• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

COVID-19 uczy nas wszystkich pokory

Poniedziałek, 12 października 2020 (20:57)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na wtorek zaplanowano spotkanie premiera Morawieckiego z przedstawicielami partii opozycyjnych zasiadających w Sejmie w sprawie pandemii. Czy rząd ma w ogóle pomysł, strategię na walkę z koronawirusem?

– Sytuacja z pewnością nie jest łatwa. Zawsze najtrudniejsze są proste rozwiązania, które wymagają czasu, cierpliwości, determinacji i konsekwencji. Na tym etapie, jak dotąd, nikt na całym świecie nie wymyślił nic lepszego w walce z pandemią koronawirusa poza trzema kluczowymi zasadami określanymi w skrócie DDM, a więc: dystans, dezynfekcja, maseczka. Tak naprawdę istotą całej sprawy jest to, żebyśmy swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem nie doprowadzili do zablokowania systemu ochrony zdrowia w Polsce, żeby falę zakażeń możliwie jak najbardziej spłaszczyć, a tym samym zachorowania rozłożyć w czasie, nie doprowadzając do niewydolności systemu zdrowia. Wszystko po to, by osoby zakażone, z ciężkim przebiegiem COVID-19 mogły uzyskać niezbędną, fachową pomoc w szpitalach, żeby liczba zachorowań się nie spiętrzyła, bo to może doprowadzić do paraliżu, z którym żaden system zdrowotny na świecie nie jest w stanie sobie poradzić.       

Ze strony rządu, a także w niektórych mediach można usłyszeć, że w innych krajach, np. w Czechach czy we Włoszech, liczba zachorowań jest dużo większa niż u nas. Czy tłumaczenie, że inni mają gorzej, jest usprawiedliwieniem?

– Na pewno mamy porównanie, jak to wygląda gdzie indziej. Używając porównania sportowego, jedno można powiedzieć ponad wszelką wątpliwość: pierwszą połowę meczu z COVID-19 Polska wygrała. Kiedy porównamy dane z Polski z tym, co się działo na terenie całej Europy, a także w innych regionach świata, to statystyki z naszego kraju były, rzec można, rewelacyjne, a zatem wiosnę z COVID-19 przeszliśmy suchą stopą. Dzisiaj jesteśmy już w innym miejscu. Rozpoczęła się druga połowa pojedynku i jedno można powiedzieć, że wirus nie odpuścił – był, jest i będzie z nami jeszcze jakiś czas (nie wiemy, jak długo) i żeby wygrać tę batalię, cała biało-czerwona drużyna – my wszyscy – musi grać zespołowo. Jeżeli z naszej strony – nie tylko niektórych z nas, ale ze strony całego społeczeństwa, polityków także mediów – nie będzie odpowiedzialności, to drugą połowę walki z COVID-19 możemy przegrać. Patrząc na rozwój wydarzeń, jest to bardzo realne. Musimy zatem do sprawy podejść mądrze, ze świadomością, że jako społeczeństwo bez rozważnych polityków i mądrych mediów tego starcia nie wygramy. I odwrotnie. Politycy bez determinacji i zdrowego, odpowiedzialnego społeczeństwa też nie dadzą rady. Nawet najlepszy premier, najlepszy minister zdrowia czy akt prawny bez realizacji przez obywateli, bez odpowiedniej profilaktyki będą tylko martwym zapisem. Trzeba to nazwać po imieniu. A zatem walka przed nami i musimy grać zespołowo.

Czy czas wakacji nie został przespany, a błędem nie było poluzowanie? Widzieliśmy chociażby zatłoczone plaże, deptaki pełne ludzi. Czy dzisiaj nie zbieramy żniwa wakacyjnego poluzowania?

– Dziwię się tym, którzy na wszystko mają odpowiedź i zawsze wiedzą, co jak zrobić. Przecież wiosną, kiedy mieliśmy pierwszą falę zakażeń, nikt nie wiedział, jak będzie wyglądał COVID-19, a jednocześnie nikt – nawet najświatlejsze umysły medyczne, epidemiolodzy – nie wiedział, w jakim kierunku i na jaką skalę pandemia będzie się rozwijać jesienią, kiedy dochodzi jeszcze sezon zachorowań na grypę. Wiedzieliśmy jedno, iż mimo spłaszczenia fali zachorowań pandemia się nie skończyła, że ciągle w Polsce mamy czas pandemii i wszystkie działania rządu są ukierunkowane na walkę z koronawirusem. I co do tego nie ma wątpliwości. Natomiast jest pytanie: co można było zmienić, co zrobić lepiej przez okres wakacyjny, kiedy ludzie oczekiwali swoistego odreagowania po zimowo-wiosennym zamknięciu w domach? Naturalną koleją rzeczy jest, że lato, słońce, piękna pogoda – to wszystko sprzyja spotkaniom, a jednocześnie ludzie potrzebowali odreagowania. Nie sądzę, żeby politycy, a zwłaszcza rządzący Polską, nie mieli świadomości tego procesu, by nie zdawali sobie sprawy, iż luzowanie nie do końca jest dobrą rzeczą. Proszę sobie jednak wyobrazić, co by się działo, gdyby rząd Zjednoczonej Prawicy wprowadził wakacyjną blokadę wyjazdów zagranicznych, pozamykał lotniska, jaki byłby odzew ze strony totalnej opozycji, ze strony mediów. Moglibyśmy usłyszeć, że oto cały świat się otwiera, że poszczególne gałęzie gospodarek zaczynają funkcjonować, odrabiać straty, działać, że cały świat normalnie żyje, a tylko Polska jest strefą zamkniętą, zupełnie odizolowaną od świata. Mielibyśmy jedną wielką jazdę medialną.

To wszystko prawda, tylko czy odpowiedzialny rząd powinien się kierować głosem mediów i totalnej opozycji, czy dobrem obywateli?

– Oczywiście, należy słuchać tego, co mają do powiedzenia media, prowadzić z nimi mądry dialog, a jednocześnie wsłuchiwać się w głos społeczeństwa. Warto mieć też na uwadze, że nie da się pogodzić interesów wszystkich stron, nie da się pogodzić zamykania szkół, mając świadomość, że ktoś z tymi dziećmi musi zostać w domu, odrabiać lekcje itd. Rodzice chcą, muszą pracować, a zamknięte szkoły i dzieci w domach oznaczałyby drugi lockdown. Tysiące rodziców musiałoby zostawić pracę zawodową, wziąć wolne, opiekę czy pójść na zasiłki. I tutaj każde rozwiązanie, każdy wariant jest zły dla każdej ze stron. Cokolwiek na tym etapie zostałoby czy nie zostałoby zrobione będzie odczytane jako złe. Dlatego dzisiaj nie wierzę w to, że ktoś ma jedyny słuszny patent, jak poradzić sobie z pandemią koronawirusa. Jeszcze niedawno podawano przykład Szwecji, gdzie sześć tysięcy ofiar śmiertelnych było już w okolicach czerwca, tymczasem my jesteśmy na etapie trzech tysięcy ofiar – o trzy tysiące za dużo, ale jestem ciekaw, co działoby się, gdyby w Polsce przed wakacjami pojawiła się taka liczba zmarłych z powodu COVID-19.

Szwecja nie jest chyba dobrym przykładem, bo nie gdzie indziej jak właśnie tam przy okazji koronawirusa – można powiedzieć – zastosowano eutanazję ludzi starszych…          

– Dokładnie, Szwedzi w obliczu pandemii koronawirusa zastosowali eutanazję społeczną. Przy milczącej postawie społeczeństwa dokonano swoistej eutanazji starszego pokolenia, pozwalając, aby na skutek braku obostrzeń wirus się rozprzestrzenił i dokonał zniszczenia wśród tej grupy społecznej. Dobrze, że w Polsce jesteśmy przywiązani do tradycyjnych wartości, że wciąż są rodziny pokoleniowe, że wartość babci, dziadka jest bardzo istotna w życiu naszych rodzin. I to – można powiedzieć – uratowało nas przed nieszczęściem, które spotkało Szwedów.

Co ciekawe, w Szwecji brak lockdownu wcale nie zatrzymał pandemii, która kwitnie w najlepsze.

– To tylko pokazuje, że końca pandemii – nie tylko w Szwecji – nie widać. Tak długo, jak nie zostanie uzyskany model społecznej odporności na COVID-19, ewentualnie pojawi się skuteczna szczepionka lub lekarstwo na koronawirusa, tak długo będziemy skazani na zakażenia. Tymczasem mijają kolejne miesiące, jesteśmy już właściwie bliżej końca roku i ciągle słyszymy, że prace trwają, ale skutecznego lekarstwa niestety wciąż nie ma. Na koronawirusa nie ma recepty innej jak DDM, czyli dystans, dezynfekcja, maseczki. Przestrzegając zasad współżycia społecznego, nie narażając innych, musimy się uzbroić w cierpliwość i czekać. I tu wszystkim nam jest potrzebna wielka dojrzałość społeczna, odpowiedzialność za siebie i innych, i pamięć, że jak dotąd na koronawirusa nie ma skutecznej recepty. Powinniśmy też wiedzieć, że każde działanie, – mam na myśli ewentualny lockdown – będzie obarczone błędem, że będzie to skutkowało problemami gospodarczymi i innymi. Zatrzymanie gospodarki oznacza bankructwa, bezrobocie, jednak brak odpowiedzialnego podejścia do pandemii może oznaczać wzrost ofiar śmiertelnych. Trudno zatem znaleźć złoty środek. W Polsce mamy trzy tysiące ofiar koronawirusa i zapewne nie jest to koniec – miejmy tego świadomość. Niestety, COVID-19 uczy nas wszystkich pokory i jeśli jako społeczeństwo nie zachowamy się odpowiedzialnie – wszyscy – to nasze szanse na sukces maleją. Musimy o tym wyraźnie powiedzieć.

Jak zatem wytłumaczyć protesty antycovidowców czy antymaseczkowców, także posłów Konfederacji, którzy nie chcą zachowywać dystansu społecznego, bo uważają, że pandemia koronawirusa to zwykła ściema?

– Sprawa jest prosta – to są przykłady nieodpowiedzialnego zachowania. Ci ludzie nie tylko robią krzywdę sobie, ale także innym. Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie, każdy ma prawo do manifestowania takich czy innych poglądów, każdy może widzieć swoje odmienne racje, tylko tym swoich działaniem, swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem nie może narażać innych ludzi na utratę zdrowia, a być może życia. Dlatego w przestrzeni publicznej – czy to w sklepach, autobusach, ale także na ulicach – wszyscy musimy nosić maseczki i zachowywać zalecany dystans społeczny. Koniec, kropka.

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki