Nie pozwolimy na ograniczanie naszej suwerenności
Piątek, 13 listopada 2020 (19:21)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan działania Niemiec, które właściwie na ostatniej prostej swojej prezydencji chcą przepchnąć mechanizm uzależniający wypłatę unijnych funduszy od politycznej decyzji urzędników z Brukseli?
Nie ma wątpliwości, że jest to bezprawny mechanizm. Jest to działanie zupełnie niezgodne z prawem traktatowym, a także z naszą umową stowarzyszeniową z Unią Europejską. Stąd zapowiedziane przez premiera Mateusza Morawieckiego weto jest oczywistą reakcją na tego typu działania – innej reakcji tutaj być nie może. Myślę, że weto do budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027 powinno w sposób skuteczny ostudzić zapędy łamania prawa europejskiego. Warto też podkreślić, że bieżące propozycje rozwiązań są sprzeczne z konkluzjami Rady Europejskiej z lipca tego roku. Co więcej, budzą one poważne wątpliwości w świetle unijnych traktatów. Mechanizmy warunkowości związane z unijnym budżetem mają być dyskutowane w przyszłym tygodniu.Na razie mamy list premiera Mateusza Morawieckiego do przywódców Unii Europejskiej dotyczący mechanizmów warunkowości związanych z przyszłym budżetem unijnym, który przedstawia nasze oczekiwania. Wiemy, że Komisja Europejska zapowiedziała odpowiedź, a zatem czekamy na rozwój wydarzeń. Oczywiście jasne jest też, że Niemcy tego typu działaniami próbują wpływać na sytuację w Polsce. Zależy im na uzależnieniu wypłaty unijnych funduszy od przestrzegania tzw. praworządności, ale z naszej strony zgody na to nie ma.
Niemcy mają świadomość, że za kilka tygodni skończy się ich prezydencja w Unii Europejskiej, a Portugalia wcale nie musi forsować ideologii. Dlatego Berlin usiłuje przeforsować mechanizmy warunkowości związane z unijnym budżetem.
Dokładnie, stąd niejako rzutem na taśmę Niemcy chcą to rozwiązanie wprowadzić. Tu nie chodzi o żadną praworządność, ale o skok na władzę, to nic innego jak instrument karania niepokornych państw. Brukseli czy Niemcom chodzi o to, żeby mieć instrument stawiania na baczność krajów takich jak Polska czy Węgry. Orędownikami powiązania przestrzegania zasad praworządności z budżetem unijnym oprócz Berlina są politycy zasiadający w organach Unii Europejskiej – przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, zwolennikiem takiego rozwiązania jest również kanclerz Angela Merkel. I są to działania zmierzające do podporządkowania Polski przede wszystkim temu głównemu nurtowi, który w Unii Europejskiej przeważa, działa pod dyktando dominujących Niemiec. Oceniam to jednoznacznie jako wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Polski, jako próbę zmiany polskiego ustroju. Przypomnę, że w Polsce mamy prymat Konstytucji nad prawem europejskim. Działania związane z reformą wymiaru sprawiedliwości są absolutnie zgodne z Konstytucją RP i zewnętrzna próba zablokowania tych działań jest skandalem, są to działania niezgodne z prawem traktatowym.
Opozycja popiera działania Brukseli. Platforma chce nawet przeprowadzić przez Sejm uchwałę zmuszającą polski rząd do poparcia mechanizmu de facto uzależniającego wypłatę unijnych funduszy od praworządności. Jak to określić?
Przede wszystkim cieszę się, że Zjednoczona Prawica ma w Sejmie większość i na realizację tego rodzaju pomysłów z całą pewnością nie pozwoli. Nie ma wątpliwości, że opozycja działa przeciwko polskiej racji stanu, przeciwko polskim interesom, działa w sposób przypominający Targowicę. Zresztą robi to nie pierwszy raz. Przypomnę tylko hasło – ulica i zagranica, które od ubiegłej kadencji Parlamentu jest – można powiedzieć – programem totalnej opozycji, tyle że działanie na zasadzie „im gorzej, tym lepiej” już chyba nikogo nie dziwi. Ważne jest jednak to, że w polskim parlamencie mamy na tyle mocny klub Zjednoczonej Prawicy, że nie dopuścimy do przeprowadzenia tego rodzaju uchwały.
Czy w forsowaniu mechanizmów warunkowości chodzi tylko o fundusze unijne, czy może problem jest znacznie szerszy?
Absolutnie nie, gra funduszami jest tylko jednym z elementów tej politycznej układanki. Tymczasem tak naprawdę chodzi o to, żeby polityka wewnętrzna we wszystkich państwach unijnych była ujednolicona. Żeby takie same zasady, chociażby co do środowisk LGBT, obowiązywały nie tylko w Niemczech czy we Francji, ale również Polsce. Chodzi o to, żeby wszystkie pomysły dwóch najsilniejszych państw w Unii Europejskiej – Francji i Niemiec – mogły być realizowane bez żadnych przeszkód na terenie całej Unii. Gdyby tak było parę lat temu, to dzisiaj mielibyśmy całe hordy nielegalnych imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Tylko dzięki zdecydowanej postawie Polski do tego nie doszło i Unia Europejska w efekcie musiała zweryfikować swoją politykę imigracyjną i dzisiaj mówi o wzmocnieniu zewnętrznych granic Wspólnoty. Tak naprawdę w forsowaniu mechanizmów warunkowości chodzi o podporządkowanie Niemcom tych państw Unii, które stosunkowo niedawno weszły w jej struktury. Trzeba bowiem powiedzieć, że Polska ciągle jest traktowana jako państwo unijne z krótkim stażem, mimo iż niedługo minie 20 lat, odkąd jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Ale to pokazuje, że mamy do czynienia z nierównym traktowaniem poszczególnych państw Unii, że inne zasady obowiązują starych członków – w zakresie czy to wymiaru sprawiedliwości, czy wyłaniania sędziów, czy jeśli chodzi o politykę gospodarczą, a inaczej ma być w nowych państwach członkowskich. Przykładem są chociażby zasady związane z subwencjonowaniem przez państwo stoczni czy banków w starej Unii, tymczasem nowym członkom takich działań się zabrania.
Co dalej z relacjami polsko-niemieckimi? Pytam o to w kontekście wypowiedzi europosła Patryka Jakiego, który podczas debaty nad uzależnieniem unijnych funduszy od tzw. praworządności mówił wręcz o napaści na Polskę, jakiej dokonuje prezydencja niemiecka i to w Święto Niepodległości państwa polskiego…
Przede wszystkim jako sąsiedzi jesteśmy skazani na współpracę z Niemcami. Tutaj nie ma wyjścia, bo z jednej strony jesteśmy olbrzymim rynkiem dla firm i produktów niemieckich, a z drugiej strony sami gospodarczo również korzystamy na współpracy z Niemcami i w tym sensie nasze wzajemne relacje powinny być pielęgnowane. Dlatego liczę, że mimo politycznych nacisków w zakresie współpracy gospodarczej nasze relacje będą trwały i nadal będą rozwijane. Natomiast jeśli chodzi o pomysły polityczne strony niemieckiej, to jest potrzebna zdecydowana reakcja polskiego rządu, polskiego premiera. I tak też się dzieje. Premier Mateusz Morawiecki bardzo wyraźnie artykułuje polskie stanowisko. Musimy być asertywni i w sposób zdecydowany pokazywać polską odrębność i z całą stanowczością akcentować polski interes.