• Czwartek, 12 marca 2026

    imieniny: Bernarda, Józefiny

Za murami klauzury

Sobota, 2 lutego 2013 (02:07)

 

Z siostrą Hiacyntą Wesołowską z Opactwa Sióstr Benedyktynek w Przemyślu rozmawia Agnieszka Gracz

 

Proszę Siostry, święto Ofiarowania Pańskiego to również dzień pamięci i modlitwy za dar obecności sióstr zakonnych, wszystkich osób służących Panu Bogu w instytutach świeckich oraz w indywidualnych formach życia konsekrowanego. Jak Siostry go przeżywają?

– Dzień Życia Konsekrowanego jest dla nas szczególny. Kiedy tylko Ojciec Święty Jan Paweł II go ogłosił, wiadomość ta napełniła nas ogromną radością i duchową mobilizacją. Kościół powszechny potwierdził, że nasza posługa i życie, często ukryte, niepozorne, płynące w cichym nurcie klasztoru klauzurowego, jest nieodzowne we wspólnocie Kościoła, że to życie jest ważne, trochę „eschatologiczne”, bo ma wszystkim w Kościele wskazywać kierunek: wieczność. Dokumenty Kościoła, wielokrotnie również sam bł. Ojciec Święty Jan Paweł II, podkreślają, że zakony, nie tylko te klauzurowe, są skarbem Kościoła, dopełniają jego misję. Nas mobilizuje to, by sięgać do korzeni, do głębokiej prawdy, że Pan Bóg rzeczywiście JEST na pierwszym miejscu. Tak mówi Reguła św. Benedykta i święci wszystkich czasów: „nie ma nic ważniejszego od Chrystusa”. Słowa te przywołał również Ojciec Święty Benedykt XVI w dniu inauguracji swojego pontyfikatu. Dzień osób konsekrowanych pozwala też przybliżyć nasze życie wiernym Kościoła, a nawet nieco „uszczknąć” z jego tajemnic. Zapewne też niewiele osób spodziewa się, że mogą one mieć trochę trudne oblicze. Dlatego jesteśmy wdzięczne, że ze strony wiernych – jakby w odruchu chrześcijańskiej solidarności – szczególnie my, siostry klauzurowe, doświadczamy gestu symbolicznego wsparcia w postaci kolekty zbieranej w tym dniu w kościołach. I chociaż nie ona jest tu najważniejsza, stanowi dla nas prawdziwy znak miłości – caritas. Tak często wiele zgromadzeń jest na łasce Bożej, a o potrzebach zawsze trudno się mówi…

 

Jaką radość daje życie konsekrowane? Wiele osób, stając u progu wyboru powołania, może mieć wątpliwość, że odpowiadając na zaproszenie Chrystusa do życia konsekrowanego, będzie musiało zrezygnować ze swoich pasji…

– Przede wszystkim ważna jest postawa trwania w realiach, w prawdzie wobec swoich pragnień, możliwości, przed Bogiem, ludźmi i przed samym sobą. Jeśli ktoś wstępuje do klasztoru i po normalnym rozeznaniu, w hojności serca chce oddać Bogu do dyspozycji swoje marzenia, aspiracje, po prostu siebie, On z największą radością przyjmuje ten dar i nie rezygnuje z niczego, co zostało ofiarowane. Czasami przekształca pragnienia, czasami wręcz pomaga rozwijać pasje. Pod jednym warunkiem: że one okażą się drogą człowieka do Boga, a nie do czegokolwiek innego. „Niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa” (św. Benedykt, Reguła). Czasem można zaobserwować ludzkie pragnienie, by coś znaczyć, ale tak naprawdę najważniejsza jest przecież relacja z Bogiem oparta na wierze. Wstąpiłam do klasztoru Sióstr Benedyktynek po szkole plastycznej i chociaż zrezygnowałam z rozpoczętych już formalnie studiów w tym kierunku, nie czuję się przez to uboższa czy niezrealizowana. Wykorzystuję dane mi talenty w inny sposób. Więcej, odkrywam niespodziewanie zupełnie nowe, którymi mogę służyć wspólnocie. Pan Bóg jest większy i jest w stanie po swojemu „zrekompensować” wiele dobrowolnie ofiarowanych Mu darów. I choć czasami zaskakuje, to jednak nigdy się nie myli. A człowiek sam, bez Jego światła i natchnienia, nie zawsze bywa dobrym sędzią we własnej sprawie. W klasztorze benedyktyńskim są również możliwości kształcenia się, jednak po wspólnotowym rozeznaniu konkretnych potrzeb czy możliwości. Nie jest tajemnicą, że dziś młodemu człowiekowi trudno na cokolwiek się zdecydować, często nawet dokonać wyboru kierunku studiów czy odpowiedniej drogi życiowej. To znak czasu i objaw rozbicia wewnętrznego. Człowiek pragnie wiele zdobyć, jak najbardziej wyeksponować siebie, gubi to, co jest w nim ciche i nieśmiałe, co nie znaczy gorsze. W ten sposób zapomina, że tak naprawdę tylko w Bogu może znaleźć prawdę o samym sobie i że nie dojdzie do prawdziwego szczęścia bez oddania tego, co ma, w Jego ręce, niezależnie od tego, czy wybierze życie małżeńskie, zakonne czy samotne. Bez Boga będzie ono pełne niepokoju. A wystarczy chwila modlitwy i ciszy. Czas poświęcony na modlitwę nie jest nigdy stracony. Sprawia, że to, co wydawało się pustką, śmiercią, zaczyna kwitnąć i owocować.

