Zachwiany kręgosłup zrekonstruowanego rządu
Wtorek, 6 października 2020 (08:48)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Nowy-stary przynajmniej w części rząd, mniej resortów, nowe twarze. Co zapowiada skład odświeżonego gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego, rządu, który – jak słyszymy – z powodu pandemii i koniecznej izolacji kilku ministrów ma zostać zaprzysiężony na raty?
– Trudno powiedzieć, czy to jest jakaś istotna, pozytywna zmiana, bo w sensie ogólnym mamy zarówno skręt w prawo, jak i w lewo. W prawo – mam na myśli edukację, gdzie jest nadzieja, że szkoły i uniwersytety zatrzymają się w otwieraniu na rewolucyjne nurty zewnętrzne. Z kolei w rolnictwie obserwujemy skręt w lewo. Ponadto w składzie rządu znajdzie się – w randze wicepremiera – Jarosław Kaczyński, który w istocie będzie, nazwijmy to, hamulcem dla Zbigniewa Ziobry, ale jego obecność jako szefa partii może być także pewną trudnością, kłopotem dla premiera Mateusza Morawieckiego. Jest zatem cały szereg wewnętrznych uwarunkowań, układanek wewnątrzpartyjnych, które w przekonaniu władz PiS mają usprawnić prace rządu i zniwelować konflikty wewnętrzne między koalicjantami Zjednoczonej Prawicy. Co z tego faktycznie wyniknie, to się dopiero okaże. Tymczasem pewne jest, że w każdym segmencie możemy to nowe rozdanie czytać inaczej.
Jak Pan Profesor patrzy na to rozdanie w poszczególnych segmentach. Wspomniał Pan o wyraźnym skręcie, jeśli chodzi o mianowanie nowego ministra rolnictwa. Trudno będzie zastąpić bądź co bądź cenionego ministra Krzysztofa Ardanowskiego, natomiast Grzegorz Puda – można rzec – był twarzą nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt, która de facto uderza w polskie rolnictwo.
– Rzeczywiście Grzegorz Puda, choć absolwent Akademii Rolniczej, to jednak człowiek, który ze wsią ma raczej niewiele wspólnego. Nie wiem, czy sam kiedykolwiek coś hodował oprócz zwierząt domowych typu pies, kot czy dajmy na to chomik bądź rybki w akwarium. Natomiast różnica jest taka, że ci ministrowie rolnictwa, którzy sami pracowali na roli, mają zupełnie inną perspektywę. Wiedzą, skąd żywność pochodzi, wiedzą, jakim trudem jest okupione jej wyprodukowanie i dlatego bardziej rozumieją świat i pracę rolników. Natomiast wydaje mi się, że dzisiaj niektórzy próbują zrozumieć świat wsi bardziej przez pryzmat ideologii. Uważam, że przyszły minister rolnictwa Grzegorz Puda nie należy do świata rolniczego, a bardziej do tego, który optował za Ustawą o ochronie zwierząt – zresztą bardzo źle przyjętą na polskiej wsi. I to jest problem, który zgłaszają rolnicy oraz związki zawodowe.
Po co zatem kierownictwo PiS naszykowało sobie taki problem?
– Trudno powiedzieć, być może Grzegorz Puda ma być tylko ministrem przejściowym, a w tak zwanym międzyczasie będą trwały poszukiwania kogoś, kto docelowo będzie uspokajał, delikatnie mówiąc, nie najlepsze nastroje na wsi. Z całym szacunkiem, ale nie widzę w nowym ministrze talentów, które pozwalałyby ze spokojem patrzeć w przyszłość polskiej wsi.
Wśród nowych twarzy w rządzie Mateusza Morawieckiego pojawia się także profesor Przemysław Czarnek, który jeszcze nie objął resortu edukacji i nauki, a już spotyka się z dużą falą hejtu. Dlaczego ta nominacja wzbudza tak duże emocje?
