13 grudnia 1981 – noc krzywdy i konfrontacji
Niedziela, 13 grudnia 2020 (17:15)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czym był stan wojenny, czy służył tylko temu, żeby spacyfikować nastroje społeczne, czy wydarzenie to można traktować wieloaspektowo?
– Dla komunistów, dla tych, którzy wprowadzali stan wojenny, to był rzeczywiście czas pacyfikowania nastrojów społecznych, natomiast dla Polaków był to finał komunizmu w jego najbardziej skrajnej, mrocznej postaci. Ważne, że w obliczu stanu wojennego polskie społeczeństwo się zbuntowało. Bardzo szybko przyszła refleksja i właściwie natychmiast zostały podjęte kroki, które miały zbudować struktury podziemne, konspiracyjne. Tym samym nawiązano do polskich doświadczeń z historii i starano się w sposób właściwy zareagować na sytuację, kiedy władza wymierzyła swoje ostrze przeciw społeczeństwu.
Jak ten czas zachował się w pamięci Polaków, czy dziś mamy świadomość, jak wielkim złem był 13 grudnia i jego następstwa?
– Niestety nie mamy tej świadomości, dlatego że stan wojenny został niejako rozmyty. Proszę spojrzeć, że właściwie nie ma żadnych rozliczeń sprawców, a jeśli już, to jednostkowe przypadki, ale główni sprawcy nie zostali sprawiedliwie osądzeni. Proszę sobie przypomnieć, jak długo trwało postępowanie sądowe wobec zbrodniarzy, sprawców zamordowania górników z Kopalni „Wujek”. Jak wiele innych spraw nie doczekało się całkowitego, sprawiedliwego osądu, jak sprawcom zagwarantowano bezkarność przy Okrągłym Stole. Co więcej, ileż rządów lewicowych – tych ludzi, którzy bezpośrednio uczestniczyli w zbrodni stanu wojennego – zostało potem nagrodzonych w różny sposób. Zatem nastąpiło całkowite rozmycie zarówno odpowiedzialności, jak i samego pojęcia winy. Dzięki temu sprawcy odeszli nieosądzeni bądź wciąż cieszą się bezkarnością.
W gronie bohaterów wciąż stawia się Wałęsę, Mazowieckiego, Geremka, którzy tak naprawdę byli, czy też wciąż są głównymi beneficjentami odzyskania polskiej wolności. Natomiast dlaczego zapomina się o prawdziwych bohaterach tamtych dni, którzy wtedy byli prześladowani, a dzisiaj często nie stać ich na leki i godne życie?
– Dotknął pan zasadniczego problemu, bo przecież tzw. koncesjonowana opozycja znalazła się na górze wraz z tymi, którzy byli bezpośrednio odpowiedzialni za cały okres komunizmu w Polsce. I to jest bardzo dziwne, niepokojące zjawisko. Wymienione przez pana redaktora nazwiska to są rzeczywiście ludzie, którzy wygrali – także ich zaplecze zostało nagrodzone. Natomiast faktycznie to ich zwycięstwo odbywało się kosztem polskiego społeczeństwa, kosztem bardzo wielu działaczy zaangażowanych po stronie opozycji antykomunistycznej, którzy nie zostali właściwie potraktowani i za swoją postawę nagrodzeni przez państwo polskie. Owszem – w ostatnim czasie obecna władza stara się naprawić te zaniedbania czy wręcz krzywdy, ale, po pierwsze, choć pozytywny, to jest to jednak proces mocno spóźniony, a same krzywdy są bardzo trudne do naprawienia po tylu latach. Proszę pamiętać, że minęło 30 lat od transformacji ustrojowej, a my ciągle mówimy o tym, że sprawy zadośćuczynienia i naprawienia krzywd są niezałatwione, a jeśli chodzi o sprawy rozliczenia tych krzywd i sprawców tych zbrodni, to nie państwo dokonało rozliczeń, a biologia. Przecież dziś zostało już bardzo niewielu winnych wprowadzenia stanu wojennego, a główni sprawcy odeszli nieosądzeni. Można zatem powiedzieć, że niestety wielu spraw nie uda się już generalnie czy systemowo załatwić.
Znam wielu działaczy opozycji antykomunistycznej, którzy żyją skromnie, bo w tamtych czasach byli prześladowani, więzieni, wyrzucano ich z pracy i często nie nabyli uprawnień do świadczeń emerytalnych, w przeciwieństwie do np. Wałęsy czy innych, którzy żyją w luksusie…
– To jest jednak kwestia, a drugą jest wielki bój o niesprawiedliwe potraktowanie funkcjonariuszy bezpieki, którym – i słusznie – tylko zredukowano wysokie apanaże. Ale to jest efekt braku jednoznacznej oceny stanu wojennego czy wręcz wybielania sprawców, tych na górze i tych, którzy wykonywali rozkazy, znęcając się nad działaczami „Solidarności”. Przypomnę tylko, że kilka lat temu podczas protestów KOD-u przed Sejmem przeciwko ustawie dezubekizacyjnej jeden z emerytowanych wojskowych, płk Adam Mazguła, krytykując działania obecnej władzy, nawiązując do stanu wojennego, mówił, że owszem, zdarzały się jakieś nieprawidłowości, ale generalnie dochowano „kultury”. Dodam, że nie jest to ocena odosobniona, ale podobne funkcjonują wciąż w obiegu tej części dziedziców spuścizny komunistycznej, którzy mogą uczestniczyć w życiu publicznym.
Wielu sprawców stanu wojennego już odeszło, dlaczego nie udało się ich osądzić i skazać, i dlaczego do dzisiaj tak trudno nam w sposób jednoznaczny ocenić zło, którym był stan wojenny?
– Myślę, że jedną z przyczyn tej sytuacji jest niejednoznaczność określeń. Przecież – na przykładzie chociażby Wałęsy – można powiedzieć, że przeszedł on od bohatera do… i tu można podkładać różne, zresztą zgodne ze stanem faktycznym, epitety. Stan wojenny to w gruncie rzeczy był, co więcej, to ciągle jest zdrada ideałów solidarnościowych dokonanych przez tego człowieka. To była zdrada, która w jakimś sensie przez pewien czas była kamuflowana niejednokrotnie – chcę, żeby to zabrzmiało jednoznacznie – także przy udziale Kościoła czy też jego przedstawicieli, którzy wzywali do bezkrwawych działań, a często byli tymi, którzy afirmowali porozumienia. To powodowało także zamazywanie odpowiedzialności, zamazywanie win i w gruncie rzeczy czyniło z przestępców i przestępstw sprawy jednostkowe, a nie systemowe. Miłosierdzie bez sprawiedliwości – jak powiedział św. Tomasz z Akwinu – jest matką nieporządku. I o tym też należy pamiętać. Trzeba także zauważyć, że nasz system prawny, system sądowy każe nam mówić, że żyjemy jednak w pewnym matriksie, bo choć wiemy, że nasze czyny wyznaczają prawo i sprawiedliwość, to jednak bywa, że sprawiedliwość bywa jawną niesprawiedliwością. Patrząc w przyszłość, nie można zapominać o przeszłości i jej sprawiedliwej ocenie.
Jak uczyć dzieci i młodzież, czym było wprowadzenie stanu wojennego, kto wystąpił przeciwko Polakom i walczył z nimi?
– Właściwą nazwą, właściwym określeniem jest, że była to wojna jaruzelsko-polska. To system komunistyczny podjął wówczas walkę z polskim społeczeństwem. Przecież 10 milionów Polaków, którzy wtedy należeli do NSZZ „Solidarność”, to była pewna forma zorganizowanego społeczeństwa. I bez względu na to, jakie były układy pomiędzy niektórymi działaczami, którzy – bywało – że tkwili jedną nogą w PZPR, a drugą w „Solidarności”, to był to jednak ruch społeczny, który chciał zasadniczych zmian w Polsce. Przeciwko temu wystąpiła władza „ludowa”, ale była to przede wszystkim walka o własne stołki. Jaruzelski widział, że pojawiły się w Moskwie pomysły, żeby dogadać się z „Solidarnością”, w związku z tym cała jego ekipa, cały komunistyczny aparat w Polsce byłby wówczas niepotrzebny. Dlatego trzeba się było jakoś obronić, a jednocześnie uwiarygodnić wobec mocodawców czy zleceniodawców, którzy znajdowali się na Kremlu. Było to zatem działanie w obronie własnych interesów komunistów polskich, ale też w interesie całego systemu czy bloku komunistycznego z Moskwą na czele.
Czy można powiedzieć, że 13 grudnia 1981 roku to z jednej strony była noc zdrajców, a z drugiej czas bohaterów naszej polskiej wolności?
– Ze strony ówczesnych komunistycznych władz był to czas narodowej zdrady. To była noc krzywdy narodowej. Nie można zapomnieć o rozbitych, wyłamanych drzwiach w wielu mieszkaniach działaczy NSZZ „Solidarność”, działaczy opozycji antykomunistycznej. Nie można zapominać o wielkiej traumie rodzin, dzieci, którym w nocy zabierano rodziców, których później przez długi czas nie widzieli. Nie można też zapominać o strzałach i o ofiarach stanu wojennego. I to jest godne potępienia, i wymaga sprawiedliwego osądu. Natomiast jeśli chodzi o postawę polskiego społeczeństwa, to owszem, tak, był to czas bohaterów. Również wielu przywódców ówczesnej „Solidarności” zachowało się w sposób właściwy. Myślę jednak, że przede wszystkim rzeczywiście noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku i później to był to czas bohaterów polskiej wolności, ale – jak wspomniałem – zarazem noc krzywdy i konfrontacji jednak dwóch różnych cywilizacji. I o tym dramatycznym wymiarze tamtych dni powinniśmy dzisiaj – po 39 latach – pamiętać i przypominać młodemu pokoleniu, dla którego stan wojenny to tylko historia.