• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

W co gra prezydent Warszawy?

Wtorek, 8 grudnia 2020 (16:22)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski i burmistrz Budapesztu Gergely Karácsony apelują do Komisji Europejskiej, żeby samorządy mogły otrzymywać fundusze unijne z pominięciem rządu. Jak odbiera Pan ten apel?


– Obaj panowie bardzo się pomylili, to nie są ich kompetencje, aby wychodzić z takimi propozycjami. Tego typu działanie powinny przejść przez rząd. Żadne miasto, choćby była największe i najpiękniejsze, nie może prowadzić indywidualnych negocjacji z Komisją Europejską.
To nie tylko jest wyjście przed szereg, złamanie dobrego smaku i zasad dyplomacji. W ten sposób obaj panowie złamali prawo. Szkoda, że do politycznych rozgrywek próbuje się mieszać samorządy.   


Uprawnione jest to, żeby Trzaskowski zabierał głos w imieniu włodarzy wszystkich miast i miasteczek?

– To jest ciekawy wątek. Myślę, że warto zapytać samorządowców, czy dali upoważnienie prezydentowi Trzaskowskiemu do wypowiadania się w ich imieniu. Jako prezydent Warszawy może przedstawiać swoje opinie.
Może publikować swoje stanowiska. Może nawet organizować konferencje, w których on i zaproszeni przez niego eksperci będą omawiać wady i zalety danego rozwiązania. Ale nikt mu nie dał prawa do ogłaszania
się liderem samorządów. Samorządem zajmuje się całe swoje życie, jestem samorządowcem i nigdy nie słyszałem, aby społeczności lokalne koronowały Rafała Trzaskowskiego na swojego króla.

W co gra Trzaskowski?

– Dusi się w Warszawie. To nie jest jego miejsce. On jest typowy politykiem salonowym. Najlepiej czułby się w Brukseli jako europoseł lub urzędnik unijny. Jego marzenie – zostanie prezydentem Warszawy, okazało się jego największym koszmarem. On tego nie czuje. To widzą
wszyscy, którzy znają realia samorządów. To jest polityk salonowy. A taki człowiek nigdy nie zostanie dobrym samorządowcem.

Człowiek jest w stanie nauczyć się wszystkiego.

– To prawda, ale samorząd wymaga czegoś więcej. Co łączy wszystkich wybitnych samorządowców? To, że kochają ludzi i swoją pracę. Rafał Trzaskowski się męczy. Sprawy komunalne, oświaty, lokalnej służby zdrowia go męczą. A dla samorządowca to jest jego świat. To wymaga podejmowania konkretnych decyzji. Konsekwencje przychodzą natychmiast.
On wolałby uczestniczyć w wielogodzinnych negocjacjach unijnych w Brukseli, niż spotkać się z mieszkańcami swojego miasta i załatwić sprawy szkół i przedszkoli. To widać, że on tęskni za polityką międzynarodową, za kamerami i fleszami aparatów. Co więcej, on ma świadomość, że gdyby nie fotel prezydenta Warszawy, to byłby teraz liderem opozycji, to on kierowałby Platformą. Każdego dnia wysyła nam więc sygnał, że bardzo tego żałuje.

Apel Trzaskowskiego będzie miał wpływ na negocjacje wewnątrz UE?

– Nie wiem, czy będzie zauważony przez  najwyższych polityków. Na pewno będzie cytowany przez europejskie media. Ale czy zagości on na pierwszych stronach gazet? Nie sądzę.

Fundusze unijne są istotne dla samorządów?

– Tak, są bardzo ważne. Zawsze były istotne, bo jest to jedna z form finansowania inwestycji. Każdy mądry samorząd wie, jak to robić. A efekty ich pracy widać w tysiącach miast i miasteczek w Polsce – w tysiącach gmin. Tylko wszyscy musimy zadać sobie pytanie: czy my z
środków unijnych nie robimy przypadkiem złotego cielca? Fundusze unijne są narzędziem i my je możemy obrócić w różną stronę. Mogą posłużyć do budowy naszego dobrobytu, ale też mogą być narzędziem do naszego zniewolenia. Niestety, ale unijna kroplówka uzależniła nas tak, jak narkotyki narkomana. Tego też powinniśmy
mieć świadomość.   

Rząd nie powinien nakreślić planu finansowania samorządów na czas prowizorium budżetowego? Czy to by nie uspokoiło samorządów?

– Do 15 listopada samorządy powinny przedłożyć radom projekty przyszłorocznych budżetów. W wielu gminach budżety na przyszły rok już zostały przyjęte. One nie wyglądają dobrze, bo mamy czas kryzysu ekonomicznego spowodowanego COVID-19. Nie jesteśmy bezludną
wyspą na oceanie, a częścią globalnej gospodarki. Ta została bardzo mocno poobijana. Ma to wpływ również na nasze miasta i miasteczka. Wkrótce w decydującą fazę wejdą prace nad budżetem państwa. Nie ukrywam, że pozycje związane z funduszami unijnymi są tam bardzo
istotne. I na okoliczność prowizorium budżetowego rząd musi mieć plan. Warto byłoby go poznać. Co nie zmienia faktu, że liczę na to, iż Angela Merkel pohamuje niektórych polityków ze swojego otoczenia, bo odnoszę wrażenie, że rozpoczęła się wojna o schedę po pani kanclerz. Nie jest tajemnicą, że Angela Merkel chce już powoli zacząć wycofywać się z polityki.

Ale nie jest też tajemnicą, że Niemcy chcieliby do 2025 r. przemienić Unię Europejską w superpaństwo. Bardzo głośno mówi to Martin Schulz.    

– No i niestety to widać. Małe kroki w tym kierunku już są robione. Teraz jest próba wykonania dużego kroku do zamienienia UE w federację państw. I to odbywa się ze złamaniem prawa i pogwałceniem demokracji. Co warto pamiętać, to atakująca nas Holandia jest drugim
krajem po Francji, który nie ratyfikował w referendum konstytucji Unii Europejskiej. Ktoś próbuje dalej pchać ten projekt superpaństwa, w sposób pokrętny, niejednoznaczny i całkowicie bezprawny.

Utopienie tzw. mechanizmu praworządności uznałby Pan za polską rację stanu?

– Myślę, że nikt w Polsce nie ma wątpliwości, że wypłata
środków unijnych powinna być powiązana z przestrzeganiem prawa. Nie ma przecież zgody na korupcję, malwersacje czy wyprowadzanie
środków unijnych. A w sprawie transparentności wydawania unijnych pieniędzy jesteśmy prymusem – każdy grosz jest poddany kontroli, wiemy też, na co został wydany. Cała Europa może się od nas uczyć. Problem rozbija się o uznaniowość. Nie wiemy, co to jest ta praworządność. I nikt nie chce tego doprecyzować. Będzie to można wykazywać dowolnie. Zapomina się o mądrości Europy. My jesteśmy jednością, ale różnimy się od siebie. Mamy inną kulturę. Co innego jest bardzo ważne dla nas, a co innego dla Szwedów czy Holendrów. I to jest w Unii piękne, że podróżując po Europie, widzimy tę różnorodność. Ktoś chce jednak zrobić z nas jednakową papkę. Uformować nas według jednego wzorca. Tak się nie da. To by było coś okropnego.


Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk