Bezrefleksyjna polityka Ukrainy
Piątek, 4 grudnia 2020 (17:07)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Panie Doktorze, jak odczytać działania Kijowa wobec mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu?
Nasilenie działań wobec społeczności węgierskiej na Zakarpaciu nastąpiło z chwilą przyjęcia przez Radę Najwyższą, czyli ukraiński parlament, ustaw o mniejszościach narodowych i języku narodowym, które de facto ograniczyły prawa mniejszości, w tym także tej węgierskiej. Władze Ukrainy oskarżają Węgrów wręcz o działania separatystyczne i dążenia do autonomii. Jednak zarzuty te są w żaden sposób nieuprawnione i wynikają z realizowanej przez Kijów doktryny etnonacjonalizmu, czyli nacjonalizmu etnicznego.
Sprawa została poruszona podczas rozmów ministrów spraw zagranicznych państw NATO. Tylko co może dać taka presja, skoro Ukraina nie jest członkiem NATO?
Warto podkreślić, że wcześniej ambasador Ukrainy w Budapeszcie został wezwany do węgierskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych z powodu polityki zastraszania mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu. Temat ukraińskich działań został też poruszony z inicjatywy ministra spraw zagranicznych Węgier, podczas wspomnianych rozmów szefów dyplomacji państw NATO. Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto słusznie wskazał, że szykany ze strony lokalnych władz oraz Służby Bezpieczeństwa Ukrainy wobec organizacji węgierskich i ich liderów mają umocowanie w decyzjach organów centralnych. Węgry to dostrzegają, dlatego w ubiegłym roku Budapeszt zablokował wspólne oświadczenie Sojuszu Północnoatlantyckiego w sprawie Ukrainy – właśnie z uwagi na dyskryminację społeczności węgierskiej na Zakarpaciu. Trzeba też zauważyć, że gdyby nie podejmowane przez rząd węgierski i np. posłów do Parlamentu Europejskiego reprezentujących partie rządzącej koalicji sytuacja mniejszości węgierskiej na Ukrainie byłaby o wiele trudniejsza. Natomiast dzięki tym działaniom stworzony został swego rodzaju parasol bezpieczeństwa dla ludności węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu.
Czy podobnej polityki Ukraińcy nie stosują wobec Polski, gdzie niby są gesty wstrzemięźliwej przyjaźni, a de facto traktowanie polskiej mniejszości na Ukrainie pozostawia wiele do życzenia?
Obowiązująca na Ukrainie ustawa o „zabezpieczeniu funkcjonowania języka ukraińskiego jako państwowego”, czyli ustawa językowa, uderza we wszystkie mniejszości narodowe – nie tylko rosyjską, ale także węgierską, polską, rumuńską i bułgarską. Niestety, w przeciwieństwie do Budapesztu, Bukaresztu czy Sofii – Warszawa milczy. Przedstawiciele mniejszości mają prawo do nauki – obok ukraińskiego – swojego języka ojczystego w przedszkolach i klasach od I-IV, w przypadku stworzenia specjalnych grup. Jest to efekt przyjętej w 2017 roku ustawy o oświacie. Katalog problemów Polaków na Ukrainie jest jednak bardzo szeroki. Obejmuje kwestie związane z polityką historyczną Ukrainy, w której centrum znajduje się uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii, blokada na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne, czy chociażby brak zwrotu zagrabionych nieruchomości.
Wspomniał Pan, że w przeciwieństwie do Węgrów, Rumunów czy Bułgarów Polska milczy. Jak zatem ocenia Pan politykę Warszawy wobec Kijowa?
Politykę nie tylko obecnych, ale także poprzednich polskich władz można streścić jako politykę zaniechań i braku symetrii we wzajemnych relacjach. Od trzydziestu lat kolejne rządy podkreślają znaczenie polsko-ukraińskich stosunków dwustronnych i partnerstwo strategiczne. Tymczasem współpraca polityczna między Polską a Ukrainą wymaga zmierzenia się z prawdą historyczną. Nie da się zbudować trwałych więzi państwowych i międzyludzkich bez odniesienia się strony ukraińskiej do ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na polskiej ludności cywilnej. Tę asymetrię widać we wzajemnym traktowaniu mniejszości narodowych. Państwo polskie wspiera – również finansowo – działalność organizacji ukraińskich w Polsce; co więcej, niektóre z tych organizacji, jak chociażby Związek Ukraińców w Polsce, podejmują działania wbrew polskim interesom. Tak czy inaczej o ile państwo polskie wspiera ukraińskie organizacje w Polsce, o tyle, niestety, takiego wsparcia ze strony państwa ukraińskiego nie otrzymują polskie organizacje na Ukrainie.
Od lat widzimy w Ukrainie strategicznego partnera, jesteśmy rzecznikiem spraw Ukrainy na Zachodzie i co mamy w zamian…?
Rzeczpospolita jako pierwsze państwo na świecie uznała niepodległość Ukrainy. Co więcej, Polska stale podkreśla wsparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Tymczasem z drugiej strony, poza frazesami dyplomatycznymi o wzajemnym partnerstwie strategicznym, trudno doszukać się konkretnych działań, a zatem brak rezultatów tej polityki. Można nawet powiedzieć, że niekiedy strona polska doświadczała aroganckich wypowiedzi ze strony lokalnych władz samorządowych chociażby Lwowa, czy też ze strony kierownictwa ukraińskiego instytutu pamięci narodowej. Wydawało się, że po zmianie szefa ukraińskiego IPN sytuacja się odmieni, ale na razie nic na to nie wskazuje.
