Ministrowie naprawią nadszarpnięty PR
Piątek, 1 lutego 2013 (13:36)Ministrowie rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska oraz szef resortu transportu Sławomir Nowak wyjechali na spotkanie z komisarzem Unii Europejskiej ds. Polityki Regionalnej Johannesem Hahnem. Podróż związana jest z decyzją Komisji Europejskiej dotyczącej zamrożenia wypłat funduszy europejskich dla Polski, które były przeznaczone na budowę dróg.
Rozmowy polskich polityków i europejskiego komisarza mają doprowadzić do odblokowania środków na budowę dróg w Polsce. Komisja postawiła rządowi Donalda Tuska konkretne warunki, które muszą zostać zrealizowane, aby 4 mld euro trafiło do Polski. O wstrzymania wypłat funduszy Komisja Europejska poinformowała polskie władze jeszcze 21 grudnia 2012 r. Jednak rząd Donalda Tuska milczał na ten temat do wtorku, tj. 12 stycznia br. Sprawa wzburzyła polską opinię publiczną.
Dariusz Sobków, były ambasador tytularny w Stałym Przedstawicielstwie Polski przy Unii Europejskiej, w czwartek w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl zauważył, że wizyta ministrów jest spóźnioną próbą ratowania wizerunku medialnego rządu Donalda Tuska.
– Wyjazd pani Bieńkowskiej i pana Nowaka jest dowodem, że aparat urzędniczy i dyplomatyczny nie wypełnił swojej roli. To czysta ich kompromitacja. Politycy w tego typu sytuacjach jedynie ratują utracony kapitał polityczny i nadszarpnięty wizerunek w mediach – podkreślił nasz rozmówca.
Jednocześnie były ambasador tytularny w Stałym Przedstawicielstwie Polski przy Unii Europejskiej ocenił, że mamy do czynienia z największą aferą polityczną i dyplomatyczną w historii tego rządu.
– Chodzi oczywiście o afery, które można zmierzyć pieniędzmi. Inne afery, w które zamieszany był rząd PO – PSL, dotyczyły autorytetu państwa i mimo iż są bardzo istotne dla Polski, są niemierzalne finansowo – wyjaśnił.
Sobków podkreślił, że „polski rząd, wbrew opiniom kreowanym przez niego i media mu sprzyjające, nie jest rządem fachowców i nie ma dobrych koneksji w Brukseli”.
– W normlanej sytuacji placówki dyplomatyczne i instytucje rządowe otrzymują wcześniej sygnały ostrzegawcze przed tego typu zagrożeniem, dzięki czemu mają czas na reagowanie. W każdym kraju o takiej wielkości jak Polska działa przynajmniej kilkuset urzędników, którzy mają bezpośrednie kontakty z instytucjami unijnymi. W przypadku Polski takich kontaktów nie było – wyjaśnił były ambasador tytularny. Zauważył ponadto, że „decyzja Komisji pokazuje, iż rząd Donalda Tuska nie jest akceptowany w unijnych instytucjach”.
Jest to także dowód na to – zaznaczył Sobków – że „polskie władze przyjęły postawę zawieszenia negocjacji i kontaktów z Unią Europejską na zasadzie uzyskiwania czegoś od siebie”. – Gdyby Komisja Europejska obawiała się reakcji naszego rządu, to nie podjęłaby tak ważnej i kompromitującej rząd decyzji. Decyzji, która osłabia znacznie naszą gospodarkę – podkreślił.
Wysokość budżetu zagrożona?
Tymczasem zablokowanie 4 mld euro następuje tuż przed kolejna rundą negocjacji o budżet Unii Europejskiej na kolejną perspektywę. Ekonomista dr Marian Szołucha ocenił, że stawia nas to w bardzo niekorzystnym świetle.
– Krótko mówiąc, tego rodzaju doniesienia medialne dają naszym przeciwnikom – czyli tym, którzy chcą ogółem kwotę budżetu unijnego jak najbardziej zmniejszyć – argumenty – podkreślił gość programu „Polski punkt widzenia” w Telewizji Trwam.
Dodał, że „Anglicy czy inni tzw. płatnicy netto mogą powiedzieć przy stole negocjacyjnym za kilka dni: otóż, proszę państwa, nowe kraje członkowskie z Polską na czele nie potrafią właściwie wydawać pieniędzy, które ze środków przekazywanych przez naszych podatników do centralnego budżetu są do nich transferowane”.
Zagrożenie dla polskiego rozwoju
W sprawie decyzji Komisji Europejskiej swoje zapytania i interpelacje złożyli europosłowie z Prawa i Sprawiedliwość oraz Solidarnej Polski. Wśród deputowanych, którzy zwrócili się z interpelacją i listem do komisarza Johannesa Hahna, są europosowie PiS – Tomasz Poręba i Ryszard Legutko.
Posłowie chcą uzyskać odpowiedź na pytanie, jakie jest realne zagrożenie utraty przez Polskę 4 mld euro przeznaczonych na budowę polskich dróg. Ponadto zwracają się z prośbą o informacje dotyczące warunków, jakie muszą spełnić polskie władze, aby środki te mogły zostać uwolnione. Europarlamentarzyści PiS chcą także odpowiedzi na pytanie: jakie zdaniem KE są największe wady proceduralne systemu przetargów i kontroli stosowanej przez polskie władze, które doprowadziły do zamrożenia funduszy strukturalnych na budowę dróg?
- Sprawa jest bardzo poważna. Jeżeli potwierdzą się informacje płynące z KE, zablokowanych zostanie niemal 6 proc. środków przyznanych Polsce w ramach funduszy strukturalnych na lata 2007-2013 – alarmuje europoseł Poręba. W jego ocenie, zamrożenie tak pokaźnej kwoty będzie oznaczało ni mniej, ni więcej, tylko gwałtowne zahamowanie rozwoju Polski. Spowoduje też dodatkowe opóźnienia w i tak chaotycznej oraz powolnej strategii rozbudowy sieci polskich dróg.
– Za te środki można wybudować w Polsce 500 km dróg i autostrad. Polski rząd powinien zareagować już 21 grudnia 2012 r., kiedy pojawiły się pierwsze ostrzeżenia ze strony KE o potencjalnych problemach – zauważa Tomasz Poręba.
W krytycznej ocenie postawy rządu Donalda Tuska wtóruje mu europoseł Ryszard Legutko. – Rząd powinien doprowadzić do jak najszybszego odblokowania unijnych pieniędzy oraz – o ile okaże się to konieczne – odpowiednio zmodyfikować swoje procedury kontrolne – uważa Ryszard Legutko.
Po dzisiejszych rozmowach przedstawicieli polskiego rządu w Brukseli trudno jednak oczekiwać wiążących decyzji, a tym bardziej nagłego odblokowania zamrożonych pieniędzy dla Polski. Spotkanie ma bowiem charakter bardziej polityczny, a nie ekspercki.
Izabela Kozłowska, współpraca Mariusz Kamieniecki