Czas na politykę historyczną z prawdziwego zdarzenia
Środa, 7 października 2020 (13:56)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Zrekonstruowany rząd został zaprzysiężony przez prezydenta Dudę. W jego składzie jest Jarosław Kaczyński, jak ten fakt może wpłynąć na pracę gabinetu Mateusza Morawieckiego?
– Wydaje się, że cały układ polityczny Zjednoczonej Prawicy został skonsolidowany i teraz rząd premiera Mateusza Morawieckiego będzie – nazwijmy to – jednorodny. Uważam, że w to podtrzymywanie jedności, zwartości znakomicie będzie się wpisywał wicepremier Jarosław Kaczyński, który będzie nadzorować MON, MSW oraz Ministerstwo Sprawiedliwości, będzie pewnym zwornikiem. To właśnie on będzie największym oparciem dla premiera Morawieckiego, którego – tak uważam – kolejny raz w swoisty sposób namaszcza na swojego następcę – dziedzica politycznego. Osobiście bardzo się cieszę, że Jarosław Kaczyński wszedł do rządu, bo to świadczy również o jego możliwościach i kondycji fizycznej. To niby jest sprawa drugorzędna, ale – jak pamiętamy – były przecież różne spekulacje na temat stanu zdrowia prezesa Kaczyńskiego, natomiast podjęcie decyzji o wejściu do rządu świadczy, że jest to wyzwanie, któremu może sprostać.
Zjednoczona Prawica rządzi już drugą kadencję, czy nie ma zagrożenia, że władza degeneruje – zwłaszcza że opozycja jest słaba, nie jest konstruktywna?
– Jestem pełen dobrych myśli, zakładając, że nie pojawią się tendencje, których byliśmy już świadkami, mianowicie że kolejna kadencja jest niemożliwa, dlatego korzystając z okazji, należy zadbać o siebie i swoje interesy. Takie nastroje w środowisku prawicowym już się pojawiały i zaczęto myśleć w kategoriach, żeby ustawić się możliwie jak najlepiej, bo skoro inni „brali”, to my też możemy. Daj Boże, żeby obecny układ rządowy wygrał kolejne wybory za trzy lata i ustabilizował scenę polityczną, co sprawiłoby, że tendencje, o których wspomniałem, nie dochodziłyby do głosu, a przede wszystkim dlatego, że wiele w Polsce trzeba jeszcze zrobić.
Czy nie ma zagrożenia – jak mówią przeciwnicy obecnej władzy, że Jarosław Kaczyński, wchodząc do rządu, będzie nadpremierem?
– Jeżeli premier Morawiecki – jak zakładam – będzie miał wsparcie w prezesie Kaczyńskim, to wszystko będzie dobrze. Myślę, że Jarosław Kaczyński jest na tyle mądrym i rozsądnym człowiekiem, że nigdy nie odważy się publicznie stawać się premierem rządu. Inna sprawa, że pozycja polityczna prezesa Kaczyńskiego jest o wiele wyższa niż Mateusza Morawieckiego i w tym sensie premier w dużym stopniu jest także zależny od szefa PiS. Tylko z tego, co rozumiem, Jarosław Kaczyński chce wesprzeć premiera, tym bardziej że mówi się, iż ma on wokół siebie wielu bangsterów, a tu potrzebna jest siła polityczna. Jeśli rzeczywiście jest tak, jak powiedziałem wcześniej, że prezes Kaczyński właśnie Mateusza Morawieckiego, względnie młodego polityka, wskazał na swojego następcę w przewodzeniu Prawem i Sprawiedliwością – bo każdy rozsądny, dojrzały polityk myśli o tym, żeby schodząc ze sceny, stery przekazać w możliwie najlepsze ręce – to jest to wyraz odpowiedzialności. Poza tym następstwo jest czymś naturalnym i żeby komuś przekazać stery, to trzeba go też sprawdzić – w tym pozytywnym znaczeniu. Myślę, że premier Morawiecki znakomicie się sprawdza w sytuacjach wewnętrznych konfliktów, jak i na scenie międzynarodowej. To jest dzisiaj jeden z najbardziej cenionych, a przede wszystkim wiarygodnych polityków w Europie. Wiarygodność w polityce jest sprawą bardzo ważną. Generał Wieniawa-Długoszowski mówił, że w mundurze w wojsku można robić różne głupstwa, ale nie wolno robić świństw. Z kolei w dyplomacji można robić świństwa, natomiast nie wolno robić głupstw. Myślę, że w przypadku premiera Mateusza Morawieckiego mamy człowieka, który ani głupstw, ani świństw nie robi, i to jest jego atut, który dostrzegł Jarosław Kaczyński, i postawił właśnie na niego. Owszem, wielu się to może nie podoba, bo iluż to przebierało nóżkami, żeby kiedyś zająć miejsce Jarosława Kaczyńskiego, ale taki jest wybór prezesa.
Wchodząc do rządu, Jarosław Kaczyński chyba odpiera też argumenty opozycji, która twierdziła, że jako zwykły poseł zarządza z tylnego siedzenia, nie ponosząc odpowiedzialności konstytucyjnej…
– To jest jedna kwestia. Natomiast myślę, że wchodząc do rządu, Jarosław Kaczyński w jakimś sensie wręcz krępuje możliwości przystawek, które wraz z PiS-em tworzą Zjednoczoną Prawicę, a których znaczenie jest tak naprawdę minimalne. Jako wicepremier będzie miał teraz większe baczenie na swoich politycznych sojuszników, którzy nie odważą się bez konsultacji podnieść spraw, które mogą stworzyć ewentualny konflikt. Przypomnę, że takie postawy obserwowaliśmy wiosną tego roku przy okazji wyborów prezydenckich ze strony Jarosława Gowina i ostatnio, choć w innym znaczeniu, także ze strony grupy Zbigniewa Ziobry.
W rządzie znajdzie się też prof. Przemysław Czarnek. Jak ważne jest wejście do rządu tego mocno krytykowanego przez środowiska lewicowo-liberalne polityka?
– Poniekąd nie dziwię się środowiskom lewicowo-liberalnym, bo nie mogą przełknąć człowieka z mocnym charakterem, który jasno wyraża swoje poglądy. Profesor Czarnek ma kręgosłup, daje temu wyraz, mówi zdecydowanie, jasno, jest przy tym konsekwentny. Myślę, że wreszcie mamy pierwszego nauczyciela RP, który – jako szef resortu edukacji, nauki i szkolnictwa wyższego – będzie wypowiadał swoje myśli o tym, jakie ma być wychowanie i wykształcenie młodych ludzi. To jest bardzo ważne, dlatego oponenci polityczni widzą w nim przeciwnika, boją się i nic dziwnego, że już w momencie, kiedy pojawiło się nazwisko prof. Czarnka jako kandydata na ministra, momentalnie zaczęły się protesty i fala hejtu. Myślę, że nauczyciele, pedagodzy, którzy uważają, że czas najwyższy uczyć młodych ludzi po polsku, uczyć myślenia własnym rozumem, w osobie ministra Czarnka znajdą sojusznika, oparcie i przewodnika. Co więcej, sami będą mogli podnieść głowę, bo nauczycieli uzależnionych różnymi sytuacjami od pracodawców jest wciąż wielu.
Jak to wygląda w poszczególnych grupach?
– Mogę powiedzieć, jak to wygląda w środowisku historyków, którzy unikają przedstawiania historii najnowszej, która jest, można rzec, sporna w różnych ocenach. Dlatego lepiej, wygodniej jest kłaść nacisk, koncentrować się na starożytności niż na tym, co jest nam bliższe czasowo, a jednak bardziej potrzebne, ważne i kształtujące osobowość młodego człowieka.
W jakim stanie jest dzisiaj polskie szkolnictwo?
– W fatalnym. Minister Jarosław Gowin jako szef resortu szkolnictwa wyższego poprzez Konstytucję dla Nauki uczynił wiele złego. Mówiąc, że fatalne, mam na myśli może nie całe szkolnictwo, ale w swojej ocenie skupiłbym się na humanistyce, która została zniszczona, dlatego trzeba ją koniecznie odbudować. Mam tutaj wielkie nadzieje i zaufanie do nowego ministra prof. Czarnka, że przynajmniej spróbuje uratować to, co jeszcze można ocalić. Mam nadzieję, że zostaną wyeksponowane dwa przedmioty, które są najbardziej uobywatelniające – mam na myśli język polski i historię. Oczywiście wszystkie przedmioty w systemie kształcenia są ważne, ale język polski i historia uobywatelniają, dlatego powinny być dominujące, powinny mieć najwyższą rangę w szkołach, począwszy od szkół podstawowych, przez szkoły średnie, po uczelnie wyższe. Taka jest potrzeba. Mam nadzieję, że ranga resortu edukacji, nauki i szkolnictwa wyższego będzie skłaniała także do tego, żeby wreszcie powstała polityka historyczna państwa polskiego. Nie polityka historyczna resortowa, ale państwowa. Niestety, ciągle obserwuję, jak resorty prześcigają się ze sobą w różnych działaniach bieżących, operacyjnych, tymczasem nam potrzeba myślenia kategoriami przynajmniej jednego pokolenia – minimum 20 lat. Tak właśnie powinniśmy planować naszą politykę historyczną. Warto też pamiętać, że nie wszystkie działania będą miały efekt natychmiastowy. To, że trzeba działać doraźnie, to jedna sprawa, ale polityka historyczna to myślenie długodystansowe, a mówiąc językiem św. Jana Pawła II – dalekomyślne.
Aż dziw bierze, że ten kierunek nie został obrany wcześniej…
– Z pewnością zrobiono wielki krok naprzód. Przypomnę, że wcześniej mieliśmy drwiny z własnej historii, mówienie, że historia Polski to są cmentarze, to jest martyrologia, i że powinniśmy uprawiać pedagogikę wstydu. Na szczęście wygrzebaliśmy się z tego myślenia, ale temu, co jest, trzeba jeszcze nadać szlif w postaci ukierunkowania, zaplanowania niezbędnych działań, tak jak to ma miejsce w innych państwach, dajmy na to w Niemczech, w Izraelu czy chociażby w Rosji.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki