Będą próby wywierania presji
Sobota, 12 grudnia 2020 (11:37)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Jak ocenia Pan efekty zakończonego w piątek unijnego szczytu w Brukseli?
– Z jednej strony mamy budżet nowej perspektywy finansowej na lata 2021-2027, budżet korzystny dla Polski, bo otrzymamy 770 miliardów złotych. To kwota, która gwarantuje, że zarówno polscy przedsiębiorcy, a także nasze samorządy, czy w ogóle państwo polskie będzie mieć zapewnione finansowanie inwestycji strukturalnych na kolejną perspektywę. Ważne jest także zabezpieczenie tego, co jest w tej chwili najistotniejsze, czyli złagodzenie skutków kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa, a więc fundusz odbudowy. Oczywiście konkluzje przyjęte podczas szczytu w Brukseli powodują, że mechanizm uzależnienia wypłaty środków od naruszenia zasad tzw. praworządności został bardzo mocno ograniczony. Trzeba zatem powiedzieć, że wejście w życie rozporządzenia dotyczącego przestrzegania zasad praworządności, bez spełnienia warunków, które są wymienione w ostatecznych konkluzjach szczytu – przyjętych przez 27 szefów państw i rządów – nie jest możliwe.
Perspektywa karania państw niepokornych – jak mówił premier Morawiecki – się oddaliła, ale czy zniknęła zupełnie. Czy komuś nie przyjdzie do głowy, żeby jednak dopiąć swego?
– Myślę, że dobrym podsumowaniem tego, co stało się w czwartek w Brukseli, jest reakcja i słowa Georga Sorosa, który w sposób zdecydowany skrytykował kanclerz Angelę Merkel i Niemcy za to, że zgodzili się na taki kompromis, że przyzwolili na przyjęcie takich konkluzji, i że rzeczywiście będzie bardzo trudno, w dowolny sposób uruchomić jakąkolwiek procedurę, wynikającą z rozporządzenia, przeciwko Polsce. Nawet samo naruszenie praworządności nie będzie mogło skutkować – w prosty sposób – zablokowaniem wypłaty unijnych funduszy.
Myślę, że ten straszak naruszenia zasad tzw. praworządności, którego Berlin i Bruksela chciały używać jako bata na niepokorne państwa, w sposób istotny się oddalił. Aczkolwiek rozporządzenie, które wywołało ostry spór w ostatnich tygodniach nie zmieni się i wejdzie w życie. Można zatem powiedzieć, że gdzieś z tyłu głowy cały czas trzeba mieć świadomość, że próby wywierania presji na Polskę będą podejmowane, ale gwarancje bezpieczeństwa zawarte w konkluzjach i przyjęte są na tyle mocne, że dają nam komfort na dzisiaj, że jesteśmy po prostu bezpieczni.
Zastanawiające jest to, że Holandia i premier Mark Rutte, który był głównym hamulcowym przed tym szczytem i spodziewano się, że może zablokować kompromis, w rezultacie bardzo szybko zgodził się na te ustalenia. Czym kanclerz Merkel i prezydentowi Macronowi udało się przekonać Holendrów do ustępstw?
– Myślę, że wszystkim przywódcom państw członkowskich bardzo mocno zależało na tym, żeby jak najszybciej nowy unijny budżet uchwalić i żeby zaczął funkcjonować, żeby możliwie jak najprędzej poszczególne kraje – w tym również Holandia – uzyskały dostęp do tych funduszy. Stąd mocne zagrożenie wetem ze strony Polski i Węgier podziałało – z jednej strony, a z drugiej pewnie silna okazała się ze strony państw, które zgodziły się z polsko-węgierskimi warunkami, presja na inne kraje, aby przyjąć te zapisy, które znalazły się ostatecznie w konkluzjach podsumowujących szczyt w Brukseli. Można zatem powiedzieć, że ostatecznie to Holandia ugięła się pod presją Polski i Węgier i dość buńczuczne pohukiwanie premiera Marka Rutte ostatecznie zostało stłumione.
Czy można zatem powiedzieć, że została uratowana jedność Unii Europejskiej?
– Uważam, że tak. Trzeba też podkreślić, że mimo dzielących nas różnic wszyscy płyniemy na jednej łodzi. Dzisiaj mamy poważne zagrożenie dużym kryzysem gospodarczym wywołanym pandemią COVID-19. I tu, o czym w Sejmie w trakcie debaty nad wotum nieufności wobec wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego mówił premier Mateusz Morawiecki – Polska ma bardzo dobre wskaźniki makroekonomiczne – i chcemy to utrzymać. Możliwość korzystania z funduszy unijnych myślę, że zabezpieczy w dalszym ciągu ten dobry kierunek rozwoju gospodarczego Polski – z jednej strony, a z drugiej pozwoli na dalsze łagodzenie skutków światowego kryzysu wywołanego pandemią. W związku z tym uważam, że jest się z czego cieszyć, ale z drugiej strony powinniśmy być też solidarni wobec krajów południa Europy, takich jak Włochy czy Hiszpania, które w sposób szczególny doświadczyły skutków pandemii.
Dlaczego – Pana zdaniem – Włochy czy Hiszpania nie przyłączyły się do Polski i Węgier? Takie wsparcie z pewnością przydałoby się, wzmacniając naszą pozycję negocjacyjną…
– To też jest symptomatyczne. Trzeba jednak pamiętać, że wciąż zdecydowana większość rządów państw członkowskich Unii Europejskiej reprezentuje dzisiaj nurt centrowo-lewicowy czy wręcz liberalny i lewicowy. W związku z tym ta poprawność polityczna, która dzisiaj dominuje w Unii nie pozwala im na otwarte popieranie racjonalnych propozycji Polski czy Węgier, propozycji, które są nie tylko w interesie Warszawy i Budapesztu, ale wszystkich państw członkowskich Unii. Dostrzegł to m.in. premier Słowenii Janez Jansa i ostatecznie także państwa Grupy Wyszehradzkiej, o których zrozumieniu mówili podczas konferencji prasowej premierzy Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki. Sądzę, że z biegiem czasu większość państw unijnych dostrzeże dobrodziejstwo przyjętych na szczycie Unii Europejskiej rozwiązań i zabezpieczeń przed ewentualnym dowolnym stosowaniem rozporządzenia zaproponowanego przez prezydencję niemiecką.
Przed szczytem opozycja totalna straszyła, że weto postawi Polskę poza Unią i nawoływała też rząd, żeby przystał na propozycje niemieckiej prezydencji. Finalnie weta nie było, a i tak opozycja jest niezadowolona z tego, co się wydarzyło w Brukseli…
– To jest właśnie przejaw tej totalności. Przede wszystkim opozycja w Polsce działa wbrew interesom państwa polskiego, wbrew polskiej racji stanu i jest to już pewien standard. W każdym innym państwie członkowskim Unii Europejskiej w polityce zagranicznej opozycja wspiera swój rząd, mówiąc jednym głosem, i nigdy nie było tak w historii, żeby państwa, które zagroziły wetem, czy też to weto zastosowały, żeby nie miały wsparcia ze strony wewnątrzkrajowej opozycji. Niestety w Polsce opozycja nie reprezentuje polskiego punktu widzenia, polskiej racji stanu – i to jest dramat. Trzeba też powiedzieć, że taka postawa bardzo utrudniała prowadzenie negocjacji premierowi Mateuszowi Morawieckiemu.