• Sobota, 23 stycznia 2021

    imieniny: Rajmunda, Ildefonsa

Pofrunęli po brąz

Niedziela, 13 grudnia 2020 (20:34)

Polscy skoczkowie narciarscy zdobyli dziś w Planicy brązowy medal mistrzostw świata w lotach, powtarzając sukces sprzed dwóch lat z Oberstdorfu. Niespodziewanie zawdzięczali go głównie Piotrowi Żyle oraz fantastycznie dysponowanego Andrzejowi Stękale, który zasłużył na największe słowa uznania.

Liczyliśmy na medal. Po cichu nawet na bardziej cenny, w śmiałych planach nawet ten z najważniejszego kruszcu. Wydawało się, że naszych stać na walkę o najwyższe cele, o wszystko, o złoto. W zmaganiach indywidualnych wszyscy czterej uplasowali się przecież w czołowej piętnastce. Najsłabszy, Dawid Kubacki, ukończył ją na tej właśnie pozycji, w dziesiątce znaleźli się Kamil Stoch oraz Stękała i Żyła. Złota Biało-Czerwonym wywalczyć się jednak nie udało, podobnie srebra. Zdobyli brąz i to dlatego, że wręcz kapitalnie spisał się ten, którego jeszcze kilka tygodni temu nie było w kadrze. A w ostatnich latach częściej niż o sukcesach myślał o tym, jak może wyglądać życie bez skoków.

Jako pierwszy na rozbiegu pojawił się Żyła. Zrobił swoje, 226 m było odległością świetną. Po nim startował Stękała i bądźmy szczerze – jako prób obawialiśmy się najbardziej. Swego czasu był objawieniem naszych skoków, ale potem znalazł się na zakręcie, a odesłany z reprezentacji przez trenera Stefana Horngachera, rozmyślał, co dalej. Michal Dolezal przywrócił do do żywych, do sportu na najwyższym poziomie, i dziś Stękała odpłacił mu się w sposób najlepszy z możliwych. Pofrunął aż 228 m, w pięknym stylu, i po jego locie i jego serii Polacy znaleźli się na prowadzeniu! Wtedy wszystko zdawało się możliwe, ale wymagało równie doskonałych prób tych, którzy zazwyczaj są najmocniejszymi punktami drużyny. Tych niestety zabrakło. Stoch poszybował zaledwie 205,5 m, Kubacki 211 i na półmetku nasi plasowali się na trzeciej pozycji, z dość wyraźną stratą do Niemców i Norwegów – acz z drugiej strony stratą na mamucie do odrobienia.

Druga seria rozpoczęła się od ponownych fantastycznych lotów Żyły i Stękały. Powiedzieć, że obaj zrobili swoje, to nic nie powiedzieć – ich 234 i 229 m spowodowały, że nasi odrobili mnóstwo strat do wyprzedzających ich drużyn i znów mogli zacząć marzyć nawet o mistrzostwie świata. Mistrzostwa nie zdobyli, wicemistrzami też nie zostali. Genialne loty Żyły i Stękały pozwoliły im obronić trzecie miejsce i brąz sprzed dwóch lat. Stoch pofrunął bowiem 224 m, a Kubacki – 209. Ich bezpośredni konkurenci okazali się mocniejsi. Za mocni.

Porywającą walkę o złoto Niemców i Norwegów zakończyli Karl Geiger i Halvor Egner Granerud. Przed ostatnią serię na prowadzeniu znajdowali się podopieczni Horngachera, jednak prowadzenia nie utrzymali. Tuż przed próbą Graneruda trener Alexander Stoeckl zdecydował się na bardzo odważny i zarazem ryzykowny krok, obniżając belkę startową aż o dwa stopnie. Indywidualny wicemistrz świata mimo to poleciał aż 234,5 i stało się jasne, że Niemcy będą musieli odpowiedzieć czymś równie niewiarygodnym. Geiger pofrunął znakomicie, ale nie genialnie – 224,5 m i nie zdołał wyprzedzić Norwega.

Skandynawowie zostali w tej sposób drużynowymi mistrzami świata po raz trzeci z rzędu i piąty w historii. Dziś kompletnie zawiedli równie utytułowani Austriacy, którzy zajęli najniższe w dziejach, szóste miejsce. Byli jednak usprawiedliwieni, bo zdziesiątkowani przez kontuzje i koronawirusa.

Wyniki: 1. Norwegia (Daniel-Andre Tande, Johann Andre Forfang, Robert Johansson, Halvor Egner Granerud) 1727,7 pkt, 2. Niemcy (Constantin Schmid, Pius Paschke, Markus Eisenbichler, Karl Geiger) 1708,5, 3. Polska (Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Kamil Stoch, Dawid Kubacki) 1665,5, 4. Słowenia 1609,9, 5. Japonia 1483,5, 6. Austria 1422,1.

Piotr Skrobisz