• Czwartek, 22 października 2020

    imieniny: Filipa, Halki, Korduli

Nadszarpnięty wizerunek Zjednoczonej Prawicy

Poniedziałek, 28 września 2020 (18:40)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wydaje się, że kryzys w Zjednoczonej Prawicy został zażegnany. Czy i jak mocno ten spór, którego wszyscy byliśmy świadkami, nadszarpnął autorytet rządzącej koalicji?

Niewątpliwie kryzys został zażegnany, została podpisana nowa umowa koalicyjna. Jednak pojawia się pytanie, na jak długo. Czy ten kryzys został zarzucony do końca, czyli do wyborów parlamentarnych, czy nie jest to może tylko doraźne rozwiązanie. Do wyborów jest trzy lata i dużo może się jeszcze wydarzyć. Przyszłość pokaże, jak ten konflikt wpłynął na kondycję Zjednoczonej Prawicy. Notowania sondażowe raczej zostaną utrzymane na tym samym poziomie, wygląda na to, że nie ma możliwości ich wzrostu – przynajmniej znaczącego. Wydaje się, że tym kryzysem wizerunek Zjednoczonej Prawicy został jednak dość mocno nadszarpnięty. I to z kilku powodów. Przede wszystkim ten spór – w swojej dyskusji – wykroczył poza ustalenia koalicyjne, stał się przedmiotem wypowiedzi różnych polityków opozycji, także mediów. A zatem w ostatnich tygodniach, mimo iż granice zostały przez polityków prawicy przekroczone, to nie na tyle, żeby uniemożliwić załagodzenie tego kryzysu. Nie oznacza to jednak, że spór, jaki wybrzmiał, nie pozostawił śladu na wizerunku. Co więcej, myślę, że bardzo mocno nadszarpnął wizerunek Zjednoczonej Prawicy.

Czy to, co ostatnio działo się wokół Zjednoczonej Prawicy, cały ten konflikt, jest zrozumiały dla wyborców?

Osoby, które głosowały na Zjednoczoną Prawicę, oczekiwały spokoju, pewnej stabilizacji, porozumienia i konsekwentnej realizacji programowej. Tymczasem zaraz po wygranych wyborach prezydenckich następują podziały – związane szczególnie z nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt – i to jest trudne do zrozumienia dla zwolennika Zjednoczonej Prawicy. Szczególnie gdy mamy do czynienia z daleko idącą słabością opozycji, a jednocześnie z podejmowanymi przez różne środowiska działaniami promującymi ideologię lgbt. Ponadto można odnieść wrażenie, że ten spór ma charakter bardziej personalny niż programowy, że ambicje poszczególnych polityków wzięły górę nad troską o zachowanie pewnej jedności, powagą i realizacją kwestii programowych.

Nowa umowa koalicyjna jednak została zawarta, ale poza głównymi zrębami de facto nie znamy jej szczegółów…

Owszem, docierają do nas jakieś szczątkowe informacje, dotyczące bardziej rekonstrukcji rządu. Mowa jest o 14 ministerstwach zamiast dotychczasowych 20, mowa jest także o jednym zamiast dwóch resortów dla każdego koalicjanta PiS-u, mówi się też o proporcjonalnej redukcji wiceministrów dla poszczególnych partii. A zatem są to bardziej kwestie personalne związane z funkcjonowaniem koalicji niż kwestie programowe, o których na razie wiemy bardzo mało. Kolejną kwestią – bardzo istotną – jest deklaracja wspólnego startu w wyborach do Sejmu i Senatu, do Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach samorządowych. To ważna sprawa, bo dotyczy perspektyw funkcjonowania Zjednoczonej Prawicy, ale dotyczy także spraw personalnych.      

Skoro kryzys został zażegnany, to po co do rządu – jak słyszymy – ma wejść Jarosław Kaczyński?

Prezes Jarosław Kaczyński ma pełnić funkcję wręcz nadkanclerza, moderatora, będzie też kierował, czy też sprawował nadzór, nad MSW, MON-em i resortem sprawiedliwości. To może potwierdzać, że kryzys w Zjednoczonej Prawicy był jednak głęboki, również kryzys personalny, i wymagał podjęcia aż tak radykalnych działań ze strony lidera – Jarosława Kaczyńskiego. Warto też sobie uświadomić, że szczególnie w czasach AWS-u źle odbierano, zarzucano wprost rządzącym, że choć premierem był Jerzy Buzek, to jednak całą strukturą kierował z tzw. tylnego siedzenia Marian Krzaklewski – przewodniczący NSZZ „Solidarność” i jednocześnie szef AWS, że to on miał faktyczną władzę. To było przedmiotem krytyki ze strony różnych środowisk, ale także nie zostało dobrze przyjęte w społeczeństwie, bo takie podejście zaburza jednak pewną przejrzystość. Oczywiście nie wiemy, jak będzie w tym przypadku, jak ten model zaproponowany przez prezesa Kaczyńskiego – z jego ewentualnym wejściem do rządu – się sprawdzi. Jak to będzie funkcjonowało, czas pokaże, ale taki argument z pewnością do rąk dostała opozycja. Co by nie powiedzieć, jest to na pewno rozwiązanie ryzykowne. Owszem, Jarosław Kaczyński jako prezes PiS-u ma absolutne do tego prawo i powinien być liderem całej Zjednoczonej Prawicy i jako taki może wyznaczać strategię, proponować rozwiązania, mieć decydujący głos – także jeśli chodzi o funkcjonowanie rządu, natomiast wejście w skład rządu – rzec można – wikła go w sprawy bardziej doraźne. Dopiero czas pokaże, czy ten manewr zapobiegnie dalszym kryzysom.

Czy i jakie konsekwencje może przynieść odwołanie z funkcji ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego?

Najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby Jan Krzysztof Ardanowski pozostał na fotelu ministra rolnictwa, bo cieszy się on dużym uznaniem w środowiskach nie tylko Zjednoczonej Prawicy, ale w ogóle w środowiskach rolniczych, wiejskich. Wydaje się jednak, że ta dymisja jest już przesądzona, bo w tym przypadku nie chodzi o kwestie personalne, tylko bardziej o sprawy programowe. Ta dymisja może sprawić, że kwestia polityki rolnej może wpłynąć na pogorszenie notowań Zjednoczonej Prawicy – szczególnie w elektoracie wiejskim.

Czy ustawa tzw. antyfutrzarska nie odbije się czkawką PiS-owi i czy przez trzy lata, jakie pozostały do wyborów, uda się tej formacji odzyskać zaufanie i poparcie polskiej wsi?

Instrumenty odzyskania elektoratu wiejskiego są w tym momencie bardzo niewielkie. Nie wiem, jakie działania musiałyby zostać podjęte, aby PiS odzyskało zaufanie polskiej wsi. Zobaczymy, jakie ostatecznie będą losy Ustawy o ochronie zwierząt, która jest obecnie w Senacie. Moim zdaniem PiS powinno się wycofać z rozwiązań, jakie zaproponowało, choć wydaje się to mało realne. Przyjęcie rozwiązań kompromisowych tak czy inaczej oznacza uderzenie w wieś, przynajmniej w sektor hodowli zwierząt futerkowych. Zobaczymy też, jak będzie wyglądała kwestia uboju rytualnego, która dotyczy jeszcze większej grupy producentów na wsi. Tak czy inaczej sprawa wrzucenia ideologii lewackiej spowoduje, że PiS-owi będzie bardzo trudno odzyskać zaufanie elektoratu wiejskiego, który czuje się bardzo zawiedziony całą tą sytuacją i nie można wykluczyć, że swoje sympatie polityczne przełoży na PSL. Niewykluczone też, że może na tym zyskać Konfederacja. Nie zdziwiłbym się też, gdyby za trzy lata gros wyborców PiS-u w dniu głosowania zostało w domach. To pokazuje, że został popełniony bardzo daleko idący błąd, taktycznie również programowy, który będzie bardzo, ale to bardzo trudno naprawić. Ważne w tym wszystkim będzie też to, kto będzie ministrem rolnictwa, jaki będzie program działania tego resortu, jak będzie wyglądała kwestia współpracy ze środowiskami rolniczymi.

A jak Pan sądzi?   

Wydaje się, że ważną kwestią byłoby jednak nawiązanie dobrej współpracy i podjęcie dialogu z „Solidarnością” Rolników Indywidualnych. Wiemy jednak, że NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych krytycznie oceniła pomysły ustawowe PiS-u, tym niemniej podjęcie próby wyjścia z tej sytuacji i próba porozumienia się właśnie z rolniczą „Solidarnością”, ale też z innymi środowiskami wiejskimi, byłaby tu na miejscu.

Tylko czy da się nawiązać dialog bez programu?

Dlatego niezbędne jest porozumienie programowe. To, że rząd premiera Mateusza Morawieckiego – generalnie – cieszy się jednak wsparciem ze strony NSZZ „Solidarność”, to z pewnością jest ważny argument w dyskusji. Natomiast brak wsparcia ze strony NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych, czy szerzej środowisk rolniczych może mieć daleko idące konsekwencje dla funkcjonowania rządu Zjednoczonej Prawicy.

Co leży u źródeł takiej, a nie innej postawy rządu? Czy brak konstruktywnej opozycji nie sprawia, że – jak to zwykle bywa – władza deprawuje i zamiast działań pozytywnych politycznie degeneruje rządzących?

Jest takie powiedzenie, że pycha kroczy przed upadkiem. Nie wiem, czy można liderom PiS-u zarzucić pychę, być może jest to zbyt daleko idące sformułowanie, ale brak czujności, zbytnie samozadowolenie, poczucie się zbyt pewnie w roli rządzących, to z pewnością tak. To może rodzić poczucie, że jesteśmy silni bezsilnością opozycji, co pewnie w jakimś sensie też jest prawdą, ale tak czy inaczej jest to myślenie negatywne. Na tego typu zagrożenia – zbytnią pewność siebie – w swoich wypowiedziach już wcześniej zwracał uwagę sam prezes Kaczyński. Tym bardziej dziwi, że teraz zdecydował się na wrzucenie projektu Ustawy o ochronie zwierząt, który przestawia Zjednoczoną Prawicę w zupełnie inne miejsce. Trudno też powiedzieć, czy jest to próba podebrania elektoratu – szczególnie ludzi młodych – Koalicji Obywatelskiej, być może też próba wejścia w elektorat wielkomiejski, ale bez wątpienia jest to działanie, które absolutnie nie będzie skuteczne.

Czy również wiara, że czas opozycji totalnej, nieskonsolidowanej będzie trwał wiecznie nie jest zbytnią naiwnością?

Opozycja dzisiaj jest rzeczywiście totalna, ale w tym środowisku pojawiają się pewne symptomy, że takie myślenie jest krótkowzroczne, i tego lekceważyć absolutnie nie można. Mam tu na myśli wypowiedź Rafała Trzaskowskiego, który ostatnio, podczas konwencji programowej, mówił, że Platforma nie może zajmować się dłużej tylko sobą. Tym samym przyznał, że Platforma była opozycją totalną. I to, że po stronie Platformy w ogóle pojawia się taka refleksja, jest też – w jakimś sensie – zwycięstwem Zjednoczonej Prawicy, która cały czas o tym mówiła, wręcz nawet narzuciła taką narrację totalności opozycji, która przyjęła się w społeczeństwie. Ale to nie może uspokajać czy znieczulać Zjednoczonej Prawicy, bo są po stronie Platformy wypowiedzi, że trzeba odejść od tego modelu totalności, a przejść do oferty programowej. Inna sprawa, czy Platformę, czy w ogóle Koalicję Obywatelską, formację bezideową, w ogóle stać na przedstawienie takiej oferty? Z całą pewnością nie należy lekceważyć Platformy, nawet jeśli jest jałowa programowo.

 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki