• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Trzaskowskiego wizja Bożego Narodzenia

Środa, 9 grudnia 2020 (21:02)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kartki świąteczne przygotowane przez warszawski ratusz zostały zupełnie pozbawione symboli religijnych, bożonarodzeniowych. Patrząc na te wynalazki, trudno je kojarzyć z naszą polską tradycją.

– Mnie te kartki kojarzą się w sposób jednoznaczny z jedną religią – z islamem. Akcentem muzułmańskim jest umieszczony tam wielki półksiężyc. Za to na próżno szukać tam naszych, chrześcijańskich i polskich symboli świątecznych. Tylko nie bardzo wiem, skąd ten islamski akcent, czy to jakaś pomyłka, bo w tej chwili mamy w Polsce okres przed świętami Bożego Narodzenia, a nie ramadan, który w islamie przypada – zdaje się – dopiero w kwietniu przyszłego roku…   

O czym świadczy umieszczanie takiej symboliki na kartach świątecznych? Wygląda to na cyniczną grę, żeby nie powiedzieć – prowokację…

– Ja uważam, że jest to świadome działanie Rafała Trzaskowskiego, który jest konsekwentny i forsuje ideę świeckiego państwa. Co ciekawe, ta świeckość ma być nie na wzór – nazwijmy to – separacji państwa od Kościoła, na wzór amerykański, tylko na wzór francuski, na gruncie ustawy z 1905 roku, gdzie państwo jest nastawione wrogo do Kościoła i zwalcza wszelkie przejawy religijności, symboliki religijnej w przestrzeni publicznej. Tu nawet nie chodzi o kwestię urażania czyichś uczuć religijnych, tylko jest to wprost szukanie pretekstu do tego, aby zlaicyzować święta. Tylko czekać, kiedy na ulicach Warszawy pojawią się – może jeszcze nie w tym roku – plakaty, gdzie prezydent Trzaskowski będzie życzył wszystkiego najlepszego z okazji przesilenia zimowego. Nie jest to bez podstaw, bo takie życzenia mieszkańcom swoich okręgów wyborczych składali już w ubiegłym roku politycy Lewicy, którzy po latach niebytu na powrót pojawili w polskim parlamencie.

Na kartkach świątecznych, plakatach próżno szukać symboliki świąt Bożego Narodzenia: Pana Jezusa, Maryi i Józefa czy żłóbka betlejemskiego. Argumentacja rzecznika stołecznego ratusza jest taka, żeby kreacja wizualna łączyła, a nie dzieliła mieszkańców. Kogo może dzielić symbolika świąt Bożego Narodzenia?

– Jesteśmy świadkami procesu usilnego poszukiwania argumentów za działaniami wymierzonymi w zeświecczenie i usunięcie wszelkiej symboliki religijnej święta Bożego Narodzenia, które jest religijne w swej istocie. Boże Narodzenie – już sama nazwa wskazuje, że świętujemy narodziny Chrystusa, Boga-Człowieka, dlatego wszelkie próby zmieniania sensu tych świąt są żałosne, i to w wielu aspektach. Zamiany semantyki, nazewnictwa nawet komunistom się nie udało, co więcej – nawet Sowieci nie byli w stanie sobie poradzić z zamianą słowiańskiej nazwy niedzieli – Woskriesienije, czyli Zmartwychwstanie, a wcześniej rewolucjoniści francuscy. Zatem wszelkie historyczne próby zmiany były bardzo żałosne i ta próba warszawskich władz też wpisuje się w ten klimat.

Kogo w Polsce może obrażać obchodzenie świąt Narodzenia Chrystusa Pana, kogo może obrażać nasza religia, nasza tradycja i to wszystko, co jest dla nas ważne?

– Żyjemy w społeczeństwie, w którym część osób bardzo poważnie traktuje Boże Narodzenie, choć może nie jest to nawet podyktowane ich religijnością, tylko bardziej przywiązaniem do tradycji. Zapewniam, że także ci ludzie biliby się o te święta – może nie z powodów religijnych, ale czysto osobistych, traktując ten czas jako okazję do spotkań i wspólnego świętowania w gronie najbliższych. Natomiast tutaj mamy próbę stworzenia równoległego świata, tworzenia atmosfery, że Boże Narodzenie może kogoś obrażać czy dzielić. Ktoś próbuje stworzyć mechanizm – dźwignię, gdzie mniejszość może sterroryzować większość. Ta większość mieszkańców Warszawy to ludzie, którzy obchodzą święta Bożego Narodzenia – bez wnikania, czy są oni wierzący, czy są członkami Kościoła katolickiego, ale na pewno są to ludzie, dla których Boże Narodzenie jest ważne i chcą te święta obchodzić. Koniec kropka. Natomiast próba zlaicyzowania świąt religijnych jest karkołomną konstrukcją, jest to też próba narzucenia pewnego modus operandi ze strony władz warszawskiego ratusza, aby święta pozbawić charakteru stricte religijnego, aby nadać im charakter świecki pozbawiony prawdziwej symboliki odwołującej się do żłóbka, w którym jest Dzieciątko Jezus, do tradycji odwołującej się do Maryi i św. Józefa czy do Trzech Króli, a więc tego wszystkiego, co jest istotą tych świąt. To wszystko się odrzuca, natomiast uwagę skupia się na wielkim półksiężycu, który – jak już wspomniałem – kojarzy się z zupełnie inną religią.

Czy nie jest to wychodzenie przed szereg? Przyznam, że nie słyszałem wcześniej, aby komuś z mieszkańców Warszawy przeszkadzały symbole świąt Bożego Narodzenia.           

– Ludziom może nie, ale radnej Agacie Diduszko – tej pani, której mąż „zmartwychwstał” pod Sejmem podczas słynnego ciamajdanu w 2016 roku – z pewnością to przeszkadza. Przypomnę, że radna Diduszko w 2018 roku była oburzona „katolickim rytuałem” dzielenia się opłatkiem i obecnością kapłana na spotkaniu opłatkowym stołecznych radnych. W ubiegłym roku, m.in. z jej inicjatywy, spotkanie opłatkowe w warszawskim ratuszu odbyło się bez udziału kapłana. Tymczasem opłatek to czysto polska tradycja – nie jest to tradycja Kościoła powszechnego – praktykowana na całym świecie, jest to ważny element naszej tożsamości kulturowej, naszej obrzędowości religijnej. I radna Diduszko – jedna spośród kilkudziesięciu radnych miasta stołecznego Warszawy –była w stanie sterroryzować i wymusić, aby ta piękna tradycja nie miała kontynuacji.

To nie pierwszy przykład, który pokazuje, że niewielka grupa osób może sterroryzować czy narzucić przytłaczającej większości swoją optykę, swój punkt widzenia.

– To, że radna Agata Diduszko nie obchodzi świąt Bożego Narodzenia, to, że u niej Chrystus nie zmartwychwstał, tylko jej mąż na ulicy, i to w grudniu przed Bożym Narodzeniem, to jest jej problem, którym nie może obarczać innych ludzi, w tym przypadku radnych miasta stołecznego Warszawy. Proszę jednak zwrócić uwagę, że podobnie czyni Rafał Trzaskowski w stosunku do mieszkańców Warszawy. Choć nie zgadzam się, to jestem w stanie zrozumieć, że wielkie światowe koncerny począwszy od Coca-Coli, która dla potrzeb reklamowych, marketingowych, żeby zwiększyć sprzedaż swoich produktów, wymyśliła słynnego świętego mikołaja, który bardziej przypomina krasnoluda z rosyjskich bajek, natomiast nie pojmuję jaki interes – interes ideologiczny –mają włodarze miast, politycy, aby tego typu praktyki stosować wobec mieszkańców. Tym bardziej że – jak wspomniałem – większość mieszkańców Warszawy, bez względu na ich stosunek czy podejście do wiary katolickiej, do chrześcijaństwa obchodzi święta Bożego Narodzenia, czy się to komuś podoba, czy nie.

Widać jednak, że nie tylko w Warszawie mamy zachowania nieszablonowe, bo ostatnio kontrowersje budzą wydarzenia z Poznania, gdzie na melodię kolęd sympatycy tzw. strajku kobiet śpiewali o aborcji, wręcz zachwalając zabijanie nienarodzonych dzieci. Jak nazwać te ekscesy?

– Określiłbym to jako zbiorowe opętanie. Wiadomo przecież, że osoby opętane przez złego ducha dokonują profanacji, czynów bluźnierczych. Już podczas protestów tzw. strajku kobiet mieliśmy ataki na świątynie, gdzie rozszalały, dziki, opętany tłum wręcz wył wniebogłosy, mówił nieludzkim głosem w chwili, kiedy była czytana Ewangelia czy w momencie przeistoczenia chleba w Ciało Pana Jezusa, podobnie w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu podczas modlitwy różańcowej. Zresztą próba naśladownictwa jest jakby wpisana w „obrzędowość” satanistyczną, jak chociażby czarne msze, a więc mamy jakby odbicie w drugą stronę – w stronę zła, co znajduje swój wyraz w postaci pewnych zachowań. I na melodię kolędy „Wśród nocnej ciszy” czy „Cicha noc” też mogą – jak się okazuje – być śpiewane obraźliwe, antychrześcijańskie pieśni wymierzone w Pana Boga i przeciw życiu. To nic nowego, na tym polega m.in. profanacja tego, co określamy jako sacrum. Skoro w satanizmie najbardziej rozpowszechnionym symbolem – obok pentagramu – jest odwrócony do góry nogami krzyż, więc można przyjąć, że elementem satanistycznym jest także wykrzywianie czy wypaczanie treści kolęd. Podczas świąt Bożego Narodzenia świętujemy rocznicę przyjścia na świat naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który się urodził w Betlejem. W historię biblijną jest także wpisana ucieczka Świętej Rodziny do Egiptu przed prześladowcami i przed rzezią niewinnych dzieci, którą zarządził król Herod. Można zatem powiedzieć, że w okresie poprzedzającym święta Bożego Narodzenia te protesty kobiet i to wypaczanie treści kolęd, gdzie przewija się wręcz zachwalanie aborcji, organizuje ruch społeczny Heroda.

Jaki jest cel tych wszystkich działań związanych z usuwaniem symboli bożonarodzeniowych w Warszawie czy w innych miejscach Polski?

– Przede wszystkim chodzi tu o oswojenie polskiego społeczeństwa, naszego Narodu z tego typu światopoglądem, który jeszcze pięć czy dziesięć lat temu byłby absolutnie nie do zaakceptowania i wywołałby zdecydowaną reakcję. Dzisiaj mamy próbę ingerencji w układ nerwowy polskiego społeczeństwa, a wszystko po to żebyśmy się stali otępiali i nie reagowali, żebyśmy się po prostu przyzwyczaili, przywykli do tego typu ekscesów. W tym celu jest nam usilnie wtłaczane do głowy, że taka postawa to pewien pogląd, że nie jest to nic złego, że można tego typu praktyki werbalne i fizyczne na ulicach naszych miast uskuteczniać, że na tym polega prawdziwa demokracja, postęp. Natomiast faktycznie jest to pogwałcenie zarówno moralne, jak i prawa stanowionego w Polsce, jest to oczywiście element wojny z wiarą, z Kościołem, z religią chrześcijańską.

Czy wobec tych aktów okradania nas z symboli religijnych nie jesteśmy jednak zbyt pobłażliwi, zbyt tolerancyjni?  

– Z pewnością tak, potrzeba nam więcej zdecydowania. Natomiast jestem zdecydowanym przeciwnikiem pojęcia tolerancja, bo osoby, które szafują tym słowem na lewo i prawo, tak naprawdę nie wiedzą, co ono oznacza. Słowo tolerancja pochodzi od łacińskiego czasownika tolerare, czyli znosić coś z bólem, cierpieć. Natomiast nas próbuje się w ramach źle pojętej tolerancji oswajać z bólem, który się nam zadaje. Uderzanie czy deptanie naszych wartości wywołuje u nas ból moralny, bo agresja fizyczna, agresja językowa na ulicach polskich miast dla wielu ludzi jest bardzo bolesna. I na tym ma polegać ta tolerancja, o której nam mówią – to znaczy jeśli my skrytykujemy kogoś, że zachowuje się w sposób niemoralny, to możemy się spotkać z reakcją tej osoby, że naruszamy jej dobra osobiste, natomiast jeśli z nas robi się przestępców, zwyrodnialców, jeśli się nas obarcza absolutnie nieadekwatnymi zarzutami, to mamy to znosić właśnie w ramach tolerancji, wolności słowa, wolności zgromadzeń. Jak widać to wszystko jest podszyte sosem poprawności politycznej, tego bakcyla, który ludzkości stworzył Karol Marks, co więcej – ten bakcyl ma się wciąż dobrze. Ulegać temu bakcylowi nie możemy – absolutnie.

            Dziękuję za rozmowę.     

 

Mariusz Kamieniecki