Zobaczymy, co z tego wyniknie
Piątek, 25 września 2020 (17:16)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Prawdopodobnie w sobotę ma zostać podpisana nowa umowa koalicyjna w ramach Zjednoczonej Prawicy. Wydaje się zatem, że koalicja rządowa mimo napięć przetrwa…
– Tę próbę pewnie przetrwa, ale czas pokaże, jak długo się to utrzyma. Przypomnę, że jest to czas, kiedy nikomu się nie opłacają przyspieszone wybory parlamentarne, a w konsekwencji zdaje się, że właśnie do tego mógłby doprowadzić przedłużający się konflikt w Zjednoczonej Prawicy. Pytanie, w jakim stanie wyjdzie z tego kryzysu i jak przetrwa te zawirowania koalicja Zjednoczonej Prawicy? Nie chodzi mi o stan personalny, ale jak trwałe ślady pozostawi ten konflikt, mam na myśli cele programowe. Jak wiemy, między formacjami Prawem i Sprawiedliwością, Solidarną Polska i Porozumieniem są bardzo poważne wahnięcia i pytanie brzmi, czy ta prawica ma coś jeszcze z ideowości, ale nie lewicowej, czy może jest już tylko partią pragmatyczną. To znaczy czy dostosowuje się do obowiązujących trendów albo w przestrzeni kulturowej, albo wśród młodzieży – jak się argumentowało przy okazji forsowania ustawy tzw. prozwierzęcej – bądź do tego, co się dzieje w Europie zachodniej, czy też będzie się starać pozostać wierna pewnym ideałom? I to jest sprawa kluczowa, bo ten kierunek będzie rozstrzygać o personaliach, a więc jakich ludzi będzie się dobierać do rządzenia Polską. Czy będą to ludzie ideowi, oddani Polsce, którzy chcą pracować z poświęceniem dla kraju, czy może będzie dobór koniunkturalny ludzi, którzy będą w stanie dostosować się do każdej władzy, do każdych warunków, bo ich celem jest tylko zysk. I to są sprawy fundamentalne. Pewnym wyznacznikiem jest przyszłość polityczna ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego. To bardzo zasłużony człowiek, minister dla Prawa i Sprawiedliwości, bardzo dobrze odbierany na wsi.
Wszystko wskazuje na to, że niektórzy, i to nie tylko z uwagi na rekonstrukcję, pożegnają się z rządem, w tym również minister Ardanowski, który zagłosował przeciwko „Piątce dla zwierząt”. Teraz mówi, że dał się nabrać propagandzie, a PiS – partia, której zawierzył, która wydawała się prawicowa, dzisiaj wpisuje się w toczącą się w Europie wojnę ideologiczną, która ze zwierzęcia robi boga i dehumanizuje człowieka…
–– To, o czym mówi minister Ardanowski świadczy tylko o kryzysie w Prawie i Sprawiedliwości. Jest zatem pytanie, co się będzie działo dalej, czy w kierownictwie PiS-u nastąpi jakaś głębsza refleksja, otrzeźwienie i krok w tył, czy formacja ta będzie dalej brnąć w złym kierunku. Widać, że PiS znalazł się na rozstaju dróg i ma dylemat, co wybrać – czy pójść drogą pragmatyczną, gdzie dominują tylko i wyłącznie kwestie użytkowe, czy może wybrać drogę ideową, jeśli bierzemy pod uwagę kwestie fundamentalne? W Polsce prawica z reguły odwoływała się do zasad fundamentalnych i wygrywała wybory, zawsze stając – przynajmniej werbalnie, programowo, wizerunkowo – w kontrze do procesów rewolucyjnych. Proszę zwrócić uwagę, że stając do konfrontacji z ideologią lgbt Zjednoczona Prawica wygrała wybory do Parlamentu Europejskiego, dalej wybory parlamentarne w kraju oraz wybory prezydenckie. Przypomnę tylko, że prezydent Andrzej Duda podpisał Kartę Rodziny, co już samo w sobie nadaje kierunek, w jakim ta władza powinna zmierzać. Tymczasem ni stąd, ni zowąd w ośrodkach decyzyjnych Prawa i Sprawiedliwości pojawia się pomysł, aby być czymś w rodzaju niemieckiego CDU czy brytyjskiej Partii Konserwatywnej, która tylko w nazwie ma konserwatyzm, a w rzeczywistości prezentuje zlepek różnych – często wykluczających się treści – sklejonych w jakąś dziwną całość. I to jest prawdziwy dylemat, czy rzeczywiście ten kierunek zostanie zachowany, ale na to pytanie będziemy oczekiwać odpowiedzi w sobotę. Nie chodzi zatem wyłącznie o to, że zostanie – jak słyszymy w zapowiedziach – podpisana nowa umowa koalicyjna między formacjami tworzącymi Zjednoczoną Prawicę, bo taki dokument zapewne powstanie i zostanie ratyfikowany przez liderów PiS-u, Porozumienia i Solidarnej Polski, skutkiem czego rząd pewnie przetrwa – przynajmniej na jakiś czas, ale ważne jest, jaki będzie sens jego istnienia, działania, jakie cele będzie realizował ten gabinet? Zatem pytanie jest o ideowość i fundamenty.
Słyszymy też, że dyscyplina w sprawie głosowania za ustawą prozwierzęcą nadal będzie jednak obowiązywała. Co pcha PiS w kierunku lewicowych postulatów?
– Nie umiem powiedzieć. Moim zdaniem, to nie jest racjonalne zachowanie. Biorąc pod uwagę ustawę „Piątka dla zwierząt”, a więc kwestie spójne z ekologizmem, wcale nie jest tak, że w Polsce większość ludzi myśli w ten właśnie sposób i trzeba się im przypodobać. Mamy więc czysty pragmatyzm, ale od strony ideowej, rzeczowej widać brak racjonalności w tego typu działaniach, co więcej, można dostrzec ucieczkę od naturalnego porządku rzeczy. Nic zatem dziwnego, że pojawiają się różne teorie spiskowe, dlaczego taki a nie inny kierunek został obrany. U wielu osób rodzi się też przekonanie, że można brać sobie dowolnie – na wyrywki – część postulatów lewicowych, a część prawicowych i funkcjonować w polityce. Tyle że taka postawa u ludzi ideowych rodzi naturalny opór, sprzeciw, bo rozum protestuje, a ponieważ wprowadzono dyscyplinę partyjną przy głosowaniu, to ci, którzy posługują się właśnie racjonalnością i rozumem, którzy nie podnoszą ręki za podszytą lewicową ideologią ustawą, są karani.
Tylko czy nie jest to droga donikąd?
– Owszem, to zły przykład dla następnych ideowców i argument, że nie mają szans dostać się do polityki. Natomiast szanse mają tacy, którzy dzisiaj głosują za „Piątką dla zwierząt”, a jutro za ochroną życia. Tylko że w tej sprzeczności nie widać logiki. Zatem ich postawa warunkowana jest wolą przywódców partyjnych, a nie tym, że taki jest porządek rzeczy, że takie są prawa natury. Proszę zwrócić uwagę, że taką postawą przyciąga się do polityki czy promuje osoby może i młode, ale kompletnie przeżyte, osoby pozbawione ideałów. Efekt jest taki, że do polityki dostają się często nie ludzie, którzy wzorują się nie na Żołnierzach Niezłomnych, do końca wiernych sobie i wyznawanym zasadom, ale ślepo poddani partyjnej władzy. Takich polityków, którzy przypominają dawny AWS – partię sklejoną z różnych nurtów, zasadniczo bez osi ideowej, dzisiaj Polsce nie trzeba. Taka formacja bezideowa – w momentach próby, kryzysu – nie jest w stanie przetrwać próby czasu, ale doznając rozstroju wewnętrznego wchodzi w alianse z innymi kompletnie różnymi formacjami, tam szukając dla siebie większego poparcia. Według mnie, dzisiaj Zjednoczona Prawica stoi przed takimi, różnymi dylematami.
Co, Pana zdaniem, będzie oznaczało – dość prawdopodobne – wejście do rządu prezesa Jarosława Kaczyńskiego?
– Z jednej strony – jak niektórzy uważają – może to być wzmocnienie Mateusza Morawieckiego, który będzie miał więcej narzędzi, aby w pewnej dyscyplinie utrzymywać Zbigniewa Ziobrę. Jarosław Kaczyński będzie miał bowiem bezpośredni wgląd w sytuację, a nie tylko możliwość dowiadywania się o pewnych kwestiach z opóźnieniem za pośrednictwem mediów. Z drugiej strony, może to być niezręczne od strony psychologicznej dla Mateusza Morawieckiego, bo Jarosław Kaczyński będzie piastował formalnie urząd wicepremiera, a więc będzie podległy premierowi, ale z drugiej strony jako prezes partii PiS od strony politycznej będzie wyżej nad premierem Morawieckim. Zatem może to być dla Mateusza Morawieckiego choćby od strony sprawności i prowadzenia spraw w rządzie zjawisko pozytywne, a zarazem obciążające od strony psychologicznej. I to są rzeczy, które – tak mi się wydaje – sprawdzą się dopiero w praktyce, i dopiero po jakimś czasie zobaczymy, jaki będzie tego bilans – pozytywny czy negatywny. Z całą pewnością manewr ten daje szansę na obniżenie napięć wewnątrz rządu, ale – co ważne – stwarza także szanse na zwiększenie jego skuteczności w działaniu. Wygląda na to, że prezes Jarosław Kaczyński widząc, co się dzieje, np. dostrzegając jakieś zjawisko nepotyzmu w spółkach Skarbu Państwa czy dostrzegając pewne kwestie, które mu się nie podobają w działaniach resortu sprawiedliwości, być może chce wejść do rządu, aby mieć nadzór nad ważnymi obszarami funkcjonowania polskiej polityki. Oczywiście są tego plusy, ale jest też pewne ryzyko. Czy to wszystko się uda spiąć, zobaczymy po jakimś czasie.
Jeśli umowa koalicyjna zostanie jutro podpisana, to oznaczałoby, że Zbigniew Ziobro zostaje, ale wszystko też wskazuje, że Jarosław Gowin wróci do rządu…
– Owszem, medialne doniesienia wskazują, że szef Porozumienia Jarosław Gowin pokieruje resortem rozwoju. Prawdopodobnie, choć w innej formule niż dotychczas, przy zredukowaniu czy też innym przyporządkowaniu, zrekonstruowany rząd będzie nadal działał. I wszyscy zainteresowani będą jechać dalej na jednym wózku, oby tylko w dobrym kierunku. Zobaczymy, co z tego wyniknie.