• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Konsekwencje pandemii

Czwartek, 5 listopada 2020 (21:06)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Mamy dziś kolejny dobowy rekord zachorowań z 27 143 nowymi zakażeniami i nieuchronnie zbliżamy się do 30 tysięcy dziennie. Czeka nas całkowity lockdown?

Przede wszystkim to nie jest rekord, bo rekordy odczytuję jako coś pozytywnego: kiedy jest sukces, natomiast te ponad 27 tysięcy zachorowań dziennie to jest świadectwo dramatu, jaki aktualnie przeżywamy. To jest świadectwo porażki, a jednocześnie sygnał – dla wszystkich w Polsce, że te ponad 27 tysięcy przypadków zachorowań w czwartek to liczba, która będzie wzrastać, a za tym wszystkim idą ludzkie nieszczęścia, ludzkie dramaty. Zatem to nie jest żaden rekord, ale porażka.

Skąd ten nagły wzrost zachorowań, dlaczego mamy do czynienia z tą porażką?

Mamy do czynienia z wirusem, który nie ma względu na osoby, który wykorzysta każdą nadarzającą się okazję, żeby się rozprzestrzenić i wniknąć do organizmu człowieka. Wirus to coś, czego nie widać, a konsekwencje nieodpowiedzialnych zachowań, niepotrzebnych kontaktów, relacji widzimy po wzroście zakażeń. Koronawirus żyje dzięki relacjom międzyludzkim, można zatem powiedzieć, że kiedy nie ma relacji bądź kiedy są one ograniczone, to nie ma też wirusa.

Z drugiej strony trudno uciec od relacji, zamknąć się zupełnie przed ludźmi, bo to jest jeden z elementów naszego istnienia?

Zgadza się – relacje w społeczeństwie są potrzebne, wręcz niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania człowieka, ale podtrzymywanie relacji międzyludzkich w sensie kontaktów  bezpośrednich, kiedy istnieje bardzo wysoki stopień ryzyka zakażeń koronawirusem, to jest brak odpowiedzialności, żeby nie powiedzieć: samobójstwo. Dzisiaj – obok Stanów Zjednoczonych, Indii, Francji i Włoch – mamy największy dobowy przyrost zakażeń.

Widzi Pan zależność między wzrostem zakażeń a ulicznymi protestami?

Oczywiście, że tak. Uliczne protesty to jest jedna z przyczyn wzrostu zachorowań na COVID-19 w Polsce. Zgodnie z kalendarzem o tej porze roku wchodzimy w sezon grypowy, ale w tym roku mamy także drugą falę zakażeń koronawirusem, która przetacza się przez Europę i świat. I to, co niepokojące, że w obliczu tych dwóch zagrożeń, a zwłaszcza zakażenia koronawirusem, zapominamy o rozsądku i odpowiedzialności. Rozsądek nakazuje, że w sytuacji zagrożenia najpierw pilnuje się życia, bo żeby planować działania w różnych sferach, najpierw trzeba przeżyć.

Tymczasem my zapomnieliśmy, że wirus prędzej czy później może nas dopaść. Niestety, zlekceważyliśmy to zagrożenie, zlekceważyliśmy ostrzeżenia specjalistów – wirusologów, epidemiologów, uznając, że jeśli już, to na zakażenie koronawirusem narażeni są tylko seniorzy. Tymczasem najnowsze dane pokazują, że osoby w wieku średnim, młodzież, dzieci, w tym nawet niemowlęta są również narażone na zakażenie. Zatem COVID-19 nie oszczędza nikogo i nikt nie może się czuć bezpieczny. Owszem, jedni przechodzą zakażenie łagodniej, jak to się mówi: bezobjawowo, a u innych konsekwencje mogą być bardzo poważne – włącznie ze śmiercią. Wciąż nie znamy też, jakie mogą być długofalowe konsekwencje zakażenia koronawirusem, czy nie objawią się w późniejszym czasie i z jaką siłą. Zatem COVID-19 nie działa bez konsekwencji, one będą, tylko nikt nie wie, kto zostanie nimi dotknięty i jak bardzo.

Dlaczego tak trudno zachować nam zdrowy rozsądek i trzy proste zasady: dystans, dezynfekcja, maseczki. Jako społeczeństwo jesteśmy nieodpowiedzialni?

Dokładnie tak, staliśmy się nieodpowiedzialni wszyscy, począwszy od polityków opozycyjnych nawołujących do udziału w manifestacjach ulicznych poprzez media, które nakręcają spiralę emocji, po społeczeństwo, czyli nas samych. Staliśmy się bardzo nieodpowiedzialni i, niestety, przyjdzie nam za to zapłacić. Obawiam się, że będzie to jednak wysoka cena.

Wskazania polityków z kręgów rządowych też były takie, że wirus jest w odwrocie, co po wiosennym lockdownie jeszcze bardziej zachęciło nas do większego poluzowania?

Cały świat mierzy się z COVID-em, odrabia lekcję z wirusem, my także. Prawda jest taka, że wszyscy zakładaliśmy optymistyczne warianty, licząc, że pandemię mamy już za sobą. Tyle że optymizm – nawet największy – nie powinien wykluczać realizmu. My postawiliśmy na optymizm, zupełnie zapominając o realizmie, i dotyczy to nas, zwykłych ludzi, ale także polityków różnego szczebla.

Wielu ludzi wciąż sceptycznie podchodzi do istnienia koronawirusa. Jak rozumieć taką postawę?

Podobno Ziemia też jest płaska… Trudno jest dyskutować z osobami, które wierzą, że istnieje UFO i że Ziemia jest płaska. Z takimi ludźmi nie ma dyskusji, takiej postawy – nieodpowiedzialnej – nie da się zrozumieć, a tym bardziej wytłumaczyć. Tymczasem fakty są niezbite – ludzie masowo zapadają na COVID-19, część umiera, a ci, którzy przeżywają, mówią, że nigdy nie spotkali się z czymś podobnym. Jeśli kogoś nie przekonują głosy ludzi, którzy przeszli tę chorobę, którzy często też byli sceptyczni wobec istnienia pandemii i teraz dzielą się swoimi doświadczeniami, to nie wiem, co może nas przekonać bardziej.

Czeka nas pełny lockdown?

Wskaźnik umieralności jaki obserwujemy – dzisiaj jest to ponad trzysta osób, jest powalający. Co więcej, dzisiaj umierają także ludzie, którzy z powodu pandemii nie mogli mieć wykonanych różnych planowanych zabiegów czy operacji, którzy poprzez utrudniony kontakt z lekarzem zaniedbały swoje leczenie, a ich stan zdrowia się pogorszył.

Oczywiście, nie ma państwa na świecie, które byłoby w stanie w stu procentach przypadków zapewnić łóżka pacjentom i poradzić sobie z tak ogromną falą zachorowań, takiego państwa po prostu nie ma. Nie ma też państwa, które byłoby w stanie zapewnić swoim obywatelom – w okresie pandemii – wystarczającą liczbę lekarzy, średniego personelu medycznego. Ponadto pracownicy służby zdrowia też są tylko ludźmi, też mają swoją wytrzymałość i też mają prawo chorować.

Podobnie rzecz ma się z respiratorami i nie da się zapewnić każdemu choremu tego sprzętu w przypadku nagłego i ciągłego wzrostu zachorowań. Dzisiaj dochodzimy do momentu, kiedy realnie zbliżamy się do 30 tysięcy zachorowań na COVID-19 dziennie, a to w dłuższej perspektywie oznacza zapaść systemu ochrony zdrowia. Nie wspomnę już o wyliczeniach matematyków, którzy opracowali model, z którego wynika, że jeśli nie zastosujemy się do zaleceń, obostrzeń, to może nas czekać nawet 50 tysięcy zachorowań dziennie. Co więcej szacuje się, że do marca 2021 roku nawet połowa Polaków może przejść zakażenie wirusem COVID-19. Taka apokalipsa może nas czekać, niestety.

Czy w tej sytuacji COVID jest największym i jedynym zagrożeniem dla nas?

To, co obserwujemy, to jest lekcja za brak pokory, za nonszalancję, to jest lekcja za brak konsekwencji, za brak zdyscyplinowania, za obrażanie się na siebie nawzajem. I to będzie bardzo bolało – niestety nas wszystkich. Tu nie będzie grupy, która zostanie pominięta, biznes już to odczuwa, a to dopiero początek tego, co może nas jeszcze czekać. Przyznam, że obawiam się nie tylko COVID-19, ale zaczynam się bać tego, że mogą być ludzie bez pracy, ludzie głodni na ulicach i taki wariant też musimy założyć. Jeśli bowiem nie będzie wyprzedzających działań rządu, to za trzy, cztery miesiące, na wiosnę przyszłego roku mogą nas czekać rozruchy, zamieszki uliczne powodowane przez bezrobotnych, pozostających bez środków do życia. A to jest jeszcze gorsze niż koronawirus.

Według prognoz Komisji Europejskiej z recesją najlepiej sobie poradzą Irlandia, Litwa, Szwecja i Polska. U nas spadek PKB ma wynieść 3,6 procent. Na razieto dużo lepiej niż w Hiszpanii czy we Włoszech, gdzie notuje się odpowiednio spadki 12 i 10 procent PKB, czy w przypadku dobijającej do tej dwójki Francji i Chorwacji…

Proszę pamiętać, że te prognozy Komisji Europejskiej pojawiły się przed konferencją premiera Mateusza Morawieckiego i przed informacją o częściowym lockdownie. Przyrost zakażeń rośnie z dnia na dzień, sytuacja jest zatem bardzo dynamiczna i nie wiadomo, co przyniesie najbliższy czas. Na razie nie wiemy też, jakie będą konsekwencje częściowego zamknięcia naszej gospodarki, nie mówiąc już o wariancie pesymistycznym, gdyby trzeba było zamknąć całą gospodarkę.

Tak czy inaczej scenariusz jest rozpisany i zaczyna być realizowany ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie, co jest pozytywnym sygnałem. Rząd wysyła do społeczeństwa sygnały, a te są jednoznaczne – mianowicie od najbliższej soboty zaczynamy zamykać gospodarkę, a najbliższe dni, najbliższy tydzień pokaże, czy to zamknięcie będzie wystarczające, czy przyniesie spadek bądź spłaszczenie przyrostu zakażeń, czy może potrzebny będzie całkowity lockdown. Krytyczna granica 30 tysięcy zakażeń dziennie jest bardzo blisko i nie jest to żadna abstrakcja. I o tym też musimy pamiętać.

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki