Musimy być bardziej odpowiedzialni
Niedziela, 25 października 2020 (13:32)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Od wczoraj cała Polska w czerwonej strefie, coraz więcej mamy też zakażeń. Jednak naszą rozmowę chciałbym poświęcić niekoniecznie medycznym skutkom pandemii koronawirusa, ale temu jakie mogą być skutki ekonomiczne COVID-19?
– Wszyscy jesteśmy na takim etapie, że nie chcemy drugiego lockdownu, ale symptomy – na całym świecie i w części Europy mówią wyraźnie, że niechciany drugi lockdown, niestety staje się faktem i to w wielu państwach. W Polsce robimy wszystko żeby nie doprowadzić do drugiego zamknięcia gospodarki, ale nawet premier Mateusz Morawiecki oficjalnie zauważył, że niewykluczone są punktowe działania i wyłączenia pewnych branż. Jak wiemy – dzisiaj przez przynajmniej dwa tygodnie – nie działają restauracje, bary, puby i ta forma usług ewidentnie będzie musiała zostać objęta wsparciem państwa. Chodzi o to, że dla wielu przedsiębiorców konieczność zamknięcia działalności, bez wsparcia oznaczać będzie bankructwo.
Jeszcze kilka tygodni wstecz, o drugim nawet częściowym lockdownie nie było mowy…
– Zgadza się, ale sytuacja jest dynamiczna. Na dzisiaj czeka nas wszystkich nie tylko test dojrzałości ludzkiej, ale także test dojrzałości ekonomicznej. Trzeba wziąć pod uwagę i mieć świadomość tego, że mimo wszystko tak długo jak ludzie mają na chleb, mają poczucie bezpieczeństwa tak długo oddalamy, czy może staramy się przetrzymać najbardziej krytyczny moment pandemii. Przypomnijmy sobie, co działo się na wiosnę w Stanach Zjednoczonych, czy chociażby w wielu państwach Europy Zachodniej – demonstracje ludzi, którzy stracili pracę, musieli zamknąć biznesy i utracili poczucie bezpieczeństwa socjalnego, ekonomicznego. I to są najgorsze możliwe warianty, które jednak musimy brać pod uwagę.
Czy zamykając gospodarkę na wiosnę i dość szybko ją otwierając wybraliśmy – mam na myśli Europę i świat – właściwą drogę. Może należało zastosować „wariant chiński”, gdzie w dużej mierze uporano się z wirusem i teraz Chiny mają boom gospodarczo-eksportowy na dużą skalę, podczas gdy my – kraje zachodu na nowo się zamykamy i zastanawiamy, co dalej?
– Jest pytanie, czy informacje jakie docierają do nas z Chin są wiarygodne. Czy dane z milionowych miast, które mówią nie o tysiącach czy setkach, a tylko o jednostkowych przypadkach zachorowań na koronawirusa są prawdziwe? Przypadek z naszego podwórka – chociażby Warszawy, czy innych większych miast zachodnich pokazuje wyraźnie, że im większe skupisko ludzkie, tym większe prawdopodobieństwo choroby i związane z tym dramaty. Mam, więc wątpliwość wobec danych płynących z Pekinu.
Uważam natomiast, że wiosna była rozgrzewką, zwiastunem tego, co może nas czekać. Był to też czas żebyśmy mentalnie mogli się przygotować do tego, co może nadejść jesienią. Teraz widzimy coraz wyraźniej, że to, co było wiosną było naprawdę bardzo delikatne i mimo wszystko tarcze antykryzysowe – na tamtym etapie, w dużej mierze niewiedzy, braku świadomości, czym tak naprawdę jest COVID-19, gdzie cały świat się uczył – były poważnym wsparciem dla przedsiębiorców. Dzisiaj, mimo że mamy gorsze statystyki niż na wiosnę, zachorowalność jest większa, podobnie jak liczba zgonów, która rośnie z każdym dniem, to jednak wiemy lepiej jak żyć z koronawirusem, wiemy, co nam grozi i jak można się ustrzec przed zakażeniem, a na pewno jak ograniczyć transmisję wirusa.
Jednocześnie mamy świadomość, że nie da się drugi raz zamknąć wszystkiego, nie da się zamknąć całej gospodarki, nie da się ludzi w nieskończoność trzymać w domach, bo nagle może się okazać, że lockdown będzie skutkował pogorszeniem stanu psychicznego Polaków. Zamknięcie na dłuższą metę wpływa bowiem na nasze relacje, naszą psychikę i to jest zagrożenie, które może się okazać, kto wie, czy nawet nie gorsze niż sam koronawirus.
Niby wiemy, co powinniśmy robić, a jednak nie robimy. Liczba zakażeń rośnie lawinowo…
– To, co obserwujemy w ostatnich dniach na ulicach wzywa o pomstę do nieba. Mamy różne manifestacje i trzeba powiedzieć wyraźnie, że nie jest to odpowiedzialne zachowanie. Zapominamy, że z koronawirusem się nie negocjuje. Zasady dotyczące obostrzeń, zasady dystansu społecznego są potrzebne i należy się do nich dostosować. Trzeba być odpowiedzialnym i konsekwentnym. Wobec demonstracji, które odbywają się od piątku trzeba postawić pytanie, kto weźmie odpowiedzialność za wzrost zakażeń, które będą, kto weźmie odpowiedzialność za osoby, które na skutek licznych i mocno zagęszczonych demonstracji zachorują za tydzień czy dwa, a być może nawet umrą?
Dlatego musimy być odpowiedzialni, dojrzali i wiele spraw, planów w naszym życiu musimy koniecznie odłożyć na później. Wszystko po to żeby móc żyć, pracować. Ten wirus kiedyś minie, być może znajdzie się lekarstwo, a może zostanie oswojony przez szczepionkę, ale najpierw trzeba przeżyć. I o tym trzeba mówić dużo i wyraźnie.
Czeka nas globalny kryzys gospodarczy?
– Sądzę, że czeka nas coś, co będzie skrzyżowaniem lat trzydziestych minionego wieku z czymś, co działo się po II wojnie światowej. Tak naprawdę dzisiaj przeżywamy wojnę biologiczną, cały świat się zatrzymał w obliczu pandemii koronawirusa. I to nie z powodów działań militarnych, nie z powodu wojny atomowej, ale z powodu COVID-19 – wirusa, który rozłożył na łopatki gospodarki najbardziej rozwiniętych państw świata i jest ogromnym wyzwaniem nawet dla najlepszych systemów ochrony zdrowia.
Cały cywilizowany świat został sparaliżowany i to pokazuje jak niewiele potrzeba żeby nas zahamować i zatrzymać zmieniając całą otaczającą nas rzeczywistość. Sądzę, że najciekawsze w tym wszystkim jest to jak bardzo zmieni się nasze życie po pandemii. Tylko jest pytanie ile czasu minie, kiedy będziemy mogli – wreszcie – powiedzieć o koronawirusie w czasie przeszłym?
A jak Pan uważa?
– Po tym, co dzieje się dzisiaj na świecie, bo mówimy o kryzysie światowym, śmiem twierdzić, że nie prędko. Dlatego do naszej kultury niestety, ale musimy dołączyć maseczki, płyny dezynfekujące i dystans. Maseczki chcąc nie chcąc staną się elementem naszej codzienności, kultury. Społeczeństwo jest dzisiaj szczególnie narażone na działania wirusów i chorób – nawet nie do końca nazwanych. Musimy się nauczyć funkcjonować w tej, a nie innej rzeczywistości. Zatem czeka nas czas życia w otoczeniu z wirusem. Musimy być cierpliwi, bo tylko spokój może nas uratować, spokój i odpowiedzialność. Nie każde emocjonalne działanie – tak jak w życiu musi być bezpieczne. Zachowując zasady epidemiczne musimy się jakoś nauczyć z tym żyć.
Bank Światowy szacuje się, że liczba ludzi żyjących w ubóstwie z powodu COVID-19 zwiększy się nawet o sto milionów. Czy te prognozy należy odnieść też do Polski?
– Ostatnie dwa dni spędziłem w Warszawie i zrobiłem sobie spacer po centrum – ulicami Marszałkowską, Żurawią, Bracką, Placem Trzech Krzyży i chcę powiedzieć, że to, co rzuciło mi się w oczy, to dużo zamkniętych sklepów, również punktów gastronomicznych było pustych, zamkniętych. Co więcej na niektórych były też wywieszki typu „Sprzedam lokal”. Jeśli w centrum Warszawy widoczne są tego typu sytuacje to, co się dzieje w na terenie miast, miasteczek, gdzie są mniejsze społeczności niż w stolicy?
Sądzę, że może się okazać, że za jakiś czas – niekoniecznie odległy – najniższa krajowa, to będzie standard zarobków w Polsce, że bańka wysokich zarobków kominowych pękła i się skończyła. Co więcej czeka nas także ogromny kryzys bankowy. Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj tak naprawdę na lokatach w banku nie zarabiamy. Dzisiaj oprocentowania w bankach są praktycznie bliskie zeru. Pieniądz traci swoją wartość, tymczasem my jesteśmy na początku walki z pandemią, a co się będzie działo jeśli znajdziemy się we właściwym, prawdziwym kryzysie gospodarczym. Póki, co to jest tylko rozgrzewka, pamiętajmy też, że ciągle jesteśmy na kroplówce finansowej tarczy antykryzysowej, która podtrzymuje polską gospodarkę.
Z drugiej strony miejmy świadomość, że sezon grypowy, który się dopiero rozpoczyna, rozpoczyna się na początku listopada i trwa mniej więcej do maja, dlatego czeka nas pewne skrzyżowanie światowego kryzysu gospodarczego z kryzysem zdrowotnym. Czeka nas nałożenie się tego sezonu grypowo-przeziębieniowego z koronawirusem i konia z rzędem temu, kto potrafi odróżnić czy ma zwykłe przeziębienie, grypę, czy może jest zakażony COVID-19. Zatem powinniśmy się nastawić – jak sugerują premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski, że cyfra zakażeń oscylująca ok. 13 tysięcy dziennie – i tak bardzo wysoka w porównaniu z wiosną, może jeszcze wzrosnąć, nawet do 20 i więcej tysięcy dziennie.