 

Młodzi doświadczają wewnętrznych kryzysów, czy w związku z tym nie spada liczba powołań?

– Charyzmat benedyktyński przetrwał ponad tysiąc lat. Obserwujemy teraz mniej powołań i jest to związane z ogólnym, wielopłaszczyznowym kryzysem, przede wszystkim tym dotykającym rodziny. Zawodzą podstawowe ludzkie wartości, niepewność, rozbicie rodzin, słabną chrześcijańskie korzenie, a to ma wpływ na liczbę i jakość powołań. Nawet jeśli ktoś jest powołany, to niemal siłą, łaską i cudem musi przebijać się do tego światła, aby pójść za głosem Chrystusa. Z pewnością nie jest łatwo! Pan Bóg jest jednak niesamowity i potrafi cudownie pomóc, nawet pokierować wydarzeniami. Wymaga jednego: wiary i ufności, ufnego powierzenia się Jego prowadzeniu. Myślę, że w każdym rodzaju powołania, ale szczególnie w tym zakonnym. On też wspiera, daje radość, entuzjazm, aby to dzieło żyło, rozwijało się i służyło.

 

Opactwo Sióstr Benedyktynek w Przemyślu jest najstarszym żeńskim zakonem w mieście. Jakie są główne charyzmaty zgromadzenia?

– Jest to rzeczywiście najstarszy żeński klasztor na Kresach Południowo-Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Pierwsze długo oczekiwane benedyktynki przybyły do pobliskiego Jarosławia na początku XVII wieku. Już w 1629 r. utworzyły filię w Przemyślu. Właśnie tu, nad brzegiem Sanu, rozkwitło i przetrwało mroki zaborów życie monastyczne. Charyzmatem mniszek św. Benedykta w Kościele jest – zupełnie tak, jak u każdego chrześcijanina pod słońcem – życie na chwałę Bożą: „aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”. W klasztorze, w ramach klauzury, wpisana jest w to życie codzienna, konkretna modlitwa i praca – ora et labora. W XVII w. matka Magdalena Mortęska, zwana polską Teresą z Ávila, zmodyfikowała nieco nasz charyzmat. Ukierunkowała go, według dostrzeżonych potrzeb czasu, na płaszczyznę edukacyjną i na nieco bardziej systematyczne, intelektualne (co było dużym nowatorstwem) podejście do modlitwy. „Szkoły Panieńskie” okazały się w przypadku naszego klasztoru dziełem opatrznościowym; siostry nie tylko same przetrwały, ale podczas czarnej nocy zaborów szerzyły w ukryciu ducha patriotyzmu wśród kształconych przez siebie dziewcząt. Do specyfiki zakonu benedyktynek należy i to, że każdy klasztor jest autonomiczny. Z zasady nie przenosimy się, składamy ślub stałości miejsca (stabilitas), nietypowy pośród innych zgromadzeń. Okoliczność ta zakłada, że w każdym przełomowym czasie wspólnota musi rozeznać, w jaki sposób może służyć w konkretnym miejscu, do którego Pan Bóg ją powołał. Dziś, przy zachowaniu naszego klauzurowego charakteru, dostrzegamy coraz wyraźniej potrzebę pewnego otwarcia w kierunku charyzmatu gościnności. To element typowo ewangeliczny, od zawsze obecny w benedyktyńskiej tradycji. Nie prowadzimy już szkół, zburzonych doszczętnie w czasie wojny. Nasze „klauzurowe apostolstwo” stanowi posługa wobec pojawiających się pielgrzymów i gości, których według słów św. Benedykta „nigdy w klasztorze nie brak”. Jest to dla nas, obok trudu utrzymania i aktualnych remontów, także ogromna radość, bo wiemy, że nasz klasztor jest takim miejscem, które, choć oddzielone od świata, istnieje po to, by coś ważnego dla tego świata ocalić.

 

Co Siostra ma na myśli?

– Często goście lub osoby, które odwiedzają jakikolwiek benedyktyński monaster, zwracają uwagę na napis przy wejściu: „Pax” – tzn. pokój temu, który wchodzi. Klasztor jest miejscem odosobnionym, gdzie można doznać Bożego pokoju. Chociaż jest w pewnym sensie odizolowany od świata, to jednak nie dlatego, aby przed nim coś ukryć, zabrać mu, ale raczej ocalić i ofiarować temu, który tego naprawdę zapragnie. Tym „czymś” niezbędnym dla przybywających może okazać się choćby prymat wartości Bożych w codzienności: klimat wyciszenia i skupienia, nastawienie na życie Słowem Bożym, czyli monastyczna tradycja Lectio Divina, regularna modlitwa wspólnotowa, jak również zwykła, solidnie wykonywana każdego dnia praca: w ogrodzie, domu rekolekcyjnym, w klasztorze. Można do nas przyjechać na osobiste rekolekcje czy po prostu na chwile refleksji w ciszy. Bo głos Boży jest bardzo cichy, nie narzuca się. Często ważne decyzje, rozeznanie powołania „poczynają się” właśnie w ciszy, w ukryciu. Jeśli ktoś zechce w skupieniu wsłuchać się w głos Boga, podwoje klasztoru benedyktyńskiego są dla niego otwarte. Ale i, dla odmiany, odnajduje się tu również nie zawsze „wyciszona” młodzież z lokalnych organizacji katolickich (RAM, Oaza itp.) oraz uczestnicy comiesięcznych rekolekcji trzeźwościowych (ORDW), regularnie spotykający się w domu rekolekcyjnym naszego opactwa. Są też oblaci benedyktyńscy, czyli osoby świeckie różnych stanów i zawodów, pragnące zaczerpnąć z duchowości dla osobistego życia na comiesięcznych spotkaniach formacyjnych prowadzonych przez siostry.

 

Kondycja finansowa zakonów kontemplacyjnych czy czynnych jest często trudna. Jak dziś wygląda sytuacja waszego klasztoru?

Jeśli chodzi o nas, praktycznie utrzymujemy się z 10 najniższych krajowych emerytur i z ofiar prywatnych osób. Kiedy zdrowie dopisywało siostrom, miałyśmy pracownię haftu, a w latach 70. przedszkole. Dziś, gdy nie jest to już możliwe, prowadzimy dom rekolekcyjny i przyjmujemy gości. Jest to źródło skromnego utrzymania naszej 22-osobowej wspólnoty.

 

Siostry remontują klasztor. Na jakim etapie są prace?

Nazwałyśmy go „remontem stulecia”. Decyzja podjęcia prac była trudna ze względu na ogromne koszty, nawet przy dobrym projekcie unijnym. Zawilgocone mury, pozbawione izolacji fundamenty naszego kościoła i klasztoru pw. Trójcy Świętej nad Sanem wymagały gruntownej renowacji. Była to ostania szansa, by budynek, podniesiony niegdyś z ogromnym trudem i mało fachowo ze zgliszcz wojennych, nie uległ ponownej dewastacji. Zawierzyłyśmy Panu Bogu tę pracę, ale idąc za starą benedyktyńską maksymą „módl się i pracuj”, nie chciałyśmy tylko bezczynnie czekać. Dziś remont zbliża się już do końca, ale pozostała nam spłata zaciągniętego długu i stale nas „straszące” awarie wysłużonych, niemal „zabytkowych” instalacji. Kwoty z tym związane są oczywiście nie na nasze możliwości. W takich wypadkach pozostają już tylko trochę „szalone” pomysły. Mając specjalne pozwolenie władz kościelnych i zakonnych zdecydowałyśmy się na nietypowy dla sióstr klauzurowych krok: kwestowanie w parafiach naszej diecezji i poza jej granicami, tam, gdzie zgodzą się nas przyjąć. Takich miejsc jest jednak niewiele, wszędzie jest tyle potrzeb! Zdajemy sobie z tego sprawę. Tym bardziej więc jesteśmy wdzięczne za każdą pomoc. Za osoby, które nas wspierają, codziennie ofiarowujemy naszą modlitwę i życie tu, w Przemyślu, za murami klauzury.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Opactwo Sióstr Benedyktynek, plac Konstytucji 3 Maja 8, 37-700 Przemyśl

Nr konta: PBS 17 8642 1155 2015 1507 2096 0001