Wspomnienia o śp. ks. bp. Józefie Zawitkowskim
Niedziela, 8 listopada 2020 (20:03)Na ostatnie „spotkanie” ze swoim pasterzem przyszły całe rodziny, starsi i młodsi. W ich przekonaniu był kimś, kto „dotykał” Boga.
Marcin Kuczyński z trojgiem swoich dzieci uczestniczył w uroczystości w Żdżarach:
– Jesteśmy tutaj, bo mamy wielką wdzięczność dla Księdza Biskupa, najbardziej chyba za katechezę bycia Polakiem. Moje dzieci też z tego korzystają, z jego nauk czy bajek ks. Tymoteusza – bo Ksiądz Biskup potrafił skierować swoje słowa także do tych najmniejszych. Jesteśmy również związani z tą ziemią – to nasza wspólna ziemia, chociaż dla mnie osobiście z dalszego pochodzenia, ale czuję się z nią związany. Poza tym jesteśmy związani ze środowiskiem edukacji domowej i to, w co wprowadzamy dzieci, co staramy się im przekazać, zawierało się też w kazaniach i katechezach Księdza Biskupa. To nasz system wartości. Jesteśmy też na tej uroczystości pogrzebowej z naszymi dziećmi, bo wiąże się to w pewnym sensie z tradycją naszej rodziny – staramy się pokazać i uświadomić dzieciom, że życie to także odchodzenie, przejście do Domu Ojca. Znają to, rozumieją i w tym uczestniczą. To także pewne świadectwo wiary.
Agnieszka i Mariusz Kazimierczak uczestniczyli w całości uroczystości:
– Ksiądz Biskup był przyjacielem mojej rodziny. Ja pochodzę z Łowicza, mąż spoza, ale też jest związany z tym miastem, ma w Łowiczu bliską rodzinę. Biskupa Zawitkowskiego poznałam, będąc dzieckiem, tak jak mówił biskup Wojciech – wychowałam się z nim. Przygotowywał mnie do Pierwszej Komunii – mówi pani Agnieszka.
– Autor pieśni eucharystycznej „Panie, dobry jak chleb”. Niezwykły Ksiądz, Biskup Zawitkowski był kapłanem, był biskupem, ale w moim przekonaniu i przekonaniu wielu katolickich rodzin, z którymi o tym rozmawialiśmy – był też prorokiem – i to nie jest tylko jakaś poetyka. Prorok to przecież ktoś, kto „dotyka” Boga. Niekoniecznie musi coś przewidywać, ale w pewnym sensie jest uosobieniem Boga na ziemi. A tego doświadczaliśmy tutaj. Jego kazania z kościoła Świętego Krzyża! To rzeczywiście było fenomenalne, że to była jeszcze komuna, a tutaj proszę, powstawał wyłom i była możliwość odsłuchania Mszy przez radio, dla wszystkich ludzi. Teraz dzisiaj w większości traktujemy to jako coś oczywistego, że to tak miało być, że „koleje losu” – a przecież wcale nie musiało. To wszystko ludzie wymodlili, nasze babcie, nasze matki w kościołach. I to jest właśnie ta siła, którą podkreślał Biskup Zawitkowski, ta „zwykła”, maryjna, polska duchowość to jest nasz fundament, to jest coś, co sprawia, że nie rozmieniamy się na drobne.
Państwo Kazimierczakowie mają takie szczególnie ciepłe i bliskie wspomnienie związane z osobą Księdza Biskupa. Katedra była parafią pani Agnieszki i narzeczeni myśleli o tym, czy – zważywszy na znajomość z Księdzem Biskupem – nie poprosić go o to, by udzielił im ślubu. Uznali jednak – z pokorą – że nie wypada o to prosić księdza w randze biskupa. Stało się jednak tak, że podczas wizyty w kancelarii pani Agnieszka spotkała ks. Zawitkowskiego. Ten zainteresował się nią, spytał: „Agieniu, co tam u ciebie?”. Gdy dowiedział się, że przyszła prosić o ślub, od razu sięgnął do swojego kalendarzyka. Okazało się, że tego samego dnia ślub miał mieć pan Włodek – kierowca Księdza Biskupa. Biskup zastrzegł, że jeśli tylko zdąży, to tego ślubu oczywiście udzieli. – Pokora się opłacała, otrzymaliśmy piękny prezent – wspomina pan Mariusz. – Dlatego między innymi nie mogło nas tutaj zabraknąć. Jeżeli Polska będzie trwała, to m.in. dzięki niemu. Nawet ten pogrzeb jest taki chrystusowy, polski. Nie ma tutaj miejsca na rozpacz, jest nadzieja. „Żyjemy, żeby wierzyć, umieramy, żeby żyć” – dodaje.
Rozmowa z Paniami w strojach łowickich obecnymi pod katedrą po uroczystościach:
Wanda Szymczak: Jesteśmy z parafii Domaniewice. 10 października miał tam miejsce zjazd Kół Żywego Różańca z naszej diecezji. Był obecny Ksiądz Biskup Zawitkowski, był biskup Andrzej F. Czuba i biskup Wojciech Osial. A my byłyśmy w naszych łowickich strojach. I Biskup Józef po skończonej homilii powiedział: „Bardzo was proszę, przyjedźcie w swoich strojach z różańcem na mój pogrzeb”. Nie mogłyśmy nie przyjechać, ale nie przypuszczałyśmy, że to będzie tak szybko, niecały miesiąc.
Mieczysława Mitek: Był taki serdeczny, taki bliski, taki nasz Biskup. Często bywał w okolicznych parafiach, na odpusty przyjeżdżał, był taki „domowy”. Zawsze miał dobre słowo. I kto teraz będzie mówił do nas „Kochani moi”? Biskup przyjeżdżał do nas bez specjalnych zaproszeń. Po prostu był z nami.
Janina Talamont: Ja jestem z tej parafii, pamiętam, jak przybył do katedry – to był 1982 rok – warunki lokalowe miał ciężkie, w ogóle były ciężkie czasy. Pamiętam, że ludzie spontanicznie mu pomagali, na tyle, na ile kto mógł. Moja mama piekła chleb, ja zanosiłam – a Ksiądz Józef bardzo lubił ten chleb – taki prawdziwy wiejski, z pieca. A on nigdy o tej pomocy nie zapomniał, nigdy o nas nie zapomniał. Pamiętam, że tu, w katedrze, uczył nas od nowa, jak się modlić, jak się żegnać i że „amen” to nie „ament”. Pokochał ludzi i ludzie pokochali jego, każdego potrafił przytulić do swojego serca. Był bardzo dobrym człowiekiem. On był „dobry jak chleb”.
Maciej Stanisławski