• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Gra wbrew polskim interesom

Czwartek, 10 grudnia 2020 (20:46)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zjednoczona Prawica odrzuciła wniosek Koalicji Obywatelskiej i Lewicy o wyrażenie wotum nieufności wobec wicepremiera Kaczyńskiego, ale przy okazji mieliśmy festiwal nienawiści politycznej wobec Prawa i Sprawiedliwości. Po co to wszystko?

– Myślę, że nikogo już nie dziwi, nie zaskakuje taka postawa Koalicji Obywatelskiej – obywatelskiej tylko z nazwy oraz formacji „współistniejących”, czyli Lewicy, PSL-u, czy raczej tego, co pozostało z tego ugrupowania ongiś reprezentującego polską wieś. Szef Koalicji Obywatelskiej Borys Budka chyba też nikogo nie zaskoczył swoim wystąpieniem, a jedynie potwierdził swoją małostkowość. Myślę, że przy tej okazji Koalicja Obywatelska w swoim zacietrzewieniu jeszcze raz pokazała – nie Prawu i Sprawiedliwości, ale Polakom – swoje prawdziwe oblicze. To przedstawienie, którego byliśmy świadkami, odbywało się w czasie szczególnym – mianowicie w przeddzień rozpoczynających się w Brukseli negocjacji w sprawie wieloletnich ram finansowych na lata 2021-2027 i funduszy odbudowy, który ma służyć odbudowie gospodarek po COVID-19. Być może – opozycja się do tego nie przyzna, ale można założyć z dużym prawdopodobieństwem, że była to forma wsparcia – na pewno nie dla Polski, na pewno nie dla premiera Morawieckiego. Chciałbym wierzyć, że wotum nieufności wobec polskiego wicepremiera – akurat w tym trudnym i ważnym czasie – to był przypadek i zbieg okoliczności, ale zbyt długo jestem w polityce, żeby być naiwnym. Inna sprawa to zarzuty, jakie się pojawiły, które trudno inaczej nazwać jak inwektywy i kłamstwa. Wszyscy, którzy obserwują scenę polityczną, znają możliwości totalnej opozycji, która jak nikt posiadła zdolność do obrażania swoich przeciwników politycznych. Ale jak się nie ma argumentów, to trzeba czymś wypełnić uzasadnienie takiego wniosku.

Wspomniał Pan, że moment głosowania wniosku o wotum nieufności nie był przypadkowy. Czemu zatem miała służyć cała ta debata w Sejmie, która odbyła się w przeddzień unijnego szczytu?

– Nie mam żadnych wątpliwości, że chodziło o osłabienie pozycji negocjacyjnej polskiej delegacji z premierem Morawieckim na czele. Chciałbym się mylić, że to nie zostało zaplanowane. To był szczyt draństwa i to nie wobec wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, tylko wobec Polski i Polaków. Jeśli spojrzeć, jak to wszystko w Sejmie wyglądało – przy jednoczesnym braku akceptacji tego środowiska dla zdecydowanego stanowiska Polski, braku zgody na tzw. mechanizm warunkowości w sprawie unijnego budżetu, a de facto wobec próby odebrania nam suwerenności – to nikt nie powinien mieć wątpliwości, czemu ten spektakl hipokryzji, czemu ta cała rozróba w polskim parlamencie służyła. Jednak nie tylko sejmowa debata, ale cały spektakl przeciwko Polsce, chociażby konferencje prasowe totalnej opozycji, cała ta medialna nagonka, której od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami, szły właśnie w tym kierunku. Trudno się zatem nie zgodzić ze słowami premiera Morawieckiego, który w swoim przemówieniu z mównicy sejmowej, zwracając się do przeciwników politycznych, powiedział, że są nie tylko opozycją totalną, ale też opozycją zewnętrzną wobec polskich interesów.

To mocne słowa…

– Owszem mocne, ale prawdziwe zwłaszcza wobec tej całej sytuacji. Nic mnie już nie jest w stanie zaskoczyć, jeśli chodzi o działania totalnej opozycji, która jest w stanie zrobić wszystko, żeby dorwać się do władzy. Przykre jest tylko to, że swoją grę prowadzą wbrew interesom Narodu polskiego, kosztem nas wszystkich.

Lider Platformy Borys Budka, który najpierw oskarżał Jarosława Kaczyńskiego o doprowadzenie do „pałowania kobiet” i urządzenie na ulicach rekonstrukcji stanu wojennego, a także wywołanie wojny z Unią Europejską, w tym samym wystąpieniu  zapowiedział, że Platforma odstępuje od „totalności”. Gdzie tu logika…?

– Po pierwsze to wystąpienie świadczy o poziomie inteligencji szefa Platformy. Przecież takie zestawienie, taka zbitka myślowa, taki brak spójności, który zresztą został w sposób odpowiedni oceniony śmiechem na sali plenarnej Sejmu, to wszystko całkowicie dyskredytuje Borysa Budkę nie tylko jako przywódcę Platformy, ale przede wszystkim jako człowieka, jako parlamentarzystę, który powinien prezentować jakiś przyzwoity poziom debaty. Ponadto totalność to określenie, którego nie wymyśliło Prawo i Sprawiedliwość, ale sam ówczesny przewodniczący tego ugrupowania Grzegorz Schetyna, który po wygranej przez nas wyborów parlamentarnych, podczas Rady Krajowej Platformy w 2016 roku stwierdził, że jego formacja będzie totalną opozycją, najtwardszą z możliwych. Wobec braku argumentów, wobec braku pomysłów i propozycji Platformy na rządzenie Polską pozostaje totalność, która w rozumieniu polityków tej formacji najlepiej się sprawdza. Szkoda tylko, że szkodzi Polsce.