Polskie świątynie wciąż czekają na powrót do właścicieli. W Komarnie – mimo istnienia kilku świątyń w tej miejscowości – wierni katolicy, Polacy, modlą się – zima czy lato – w kaplicy grobowej na cmentarzu. O braku reakcji na monity w sprawie zwrotu kościoła pw. św. Magdaleny we Lwowie nie wspomnę. Dlaczego w tych sprawach nie jesteśmy bardziej stanowczy?
Dyplomacja polska nie upomina się o prawa mniejszości polskiej na Ukrainie, a także na Litwie. Tym samym władze państwa polskiego nie podjęły zdecydowanych kroków w celu zwrotu należnych społeczności polskiej na Ukrainie nieruchomości – w tym katolickich świątyń – z których część – nieużytkowana – z roku na rok popada w coraz większą ruinę. Warto też zwrócić uwagę, że kwestię zwrotu kościoła pw. św. Magdaleny podjęli wierni ze Lwowa przy niewielkim wsparciu polskiego konsula w tym mieście. Z kilkudziesięciu świątyń rzymskokatolickich zagrabionych Polakom większość została przez władze Ukrainy przekazana Ukraińskiej Cerkwi greckokatolickiej i innym wspólnotom religijnym, ale nie Polakom – rzymskim katolikom. To pokazuje, że państwo ukraińskie w żaden sposób nie wspiera mniejszości polskiej, nie pomaga też w działaniach kulturalnych Polaków. W Polsce społeczności ukraińskiej przekazuje się obiekty, a we Lwowie Polacy przez lata nie mogli się doprosić o godny lokal na swoją działalność kulturalną. Dopiero po 20 latach starań, niespełnionych obietnic, otrzymali w 49-letnią dzierżawę obiekt na peryferiach Lwowa, w którym będzie się mieścił Dom Polski. Z drugiej strony mniejszość ukraińska w Polsce przed kilku laty otrzymała na własność w centrum Przemyśla zabytkowy gmach – tzw. Narodnyj Dim. To pokazuje, jak wygląda to strategiczne partnerstwo, które partnerstwem jest tylko z nazwy i de facto działa w jedną stronę.
Czy zdecydowana postawa Węgier, które wezwały ambasadora Ukrainy na dywanik, nie powinna otworzyć oczu polskim władzom, aby krytycznie spojrzeć na działania Kijowa wobec Polski i Polaków?
Z całą pewnością tak. Jest to wręcz konieczne. Jest cały szereg możliwości w zakresie wspierania naszych rodaków poza granicami kraju; można przyjąć np. część rozwiązań realizowanych przez rząd Węgier. To wsparcie może mieć wszechstronny wymiar. Przykładowo: kluby piłkarskie zrzeszające Węgrów na Słowacji czy w Rumunii są mocno wspierane finansowo. Tymczasem założona przez pasjonatów słynna Pogoń Lwów – polski klub piłkarski – kontynuator tradycji powołanego na początku XX wieku Klubu Gimnastyczno-Sportowego, pełniąca dziś ważną rolę ośrodka polskości – wciąż jest pozbawiona pewnej stabilności finansowej, a próba założenia w Wilnie piłkarskiego klubu Polonia z powodów finansowych zakończyła się fiaskiem. To tylko wycinek spraw, jakie można podjąć w celu pomocy Polakom na Ukrainie czy na Litwie, ale możliwości także dyplomatycznych działań na rządy obu tych państw jest więcej. Trzeba tylko więcej dobrej woli i zaangażowania w czynach, a nie w słowach.
O czym świadczy otwieranie kolejnych frontów przez władze Ukrainy, która jest przecież w bardzo trudnej sytuacji politycznej i gospodarczej?
Władze Ukrainy powinny zdawać sobie sprawę ze swojej sytuacji – zwłaszcza po rosyjskiej agresji na wschodniej Ukrainie – i starać się pozyskiwać sojuszników, a nie bezrefleksyjną polityką ich od siebie zniechęcać, czy wręcz odpychać. Natomiast polityka, jaką uprawiają od lat władze Ukrainy, może świadczyć tylko o braku roztropności.
Czy Pana zdaniem Ukraina ma jakiekolwiek szanse na akcesję do struktur Unii Europejskich i NATO?
Przede wszystkim Ukraina postrzegana jest jako państwo, którego wewnętrzna sytuacja polityczna jest niestabilna, co może być także pewnym zagrożeniem dla pozytywnych relacji z innymi państwami. Wynika to nie tylko z konfliktu z Rosją, ale również z braku trwałych elit. Tym samym polityka zagraniczna Ukrainy może być postrzegana jako nieprzewidywalna, a sam kraj – jako dość niepewny dla tworzenia relacji partnerskich. To państwo rządzone przez oligarchów, które z jednej strony – w reakcji na agresję Moskwy – prowadzi politykę antyrosyjską, a z drugiej strony oligarchowie realizują swoje interesy gospodarcze w Rosji. Ukierunkowanie się na Rosję nie stwarza jednak gwarancji na trwały rozwój gospodarczy, bo w dużej mierze uzależnia Kijów od Moskwy, której wygodnie mieć takie państwo w swojej orbicie wpływów. Taka polityka nie ma jednak przyszłości. Z drugiej strony można powiedzieć, że sąsiedztwo z Polską jako pomostem z zachodnią Europą jest dla Ukrainy z jednej strony szansą utrzymania niepodległości i podążania w kierunku demokratycznego państwa prawa. Jednakże nie daje to gwarancji bezpieczeństwa militarnego i w dużej mierze ekonomicznego. Tak czy inaczej obranie zachodniego kierunku i przyjęcie przez Ukrainę zachodnich standardów politycznych i ekonomicznych jest dużym wyzwaniem, wręcz koniecznością, a to wymaga całego szeregu reform, determinacji. Jest pytanie, czy Ukraina jest na to gotowa i czy ją na to stać...
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki