówczas funkcjonowała. Później – po klęsce wojny francusko-pruskiej (1870-1871) był spór, czy Francja ma być monarchią, czy Francja ma być demokracją. Ostatecznie została demokracja, ale skrajnie laicka czy wręcz ateistyczna, więc także i dzisiaj nawiązują do tej spuścizny. Co ciekawe, nie tylko sami prą w tym kierunku, co więcej w takim kontekście chcieliby widzieć całą Europę.

Dopiero teraz dostrzeżono, że radykalny islam jest prawdziwym problemem? Przecież Francja od lat żyje w lęku i strachu przed atakami terrorystycznymi ze strony radykalistów islamskich…

– Pytań jest znacznie więcej, na przykład o intencje takich działań. Czy władze francuskie nie chcą wykorzystać tego pretekstu, żeby ograniczać prawa obywatelskie? Przypomnę tylko, że od dłuższego czasu we Francji – nieustannie odbywają się protesty „żółtych kamizelek” – ruchu społecznego występującego przeciwko polityce prezydenta Emmanuela Macrona, walczącego m.in. o prawa pracownicze i przeciwko rosnącym kosztom utrzymania. Kryzys we Francji jest zatem ogromny, a po stronie władz nie widać woli rozwiązania piętrzących się problemów. Jeśli chodzi o radykalizm islamski i to nie tylko we Francji, to problem jest zadawniony. I ktokolwiek chciał z tym walczyć, rozwiązać ten problem, to momentalnie przypinano mu łatkę islamofoba i odsądzano od czci i wiary. Dzisiaj sprawy zabrnęły już tak daleko, że państwo francuskie jako takie – nie mając innego wyjścia – chce być „islamofobiczne”.

Kiedy Polska sprzeciwiała się polityce migracyjnej Berlina, Francuzi też nas strofowali. Dziś okazuje się, kto miał rację…

– Polska była strofowana – także ze strony Francuzów przede wszystkim za brak posłuszeństwa. Zresztą oni tylko w ten sposób potrafią postrzegać problemy, a ich polityka polega na tym, że albo jest się posłusznym wobec woli Berlina, Brukseli czy Paryża, i kiedy się siedzi cicho, to wszystko jest w porządku, a jeśli się ktoś postawi, mając inne zdanie, to trend jest zawsze jeden – takie państwo absolutnie należy spacyfikować. A zatem w sprawie przyjmowania imigrantów i w wielu innych sprawach chodziło o posłuszeństwo woli silniejszych. A to, że – jak się okazało – mamy rację, bo fakty mówią same za siebie, mianowicie, że wraz z falą uchodźców do Europy – także do Francji – wjechali terroryści, którzy teraz sieją niepokój i zamęt. To jest najlepszy dowód. Niestety, przestrzegając przed tragicznymi skutkami tej bezrefleksyjnej polityki Berlina i Paryża, powiedzieliśmy „nie” – to jest zupełnie bez znaczenia nawet w obliczu tych tragicznych faktów i nie jest mile widziane.

Czy uda się podciąć korzenie islamskiego radykalizmu, czy nie jest za późno?

– Trudno powiedzieć. Myślę, że porządkując tę kwestię, trzeba rozwiązać parę innych problemów. Pierwszy najważniejszy dotyczy tego, że Francja jako państwo kiedyś katolickie dziś traci swoje chrześcijańskie korzenie. „Francjo – najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?” – pytał Francuzów – dziś święty – Jan Paweł II w 1985 roku podczas swojej pielgrzymki do tego kraju. I to jest – myślę – główny problem zresztą nie tylko Francji. Natomiast sprawą wtórną jest blokada czy też próba blokady radykalizmu islamskiego. Jest oczywiste, że z każdym radykalizmem należy walczyć, tylko trzeba mieć jeszcze pewny fundament, oparcie. Tymczasem Francuzi tracą swoje korzenie, tracą punkt odniesienia swojej tożsamości i nic dziwnego, że na tle powstającej pustki pojawiają się różne radykalizmy, próbujące tę pustkę wypełnić. Nie należy też zapominać, że każdy radykalizm coś ze sobą niesie, coś głosi i coś stara się przekazać, i biorąc to wszystko pod uwagę – Francja ma dzisiaj poważny problem.

Szacuje się, że we Francji żyje ok sześciu milionów muzułmanów. Czy w związku z tym, że liczba wyznawców islamu w naturalny sposób się powiększa, wkrótce to oni mogą dyktować warunki nie tylko we Francji, ale w ogóle w Europie?

– Wszystko zależy od procesów kulturowych, jakie będą zachodzić – już zachodzą, czy muzułmanie wytrzymają presję ideologiczną neomarksizmu. Jeśli wytrzymają, jeśli nie dadzą się zunifikować, jeśli nie poddadzą się sekularyzacji, to są na prostej drodze do tego, żeby przejąć Europę. Myślę, że tutaj – jak pan redaktor zauważył – rozstrzygająca będzie demografia, i jeśli nawet nie w najbliższej perspektywie, to za kilkadziesiąt lat rzeczywiście tak może się wydarzyć.

Dlaczego muzułmanie nie integrują się ze społecznościami państw, do których przybywają? Statystyki pokazują, że dla 57 proce. młodych francuskich muzułmanów do 25. roku życia ważniejszy od francuskiego prawa jest szariat…

– Po pierwsze liczba muzułmanów we Francji jest bardzo duża, co nie sprzyja integracji z – nazwijmy to – nowym środowiskiem. Badania też pokazują, że jeśli grupa muzułmanów jest mniejsza, to zasadniczo się integrują, ale im jest ich więcej, a ponieważ islam bardzo często występuje jako system społeczny, a nie tylko jako religia – to zaczynają funkcjonować właśnie jako system społeczny, jako cywilizacja. Wtedy wszystkie więzi, relacje, metody ułożenia tych relacji zaczynają być przenoszone z krajów macierzystych na nowy grunt. Po drugie Francja laicka, czyli w istocie ateistyczna, a więc rewolucyjna – od strony kulturowej – nie ma im zbyt wiele do zaproponowania. Co więcej, ma coraz mniej do zaproponowania nawet od strony ekonomicznej, bo co by nie powiedzieć, Francja jednak jest dzisiaj w kryzysie i problemów się tam nawarstwiła cała masa. Pamiętajmy też, że islam, czy w ogóle kultura muzułmańska jest do szpiku kości przesiąknięta religią i nagłe zderzenie z ateizmem wyznawców tej religii powoduje bardzo głębokie poczucie wyobcowania. Stąd alienacja, a dalej pojawiają się grupy terrorystyczne, grupy fundamentalistyczne i w konsekwencji zamachy.

Czy da się z tym walczyć metodami administracyjnymi, jakie teraz zamierza wprowadzić państwo francuskie?  

– Szczerze mówiąc, wątpię.

A zatem na próżno spodziewać się, że coraz bardziej radykalizujący się muzułmanie przystaną na ograniczenia ich wolności…?

– O wiele łatwiej jest rozwiązywać pewne problemy, zasypać różnice pieniędzmi czy socjalem, ale jeśli ktoś próbuje problemy te rozwiązać siłowo, to owszem, czasem może się to udać na krótką metę, ale w dłuższej perspektywie może się to odbić czkawką. I to jest rzeczywistość, którą przeżywają w tej chwili wszystkie kraje zachodnie pogrążone w problem islamski. Nawet Stany Zjednoczone, które wydawało się, że integrują różne mniejszości w sposób uproszczony, a jak przyszło co do czego, to pojawiły się demonstracje, protesty, niszczenie mienia. We Francji takie zachowania są już normą, a szczególnie w okolicach świąt Bożego Narodzenia.

Tak czy inaczej Francuzi sami sobie zgotowali ten pasztet…?

– Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – jak mówi przysłowie. Francja mierzy się teraz z poważnym problemem kulturowym. Nic jednak dziwnego, bo jeśli ktoś sobie zafundował autodestrukcję kulturową, to jej efekty muszą przyjść prędzej czy później. Takie są fakty.

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki