Interes polityczny nad zdrowym rozsądkiem
Wtorek, 20 października 2020 (18:55)Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Panie Pośle, co dzisiaj wydarzyło się w Sejmie…?
– Odbyły się dwa głosowania, pierwsze w sprawie kworum i drugie nad wnioskiem formalnym o przerwę i odroczenie posiedzenia Sejmu. Niestety, większość uzyskał wniosek opozycji o odroczenie obrad. Po czym został zwołany konwent seniorów z propozycją, aby to odroczenie posiedzenia jednak skrócić do godzin popołudniowych – dzisiaj. Ta propozycja nie zyskała aprobaty większości przedstawicieli klubów parlamentarnych. Wobec powyższego prowadzący obrady wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki wyznaczył posiedzenie Sejmu na jutro. Zatem Sejm wznowi obrady w środę o godz. 9.00.
A kto ma dzisiaj większość w Sejmie…?
– Większość ma oczywiście Prawo i Sprawiedliwość, natomiast wskutek przeoczenia przez grupę bodajże 28 posłów Zjednoczonej Prawicy, którzy nie wzięli udziału w tym głosowaniu, opozycja zyskała większość. Jako usprawiedliwienie mogę tylko podać fakt, że w harmonogramie planowanego na dzisiaj posiedzenia Sejmu nie było uwzględnione, że od rana mogą się odbyć głosowania formalne, stąd – jak sądzę – wielu parlamentarzystów nie zwróciło na to uwagi. I stąd całe to zamieszanie.
Czy nie jest to nauczka na przyszłość, żeby nie polec w innych – równie ważnych głosowaniach dotyczących propozycji składanych przez opozycję?
– Z całą pewnością tak. Ta sytuacja powinna jeszcze bardziej wyczulić nas, tym bardziej w okresie pandemii, kiedy obrady Sejmu – z oczywistych względów – odbywają się w sposób mieszany, częściowo zdalny. Proszę też zwrócić uwagę, że z grona wspomnianych przeze mnie dwudziestu kilku posłów część jest hospitalizowana w związku z koronawirusem, część jest na kwarantannie, a część jest po prostu chora. Być może niektórzy z posłów nie zwrócili uwagi, że o godz. 10.00 rozpoczyna się posiedzenie Sejmu, i może – jak to często bywa – zostać złożony wniosek formalny czy też sprzeciw do porządku obrad, skutkiem czego są głosowania bezpośrednio po rozpoczęciu posiedzenia.
Teraz w retoryce, czy to wicemarszałka Terleckiego, czy innych polityków PiS-u pojawiają się głosy, że opozycja blokuje prace w Sejmie, gra życiem i zdrowiem Polaków. I coś w tym jest. Czy tak poważna sprawa nie powinna łączyć, a nie być okazją do rozgrywek politycznych?
– Trudno to zrozumieć zwłaszcza, że – po pierwsze – opozycja – Koalicja Obywatelska i Koalicja Polska złożyły też własne propozycje w formie projektów ustaw COVID-owych. Natomiast głosując dzisiaj za odroczeniem, tak jakby stwierdziły, że nie chcą procedować nawet nad swoimi projektami ustaw. Kolejna rzecz jest taka, że opozycja – właściwie odkąd tylko pojawiła się pandemia koronawirusa w Polsce – żąda ustawicznych informacji od rządu, a szef Klubu Parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej Cezary Tomczyk mówi wręcz o konieczności cotygodniowego raportowania Wysokiej Izbie przez premiera Morawieckiego o stanie działań rządu, administracji publicznej w związku z pandemią koronawirusa.
Tymczasem dzisiaj w harmonogramie obrad Sejmu było wystąpienie Prezesa Rady Ministrów na temat stanu walki z koronawirusem. Dlatego opozycja swoim nieodpowiedzialnym gestem zaprzecza własnym słowom. Myślę, że jest to przykład wyższości walki politycznej nad zdrowym rozsądkiem.
A gdzie jest zdrowie Polaków…?
– Tym zdrowym rozsądkiem jest właśnie zdrowie Polaków. Jeśli nie procedujemy projektów ustaw przygotowanych przez ekspertów rządowych, projektów dotyczących zwiększenia wysiłków ze strony administracji publicznej, jeśli nie wspieramy szeroko rozumianych pracowników służby zdrowia, to odrzucanie czy odwlekanie tego jest w jaskrawej sprzeczności wobec deklaracji Koalicji Obywatelskiej. Trzeba powiedzieć, że większym rozsądkiem wykazali się już postkomuniści czy inni, którzy twierdzą, że nie wierzą w pandemię koronawirusa, bo oni – na konwencie seniorów – akuratnie zgodzili się na możliwość wznowienia posiedzenia Sejmu dzisiaj w godzinach popołudniowych.
Jak ocenia Pan obecną sytuację pandemiczną w Polsce, wzrost zachorowań i drugą falę, o której mówiło się jeszcze wiosną, że może nastąpić, oraz działania władz?
– W tej sprawie ufałem ekspertom, którzy – właściwie jednym głosem – mówili, że jesienią nastąpi druga fala zakażeń. „Oczekiwania” – bo chyba nikt nie oczekuje w potocznym rozumieniu zachorowań, ale przewidywania dotyczące wzrostu czy drugiej fali zachorowań przeszły chyba najbardziej czarne scenariusze. Dzisiaj mamy blisko 10 tysięcy zakażeń, a liczba chorych, którzy umierają na skutek koronawirusa już kolejny dzień przekracza sto osób.
Zatem rzeczywiście mamy do czynienia ze zjawiskiem, które stawia nas w bardzo trudnej sytuacji. To prawdziwy test dla społeczeństwa, a zwłaszcza dla władzy, aby poradzić sobie z następstwami tej jesiennej fali, aby nie dopuścić do sytuacji, kiedy służba zdrowia dostanie zawału i nie będzie w stanie obsługiwać osób zainfekowanych koronawirusem. Jednak nie chodzi tu tylko o osoby z COVID-em, lecz również o tych pacjentów, którzy na co dzień zmagają się z chorobami przewlekłymi, ulegają wypadkom i innym zdarzeniom pogarszającym ich stan zdrowia.
Służba zdrowia nie sprowadza się tylko i wyłącznie do walki z koronawirusem, bo ludzie chorują także na inne choroby, np. neurologiczne, układu krążenia, nowotwory czy choroby psychiczne, nerwowe. I koronawirus nie spowodował nagle, że inne choroby się zatrzymały, one cały czas są, a doszło kolejne bardzo poważne zagrożenie, które przy możliwej skali zachorowań wymaga intensywnej terapii związanej z koniecznością intubacji, czy wręcz podtrzymywania funkcji życiowych organizmu z uwagi na niewydolność układu oddechowego.
Czy mimo świadomości, co może nas czekać jesienią, rząd nie przespał wakacji? Patrząc na przepełnione plaże, deptaki nadmorskie, kawiarnie, restauracje, gdzie ludzie się tłoczyli, nie odniósł Pan wrażenia, że igramy z ogniem?
– Też sobie te pytania zadawałem, obserwując kurorty czy to nad morzem, na Mazurach czy w górach, a także obserwując różne wydarzenia lokalne, gdzie organizatory, a przede wszystkim my, zwykli Polacy, tak łatwo zapomnieliśmy o konieczności zachowania dystansu i zasłaniania ust i nosa. Fala, z którą mamy dzisiaj do czynienia, wróciła w drugiej połowie września, kiedy wspomniane kurorty czy plaże opustoszały. W mojej ocenie powodu wzrostu zachorowań należy upatrywać w osłabieniu odporności, która zwykle ma miejsce jesienią czy wiosną.
Przyczyn wzrostu zakażeń COVID-19 szukałbym także w powrocie dzieci do szkół. I to te dwa czynniki – według mnie – zdecydowały o zwiększonej liczbie osób zainfekowanych. Oczywiście, wakacje i poluzowanie po wiosennym lockdownie, podejście oportunistyczne zakładające, że wirusa nie ma, że to czyjś wymysł, że liczba zachorowań jest relatywnie mniejsza niż to było na wiosnę, to wszystko uśpiło naszą uwagę. Ale jest to zarzut do nas wszystkich, że zlekceważyliśmy koronawirusa. Jeśli zaś chodzi o działania rządu czy administracji publicznej, również samorządów, to specjalnie nie stawiałbym zarzutów, bo zrobiono naprawdę wiele.
Możliwość uruchomienia szpitali polowych czy poszerzenie bazy łóżkowej w szpitalach to efekt i dowód, że czas został wykorzystany w sposób właściwy. Bardzo liczę, że na przełomie października i listopada – tuż przed Wszystkich Świętych – nastąpi spłaszczenie fali zachorowań i cofniemy się do poziomu poniżej pięciu tysięcy dziennie osób zainfekowanych, a daj Boże, żeby zejść poniżej tysiąca. Ważna też będzie pogoda, która może wzmocnić naszą odporność, a zatem przydałaby się nam mroźna, siarczysta zima.
Póki co nie ma leku czy skutecznej, sprawdzonej szczepionki przeciw koronawirusowi, ale w aptekach nie ma nawet szczepionek przeciw grypie…
– Według mnie brak szczepionek przeciw grypie to efekt zwiększonego zainteresowania na całym świecie. Nawet przeciwnicy rządu mówią, że szczepionek nie dało się zakupić w lipcu czy sierpniu. Można było jedynie zakontraktować ponad 2 miliony sztuk. Warto też pamiętać, że szczepionki są produkowane przez firmy zachodnie i ich kraje w pierwszym rzędzie chcą zabezpieczyć własne potrzeby służby, urzędników itd. Podobna sytuacja była na początku pandemii koronawirusa z respiratorami czy innym sprzętem ratującym życie i zdrowie. Pamiętam, że kiedy Austriacy zamówili w Chinach ten sprzęt, i kiedy statek z towarem wpłynął do portu w Hamburgu, to rząd federalny zatrzymał dostawę dla siebie, tłumacząc, że gdy dotrze sprzęt zamówiony przez Niemcy, to zostanie on przekazany do Austrii.
Może jednak Polakom przydałaby się rzetelna informacja w tym zakresie, co ograniczyłoby spekulacje?
Dlatego błędem było dzisiejsze zachowanie sejmowej opozycji, która nie wykorzystała okazji, żeby wysłuchać wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego. Natomiast obstrukcja spowodowała, że wiemy znacznie mniej niż po dzisiejszym dniu powinniśmy. Mówię to jako poseł Zjednoczonej Prawicy, którego też interesuje, co na temat bieżącej sytuacji pandemicznej w Polsce i stanu naszych przygotowań mają do powiedzenia przedstawiciele rządu.