• Sobota, 23 stycznia 2021

    imieniny: Rajmunda, Ildefonsa

Biathlon

Tak wybrałam i nie narzekam

Wtorek, 24 listopada 2020 (12:32)

Z Kamilą Żuk, reprezentantką Polski rozmawia Piotr Skrobisz

Jakie uczucia towarzyszą Pani na kilkanaście dni przed rozpoczęciem nowego sezonu?

– Z jednej strony ekscytacja, bo sezon się zbliża, zbliżają starty, rywalizacja, czyli to, co jest solą biathlonu, co najbardziej kochamy robić. Z drugiej jednak strony ciągle towarzyszy nam niepewność i niewiedza, czy zaplanowane zawody faktycznie dojdą do skutku. Co prawda na chwilę obecną nikt nie wspomina o ich odwoływaniu, ale wiadomo, jaką obecnie mamy sytuację na świecie. Ja osobiście jestem pełna znaków zapytania: co, jak, kiedy czy w ogóle... To słowa, które chyba wypowiadam najczęściej.

Towarzyszyły one przygotowaniom?

– Jest idealnie, gdy możemy trenować w spokoju, ciszy, robiąc swoje, nie oglądając się za siebie i dookoła. Teraz tak się nie da. Przyznam szczerze, że nie do końca potrafiłam odnaleźć się we wszystkich sytuacjach, w takiej, a nie innej rzeczywistości. Gdzieś z tyłu głowy kołatały mi myśli: Kamila, a może tego nie będzie? A może to nie dojdzie do skutku? Pracowałam ciężko, całym sercem, jednak łapałam się na tym, że nie do końca umiałam skupić się na wykonywanych zadaniach, że pewne rzeczy i sprawy mnie przytłaczały. Wiem, że niczego nie zmienię, że z wieloma sprawami muszę się pogodzić, że po prostu jest, jak jest, i to dotyka każdego z nas – stąd wierzę i mam nadzieję, że z każdego czekającego mnie startu będę mogła czerpać radość i przyjemność, że z każdego wyciągnę jak najwięcej nauki i doświadczenia.

Ten ciężar, który na sercu leży, opadnie wraz z pierwszymi zawodami?

– Myślę, że tak. Jak dojdą do skutku, jak uda nam się wystartować, to chyba każda z nas po prostu poczuje się lepiej, zyska sporo pewności siebie i spokoju.

Mimo napiętej sytuacji udało Wam się przeprowadzić całkiem sprawnie przygotowania, i to nie tylko w kraju, ale i za granicą. Tak szczerze i z ręką na sercu – nie towarzyszył im niepokój, zwykły ludzki strach, lęk, obawa, związane choćby z podróżowaniem do innych krajów?

– Zacznę od przygotowań. Tak, były fajne i owocne, chyba udało nam się zrealizować wszystkie założenia. Na początku trenowałyśmy w Dusznikach-Zdroju, gdzie mamy bardzo dobre warunki, niczego nam nie brakuje, i możemy wykonać wszystko, co chcemy. Wiadomo jednak, że sportowiec w jednym miejscu nie powinien przebywać, że potrzebuje zmian, bodźców, innych warunków. Wyjeżdżaliśmy zatem za granicę, delikatne obawy z tym związane może i miałam, ale mijały.

Nie jestem specjalistką, są w tym temacie osoby dużo mądrzejsze, posiadające wiedzę, jednak myślę, że najgorszy w tej sytuacji, w której się znaleźliśmy, jest strach i niepotrzebna panika. Boimy się zarażenia koronawirusem, to naturalne, oczywiste, jednak staram się podchodzić do tego normalnie, bez paraliżującego lęku. Stosuję się do zasad i wymogów bezpieczeństwa, dbam o siebie i innych, ale nie zastanawiam się, że na każdym kroku i za każdym rogiem może czyhać na mnie niebezpieczeństwo. Wychodzę z założenia, że i tak pandemia mocno odcisnęła się na moim i naszym życiu, żebym dokładała sobie kolejnych problemów, z którymi być może nie poradziłabym sobie i z którymi pewnie nie dałabym rady trenować. Zdrowy rozsądek i odpowiedzialność – to chyba słowa klucze.

Zatrzymajmy się na chwilę przy kwestiach czysto sportowych. W nowy sezon wkroczy Pani, by zbierać doświadczenia – co jest oczywiste w przypadku bardzo młodej zawodniczki – czy jednak i po konkretne cele?

– Po doświadczenie i cele. W ubiegłym sezonie udowodniłam sobie, że jestem w stanie walczyć o wysokie lokaty w Pucharze Świata, przy dobrym strzelaniu i swoim biegu mogę spełniać marzenia. Zbliżający się sezon chcę potraktować bardziej ambitnie pod względem wynikowym, aczkolwiek bez narzucania sobie za dużej presji. Szczególnie na początku zmagań. Chcę skupić się na rzeczach i elementach, nad którymi muszę popracować i co do których muszę nabrać większej pewności siebie. Jaki jest ideał? Dobre, celne strzelanie i stabilny bieg. Z biegiem nie miewam większych problemów, ze strzelaniem bywało do tej pory różnie, więc poświęciłam mu trochę więcej uwagi. Z jakim skutkiem – zobaczymy. Podczas przygotowań miewałam kryzysy, nie jest tajemnicą, iż jak człowiek dużo strzela, organizm się łatwo przemęcza, ale z każdego takiego dołka wychodziłam obronną ręką, nie załamywałam się, nie rozmyślałam, tylko robiłam swoje. Gorsze dni przychodzą, lecz mijają, pomaga ciężka praca i cierpliwość.

Ma Pani w sobie takie poczucie, że nie ma rzeczy niemożliwych, że jest Pani w stanie powalczyć z każdym?

– Powalczyć – tak, wygrać – nie. Nie, bo byłoby to oznaką pychy, a w sporcie pokorny ma szansę zajść dalej. Wydaje mi się, że nie wypada tak mówić, tak uważać, nawet wielkim mistrzom, bo mistrzów powinna cechować skromność i szacunek dla rywali.

Razem z kadrą jest Pani na ostatnim przedsezonowym zgrupowaniu w Finlandii, do kraju wrócicie na święta Bożego Narodzenia. Za ponad miesiąc.

– To prawda. Zwykle wracaliśmy do kraju tuż przed inauguracją sezonu, ale teraz z powodu pandemii i ograniczeń postanowiliśmy inaczej. Czy to problem? Często słyszałam, że sama sobie takie życie wybrałam, i to prawda. Fajnie byłoby wrócić do domu, bo dom daje energię, uskrzydla, ale jak się nie da, to trzeba się pogodzić i nie narzekać.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Skrobisz