Schliernzauer pisze historię na nowo
Niedziela, 3 lutego 2013 (20:29)Pod znakiem historycznego tryumfu Austriaka Gregora Schlierenzauera oraz kuriozalnych sytuacji upłynęły dwa konkursy Pucharu Świata w lotach narciarskich w czeskim Harrachovie.
23-letni Austriak, triumfując po raz 47. w zawodach zaliczanych do Pucharu Świata, poprawił rekord Fina Mattiego Nykaenena, który triumfował 46 razy. Drugi w porannych niedzielnych zawodach (przełożonych z soboty) był Słoweniec Robert Kranjec, a trzeci Czech Jan Matura.
Najlepszy z Polaków Kamil Stoch był 9. Pomimo braku naszego reprezentanta na podium mieliśmy powody do zadowolenia. Znów wszyscy nasi rodacy awansowali do punktującej 30. Krzysztof Miętus uplasował się na 14. pozycji, Maciej Kot był 16., Piotr Żyła 22., a Dawid Kubacki 30.
Historyczny wynik Schlirenzauera przyćmił nieco jednak drugi konkurs, rozgrywany na Czertaku, kiedy to zawodnicy na mamuciej skoczni, gdzie odległości rzędu 200 metrów nie należą do rzadkości, mieli ogromne problemy, aby dolecieć do punktu konstrukcyjnego skoczni usytuowanego na 185 m.
Decyzją sędziów bardzo nisko usytuowana została belka startowa, co nie pozwalało zawodnikom na osiągnięcie dobrych prędkości, a co za tym idzie także i satysfakcjonujących odległości. Skoczkowie z całych sił starali się robić wszystko jak najlepiej, lecz już po skoku bezradnie rozkładali ręce, lądując najczęściej 40 metrów bliżej niż w porannym konkursie. W pierwszej i jedynej serii konkursu tylko pięciu zawodników przekroczyło 190 metrów. A do zwycięstwa wystarczyło zaledwie 197,5 metra. Odległość tę osiągnął… Gregor Schlirenzauer, jeszcze bardziej śrubując rekord zwycięstw.
Drugie miejsce przypadło rewelacyjnemu przedstawicielowi gospodarzy Janowi Maturze. Trzecie zajął zaś Jurij Tepes. Polacy zaprezentowali się podobnie jak w pierwszych zawodach. Kamil Stoch był 8., Piotr Żyła 13., Maciej Kot 16., Krzysztof Miętus 21., Dawid Kubacki 34. O tym, jak kuriozalny był to konkurs, świadczyć mogą choćby wyniki osiągane przez naszych reprezentantów. Gdyby podobne odległości uzyskiwali oni na Czertaku jeszcze tego samego ranka, żaden z nich nie wszedłby do czołowej trzydziestki.
Łukasz Sianożęcki