Ta totalność znajduje też wyraz w wypowiedzi Rafała Trzaskowskiego, który jak pamiętamy – w dwóch kampaniach wyborczych – obiecywał warszawiakom upamiętnienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a teraz, powołując się na przeciwne stanowisko stołecznych radnych Koalicji Obywatelskiej, rakiem się z tego wycofuje?

– Widać, że dla Rafała Trzaskowskiego ważniejsza jest ulica ku czci Armii Ludowej niż pamięć o Lechu Kaczyńskim – prezydencie Warszawy i Polski, dla których tak wiele dobrego uczynił. Kiedyś taka ulica powstanie być może nie w czasie prezydentury Rafała Trzaskowskiego, ale tak się stanie, głęboko w to wierzę. Jednak komentując zachowanie Trzaskowskiego, nazwać je zabawą w piaskownicy, byłoby obraźliwe dla maluchów, którzy stawiając babki z piasku, mają z tego frajdę. Natomiast politycy Platformy zarówno ci w parlamencie, jak i ci w warszawskim samorządzie próbują się bawić raz w dobrego, a raz w złego policjanta, tyle że marnie im to wychodzi. Zachowanie i decyzje Rafała Trzaskowskiego, który znany jest z niedotrzymywania obietnic, świadczą o braku kompetencji, ale też o braku zwykłego, ludzkiego podejścia do traktowania osób – mieszkańców Warszawy, wobec których ma pełnić służbę. Ten człowiek nie zarządza Warszawą, ale zwyczajnie się bawi, upaja się władzą. Jeśli ktoś idzie do samorządu tylko dla władzy, a mówię to jako samorządowiec z wieloletnim doświadczeniem, to jest człowiekiem niebezpiecznym i takich ludzi trzeba eliminować na etapie wyborów, przy urnie wyborczej. Jestem przekonany, że tacy politycy jak Borys Budka czy Rafał Trzaskowski i im podobni, których Polacy obserwują i widzą, co robią, zostaną odpowiednio ocenieni przy najbliższych wyborach.

Póki co wielu wyborcom takie zachowania nie przeszkadzają, skoro nagradzają je, czy to prezydenturą stolicy, czy mandatami parlamentarzystów?

– W każdym społeczeństwie, także polskim jest ok. 20-25 proc. ludzi sympatyzujących z lewicą czy też wręcz o lewackich poglądach. Tak wygląda scena polityczna, Polska nie jest tu wyjątkiem i z tym trzeba się pogodzić. A to, że są głośni, że hałasują – stać ich na to. Te ruchy antypisowskie czy w ogóle antyrządowe są wspierane i finansowane – można się tylko domyślać przez kogo. Nie chciałbym tego wątku rozwijać, ale komuś za granicą przecież zależy, żeby ruchy lewackie, żeby rewolucja kulturowa płynąca z Zachodu znalazła swoje umocowanie także w katolickiej Polsce, która jako jedyna opiera się tej rewolucyjnej fali.

Czy opozycja totalna, próbując zachwiać równowagę koalicji rządzącej, de facto sama nie stąpa na przepaścią?

– Jestem przekonany, że totalna opozycja nie zagrażała, nie zagraża i nie będzie zagrażać Zjednoczonej Prawicy. Natomiast te formacje – Koalicja Obywatelska, Lewica czy inni znaleźli dla siebie pewną formułę istnienia, miejsce nie tylko na krajowej arenie politycznej, aby przypominać o swoim istnieniu. Tym samym – w sposób może nadmiernie hałaśliwy – dają znak swoim wyborcom, sponsorom, zleceniodawcom, że wciąż warto na nich stawiać. Ale żadnym zagrożeniem dla Prawa i Sprawiedliwości nie są. Najlepszym dowodem jest wczorajsze przegrane przez nich głosowanie w Sejmie w sprawie wotum nieufności wobec wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, czy chociażby sondaże, które nie dają im szans na zdobycie władzy w Polsce.

Ale to chyba też niedobrze, jeśli władza – po drugiej stronie – nie ma sprawnej, mądrej, konstruktywnej opozycji?

– To prawda. To jest fatalna sytuacja, dlatego że przy braku merytorycznej opozycji, szczególnie w tak nieprzewidywalnym czasie jak obecnie, kiedy cały świat odczuwa skutki pandemii koronawirusa – mam na myśli kryzys gospodarczy i nie tylko – rządzenie krajem jest bardzo trudne. W kraju, gdzie funkcjonuje normalna opozycja, stanowi ona swojego rodzaju pomoc dla rządu przy podejmowaniu różnych trudnych decyzji. Natomiast w Polsce mamy obecnie hałaśliwych tzw. polityków, bardziej uprawiających politykierkę, a nie politykę i nic więcej. Po takiej opozycji, która sama siebie określiła jako totalna, niczego dobrego spodziewać się nie możemy. To bardzo źle, bo rząd czy w ogóle partia rządząca powinna mieć godnego przeciwnika, który chce rywalizować na mądre projekty, który chce się spierać, a wszystko po to, żeby jeszcze lepiej służyć państwu i obywatelom, a nie starać się za wszelką cenę rzucać rządowi kłody pod nogi, także donosząc na swój własny kraj.

           Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki