• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Katownie BEZPIEKI

„Zwyczajny” urząd

Sobota, 24 października 2020 (18:32)

Bezpieka w Węgrowie przeciwko wyzwolicielom miasta – żołnierzom Armii Krajowej

Na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. armia sowiecka zbliżała się do Węgrowa. Niemcy w pośpiechu pakowali dobytek i powoli opuszczali miasto, w którym pozostały tylko jednostki wojskowe. Dodatkowo Niemcom w terenie skutecznie dawały się we znaki oddziały Armii Krajowej, które w ramach akcji „Burza” atakowały ich tyły, staczając wiele potyczek.

Gdy miejscowe dowództwo AK dowiedziało się, że Niemcy mają zamiar w momencie opuszczenia Węgrowa podpalić i zniszczyć miasto, postanowiło – nie czekając na nadejście Sowietów – uderzyć na garnizon niemiecki. Oddziały partyzanckie pod dowództwem mjr. Zygmunta Maciejowskiego „Wolskiego” rankiem 8 sierpnia 1944 r. opanowały Węgrów, wypierając całkowicie okupanta.

Miasto, które zostało uratowane przed zniszczeniem, świętowało swą wolność przez trzy dni. Uruchomiono starostwo, magistrat, pocztę. Zgodnie z założeniami akcji „Burza”, w tym przypadku zakończonej sukcesem, ujawniono władze cywilne Polskiego Państwa Podziemnego, które oczekiwały na przybycie Sowietów, by wystąpić w roli gospodarza.

Radość jednak nie trwała długo. Po początkowych gestach przyjaźni władzę w Węgrowie przejęła komendantura sowiecka, aresztując część dowództwa AK wraz z żołnierzami. W wyniku tych działań struktury AK zostały praktycznie rozbite. Jednocześnie zatrzymanie ofensywy sowieckiej na linii Wisły i Narwi aż do stycznia 1945 r. spowodowało nasycenie terenu licznymi jednostkami frontowymi oraz NKWD. Dało to nowym okupantom i polskim komunistom czas na utworzenie własnej administracji i przejęcie władzy w terenie. Powołano również organy resortu bezpieczeństwa, które pod nadzorem NKWD rozpoczęły aresztowania żołnierzy podziemia niepodległościowego. Niedawni bohaterowie – wyzwalający miasto żołnierze AK, którym udało się uniknąć aresztowania – znowu musieli ukrywać się przed ścigającymi ich oprawcami. Dowodzący oddziałami AK mjr Zygmunt Maciejowski „Wolski” wyszedł z więzienia po sześciu latach. Dowódca jednej z kompanii, Jerzy Wacław Lipka „Jeżewski”, „Leszczyc”, został aresztowany nocą z 22 na 23 grudnia 1944 r. i wywieziony do kopalni w Stalinogorsku.

Powołany do życia Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Węgrowie mieścił się w budynkach dawnego klasztoru i kolegium księży komunistów (Zgromadzenie Kleryckie Księży Życia Wspólnego – męska wspólnota zakonna założona w XVII w.) przy ul. Kościelnej, róg ul. Strażackiej. W październiku 1944 r. szefem powiatowej bezpieki został Antoni Bielawski, który wcześniej ukończył kurs NKWD w Kujbyszewie. Do Węgrowa oddelegowany został z Urzędu Bezpieczeństwa w Otwocku.

Licznie aresztowani w tym czasie żołnierze AK po krótkim śledztwie byli z reguły wywożeni transportami w głąb Związku Sowieckiego. Stosunkowo bez wielkich strat udało się zachować swoją strukturę prężnie działającym na tym terenie Narodowym Siłom Zbrojnym, których komendantem powiatowym był mjr Stanisław Ostwind-Zuzga „Kropidło”. Już w 1942 r. związał się najpierw z Narodową Organizacją Wojskową, a następnie z NSZ. Komendantem NSZ powiatu węgrowskiego został w maju 1944 r. Po zajęciu podległego sobie terenu przez Sowietów nie zrezygnował z dalszej walki, ale dostosował działalność konspiracyjną do nowych warunków, by ograniczyć straty osobowe. Prowadził niezbędną samoobronę, jednocześnie skupiając się na wywiadzie i zbieraniu informacji o panującej sytuacji.

Agentura sowiecka w końcu ustaliła, kim jest komendant NSZ. 3 stycznia 1945 r. funkcjonariusze UB z Węgrowa aresztowali mjr. Ostwinda-Zuzgę. Najprawdopodobniej nie podjął żadnej obrony, by chronić gospodarzy, u których przebywał. Po aresztowaniu, z obawy przed ewentualną próbą odbicia, szybko został przekazany Sowietom, którzy przewieźli majora do Otwocka. Jak się okazało, musiał być już od dawna poszukiwany, gdyż na kilka dni przed aresztowaniem był już gotowy akt oskarżenia.

Major Ostwind-Zuzga to na tle węgrowskiej konspiracji wyjątkowa postać. Był najwyższym rangą dowódcą pochodzenia żydowskiego w polskim podziemiu niepodległościowym. Odkrycie tego faktu musiało być niemałym szokiem dla śledczych z UB. Komendant Narodowych Sił Zbrojnych, które komunistyczna propaganda oskarżała o współpracę z „faszystami” i mordowanie Żydów, był tego zaprzeczeniem. Zapytany podczas przesłuchania, dlaczego jako Żyd zadawał się z „faszystami”, odrzekł: „Po pierwsze, jestem Polakiem, po drugie, tylko oni [narodowcy] chcieli mi pomóc”.

 

Nie dał się wciągnąć do współpracy i mimo brutalnego śledztwa nikogo nie wydał. 2 lutego 1945 r. po trwającej zaledwie 15 minut niejawnej rozprawie Sąd Wojskowy Garnizonu Warszawskiego skazał majora na śmierć. Wyrok w trybie pilnym jako na osobie szczególnie niebezpiecznej wykonano 4 lutego 1945 r.

W drugiej połowie stycznia 1945 r. ruszył front i regularne jednostki frontowe sowieckie opuściły teren powiatu węgrowskiego. Okazało się, że próby zastraszenia społeczeństwa i zmuszenia terrorem do posłuszeństwa przyniosły odmienny skutek. Funkcjonariusze, mimo wsparcia jednostek NKWD, a także w późniejszym okresie wojska i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nie byli w stanie poradzić sobie z coraz większym oporem podziemia i wspierających ich mieszkańców. Mimo licznych aresztowań i brutalnych przesłuchań prowadzonych w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Węgrowie coraz silniej działało podziemie niepodległościowe skupione wokół NSZ/NZW oraz odradzających się struktur poakowskich, które przyjęły ostatecznie nazwę Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”.

O sile oporu konspiracji niepodległościowej świadczą częste ataki na areszt UB w Węgrowie, które kończyły się sukcesem. W nocy z 17 na 18 maja 1945 r. żołnierze NSZ w sile około 20 ludzi pod dowództwem ppor. Karola Czapskiego przeprowadzili akcję na więzienie bezpieki w Węgrowie, uwalniając kilku aresztowanych członków NSZ. W czerwcu ponownie grupa NSZ zaatakowała siedzibę PUBP w mieście, gdzie doszło do wymiany ognia. Udało się jednak znowu uwolnić kilku więźniów.

W lipcu 1945 r. doszło do kolejnych dwóch ataków na siedzibę UB w Węgrowie. W nocy z 5 na 6 lipca budynek ostrzelano i obrzucono granatami, po czym uwolniono kilku aresztowanych. 25 lipca 1945 r. oddział pod dowództwem ppor. Karola Czapskiego znowu przeprowadził akcję na więzienie bezpieki w Węgrowie. W wyniku rozbicia aresztu uwolniono ośmiu aresztowanych żołnierzy, którzy mieli być przewiezieni na proces do Warszawy. Ponadto w wyniku wspólnej akcji żołnierzy NSZ i AK uwolniono ze szpitala na Klimowiźnie Tadeusza Roguskiego z NSZ, który został aresztowany przez pracowników UB w Węgrowie.

Liczne ataki na areszt w Węgrowie powodowały, że szefostwo UB starało się wielu aresztowanych członków podziemia nie trzymać na miejscu, lecz jak najszybciej przewozić do Warszawy. Jednak w terenie również dochodziło do częstych prób odbicia więźniów, które kończyły się sukcesem podziemia. Nie sposób przedstawić tu wszystkich tego typu akcji. Ale warto wspomnieć o jednej z ostatnich, która miała miejsce 1 kwietnia 1948 r., gdy oddziały Narodowego Zjednoczenia Wojskowego pod dowództwem por. Zygmunta Jezierskiego „Orła” zatrzymały pod Trzebuczą konwój przewożący kilku aresztowanych żołnierzy podziemia do Warszawy. Więźniów uwolniono, oddział rozbroił obstawę, przejmując broń i pojazd przewożący aresztowanych.

Kierowane na teren powiatu węgrowskiego jednostki KBW oraz brutalność UB ostatecznie jednak zdławiły opór podziemia niepodległościowego. Ostatnie przejawy zbrojnego oporu ustały w 1950 r.

Komunistom tylko siłą i terrorem udało się przejąć władzę, która bez zdecydowanej pomocy obcej armii, w tym przypadku Armii Czerwonej, nie miałaby szans utrzymać się ani jednego dnia.

W moich artykułach wielokrotnie podawałem przykłady i metody łamania oporu społeczeństwa. Zachowanie funkcjonariuszy w Węgrowie nie odbiegało niczym od schematów funkcjonowania każdego z Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego w kraju. Wielokrotnie też wspominałem o poziomie wykształcenia czy niskich pobudkach moralnych ludzi, którzy terrorem wprowadzali komunistyczne rządy. Mieli być posłuszni i brutalni. W powyższym tekście ukazałem kilka sytuacji wyróżniających ten powiat, zostawiając na koniec jedną historię pokazującą pewien stan umysłu kierownictwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, które świadomie stawiało na ludzi pozbawionych jakichkolwiek ludzkich odruchów.

W 1947 r. zastępcą szefa węgrowskiej bezpieki był Jan Skoczek. Wyróżniał się na tle innych, gdyż miał ukończone cztery klasy gimnazjum, co było rzadkością. Skoczek pod wpływem propagandy komunistycznej, która zmierzała do zdecydowanej walki z Kościołem katolickim, postanowił rozprawić się z Kościołem na podległym sobie terenie.

Warszawa, dn. 10 IX 1947 r.

Do Naczelnika Wydziału [ds. Funkcjonariuszy] MBP

Ppłk. [Jerzego] Siedleckiego

Raport dotyczy: Skoczek Jana z[astęp]cy

Szefa PUBP w Węgrowie „Dnia 6 września 1947 r. zca Szefa PUBP w Węgrowie ob. Skoczek Jan pod wpływem bezpośrednio przeczytanej lektury o okrucieństwach inkwizycji z jednej, oraz o przygodach Sowizdżała [pisownia oryginalna] z drugiej strony i popadłszy na tym tle w manię, wyimaginował sobie likwidację kleru w powiecie węgrowskim, sporządzając w tym celu wykaz siedemnastu parafii tegoż powiatu i zaopatrując go w kolejność, według której księża mieli być likwidowani. Będąc tak przygotowanym otrzymał od nic niepodejrzewającego starosty powiatowego samochód ciężarowy i rozkazawszy mł[odszemu] ref[erentowi] Prusińskiemu Kazimierzowi asystować sobie przy objeździe 17 gmin, wyjechał na pierwszy rzut do odległego na ok. 9 km kościoła parafii Stara Wieś. Tu oznajmiwszy księdzu Blochowi, iż nadszedł ’koniec jego panowania’ wyciągnął doń pistolet służbowy, na widok czego ksiądz zbiegł.

Skoczek na miejscu wszczął kilkunastominutowe poszukiwanie w okolicach kościoła i nie znalazłszy księdza, postanowił wszystkie przedmioty z mieszkania księdza załadować na samochód w celu – jak się sam wyraża – rozdania je ludziom, oraz na odbudowę Warszawy, choć stwierdza, że miał również i zamiar przywłaszczyć sobie z tych rzeczy skórzaną teczkę i wypchaną sowę. Do wynoszenia przedmiotów z mieszkania księdza Blocha Skoczek wezwał towarzyszącego mu mł. ref. Prusińskiego oraz szofera ze starostwa, tudzież jego pomocnika, lecz spotkał się z odmową wymienionych wzięcia udziału w tej bezprawnej rekwizycji, przy czym mł. ref. Prusiński skorzystał w tej chwili z przejeżdżającego motocyklu, aby odjechać i zameldować o wypadku Szefowi Urzędu por. [Czesławowi] Stępieniowi.

Między przedmiotami, które Skoczek sam wyniósł z mieszkania księdza i załadował na samochód, znalazły się obok materaców sutanny księże, młotek, skarpety, lusterko, zegar ścienny i puszka konserw, ręcznik, 2 bułki, buty z cholewami, czaszka gipsowa, kołdra i sitko na herbatę, sweter i śrubokręt, palto i pęcherz gumowy, ptak wypchany i dzbanuszek kościelny, skóra na buty i puszka mleka, jedna żyletka, korkociąg, 2 butelki wina i litr denaturatu, chustki do nosa, firanki, kalesony itp. Skoczek – jak sam twierdzi – miał zamiar wynieść jeszcze dwie szafy z mieszkania księdza, lecz przeszkodziła mu przybyła w międzyczasie milicja, która przywiozła Skoczka wraz z samochodem i własnością księdza do Urzędu w Węgrowie. Należy nadmienić, że gdy samochód przybył na teren Urzędu, wysiadający zeń Skoczek trzymał przy sobie jedną z walizek księdza oraz wypchaną sowę. […]

Wniosek. Wyżej wyszczególnione okoliczności zajścia, jak również zachowanie się Skoczka przed, podczas i po zajściu [oraz] opinje zarówno poszkodowanego księdza Blocha, jak i znającego doskonale ludzi i okoliczności zajścia starosty ob[ywatela] Rombaka, dobitnie wykazują, że wyczyn Skoczka Jana jest dziełem człowieka cierpiącego na manję prześladowczą. Wobec tego, że Komisja Polikliniki Centralnej MBP rozpoznawszy u Skoczka Jana schizophrenia paranocdas postanowiła skierować go na obserwację do Państwowego Szpitala dla Psychicznie Chorych, wnoszę o zawieszenie postępowania p[rzeciw]ko Skoczkowi do czasu uzyskania ostatecznego orzeczenia o jego stanie umysłowym. Naczelnik Wydziału [ds. Funkcjonariuszy] WUBP w Warszawie Zarembiuk [Antoni] kpt.”.

Powyższy opis wydawać się może groteskowy. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale przykład wyczynów Skoczka pokazuje, jak niebezpiecznie rozległa władza spoczywała w rękach zdegenerowanych osobników, którzy nigdy nie powinni sprawować żadnych funkcji.

Jacek Karczewski