– Rzeczywiście fala hejtu, jaka spotyka prof. Przemysława Czarnka, jest ogromna – zwłaszcza ze strony środowisk lewicowych. Widać, że ideologia się burzy, środowiska rewolucyjne obawiają się, że pochód ideologii przez polskie szkolnictwo i przez polską naukę, któremu się nie przeciwstawił w żadnej mierze Jarosław Gowin, teraz zostanie wyhamowany. I to jest moim zdaniem główna przyczyna tych ataków wymierzonych w prof. Czarnka. Strach, że do wojny ideologicznej włączył się człowiek mądry, zdecydowany, bardzo konkretny, to wszystko sprawia, że te ataki są tak mocne.
Jakie zadania stoją przed nowym szefem resortu edukacji i nauki?
– Przede wszystkim uporządkowanie szkolnictwa wyższego, czyli odideologizowanie nauki. W nauce nie powinno być miejsca na ideologię. Drugim zadaniem jest upodmiotowienie nauki w sensie wewnętrznym. Na przykład reforma byłego ministra szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina, która w sensie recenzji uzależnia polską naukę od recenzentów zewnętrznych, dajmy na to humanistykę czy filozofię, to jest absurd totalny. Przyznam, że nie znam kraju, który by pozwolił na to, aby granty, które wydaje rodzime ministerstwo, były recenzowane przez czynniki zewnętrzne. Zatem jest cały szereg spraw do uporządkowania, odbiurokratyzowania systemu szkolnictwa wyższego na różnych piętrach. Zadań jest sporo – także kształcenie młodzieży szkolnej w duchu patriotycznym, co będzie procentowało w przyszłości. Jest też potężne zadanie programowe, czyli ustawienie w sposób klasyczny całego procesu kształcenia, który próbuje się zachwiać ze względu na ideologię.
Obrona polskiej szkoły, ucznia, studenta przed agresją kulturową nie będzie taka łatwa, tym bardziej że Jarosław Gowin – wydaje się – utwierdził zideologizowaną strukturę wyższych uczelni?
– Jarosław Gowin jako minister nauki i szkolnictwa wyższego w żaden sposób nie naruszył dawnych układów, jakie panują w szkolnictwie wyższym i w przestrzeni szeroko pojętych badań naukowych. Minister Gowin poprzez Konstytucję dla Nauki w dużym stopniu podporządkował polską naukę zagranicy, czynnikom zewnętrznym, bo czasopisma zagraniczne są punktowane bardzo wysoko. O ile w naukach technicznych, w medycynie czy w naukach matematyczno-przyrodniczych nie niesie to za sobą większych szkód, o tyle w naukach humanistycznych jak najbardziej – dajmy na to w prawie czy w filozofii. Warto też podkreślić, że w tym obszarze widoczny jest brak jakichkolwiek zmian kadrowych, co sprawia, że na uniwersytetach stary układ jest wciąż dominujący. Za rządów ministra Gowina mieliśmy zatem konserwowanie tego układu, co powoduje, że koniecznych zmian w tym obszarze potrzeba bardzo dużo.
Zatem przed ministrem Czarnkiem trudne wyzwanie, ale nie jest to chyba zadanie dla jednego człowieka?
– To ludzie tworzą naukę, edukację, a system tylko pomaga lub przeszkadza. Przed polskim szkolnictwem – w szerokim tego słowa znaczeniu – jest walka o rząd dusz. I jeśli ludzie – mam na myśli nie tylko ministra Czarnka, ale także ludzi Kościoła, środowiska katolickie, konserwatywne, ludzi, którzy myślą normalnie, a nie tylko podchodzą do życia w sposób konformistyczny, jeśli wszyscy, którym dobro Polski leży na sercu, nie włączą się w ten bój o przyszłość naszej kultury narodowej, to jeden człowiek – nawet tak bardzo zdecydowany jak prof. Czarnek – wiele na tym polu nie zdziała. Bez solidarnej postawy w obronie polskiej nauki przyszłość naszej Ojczyzny będzie się rysować w totalitarnych barwach. Nie gdzie indziej jak w szkołach i uniwersytetach kształtowana jest przyszła elita kraju. Nauka jest zatem w naszej zachodniej cywilizacji na szczycie życia kulturalnego. Dlatego jeśli centra intelektualne naszej cywilizacji będą przesycone ideologią, to niechybnie czeka nas klęska.