• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Ewangelia

Niedziela, 1 listopada 2020 (12:10)

Mt 5,1-12a 

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.


Rozważanie

Tam jest nasz Dom

Każdego roku w uroczystość Wszystkich Świętych Kościół przypomina nam błogosławieństwa Jezusa. Choć ten sam tekst, to jednak kontekst nadaje mu inny wymiar, wzmacnia przesłanie. Nie ma w nim druzgocącego „ale”, relatywizującego całe przesłanie, cieniowania i spłaszczania słów, sensów. Brakuje etyki sytuacyjnej (która, niczym trucizna, zatruwa dziś umysły), uzależniania ich od ludzkiego widzimisię – jest jasny przekaz, choć „błogosławieństwa” są krańcowo trudne do wypełnienia. Często mówi się, że w Kazaniu na Górze Chrystus „przełożył” Dekalog, podnosząc go na poziom serca. Pokazał, że wierność Bogu, stawanie w obronie nieskalanego piękna, prawdy zawsze będzie kosztować. Że o czystość serca, pokój, sprawiedliwość trzeba będzie walczyć d końca swoich dni. I że cierpieć dla Jego imienia to zawsze jest zaszczyt!

Nie da się służyć dwóm panom, wierzyć na pół gwizdka – być niedzielnym katolikiem, w resztę dni tygodnia – niewidzialnym. Śpiewać rzewne kolędy, powtarzając słowa: „Padnijmy na kolana, to Dziecię to nasz Bóg”, i zarazem podziwiać kreatywność „młodych zbuntowanych”, bazgrzących na murach, iż „Maryja też miała wybór”. Kochać tylko trochę, słuchać i zarazem nie słyszeć, być „za, a nawet przeciw”. Tak się nie da!

Listopad to czas, kiedy częściej niż zwykle odwiedzamy cmentarze, aby pochylić się nad grobami naszych bliskich. 1 listopada Kościół oddaje cześć swoim najlepszym dzieciom. Jest to dzień dumy, a zarazem święto pokory. Uroczystość Wszystkich Świętych ukazuje Kościół triumfujący w całej swojej chwale i dostojeństwie, ale zarazem nam, „ludziom w drodze”, przypomina, że nim jeszcze nie jesteśmy i nie możemy takiego Kościoła udawać. Wspomnienie Wiernych Zmarłych – poprzez chłód kamiennych nagrobków – obala mit o ludzkiej potędze. Pokazuje, że „bez Boga ani do proga”.

O świętych mówi się: awangarda chrześcijaństwa. Nader często odarci z tego, co „nazbyt ludzkie” i historyczne, jawią się niekiedy bardziej jako ci, których podziwiamy, niż naśladujemy. Herosi jednak, w przeciwieństwie do świętych, skupiają uwagę na sobie. Dlatego też zdumiewająco szybko tracą swoją pozycję. Przychodzą nowi. Zmieniają się mody i priorytety. A świętość jest przezroczysta, ponadczasowa – prowadzi ku Najświętszemu Bogu. Nigdy się nie przeterminuje.

Szukając wiedzy o świętości, sięgamy po grube tomy pism mistyków, doktorów Kościoła. Przeglądamy „święte” (często pokryte lukrem nierzeczywistości) obrazki w mniej lub bardziej udolny sposób przywołujące pamięć postaci oficjalnie zaliczonych w poczet „chrześcijańskiej elity”. Rzecz w tym, że tak postrzegana zwykle wydaje się ulokowana zbyt daleko, poza zasięgiem. Jak ją zatem zdobyć, odkryć? Czy tylko stanowić może wyzwanie dla nielicznych? – ktoś zapyta. Przecież ubrudzeni codziennością nie mamy szans! Pesymizm ów łamie św. Jan: „Oto [ujrzałem] wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć – pisze w Apokalipsie – z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy”. A zatem nie jednostki, ale „niepoliczalny tłum” tych, którym udało się wejść przez „ciasną bramę” – codziennej wierności, wiary, miłości do Boga i człowieka! Przychodzących „z wielkiego ucisku”, którzy „opłukali swe szaty i w krwi Baranka je wybielili”. Tych, którzy Jezusowe błogosławieństwa potraktowali na serio.

Spróbujmy dziś zatęsknić za niebem. Tam jest nasz Dom.

Ks. Paweł Siedlanowski