• Sobota, 23 stycznia 2021

    imieniny: Rajmunda, Ildefonsa

Legia: Lider bez zachwytu?

Poniedziałek, 23 listopada 2020 (20:39)

Legia Warszawa, po cichu, bez fanfar, awansowała na pierwsze miejsce w tabeli piłkarskiej ekstraklasy, czyli tam, gdzie zamierza spędzić czas aż do zakończenia obecnego sezonu. Czy z powodzeniem?

Bądźmy szczerzy, jeśli w trwających właśnie rozgrywkach kogoś chwalono, to głównie zawodników Rakowa Częstochowa i Lecha Poznań – a także, na początku, Górnika Zabrze. Tych pierwszych za pasję, postawę nadspodziewanie dobrą, za grę efektowną, z polotem, zacięciem i wyjątkowo efektywną. Poznaniaków – głównie za wyniki uzyskiwane w europejskich pucharach, gdzie błyszczeli, w przeciwieństwie do krajowego podwórka, na którym zanotowali kilka poważnych wpadek. W niedzielę obie te drużyny spotkały się przy Bułgarskiej i stworzyły najpiękniejsze od miesięcy widowisko, zakończone remisem 3:3. Było w nim dosłownie wszystko, wielkie emocje, efektowne bramki, zwroty akcji i dramaty. Częstochowianie w ostatniej chwili wyrwali gospodarzom remis i choć znów zachwyciła się nimi połowa piłkarskiej Polski – tego dnia stracili prowadzenie w tabeli.

Stracili na rzecz Legii. Ta od startu rozgrywek nie porywała. Po czterech kolejkach i dwóch porażkach pożegnała nawet dotychczasowego trenera – Aleksandara Vukovicia zastąpił Czesław Michniewicz. Niedługo później nowy „boss” przeżył bolesną porażkę, bo zespół odpadł w walce o fazę grupową Ligi Europy, co wiązało się z wielomilionowymi stratami. Tym razem obyło się bez kolejnych nerwowych ruchów – a drużyna, choć grała niekiedy mało przekonująco, zaczęła skrzętnie gromadzić punkty, m.in. w pojedynku z Lechem wygranym 2:1 po golu strzelonym w ostatniej akcji meczu. W niedzielę okazała się lepsza od Cracovii, choć przyznać trzeba, że dopisało jej szczęście, bo gospodarzom w końcówce należał się ewidentny rzut karny, niepodyktowany przez sędziego z nie wiadomo jakich powodów.

Tego dnia Legia awansowała na pierwsze miejsce w tabeli. Bez fanfar, bez zachwytów, bez wielkich słów. Po prostu. Została liderem, którego specjalnie nikt nie chwali. Czy słusznie? Jeśli przyjmiemy, że futbol ma budzić emocje i dostarczać wrażenia estetyczne, to pewnie tak. Tyle że na końcu i tak liczą się w nim punkty, wyniki i miejsce w tabeli. Styl Michniewicza bywa krytykowany, jednak przyjrzyjmy się liczbom. Pod jego wodzą zespół odniósł w lidze pięć zwycięstw i raz zremisował. Nie przegrał. Dzięki temu jest już pierwszy i pierwszy chce pozostać. Do końca – bo tylko to się liczy.

 Po meczu zapytałem zawodników, czy pamiętają, kto był liderem tabeli 22 listopada ubiegłego roku. Nie pamiętał nikt. I tak naprawdę nie miało to i nie ma najmniejszego znaczenia. Nie zaprzątamy sobie głowy tym, czy przewodzimy tabeli, czy nie. To będzie bowiem najważniejsze dopiero po 30. kolejce. Od kibicowania innym nam punktów nie przybędzie – patrzymy tylko na siebie – przyznał Michniewicz.

Piotr Skrobisz