• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Powinniśmy się nauczyć świętować

Czwartek, 12 listopada 2020 (21:27)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy tak wyobrażał Pan sobie przebieg wczorajszego Marszu Niepodległości?

– Przede wszystkim tegoroczny Marsz Niepodległości odbywał się w dość specyficznej sytuacji, w warunkach pandemii koronawirusa, warto o tym pamiętać. Stąd dla wielu już sama forma marszu – zaproponowana przez organizatorów – była zaskoczeniem. Wydaje się jednak, że organizatorzy proponując zmotoryzowaną formę marszu jako rajdu samochodowego, kierowali się poczuciem odpowiedzialności za zdrowie i życie uczestników tego wydarzenia. Uważam, że to była dobra i odpowiedzialna decyzja.

Tym bardziej wydawało się, że tegoroczny Marsz Niepodległości – mimo zmienionej formuły, zmotoryzowanej, z udziałem grup rekonstrukcyjnych, także uczestników Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego oraz polskich patriotów w samochodach, na motocyklach czy na rowerach, będzie przebiegał w sposób bardzo godny. Natomiast to, co mogło mnie zaskoczyć, to może nie tyle zmieniona formuła marszu na zmotoryzowany, to – jak powiedziałem – było decyzją odpowiedzialną, co raczej przebieg manifestacji, to, co się wydarzyło podczas Marszu Niepodległości.

Co zatem poszło nie tak?

– Z pewnością intencje organizatorów Marszu Niepodległości były dobre. Przypomnę tylko, że Marsz Niepodległości od 2017 roku ma charakter cyklicznego wydarzenia, a zatem chyba nikt nie podważał jego legalności – nawet w zmotoryzowanej formie, którą w tym roku – ze względu na pandemię – zaproponowali organizatorzy. Natomiast oprócz tego na ulicach Warszawy pojawiły się tysiące osób, które chciały wziąć udział w Marszu Niepodległości w sposób tradycyjny – pieszo, i tak zamanifestować swoją postawę patriotyczną.

Warto dodać, że w tym gronie było wiele osób, które uznały, że ich powinnością jest w dniu 11 listopada przybyć do Warszawy i w ten sposób zamanifestować swoje uczucia, swoje poglądy patriotyczne. I mimo zmiany formuły marszu na zmotoryzowaną można się było tego spodziewać. Dlatego mieliśmy do czynienia niejako z dwojakim wydarzeniem – organizowanym przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, w formie, o której wspomniałem, a z drugiej strony z marszem osób, które chciały – jak to bywało dotąd, przejść pieszo ten patriotyczny szlak. W ogromnej większości były to osoby, które kierowały się pobudkami patriotycznymi, i to, że przybyły do Warszawy – mimo pandemii – wynikało z tego, że wcześniej ulicami polskich miast przechodziły lewackie tzw. marsze kobiet. Co więcej, mimo obostrzeń nie było żadnych reakcji ze strony służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, zatem nikt z organizatorów tych lewackich protestów nie poniósł żadnych konsekwencji – mimo że epidemiolodzy ostrzegali przed groźbą zakażeń i rozprzestrzenianiem się wirusa COVID-19.  

Organizatorzy Marszu Niepodległości twierdzą, że zrobili wszystko, aby zabezpieczyć to wydarzenie. Ale może wykazując się większą odpowiedzialnością od organizatorów strajku kobiet, spodziewając się prowokacji, w dobie pandemii należało odwołać tegoroczny marsz w Warszawie?

– Myślę, że organizatorzy Marszu Niepodległości doskonale zdawali sobie sprawę z możliwości prowokacji, które co roku, choć w różnym wymiarze, się pojawiały. Zatem ten czynnik na pewno został uwzględniony i uważam, że podjęli dobrą decyzję, której chyba nikt nie kwestionuje – mianowicie zorganizowania tego marszu w formie rajdu samochodowego. To była dobra i odpowiedzialna decyzja, natomiast trudno obciążać organizatorów, że w tym wydarzeniu wzięli też udział patrioci, którzy pieszo chcieli przejść w Marszu Niepodległości. Zresztą organizatorzy marszu wysuwają wiele zarzutów pod adresem policji – chodzi o zachowanie się funkcjonariuszy.    

Owszem trwa wzajemne przerzucanie się oskarżeniami. Organizatorzy Marszu Niepodległości oskarżają policję o dokonywanie prowokacji i niedotrzymanie uzgodnień dotyczących zabezpieczenia wydarzenia, chcą też dymisji komendanta głównego policji. Z kolei policja odpiera zarzuty i odbija piłeczkę, tylko że ten ping pong do niczego nie prowadzi…

– Do końca nie wiemy, jak ta sytuacja wyglądała, tym bardziej wymaga to wyjaśnień. Natomiast złą decyzją byłoby, gdyby Stowarzyszenie Marsz Niepodległości nagle ogłosiło odwołanie tego patriotycznego wydarzenia. Taka decyzja – w mojej ocenie – byłaby nieodpowiedzialna, bo i tak do Warszawy przyjechałyby tysiące osób, a niezorganizowany, samozwańczy marsz byłby dużo większym zagrożeniem w sensie bezpieczeństwa. Niewykluczone, że doszłoby do wydarzeń, które byłyby zupełnie poza kontrolą.

To, co wczoraj wydarzyło się w stolicy, wymaga skrupulatnego wyjaśnienia. Myślę, że tego oczekujemy wszyscy – zwłaszcza jeśli chodzi o atak z zewnątrz – bojówek na Nowym Świecie, na Rondzie de Gaulle'a. Jest zatem zasadne oczekiwanie od policji, kto konkretnie – personalnie – odpowiada za wyrzucone race w okno, czego skutkiem był pożar mieszkania. I to musi zostać wyjaśnione. Trzeba też powiedzieć, że zachowanie policji budzi pewne zastrzeżenia, wątpliwości.

Czy nie mają też racji ci, którzy porównują wczorajsze działania policji z brakiem reakcji, kiedy podczas tzw. strajków kobiet atakowano świątynie, dopuszczając się profanacji?

– Dlatego należy to wyjaśnić, bo w przypadku protestów grup feministycznych tych działań ze strony policji nie było. Można odnieść wrażenie, że w przypadku protestów grup feministycznych – lewackich, mieliśmy wręcz z ochroną ze strony policji tych nielegalnych protestów i działań. Natomiast w przypadku Marszu Niepodległości działania policji budzą daleko idące wątpliwości, ponieważ były podejmowane również wobec uczestników marszu. Co więcej, były to interwencje dość brutalne.

Oczywiście nie jest moim celem wysuwanie daleko idących tez, ale budzą się różne wątpliwości – czy nie mamy do czynienia z podobnymi działaniami, jakie miały miejsce przed 2015 rokiem za rządów koalicji PO – PSL, kiedy dochodziło do prowokacji ze strony policji, kiedy zamaskowane grupy osobników – niewiadomego pochodzenia – były w tłumie uczestników Marszu Niepodległości i dopuszczały się różnych prowokacji…  

Jaki cel miałaby dzisiaj policja, żeby prowokować uczestników Marszu Niepodległości?

– Ma pan rację – wydają się wręcz nieprawdopodobne intencje policji, które mogłyby prowadzić do eskalacji działań czy dyskredytacji Marszu Niepodległości. Od kilku lat Marsz Niepodległości przebiegał w sposób bardzo spokojny, bez incydentów, natomiast teraz sytuacja była zupełnie inna. Daleki jestem od stawiania tezy, że mieliśmy do czynienia ze świadomym działaniem policji, bo jaki miałby być tego cel? Nie wyobrażam też sobie, że policja czy służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo chciałyby zdyskredytować Marsz Niepodległości, czy też pokazać, że wydarzenie to organizują środowiska nieodpowiedzialne i to się wiąże z incydentami chuligańskimi.

Jest dużo pytań, wątpliwości, jeśli chodzi również o działania policji. Nic zatem dziwnego, że chcielibyśmy mieć jasność. Póki co mamy do czynienia z wymianą argumentów między organizatorami Marszu Niepodległości, którzy oskarżają policję o działania prowokacyjne, twierdząc, że policja złamała też wcześniejsze ustalenia. Z kolei z drugiej strony, policja zarzuca organizatorom marszu złamanie pewnych zasad, to znaczy, że Marsz Niepodległości miał mieć charakter zmotoryzowany, a nie formę jaką ostatecznie przybrał. To są kwestie, które wymagają wyjaśnienia. Sytuacja jest niejasna, dość niepokojąca, ale wydaje mi się, że nie może się kłaść cieniem na samym Marszu Niepodległości.

Natomiast najważniejsze jest przesłanie Marszu Niepodległości, które wciąż jest niezmienne. Tym przesłaniem jest obrona naszej chrześcijańskiej cywilizacji, co w obecnej sytuacji nabiera szczególnego znaczenia. Tylko że w tej dyskusji, jaką podejmujemy, to zasadnicze przesłanie zostało zepchnięte na drugi plan, a na czoło wysuwają się niestety chuligańskie działania, które przyciągają uwagę mediów. Nie wiemy też dokładnie, czy były to działania o stricte chuligańskim podłożu, czy też miały charakter prowokacji? Tym bardziej to musi zostać wyjaśnione.

Jaka lekcja płynie na przyszłość z wczorajszych wydarzeń w Warszawie?

– Z całą pewnością tegoroczny Marsz Niepodległości odbywał się w specyficznej atmosferze, w okolicznościach pandemii. I oceniając to wszystko, trzeba to również mieć na uwadze. Warto też przypomnieć wcześniejsze doświadczenia współpracy organizatorów ze służbami państwa – zwłaszcza z ostatnich kilku lat – które jawią się jako naprawdę dobre. Przez kilka lat Marsz Niepodległości przebiegał w sposób godny, odpowiedzialny, dobrze zorganizowany i to, co się stało w tym roku – być może jest to efekt specyficznej sytuacji związanej z pandemią COVID-19.

Wnioski są następujące – mianowicie Marsz Niepodległości wpisał się w naszą historię i tożsamość narodową, dlatego trzeba przyjąć, że to wydarzenie będzie trwało nadal. I tu nie chodzi tylko o rozwiązanie zakładające, że jest to wydarzenie cykliczne – w sensie organizacyjnym, ale że jest to wydarzenie, które wpisało się w tradycję naszej narodowej tożsamości, w tradycję święta 11 Listopada. Zachowanie bezpieczeństwa, a przede wszystkim godności Marszu Niepodległości wymaga współdziałania zarówno policji, jak też organizatorów Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, a także dyscypliny samych uczestników tego wydarzenia. Kluczem jest jednak dobra współpraca między policją, służbami porządkowymi a organizatorami Marszu Niepodległości.

Wydaje mi się, że w tym roku ze strony organizatorów, ze strony straży Marszu Niepodległości zostało w tym kierunku bardzo dużo zrobione. Jest zatem pytanie, czy policja również wykazała się należytym profesjonalizmem? Miejmy nadzieję, że z Bożą pomocą uporamy się z pandemią koronawirusa i w przyszłym roku współpraca organizatorów z policją będzie dobra, a Marsz Niepodległości będzie przebiegał tak, jak w poprzednich latach, bo jest to wydarzenie, które z pewnością na to zasługuje.     

 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki